Gdy gospodarka się pogrąża, prezydentowi Białorusi kończą się opcje
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Gdy gospodarka się pogrąża, prezydentowi Białorusi kończą się opcje
Robert Coalson RFE/RL 2011-06-16 22:45:10

Wygląda na to, że prezydentowi Białorusi Aleksandrowi Łukaszence kończą się opcje. I to gwałtownie.

W zeszłym tygodniu Mińsk poprosił Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) o wsparcie kryzysowe w wysokości do 8 miliardów dolarów, oprócz 3,5 miliarda dolarów jakie fundusz dostarczył po globalnym kryzysie finansowym z 2008 roku oraz pakietu 3,5 miliarda dolarów, który w zeszłym miesiącu obiecała Eurazjatycka Wspólnota Gospodarcza na czele z Rosją. Chiny także obiecały około 1 miliarda dolarów w postaci kredytów handlowych.

Ostatnia prośba do IMF ma miejsce gdy kraj dochodzi do dna swoich rezerw walutowych, doświadcza rosnącej, dwucyfrowej inflacji i patrzy jak waluta narodowa z każdym dniem traci na wartości. Ten krach został wywołany w dużej mierze podwyżkami stawek, które Mińsk musi płacić za rosyjską energię oraz rozrzutną, populistyczną kampanią wydatków publicznych jaką Łukaszenko wytoczył w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w grudniu 2010 roku.

IMF być może rzuci Białorusi linę ratunkową, ale warunki będą ostre, mówi Matthew Rojansky, wicedyrektor Programu Rosji i Eurazji w Carnegie Endowment. "Pakiet ratunkowy powinien być możliwy, o ile narzucić będzie można niezbędne warunki niepolityczne. Ale myślę, że IMF pod pewnymi względami przyjmie podobne podejście jak Eurazjatycka Wspólnota Gospodarcza, żądając żeby były dowody działania zanim pieniądze zostaną udostępnione", mówi Rojansky, "Niemądre byłoby gdyby zrobili inaczej, dali Łukaszence nawet tylko pierwszą transzę, którą on wykorzystałby do przedłużenia swojego krótkoterminowego przetrwania, a potem prawdopodobnie manewrowałby ku jakiejś innej alternatywie bez podejmowania niezbędnych reform."

Gorzka pigułka

Grupa przedstawicieli IMF zakończyła wizytę w Mińsku 13 czerwca, ostrzegając Łukaszenkę, że wzdrożone muszą zostać "reformy strukturalne" jeśli Białoruś ma nadzieję otrzymać dalsze wsparcie. Takie reformy złamałyby jego żelazną kontrolę nad białoruską gospodarką. Agencja prasowa Bloomberg zamieściła 14 czerwca wymowny nagłówek, który streszcza sytuację: "Łukaszenko musi wybrać między kontrolą nad Białorusią a pomocą IMF".

Chris Jarvis, szef zespołu IMF na Białorusi, powiedział reporterom w Mińsku, że ewentualne nowe wsparcie będzie uwarunkowane "prężnym programem", który zajmie się niedoskonałościami zdominowanej przez państwo gospodarki Białorusi. "Musielibyśmy też być pewni, że wszyscy aktorzy - prezydent, rząd i bank narodowy - są przywiązani do tego programu", powiedział Jarvis.

A to od dawna jest problemem w kraju, którym Łukaszenko rządzi autokratycznie od 17 lat. Jurij Szaucow, dyrektor mińskiego Centrum Problemów Integracji Europejskiej, mówi że ekonomiści w Banku Narodowym mają kłopoty z implementacją ich sugestii dotyczących sposobu postępowania. Szaucow mówi, że chociaż w Banku Narodowym i ministerstwie finansów są "pewni bardzo dobrzy ludzie", "rozmawiał z wieloma z nich i twierdzą oni: 'Przygotowujemy dobre dokumenty, ale potem administracja prezydencka wydaje instrukcje i zarządzenia, które mówią o czymś dokładnie odwrotnym' To rodzi pytanie, kto podejmuje decyzje dotyczące białoruskiej gospodarki."

Zagrożenie dla Łukaszenki?

Sytuacja gospodarcza na Białorusi - która jest stosunkowo małą i odizolowaną gospodarką - przedstawia coraz większe wyzwanie polityczne dla rządu Łukaszenki. Oprócz szeroko zakrojonych represji od grudnia przeciwko opozycji politycznej, które wywołały gniew Zachodu, białoruskie siły bezpieczeństwa tłumią liczne protesty wywołane kryzysem. 12 czerwca policja w Grodnie siłą rozpędziła demonstrację kierowców, którzy protestowali przeciwko nowym, drakońskim przepisom nakładającym opłaty celne na samochody wyjeżdżające z kraju z więcej niż 5 litrami benzyny częściej niż raz na 5 dni. 14 czerwca Łukaszenko obiecał "uderzyć mocno" przeciwko jakimkolwiek kolejnym protestom publicznym w kraju.

Ekonomista Anders Aslund z Peterson Institute for International Economics w Waszyngtonie powiedział w wywiadzie zamieszczonym na stronie internetowej instytutu, że białoruski krach stanowi bardziej problem polityczny niż gospodarczy dla sąsiadów tego kraju. Aslund orzekł, że Białoruś "nie jest wystarczająco ważna" by stwarzać zagrożenie regionalną zarazą ekonomiczną, a krajem najbardziej zaniepokojonym jest Rosja, która "łatwo może to przełknąć. Więc gdyby doszło do zarazy, byłaby ona polityczna. Byłaby jak arabska wiosna i mogłaby przejść do Ukrainy i do Rosji, ponieważ Łukaszenko nie może tego znieść politycznie." Aslund uważa ten kryzys za podobny do upadku centralnie sterowanego modelu gospodarczego Związku Radzieckiego.

Analityk Rojansky zgadza się, że zapaść gospodarcza jest prawdopodobnie początkiem końca rządów Łukaszenki na Białorusi, chociaż unika stwierdzenia, że odejście prezydenta jest rychłe. Mimo to wzywa on Zachód i Rosję do rozpoczęcia planowania na ewentualność postłukaszenkowskiej Białorusi. Mówi on, że chociaż rosyjscy oligarchowie ostro naciskają na szanse wykupienia białoruskiego majątku państwowego po okazyjnych cenach, długoterminowe interesy Moskwy w tym kraju są podobne do interesów Zachodu.

Rojansky mówi, że Rosja i Zachód "mogą zgodzić się, że nie chcemy kryzysu humanitarnego. Możemy się zgodzić, że jeśli będzie realna niestabilność polityczna na Białorusi - nawet jeśli nie zgadzamy się co do tego, jaki powinien być rezultat - że nie chcemy przemocy i nie chcemy reagowania na siebie wzajemnie w taki wrogi sposób jaki widzieliście wokół kryzysu w Gruzji w 2008 roku."


Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/economy_in_crisis_belarus_president_running_out_of_options/24234827.html



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów