Wraz z niedawną śmiercią Osamy bin Ladena i trwającą Arabską Wiosną globalny dżihadyzm zanotował ostatnio kilka poważnych niepowodzeń. W następstwie tego na popularności wydaje się zyskiwać bardziej łagodny i pragmatyczny "islamizm partycypacyjny" i Zachód powinien się przygotować na nowe wyzwania jakie będzie on stwarzał.
Gdy zbliża się 10. rocznica zamachów z 11 września, al-Qaida i globalny ruch dżihadystowski doznały dwóch poważnych ciosów. Niewątpliwie pierwszym z nich jest śmierć Osamy bin Ladena, chociaż pełne konsekwencje jego zgonu mogą zostać ocenione dopiero po pewnym czasie. Mimo tego, że założyciel al-Qaidy dawno temu zrzekł się centralnej roli operacyjnej, symboliczna wartość jego śmierci jest rzeczywiście wysoka. Ale globalny ruch dżihadystowski bezsprzecznie doznał dużo bardziej dotkliwego ciosu ze strony Arabskiej Wiosny, transarabskiego ruchu protestu, który, chociaż nie podziela nic z jego idei i metod, osiągnął w kilka miesięcy więcej niż al-Qaida w ciągu 20 lat.
Z pewnością żaden z tych ciosów raczej nie okaże się śmiertelny dla tego ruchu i inspirowany dżihadyzmem terrororyzm bynajmniej nie zniknie w najbliższej przyszłości. Zwolenników ideologii dżihadystowskiej wciąż można znaleźć od Indonezji po zawzięte dzielnice większości miast europejskich i przyszłe ataki terrorystyczne są niemal pewne. Faktycznie ruchy dżihadystowskie mogą znaleźć trakcję na nowo powstałych, odizolowanych obszarach niestabilności, tak jak znalazły ją w ciągu ostatnich kilku lat na pozbawionych kontroli obszarach Pakistanu, Somalii, Iraku, Jemenu i Maghrebu.
Lecz chociaż niewątpliwie przedwczesne jest ogłaszanie jego upadku, możliwe jest, że okres świetności dżihadyzmu już przeminął. Sondaże jasno pokazują, że przytłaczająca większość muzułmanów na świecie jest zniechęcona jego brutalnością, skłonnością do powodowania podziałów i nieskutecznością. Niedawne powstania w Tunezji i Egipcie ukazały wadliwą naturę centralnego przesłania dżihadyzmu: że tylko niewybredna przemoc może obalić reżimy autorytarne w tym regionie i przynieść zmianę. Popularność dżihadyzmu może oczywiście ponownie wzrosnąć - zwłaszcza jeśli wielkie oczekiwania jakie przyniosła Arabska Wiosna nie spotkają się z pewnymi namacalnymi rezultatami. Niemniej jednak słabość taktyczna i ideologiczna al-Qaidy stała się całkowicie oczywista.
Paradygmat "partycypacyjności"
Gdy dżihadyzm boryka się z kryzysem tożsamości, "islamizm partycypacyjny" zdobywa nową pewność siebie. Islamizm, w swoim gradualistycznym i pragmatycznym podejściu ucieleśnianym przez Bractwo Muzułmańskie i jego pochodne na świecie, jak się wydaje będzie zbierać żniwo swojej decyzji sprzed 3 dekad o porzuceniu przemocy i skupieniu się zamiast tego na partycypacji politycznej i działalności u podstaw. Chociaż odegrały one tylko marginalną rolę w powstaniach arabskich, ruchy islamistyczne prawdopodobnie będą wśród głównych beneficjentów Arabskiej Wiosny, być może wykorzystując swoje zdolności w zakresie mobilizacji politycznej i legitymację wśród zwykłych ludzi w celu dojścia do pozycji władzy w rodzących się demokracjach regionalnych.
Po skrajnych stronach islamistycznego spektrum siedzą dżihadyści tacy jak bin Laden oraz nowoczesni islamiści tacy jak premier Turcji Recep Tayyip Erdogan. Erdogan z powodzeniem połączył poszanowanie dla demokracji wyborczej i skuteczną politykę gospodarczą z zainspirowanym islamizmem konserwatyzmem społecznym i polityką zagraniczną. Oczywiste jest, że spośród tych dwóch antagonistycznych wizji islamizmu historia obiera kierunek Erdogana.
Zastępy ruchów islamistycznych, które w przeciwieństwie do grup dżihadystowskich mogą liczyć na szerokie poparcie społeczne i dążą do odgrywania znaczącej roli w systemach politycznych ich krajów, otwarcie chwalą Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) Erdogana jako przykład do naśladowania i gromadnie przybywają do Ankary by zgłębiać jej tajniki. Turecki model prawdopodobnie nie zostanie wszędzie powielony z takimi samymi cechami charakterystycznymi i jest całkiem możliwe, że będzie reprezentował najłagodniejszą wersję demokracji o zabarwieniu islamistycznym, powściągniętą przez głęboko zakorzenioną świecką tradycję tego kraju, silne i zdecydowanie antyislamistyczne wojsko, a także samą naturę AKP, która przeszła wewnętrzną transformację przed zdobyciem władzy. Partie islamistyczne w innych krajach mogą zająć bardziej skrajne pozycje, tak jak na przykład Hamas w kontrolowanej przez siebie Gazie, nie tylko w jego konfrontacji z Izraelem, ale też w formach kontroli społecznej. Ale przyszły kurs islamizmu ewidentnie leży głównie w partycypacji politycznej, a nie w niewybrednej przemocy.
Nie oznacza to, że islamizm partycypacyjny nie będzie stanowił wyzwania dla Zachodu. Ideologia islamistyczna, nawet w jej partycypującej i bardziej umiarkowanej wersji, wciąż sprzyja głębokim podziałom i jest kontrowersyjna, często stojąc w konflikcie z podstawowymi wartościami i interesami zachodnimi. Na arenie wewnętrznej, są uzasadnione obawy o szczerość partii islamistycznych w ich przywiązaniu do demokracji oraz o ich stanowiska względem wolności religijnej, praw kobiet i wolności słowa. Na arenie międzynarodowej, większość stanowisk różnych partii czerpiących inspirację z Bractwa Muzułmańskiego stawia je na kursie kolizyjnym z polityką Zachodu w regionie, poczynając od podstawowej kwestii Izraela.
Islamistyczne wyzwanie dla Zachodu w najbliższej przyszłości będzie zatem pochodzić raczej nie od kul, lecz z urn. Wieszczenie upadku al-Qaidy, co entuzjastycznie zrobili niektórzy komentatorzy po śmierci bin Ladena, jest z całą pewnością przedwczesne, ale zagrożenie dżihadystyczne wydaje się zanikać, gdyż ideologia ta jest atrakcyjna dla coraz mniejszego środowiska. Natomiast partycypacyjne ruchy islamistyczne są nieodłączną częścią społeczeństw w praktycznie wszystkich krajach z większością ludności muzułmańskiej. Zapewne będą też odgrywać znaczącą rolę w postautorytarnym życiu politycznym tych krajów, chociaż z różną dynamiką i w różnym stopniu w różnych miejscach.
Wrzucanie partycypacyjnych islamistów do jednego worka z al-Qaidą i innymi grupami dżihadystowskimi jest nie tylko niewłaściwe, ale i kontrproduktywne. Jednocześnie jednak uważanie, że nie stanowią oni problemu i są autentycznie przywiązani do wartości demokracji liberalnej jest błędne i naiwne. Zachód musi zaangażować partie islamistyczne, zarazem unikając zarówno ideologicznych uprzedzeń jak i myślenia życzeniowego.
Dr Lorenzo Vidino to Visiting Fellow w Centrum Studiów Bezpieczeństwa, ETH Zurich. Jego najnowsza książka to The New Muslim Brotherhood in the West (Columbia University Press, 2010).
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=129725&contextid734=129725&contextid735=129724&tabid=129724
FOTO: Flickr user madmonk