Dorównująca w swej brutalności poczynaniom Muammara Kadafiego w Libii kampania syryjskiego reżimu przeciwko przybierającemu na sile ruchowi protestu zmusza Turcję do przewartościowania polityki wobec Syrii, a nawet całej strategii regionalnej.
Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan, który właśnie stał się najskuteczniejszym politykiem w historii tureckiej demokracji wraz z przytłaczającym zwycięstwem jego Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w wyborach parlamentarnych 12 czerwca, z pewnością nie może narzekać na brak wyzwań w polityce zagranicznej i wewnętrznej. Starania Ankary o przystąpienie do Unii Europejskiej pozostają w martwym punkcie w świetle opozycji najważniejszych państw UE - Francji i Niemiec - a kwestia dążeń Kurdów do uzyskania większych praw kulturalnych i politycznych pozostaje daleka od rozwiązania i nierzadko daje o sobie znać wybuchami przemocy. Najpilniejsze wyzwanie symbolizuje jednak rosnący z każdym dniem obóz dla uchodźców syryjskich uciekających przed ofensywą armii w północnej części Syrii - gdy liczba namiotów dla uciekinierów wciąż się zwiększa, staje się coraz bardziej jasne, że słynna "polityka zera problemów" z sąsiadami Turcji w obliczu wydarzeń arabskiej wiosny nie może zostać utrzymana w dotychczasowej formie.
Stosunki Turcji z Syrią były bodajże najbardziej spektakularnym przejawem sukcesu "polityki zera problemów" - państwa, które jeszcze w 1998 roku stanęły u progu wojny w związku z oskarżeniami Ankary o sympatyzowanie Damaszku z kurdyjskimi bojownikami, w ostatnich latach podjęły szereg kroków uprawniających niemalże do mówienia o prawdziwej sąsiedzkiej przyjaźni. Liczne wzajemne wizyty przywódców, wspólne posiedzenia gabinetowe, aresztowania przez władze syryjskie osób powiązanych z rebeliancką Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), mediacyjna rola Ankary w rozmowach między Syrią a Izraelem i realne zmiany takie jak podpisane w październiku 2009 roku porozumienie o podróżach bezwizowych świadczyły o całkowicie odmiennej atmosferze i dynamicznym rozwoju stosunków dwustronnych. Nie dalej jak w lutym tego roku Erdogan odwiedził Syrię i wraz z premierem Mohammedem Najim Otrim zainaugurował budowę "tamy przyjaźni" na granicznej rzece Orontes (Asi), ogłaszając przy tej okazji, że "Turcja i Syria są dwoma braćmi i przyjazne relacje między nimi będą trwać na zawsze" [1].
Wygląda na to, że Erdogan mocno się pomylił, przynajmniej jeśli chodzi o relacje między rządami obu państw. Wybuchłe w połowie marca protesty przeciwko rządowi prezydenta Syrii Baszara Assada wydają się przybierać na sile z każdym tygodniem, mimo bezwzględnej reakcji sił porządkowych i wojska, według ustaleń Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka (UNHCHR) obejmującej egzekucje, tortury i masowe aresztowania [2]. Początkowo władze tureckie reagowały na te wydarzenia wstrzemięźliwie, ograniczając się do namawiania Assada by wyszedł naprzeciw protestującym i wprowadził reformy, których podobno miał być zwolennikiem. Gdy stało się jasne, że zamiast reform demonstrantów czekają srogie represje, Erdogan zmienił swoje stanowisko, nazywając 10 czerwca postępowanie władz syryjskich "barbarzyństwem, które nie może zostać przetrawione" [3]. Chociaż Erdogan nazwał wtedy Baszara Assada swoim "dobrym przyjacielem", a za główny cel ataku obrał jego brata Mahera, dowodzącego elitarną jednostką armii pacyfikującą północne rejony kraju, jest bardzo prawdopodobne, że sprawa nabrała osobistego wymiaru - Erdogan, czerpiący swoją wyjątkową popularność wśród zwykłych ludzi Bliskiego Wschodu w dużej mierze ze wstawiania się za "uciskanymi" takimi jak mieszkańcy Strefy Gazy objętej blokadą izraelską, zapewne poczuł się autentycznie urażony odrzuceniem jego braterskich rad przez Assada i brutalnymi represjami wobec pokojowych demonstrantów, których symbolem stały się wideoklipy pokazujące skutki śmiertelnych tortur na nastoletnich chłopcach [4]. Na trzy dni przed tureckimi wyborami Erdogan ostrzegł, że po ich zakończeniu będzie rozmawiał z Assadem w "zupełnie inny sposób" [5].
Istotnie, coraz więcej jest sygnałów, że Ankara dokonuje przewartościowania polityki wobec Syrii i jeśli przemoc będzie tam kontynuowana może całkowicie odwrócić się od reżimu Assada. Już w dniach 1-2 czerwca w Antalyi zorganizowano konferencję ponad 300 syryjskich opozycjonistów, którzy wezwali Assada do natychmiastowego oddania władzy [6]. 15-16 czerwca wysłannik Assada Hassan Turkmani spotkał się z Erdoganem i szefem tureckiej dyplomacji Ahmetem Davutoglu, od którego usłyszał po 3-godzinnych rozmowach, że "przemoc musi ustać natychmiast" i "konieczne jest wdrożenie kompleksowego procesu reform w kierunku demokratyzacji" [7]. Równolegle pojawiły się doniesienia, że wojsko tureckie mogłoby, postępując podobnie jak w czasie wojny w Iraku w 1991 roku, ustanowić na terytorium syryjskim strefę buforową w celu stworzenia "bezpiecznego obszaru" dla syryjskich uchodźców [8], których liczbę pod koniec tygodnia szacowano już na prawie 10 tysięcy [9], a nawet, że Ankara może poprzeć dążenia państw zachodnich do uchwalenia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji potępiającej represje reżimu Assada [10]. 18 czerwca turecki "Zaman" doniósł, że Davutoglu w rozmowie z Turkmanim ostrzegł reżim w Damaszku, że ma zaledwie kilka dni na przedsięwzięcie szeroko zakrojonych reform zmierzających do wprowadzenia demokratycznego systemu wielopartyjnego odzwierciedlającego różnorodność społeczeństwa syryjskiego [11].
Całkowita wolta w polityce wobec Syrii nie byłaby oczywiście pozbawiona sporego ryzyka. Złe relacje z sąsiadem naraziłyby na szwank szybko rozwijające się ostatnio kontakty gospodarcze i mogłyby mieć nieprzewidziane konsekwencje dla kwestii kurdyjskiej, włącznie z możliwością ponownego znalezienia schronienia na terytorium syryjskim przez antytureckie grupy zbrojne. Ponadto najprawdopodobniej doszłoby do ochłodzenia w stosunkach z Iranem, najbliższym sojusznikiem Syrii, które także wyraźnie się poprawiły w ostatnich latach mimo podskórnej rywalizacji o przodownictwo w świecie muzułmańskim. W rezultacie znacznemu ograniczeniu uległaby możliwość odgrywania przez Turcję roli mediatora w regionalnych problemach o znaczeniu międzynarodowym, takich jak irański program nuklearny czy zaogniające się stosunki Syria-Izrael.
Jednak Erdogan i jego ekipa najwyraźniej czują, że mają do wykonania misję, a jest nią budowa jeszcze większego prestiżu regionalnego i międzynarodowego Turcji jako sprawnie funkcjonującej i kwitnącej gospodarczo demokracji islamskiej poprzez wsparcie historycznych przemian popularnie określanych "arabską wiosną". W przemówieniu po zwycięstwie wyborczym Erdogan zwrócił się bezpośrednio do "ludzi Bagdadu, Damaszku, Bejrutu, Ammanu, Kairu, Tunisu, Sarajewa, Skopje, Baku, Nikozji i wszystkich innych przyjaciół i braterskich narodów", ogłosił że "dziś Bliski Wschód, Kaukaz i Bałkany wygrały tak samo jak Turcja", zapowiedział dużo większą aktywność kraju na arenie regionalnej i globalnej i opowiadanie się przez Ankarę po stronie praw człowieka, sprawiedliwości, rządów prawa, wolności i demokracji [12]. Może to oznaczać, że rząd Erdogana jest przygotowany na aktywne wsparcie ruchów protestu domagających się reform politycznych i ekonomicznych z pominięciem rządów danych państw, co byłoby dramatycznym odwrotem od "polityki zera problemów". Jeśli tak rzeczywiście jest, Syria, gdzie protesty wydają się z wolna ogarniać stanowiące ostoję reżimu największe miasta Aleppo i Damaszek [13], będzie w najbliższych tygodniach pierwszym sprawdzianem tego nowego podejścia Turcji do polityki zagranicznej.
Opis stosunków Turcja-Syria na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Turcja,stosunki_dwustronne,Syria
FOTO: Flickr user unaoc
[2] UN human rights office cites brutal Syrian repression, Reuters, 15 czerwca 2011.
[6] Syria's exiled opposition calls on Assad to resign, Reuters, 2 czerwca 2011.
[10] Turkey grows impatient with ally, Delphine Strauss, Financial Times, 16 czerwca 2011.
[12] Mandate for a new Turkish era, Susanne Gusten, The New York Times, 16 czerwca 2011.
[13] Syria forces kill 19 in biggest protests - activists, Reuters, 17 czerwca 2011.