Decyzja Niemiec o opuszczeniu swoich zachodnich sojuszników poprzez wstrzymanie się od głosu podczas zatwierdzenia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ w marcu strefy zakazu lotów nad Libią stworzyła głęboki rozłam między kanclerz Angelą Merkel a administracją Obamy, a także Zjednoczonym Królestwem i Francją.
Odmawiając poparcia strefy zakazu lotów Niemcy ustawiły się w jednym szeregu z Niemcami i Chinami, dwoma państwami, które nie słyną z wysokich ocen za prawa człowieka. Po tym jak rząd Merkel wycofał swoje natowskie okręty wojenne z Morza Śródziemnego by uniknąć wrażenia jakiegokolwiek zaangażowania w akcję militarną w Libii, administracja Obamy zwróciła uwagę na niemiecką obojętność wobec zbrodni przeciwko ludzkości pułkownika Kadafiego.
"Niektóre państwa mogą być w stanie przymknąć oko na zbrodnie w innych krajach", powiedział 28 marca prezydent USA Barack Obama. "Stany Zjednoczone Ameryki są inne. A ja, jako prezydent, odmówiłem czekania na zdjęcia rzezi i masowych grobów przed podjęciem działań."
Polityka zagraniczna kulejąca na obie nogi
Minister spraw zagranicznych Niemiec Guido Westerwelle nie tylko siedział na uboczu, podważał nawet operacje militarne NATO. Gdy Liga Arabska dała zielone światło dla misji egzekwowania strefy zakazu lotów, Westerwelle powiedział: "Obliczyliśmy ryzyko. Jeśli widzimy, że trzy dni po rozpoczęciu tej interwencji Liga Arabska już [ją] krytykuje, myślę że mieliśmy dobre powody."
Mętna polityka zagraniczna Westerwelle skłoniła poirytowanego i rozeźlonego ministra spraw zagranicznych Francji Alaina Juppe do oświadczenia: "Wspólna polityka zagraniczna i obrony Europy? Jest martwa." Co było kolejną wymowną oznaką kulejącej na obie nogi niemieckiej polityki zagranicznej, Partia Lewicy, czyli nowa manifestacja rozwiązanej wschodnioniemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności (SED), pochwaliła w Bundestagu linię Westerwelle.
Zerwanie przez Merkel i Westerwelle z Waszyngtonem i unijnymi potentatami takimi jak Francja i Wielka Brytania wynika po części z wyborów regionalnych pod koniec marca w landzie Badenia-Wirtembergia. W rozpaczliwej acz nieskutecznej próbie poprowadzenia swojej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) do zwycięstwa, Merkel zagrała kartą pacyfistyczną, wyjętą prosto z talii byłego socjaldemokratycznego kanclerza Gerharda Schrodera.
"Ociężali, popijający piwo społecznicy"
Schroder jak wiadomo podsycił antyamerykańskie sentymenty wśród niemieckich wyborców w okresie poprzedzającym wojnę w Iraku i będąc z tyłu w sondażach katapultował swoją czerwono-zieloną koalicję do zwycięstwa wyborczego.
Dziś przytłaczająca większość Niemców odrzuca obecność Federalnych Sił Zbrojnych w Afganistanie. Chociaż Niemcy przydzieliły 300 żołnierzy do wykonywania lotów obserwacyjnych AWACS pod koniec marca, wykazują niewiele zainteresowania walką z Talibami na afgańskiej ziemi. Trzeba Niemcom przyznać, że kolejne rządy przydzielały wojska do Afganistanu, ale ich odmowa angażowania się w działania zbrojne jest wielkim źródłem frustracji u zachodnich sojuszników.
W 2006 roku kanadyjscy i brytyjscy deputowani do parlamentu NATO wyśmiali w brytyjskiej Izbie Gmin niemieckie siły jako grupę ociężałych, popijających piwo społeczników, którzy nie wykonali ani trochę z ciężkiej roboty eliminowania sił Talibów. A na innym spotkaniu NATO, według "Der Spiegel", brytyjski przedstawiciel wojskowy powiedział swojemu niemieckiemu odpowiednikowi: "Wysyłamy do domu dwie trumny każdego tygodnia, a wy, Niemcy rozdajecie kredki i wełniane koce."
Poufałe więzi z Iranem
Kolejnym ważnym sprawdzianem dla niemieckiej polityki zagranicznej są dążenia Iranu do zdobycia broni jądrowej. A jeśli chodzi o trzymanie się zachodniej strategii izolowania Iranu Niemcy w najlepszym razie prezentują się marnie. Westerwelle przedkłada interesy gospodarcze swojej probiznesowej Partii Wolnych Demokratów ponad NATO i bezpieczeństwo narodowe.
Jego ministerstwo spraw zagranicznych przyczyniło się w tym roku do zawarcia umowy przewidującej przekazanie co najmniej 1,5 miliarda euro (2,1 miliarda dolarów) indyjskich płatności za ropę naftową dla irańskiego reżimu za pomocą Bundesbanku i bazującego w Hamburgu Europejsko-Irańskiego Banku Handlowego (Europaeisch-Iranische Handelsbank - EIH), instytucji finansowej objętej w zeszłym roku sankcjami przez Departament Skarbu USA.
Westerwelle zlekceważył list 11 senatorów z obu amerykańskich partii (w tym jednego niezależnego) wzywający go w lutym do zamknięcia EIH. Według Departamentu Skarbu USA EIH jest jednym z głównych europejskich kanałów finansowych dla nielegalnych programów nuklearnych i rakietowych Iranu.
W kwietniu Departamentowi Skarbu udało się zmusić Niemców do zaprzestania przyszłych płatności za indyjską ropę naftową. Pomimo starań dyplomatów amerykańskich i brytyjskich, a także ekspertów od kontrterroryzmu, by przekonać rząd Merkel do położenia kresu operacjom EIH, ten terrorystyczny bank wciąż prowadzi transakcje finansowe.
Niemiecki minister spraw zagranicznych Westerwelle nieugięcie odmawia zamknięcia EIH, ponieważ średniej wielkości firmy niemieckie aktywne w Iranie wykorzystują go do transferowania płatności. Właściciele tych firm stanowią dużą część członkostwa probiznesowej Partii Wolnych Demokratów kierowanej przez Westerwelle. Wszystko to pomaga wyjaśnić dlaczego Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Iranu w Unii Europejskiej, z całkowitym rocznym wolumenem wymiany handlowej sięgającym 4 miliardów euro (5,7 miliarda dolarów) w 2010 roku.
Można się zastanawiać na ile poważnie Niemcy traktują egzekwowanie sankcji kiedy ich czołowe instytucje polityczne i finansowe współpracują z wpisanym na czarną listę bankiem (EIH) by omijać amerykańskie sankcje przeciwko Teheranowi i wciąż odmawiają zamknięcia tego banku. Niestety Merkel nie podjęła poważnej próby ograniczenia kwitnących stosunków handlowych jej kraju z republiką islamską.
Niemcy świadomie dryfują w kierunku stanu politycznego zapomnienia. Jeśli chcą być brane na poważnie jako rzetelny, demokratyczny partner, stoją przed kluczowym wyborem między swoimi sojusznikami. Po jednej stronie są Rosja, Iran i Chiny, a po drugiej są Stany Zjednoczone, NATO, Izrael i reszta wolnego świata.
Benjamin Weinthal to fellow w Fundacji Obrony Demokracji. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/rift_widens_as_germany_alienates_nato_allies/24098997.html
FOTO: Flickr user dick@vorderstrasse.de