Mocarstwa regionalne przygotowują się na afgańskie intrygi
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Mocarstwa regionalne przygotowują się na afgańskie intrygi
Daud Khattak RFE/RL 2011-06-15 22:46:18

Słuchając Amerykanów i Europejczyków, jest to początek końca gry w Afganistanie. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy spieszą w kierunku wyjścia. W stolicach zachodnich dyskusja w całości obraca się wokół wycofywania wojsk, uregulowań politycznych i negocjacji z Talibami.

Ale tylko Zachód widzi to w ten sposób. Dość inny obraz wyłania się z punktu obserwacyjnego przywódców w Azji Południowej i na Bliskim Wschodzie. Mocarstwa regionalne zbierają siły przed okresem nowych intryg. Reszta świata powinna się przygotować na intensyfikację odwiecznych rywalizacji i wzrost niestabilności w samym Afganistanie.

Przede wszystkim establishment bezpieczeństwa w Pakistanie nie jest w nastroju do rozluźniania swojej kontroli nad Afganistanem. Podczas gdy amerykańskich decydentów trapi wiarygodność Islamabadu jako sojusznika w wojnie z terroryzmem, pakistański sztab generalny i szefowie potężnych służb wywiadowczych Inter-Services Intelligence (ISI) czynią własne przygotowania do odejścia sił amerykańskich i innych wojsk międzynarodowych.

Podczas gdy dygnitarze Pentagonu besztają generałów w Rawalpindi za uchylanie się od rozprawy z bojownikami, którzy dokonują infiltracji Afganistanu z obszarów plemiennych, wojsko pakistańskie nadal jest wybitnie selektywne w swoich operacjach. Armia pakistańska atakuje tylko tych dżihadystów, którzy przeprowadzają ataki przeciwko państwu pakistańskiemu, ale oszczędza grupy, które walczą przeciwko rządowi afgańskiemu i siłom międzynarodowym pod przewodnictwem USA po drugiej stronie linii Duranda.

Kontrowersyjne naloty bezzałogowców

Po latach przymykania oczu na ataki amerykańskich bezzałogowców na bojowników na obszarach plemiennych, pakistańscy generałowie i politycy nagle ostro krytykują amerykańskie naloty za naruszanie suwerenności Pakistanu. Premier Yousaf Raza Gilani uskarża się na ataki bezzałogowców w zgromadzeniu narodowym. Regionalny parlament w Khyber-Pakhtunkhwa uchwala rezolucję żądającą działań. Były krykiecista Imran Khan, normalnie mało znacząca postać w polityce, pojawia się na czele wzburzonych demonstrantów potępiających Amerykanów.

Tu nie chodzi o ochronę praw zwykłych Pakistańczyków. Faktycznie wielu członków pakistańskiej elity po cichu aprobuje te naloty (bezzałogowce atakują swoje cele już od 7 lat, ale trzeba było czekać aż do teraz by politycy i generałowie zaczęli je potepiać). Tak naprawdę pakistańscy przywódcy wysyłają Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom dosadne przesłanie: nie odsuwajcie Pakistanu na bok w jakimkolwiek przyszłym uregulowaniu w Afganistanie.

Pakistan ma realne powody do obaw. W Afganistanie wielu polityków, urzędników i zwykłych ludzi woli arcyrywala Indie jeśli chodzi o stosunki kulturowe, handlowe i dyplomatyczne. Wielu Afgańczyków ma dość pretensjonalnej gadaniny o dżihadzie - zwłaszcza gdy przywdziana jest w pakistański strój.

Ta świadomość podsyca pakistańską paranoję. Perspektywa rosnących wpływów indyjskich oznacza, że ISI i pakistański establishment wojskowy będą pracować jeszcze ciężej by utrzymać kontrolę nad swoimi agentami wewnątrz Afganistanu i udaremnić wszelkie układy, które nie brałyby pod uwagę interesów Islamabadu. Słusznie czy nie, przywódcy pakistańscy od dawna uważają radykalne grupy dżihadystowskie za strategiczne aktywa służące zabezpieczaniu interesów Pakistanu w Afganistanie i odstraszaniu gigantycznych Indii od wrogich zakusów.

Indie tymczasem będą dalej robić wszystko co w ich mocy by krępować Pakistan poprzez kultywowanie sojuszów z życzliwymi watażkami i politykami. Podejrzenia Islamabadu w tym zakresie nie są irracjonalne. Zwyczajowo było tak, że Indie i Pakistan ograniczały swoje brudne gierki do regionów granicznych między nimi. Teraz Afganistan jest preferowanym polem dla ich manewrów.

Nie można też oczekiwać, że Iran pozostanie bezczynny. Chociaż zachowują spokój w chwili obecnej, przywódcy tego kraju uważnie obserwują rozwój wydarzeń na afgańskiej scenie. Wskoczą do gry w momencie, w którym dostrzegą potrzebę obrony ich interesów u sąsiada na wschodzie. Zamieszkałego głównie przez szyitów Iranu nie uszczęśliwi dominująca rola sunnickich Talibów tuż za drzwiami. Iran będzie też chciał gwarancji dla mniejszościowych Hazarów i innych społeczności szyickich w Afganistanie w przypadku gdyby Talibom zaoferowano większy kawałek afgańskiego ciasta.

Tak jak Pakistan, Arabia Saudyjska także ma długoletnie inwestycje w afgańskich watażków - choć jej służba wywiadowcza stała przeważnie za kulisami dostarczając gotówkę grupom wspierającym wahhabicki islam. Analitycy i obserwatorzy uważają, że budząca strach siatka Haqqaniego, która czerpie większość wsparcia z Pakistanu, cieszy się także poparciem saudyjskiego wywiadu. Haqqani, weterani afgańskiego dżihadu, są wystarczająco sprytni by przyjąć pomoc od Pakistanu, Arabii Saudyjskiej i al-Qaidy równocześnie.

Saudyjczycy chcieliby też widzieć Talibów ponownie u władzy w Afganistanie, szczególnie biorąc pod uwagę obawy królestwa o irańską ingerencję w Bahrajnie. Dla Saudyjczyków renesans wpływów talibskich w Kabulu stanowiłby przeciwwagę dla domniemanego wsparcia Iranu dla szyitów w Bahrajnie i wtrącania się tego państwa w sprawy szeroko rozumianego Bliskiego Wschodu.

Turcja tymczasem próbuje umocnić swoją rolę w świecie islamskim - stąd jej starania o wynegocjowanie afgańskiego układu pokojowego. Pakistan i Turcja mają teraz bliższe więzi dyplomatyczne, ale sytuacja mogłaby się szybko odwrócić jeśli Islamabad poczuje, że Turcy naruszają ich prerogatywy w Afganistanie.

Prezydent Asif Ali Zardari niedawno odwiedził Turcję, gdzie nie tylko zwyczajowo zabiegał o zacieśnienie powiązań handlowych i dyplomatycznych, ale też wyraźnie zaznaczył swoją aprobatę dla ostatniej inicjatywy Turcji zmierzającej do otworzenia biura dyplomatycznego dla Talibów. Analitycy stwierdzili, że Zardari podkreślił w ten sposób żądanie Pakistanu by odegrać wiodącą rolę w każdym przyszłym uregulowaniu w Afganistanie.

Te regionalne rywalizacje już same w sobie wystarczają by podważyć perspektywy stabilności w Afganistanie w nadchodzących latach. Ale sa też inne problemy. Próżnia pozostawiona po wycofaniu się przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników może łatwo wywołać nową zawieruchę.

Watażkowie i prywatne milicje

Watażkowie urośli w siłę w ciągu ostatnich lat. Okupują ministerstwa, zajmują urzędy i miejsca w parlamencie i korzystają z pompowanych do kraju miliardów dolarów na rozwój i dobrobyt narodu afgańskiego. Żaden z nich się nie rozbroił. Wszyscy niezmiernie zyskali pod względem władzy i bogactwa. Karzai ani nie ograniczył ich władzy ani nie wykorzenił korupcji z jego administracji, która kosztuje go zaufanie zwykłych Afgańczyków.

Minione 9 lat faktycznie zaostrzyło podziały etniczne wewnątrz społeczeństwa afgańskiego. Garderoba prezydenta Karzai może i czerpała swobodnie z różnych grup etnicznych, ale na liczących się obszarach praktycznie nie doszło do rzeczywistego zbliżenia. Długie lata wojny i doświadczenie (nie)rządu Talibów pogłębiły rozdźwięk między Pasztunami, największą grupą etniczną kraju, a innymi grupami, takimi jak Tadżykowie, Uzbekowie i Hazarowie.

Ostatnie doniesienia sugerują, że prywatne milicje działające na północy kraju zbierają podatki od ludzi w imię bezpieczeństwa. Członkowie sił bezpieczeństwa, zwłaszcza policji, wykazują większą lojalność wobec watażków, gubernatorów prowincji i wodzów okręgowych lub ich własnych grup etnicznych niż wobec państwa i narodu afgańskiego jako całości. Policja jest tymczasem kiepsko wyszkolona; jej niezdolność do opanowania niedawnych protestów przeciwko spaleniu koranu, które doprowadziły do śmierci kilku ludzi stanowi oczywisty tego dowód.

I wreszcie, prezydent Karzai demonstruje swoimi działaniami, że on też ma plan jak poradzić sobie z odejściem Amerykanów. Wykorzystuje każdą możliwą sposobność by zwracać się do Talibów jako "braci", nawet gdy jednocześnie umizguje się do przywództwa pakistańskiego, zabiega o względy Iranu i wysyła swoich emisariuszy do Arabii Saudyjskiej. Jest to wszystko dużo bardziej satysfakcjonujące niż słuchanie wykładów Amerykanów na temat jego własnej niekompetencji i korupcji.

Jednym z ostatnich chwytów Karzai było jego kwietniowe spotkanie z pakistańskim premierem Gilanim w obecności szefów pakistańskiej armii i wywiadu. Zamierzone przesłanie było wystarczająco jasne: nie będzie żadnego zewnętrznego rozwiązania w Afganistanie, które nie będzie obejmować Pakistanu i Hamida Karzai [następnie w czerwcu Karzai wybrał się do Islamabadu, gdzie zainaugurowano afgańsko-pakistańską komisję na rzecz pojednania i pokoju w Afganistanie - przyp. SM].

Wszystko to wygląda na totalny chaos. Ale jest potencjalne rozwiązanie. Społeczność międzynarodowa musi przekonać kraje sąsiednie by przestały ingerować, w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek stopniu, w sprawy wewnętrzne Afganistanu. Równocześnie trzeba podjąć realne starania służące uśmierzeniu autentycznych obaw sąsiadów takich jak Pakistan, Iran i Indie.

W szczególności, ONZ lub grupa bezstronnych państw członkowskich powinna zorganizować wszechstronny dialog między przywództwem Indii i Pakistanu w celu sformułowania ich obaw dotyczących przyszłości Afganistanu. Te środki budowy zaufania mogłyby, na przykład, przekonać Indie do zaprzestania ingerencji w Baluchistanie, a Pakistan do wstrzymania jego manewrów w indyjskim Kaszmirze. Uzgodniwszy już kodeks postępowania, oba państwa mogłyby też dokonać postępu w rozwiązywaniu innych sporów między nimi.

Jednocześnie trzeba poczynić wszelkie starania by stworzyć forum, gdzie wszystkie z różnych grup wewnątrz Afganistanu mogłyby dyskutować o swoich różnicach i interesach i pracować nad stworzeniem ram przyszłej stabilności. Porozumienie międzynarodowe pomogłoby utorować drogę dla wewnętrznego układu o podziale władzy.

Jeśli potraktuje się ją właściwie, zawikłana sytuacja w Afganistanie może przetrzeć szlak do trwałego pokoju w całej Azji Południowej. Jak by nie było, tylko pokojowy i stabilny Afganistan może służyć interesom jego sąsiadów i pomóc w sprowadzeniu dobrobytu do regionu od tak dawna prześladowanego przez wojnę.


Daud Khattak jest pełniącym obowiązki dyrektora Radia Mashaal RFE/RL. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.

 

Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/regional_powers_gear_up_for_afghan_intrigue_even_as_west_looks_away/16798710.html


Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Afganistan,problemy,Konflikt


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów