Gdy Turcja zwiększa swoją siłę gospodarczą i znaczenie w sprawach energetycznych oraz utrwala swoją geostrategiczną współzależność z Europą, ta podchodzi do Ankary z niebezpieczną nieufnością, wyrażającą się poprzez nową architekturę bezpieczeństwa, która zmierza do zmarginalizowania wpływów Turcji.
Kolektywne wyobrażenie Europy o narodach muzułmańskich, zakorzenione w krucjatach i wiekach walk, jest oparte na fundamencie postrzeganej konfrontacji. Ostatnio tragedia z 11 września 2001 roku i kłopoty z integracją imigrantów muzułmańskich wewnątrz Europy odświeżyły tę dychotomiczną mentalność, przedstawiającą „długobrodego muzułmanina zza drzwi obok” jako nowego wroga zastępującego „bezwzględnego rosyjskiego komunistę” z epoki Zimnej Wojny.
Niemniej jednak, bliższe spojrzenie na minioną dekadę stosunków europejsko-muzułmańskich pokazuje, że współpraca była częstsza niż konfrontacja. Ten trend niestety przyćmiewały bardziej negatywne, przykuwające uwagę wydarzenia, podgrzewane przez sensacjonalistyczne tendencje mass mediów. Chociaż Wojna z Terroryzmem może i rzuca cień na minioną dekadę, nie powinno się zapominać ani lekceważyć mnóstwa pozytywnych interakcji, do jakich doszło między kilkoma państwami muzułmańskimi a Europą.
Na przykład młoda Republika Azerbejdżanu, państwo z większością szyickich muzułmanów, dorobiła się solidnych powiązań z Europą i USA. Nie wpadła w orbitę sąsiedniego Iranu, ani też nie kultywowała znaczącego, rodzimego ruchu islamistycznego. Podobnie, długotrwały sojusz między Arabią Saudyjską a Zachodem został tylko nieznacznie osłabiony przez jaskrawą niezgodność ideologiczną ich zasadniczych przekonań religijnych i socjopolitycznych.
Niełatwe stosunki
Najbardziej interesującym przypadkiem jest jednak Turcja. Z połączeniami geograficznymi z Morzem Śródziemnym, Mezopotamią, Kaukazem Południowym i Morzem Czarnym, Turcja ma położenie godne pozazdroszczenia. Kraj ten nie tylko pełni rolę naturalnego ośrodka regionalnego, ale jest też bramą prowadzącą na Bałkany i do Afryki Północnej.
Trwająca dekadę transformacja polityczna znalazła kulminację w 2003 roku w zwycięstwie premiera Recepa Tayyipa Erdogana, lidera umiarkowanie islamistycznej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Za rządów AKP Turcja skupiła się na opracowaniu spójnej strategii umacniania swojej pozycji geoekonomicznej i roli na arenie międzynarodowej, zręcznie wykorzystując swoje konkretne silne strony.
Europejscy znawcy tematu, przeceniając wymiar kulturalny, skupili debatę na rzekomej „islamizacji” Turcji i wyolbrzymionym elemencie „neo-ottomańskim” w nowej postawie Ankary. Światlejsi obserwatorzy spraw tureckich mogą łatwo obalić takie twierdzenia, ale ta problematyczna niezgodność między kulturalną przeciwstawnością a funkcjonalną europejsko-turecką współzależnością nie powinna jednak być niedoceniana. Upowszechnienie się tego dyskursu może faktycznie zaważyć na przyszłości stosunków między Europą a Turcją. Jednak Turcja jest teraz nieodzownym partnerem dla Europy w dziedzinie gospodarczej i bezpieczeństwa i Europa sama by sobie zaszkodziła gdyby w przyszłości ograniczyła wzajemne zaangażowanie.
Prominentny gracz gospodarczy
Turcja doświadczyła dekady nadzwyczajnego sukcesu gospodarczego, z rocznym wzrostem PKB wynoszącym średnio 6,6% w latach 2001-08. Rozsądna polityka monetarna doprowadziła do ponownego zrównoważenia tureckiej gospodarki i sprowadziła wskaźnik inflacji – notoryczną piętę achillesową Turcji – do poziomu jednocyfrowego w 2005 roku. Gospodarka zdołała też uniknąć najgorszego w trakcie globalnego kryzysu finansowego lat 2008-09: PKB spadł o prawie 5% w 2009 roku, ale system bankowy nie upadł i natychmiast nastąpił powrót do wzrostu. Co bardzo ważne, temu okresowi gospodarczej prosperity towarzyszyła szybka integracja z gospodarką światową, co znacznie odbiegało od tradycyjnego, zorientowanego do wewnątrz i protekcjonistycznego modelu tureckiego. Wolumen handlu zagranicznego wzrósł ponad 3-krotnie między rokiem 2000 a 2009.
Z racji bliskości terytorialnej i korzystnych skutków porozumienia o unii celnej podpisanego w 1996 roku UE jest największym partnerem handlowym Turcji, otrzymując 45% jej eksportu i dostarczając 41% importu w 2009 roku, ale jej powiązania nie ograniczały się do sąsiadów z Zachodu. Rady Współpracy Wysokiego Szczebla zostały ustanowione z wszystkimi państwami ościennymi, od Grecji po Syrię.
Ale sektorem, w którym wielokierunkowa strategia Ankary przynosi najbardziej znaczące rezultaty jest handel energią. Za sprawą swojego położenia geograficznego i dzięki bliskości 72% potwierdzonych światowych rezerw ropy i gazu Turcja proaktywnie przekształciła się w duży ośrodek energetyczny, działając jako pomost między największymi na świecie producentami energii a konsumentami energii. Kraj ten już jest istotnym ujściem dla ropy kaspijskiej i irackiej: 2 rurociągi z Baku i Kirkuku obecnie dostarczają 1,3 miliona baryłek dziennie (bpd) do śródziemnomorskiego terminalu Ceyhan. Liczba ta najpewniej podwoi się w 2012 roku gdy ukończone zostanie połączenie z portem Samsun nad Morzem Czarnym. Ponadto Irak planuje zwiększyć swoją produkcję z 2,4 do 12 miliona bpd w ciągu kolejnych 6-7 lat, a istotna część tej ropy będzie zapewne płynąć w kierunku północnym, do Turcji.
Na dodatek Ankara najpewniej przyjmie jeszcze bardziej prominentną rolę w handlu gazem ziemnym, surowcem wysoce strategicznym dla krajów europejskich, które znajdują się w niepewnym położeniu względem dostaw od rosyjskiego monopolisty, Gazpromu. W następstwie ponawiających się kryzysów między Rosją a krajami tranzytowymi takimi jak Białoruś i Ukraina dywersyfikacja dostaw gazu stała się imperatywem dla Komisji Europejskiej. To daje Turcji szansę na to, by zostać alternatywnym szlakiem tranzytowym dla gazu płynącego z basenu Morza Kaspijskiego, Azji Środkowej i również z całego Bliskiego Wschodu. Ostatnie powstania w Afryce Północnej jeszcze bardziej zwiększyły znaczenie Ankary pod tym względem, jako że obawy o niestabilność polityczną i przemoc będą niechybnie odstraszać od eksploatacji rezerw libijskich, egipskich i algierskich, od dawna uważanych za jedne z najbardziej obiecujących alternatyw dla importu z Rosji.
Pajęcza sieć
Turcja i jej operator rurociągów BOTAS są jedną z sił napędowych stojących za rurociągiem Nabucco, który, jeśli się powiedzie, będzie sprowadzać gaz azerbejdżański, turkmeński i iracki do Europy Południowej i Południowo-Wschodniej przez Turcję. Jednak Ankara przyznała też dostęp do jej sektora terytorialnego Morza Czarnego konsorcjum South Stream, rosyjsko-włoskiemu joint venture, które zażarcie rywalizuje z Nabucco. Cel tej strategii jest jasny: Turcja jest fundamentalnie ważna dla obu projektów, zarówno Nabucco jak i South Stream, i niezależnie od rezultatu tej batalii będzie czołowym szlakiem tranzytowym dla przyszłych europejskich dostaw gazu.
Aczkolwiek bycie w sercu tak krytycznej sieci geostrategicznej jest błogosławieństwem dla tureckiej gospodarki i kultury, mylny jest pogląd, że taka pozycja przynosi ze sobą korzyści dla bezpieczeństwa. Realistyczne odstraszanie w tym niestabilnym otoczeniu – doświadczającym zmian nastrojów autokratycznych władców i wariacji ciągle obecnego zagrożenia terrorystycznego – wymaga silnej obecności wojskowej. Przy rosnącym zaangażowaniu Turcji we „flirty energetyczne” z Europą, Bliskim Wschodem i Azją Środkową, jak również grze w chowanego w sektorze energetycznym z Rosją i Iranem, jej potrzeba bezpieczeństwa naturalnie wzrosła i stanie się tylko jeszcze większym problemem w przyszłości.
Potrzeby bezpieczeństwa Turcji, jako kluczowego „państwa-ośrodka”, są ściśle powiązane z potrzebami jej partnerów. Skoro tak, czy nie należy argumentować, że do bezpieczeństwa zbiorowego powinni wnosić odpowiedni wkład wszyscy jego beneficjenci? Kierunek, w którym architektura bezpieczeństwa UE ewoluowała w kilku ostatnich latach, w połączeniu z domniemanym pośrednim wsparciem dla jednostek PKK od niektórych rządów europejskich, być może sprawia, że Turcji trudniej jest docenić europejski wkład w europejsko-turecką współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa.
Przekonywanie sceptyków
Jak Turcja mogłaby umocnić wspólną architekturę bezpieczeństwa skupioną wokół współpracy energetycznej między państwami europejskimi a muzułmańskimi w regionie? Po pierwsze, Turcja musi głębiej zakorzenić się w organizacjach międzynarodowych, poprzez bardziej efektywne wykorzystanie swojej przewagi komparatywnej w gromadzeniu informacji wywiadowczych i budowie zaufania z krajami poza zwyczajową sferą UE. To pozwoliłoby Ankarze lepiej realizować jej prawa i funkcje na arenie międzynarodowej.
Po drugie, podczas gdy NATO przechodzi swoją drugą transformację, znaną też jako NATO 3.0, pozycja Turcji jako lojalnego sojusznika znalazła się w zagrożeniu z powodu postrzeganej islamizacji kraju. Ale to co jest uważane za progresywne dostosowywanie się do „państw zbójeckich” takich jak Syria i Iran jest raczej pierwszym kawałkiem wielkiego puzzle zwanego „polityką zagraniczną zera problemów”, nowego stanowiska Turcji w polityce zagranicznej, które zostało skonceptualizowane i wcielone w życie głównie w rezultacie długoterminowej wizji strategicznej ministra spraw zagranicznych Ahmeta Davutoglu, z bardziej wielowymiarowym podejściem Turcji do bezpieczeństwa regionalnego niż sugerują niektórzy analitycy zachodni. Bliższe spojrzenie na portfolio nowych partnerów, w tym tradycyjnych wrogów takich jak Armenia i Rosja, pokazuje że Turcja nie tylko skoncentrowała się na osi muzułmańskiej, ale przekształciła się w regionalny biegun. Poczyniła poważne inwestycje w budowę funkcjonującego kręgu bezpieczeństwa, pomimo wyzwań i zagrożeń; oprócz innych organizacji Turcja jest poważnym graczem w morskiej grupie zadaniowej BLACKSEAFOR, Grupie D-8, Organizacji Współpracy Gospodarczej Morza Czarnego (BSEC), czy też Wspólnym Zarządzie Tureckiej Kultury i Sztuki (TURKSOY).
Ostatecznie jednak, aby poprawić swoje relacje z Europą Ankara musi nadać swojemu procesowi transformacji politycznej bardziej przejrzysty charakter. Będzie to wymagało zdeterminowanego i skoordynowanego wysiłku po stronie Turcji by przekonać sceptyczne umysły w sojuszu transatlantyckim i UE, że te zmiany nie dążą do utworzenia współczesnego kalifatu ottomańskiego czy też osi muzułmańskiej. Ankara powinna raczej zademonstrować, że stanowisko „nowej Turcji” – chociaż bardziej asertywne i niezależne – mimo wszystko pozostanie zgodne z zachodnimi wartościami świeckimi i demokratycznymi.
Dwie poważne zmiany w europejskiej tożsamości bezpieczeństwa pominęły Turcję jako gracza w sferze bezpieczeństwa. Od kiedy EU aspirowała do tego, by stać się samodzielnym aktorem bezpieczeństwa, zmniejszyła się obecność NATO, a zatem i Turcji, w europejskim zarządzaniu bezpieczeństwem. Po drugie, UE przejęła funkcje bezpieczeństwa Unii Zachodnioeueopejskiej, w której Turcja jest członkiem stowarzyszonym. Ta ważna metamorfoza sprawiła, że Turcja w nowej europejskiej architekturze bezpieczeństwa stała się przeżytkiem. Istotnie, Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony UE zmarginalizowała rolę Turcji w dziedzinie bezpieczeństwa.
Przyszłość stosunków europejsko-tureckich
Kategoryczne wykluczenie Turcji z europejskiej tożsamości bezpieczeństwa i/lub negocjacji akcesyjnych miałoby nagłe i poważne konsekwencje. Na przykład wycofanie przez Turcję jej aplikacji o członkostwo w UE mogłoby sparaliżować funkcjonalność operacyjną architektury bezpieczeństwa Europy – zwłaszcza jeśli pamięta się o wyjątkowym położeniu i stosunkach regionalnych Turcji. Oprócz braku przyszłej współpracy w przypadku kryzysu w sąsiedztwie, Turcja mogłaby też odmówić wymiany danych wywiadowczych z europejskimi grupami zadaniowymi ds. terroryzmu. Ponadto mogłaby potencjalnie skorzystać z prawa weta by uniemożliwić UE wykorzystanie pewnych środków NATO.
Europa powinna raczej zaakceptować „inność” swojego partnera bez prób drastycznego jej zmieniania, ale równoczesnie nie powinna wstydzić się wchodzenia w geopolityczne manewry strategiczne – konieczne w świecie kolidujących interesów. Geostrategiczna interakcja między Europą a Turcją, ubarwiana jako to bywa okazjonalnymi zatargami i nieporozumieniami, nie jest demonstracyjnym przejawem „starcia cywilizacji”. Chociaż ich stosunki wciąż charakteryzuje pewien stopień nieufności, podejrzliwość powinna zostać utrzymana w ryzach i osadzona we właściwej perspektywie: Turcja zaczęła swoją reorientację polityki zagranicznej już kilka dekad temu. W imię bezpieczniejszych i bardziej pomyślnych stosunków europejsko-muzułmańskich, Turcja powinna zostać głębiej włączona w bezpieczeństwo europejskie i dziedzinę energetyczną, jak również kluczowe regionalne procesy decyzyjne. Tylko poprzez takie zdeterminowane, wspólne wysiłki fundamenty stosunków europejsko-muzułmańskich będą dalej mieć solidną podstawę, zarówno teraz jak i w przyszłości.
Dorukhan I Aras pracował jako asystent przedstawiciela rektora Uniwersytetu Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku i był stażystą w wydziale praw człowieka stałej misji Republiki Azerbejdżanu przy ONZ w Genewie. Studiował stosunki międzynarodowe, ze szczególną uwagą na bezpieczeństwie międzynarodowym, na Uniwersytecie w Genewie i w Genewskiej Szkole Dyplomacji i Stosunków Międzynarodowych.
Absolwent Graduate Institute of International and Developments Studies, Andrea Bonzanni był konsultantem Komisji Gospodarczej ONZ ds. Europy i asystentem badawczym w World Development Report Banku Światowego. Regularnie komentuje sprawy energetyczne i politykę międzynarodową na WorldPoliticsReview.com i Affarinternazionali.it. Obecnie jest asystentem dydaktycznym w Sciences-Po w Paryżu.
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=128158&contextid734=128158&contextid735=128157&tabid=128157
FOTO: Flickr user
podoboq