W 4 miesiące po tym jak rozpoczęło się powstanie przeciwko libijskiemu przywódcy Muammarowi Kadafiemu i 3 miesiące po pierwszych nalotach NATO sytuacja stała się patowa. Starając się przełamać ten impas NATO ucieka się do intensywnego stosowania bombardowań lotniczych i do wspomagania rebeliantów. Według doniesień broń jest szmuglowana do Libii z Tunezji i Egiptu, a Katar, wraz z niektórymi państwami członkowskimi NATO, pomaga w zbrojeniu bazującej w Benghazi Narodowej Rady Przejściowej (NTC).
Ostatnio, znacznie eskalując konflikt, Francja i Wielka Brytania wprowadziły do akcji śmigłowce szturmowe w celu przełamania impasu militarnego, w szczególności w kluczowym nadbrzeżnym mieście Misurata. W związku z tym NATO zniszczyło też małą marynarkę Libii aby utorować drogę dla dalszego zapewniania wsparcia rebeliantom w Misuracie, którzy teraz wydają się kontrolować miasto. W reakcji na masowe naloty NATO pułkownik Kadafi stwierdził w przesłaniu telefonicznym nadanym 7 czerwca: "Nie padniemy na kolana, nie poddamy się... zostaniemy tu do końca, martwi, żywi, zwycięscy; nie ma to znaczenia".
Początkowo przywódcy Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych wyrażali optymizm, że upadek reżimu Kadafiego był bliski. Ale bombardowania NATO nie przyniosły jeszcze żadnych widocznych owoców, a reżim stawia zaciekły opór. Mogą minąć tygodnie, a może i miesiące, zanim doświadczymy upadku tego reżimu. Pytanie brzmi teraz: dlaczego ataki lotnicze NATO nie zdołały przełamać impasu?
Reżim okazuje się niespodziewanie odporny
Reżim Kadafiego nadal wykazuje odporność i niektórzy mieszkańcy Trypolisu i okolicznych obszarów, chociaż żyją praktycznie w stanie oblężenia, wciąż popierają ten reżim. Pogląd, że NTC jest akceptowana przez wszystkich Libijczyków nie wydaje się być prawdziwy. NTC nie jest spójnym ciałem i podobno nie toleruje żadnej opozycji na kontrolowanym przez siebie terytorium. Ponadto niektórzy członkowie NTC byli albo zwolennikami Kadafiego, albo pracowali dla rządu libijskiego i są w związku z tym zamieszani w dawne represje. Dla części Libijczyków NTC, która jest całkowicie zależna od Zachodu, nie jest pożądaną alternatywą.
Niektórzy Libijczycy wciąż popierają reżim Kadafiego po prostu dla własnych korzyści, w zamian za przywileje i gotówkę; inni mogą robić to ze strachu przed ponurym losem, który czekałby ich gdyby reżim upadł, a rebelianci przejęli władzę. Ponadto wydaje się, że reżim radzi sobie finansowo. Po nałożeniu międzynarodowych sankcji finansowych w końcu lutego/marcu spodziewano się, że skarbiec Kadafiego opustoszeje w ciągu 3 miesięcy. Ale pomimo dużych problemów finansowych reżimu pracownicy sektora publicznego, zarówno wojskowi jak i cywile, wciąż regularnie otrzymują swoje pensje i stosunkowo mało personelu wojskowego opuściło Kadafiego na obszarach wciąż będących pod jego kontrolą.
Do końca kwietnia, według przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA, admirała Michaela Mullena, naloty NATO unieszkodliwiły "między 30 a 40 procent głównych sił lądowych [Kadafiego] i jego możliwości sił lądowych". Z jedynie ułamkiem siły bojowej armii, reżim stawia obecnie zacięty opór na kilku frontach w miastach Zawiya, Misurata i Dafniyah, co sugeruje, że wojska Kadafiego wciąż mają jeszcze nieco ochoty do walki.
Jednym z głównych czynników, które przyczyniły się do obecnego impasu jest elastyczność wykazywana przez siły Kadafiego, które zmodyfikowały swoją taktykę po nałożeniu strefy zakazu lotów przez ONZ i rozpoczęciu bombardowań 19 marca, jako że czołgi i ciężkie działa były łatwymi celami. Wojska Kadafiego zrezygnowały z czołgów, artylerii, transporterów opancerzonych i broni ciężkiej w walkach z rebeliantami. Teraz używają zwykłych pojazdów do transportu, co oznacza, że nie są już tak łatwymi celami dla samolotów NATO. Ta zmiana, niezależnie czy była świadomą decyzją czy wymuszoną, w efekcie bardzo utrudnia samolotom NATO odróżnianie przyjaciela od wroga.
Kolejnym czynnikiem pomagającym w utrzymywaniu się reżimu Kadafiego jest słabość sił rebelianckich. W początkowych dniach powstania spodziewano się, że rebeliantom uda się obalić Kadafiego w bardzo krótkim czasie, przy jedynie minimum wsparcia i naprowadzania. Ta nadzieja okazała się płonna, gdyż słabość militarna sił rebelianckich staje się coraz bardziej oczywista.
Prawda, morale wśród sił rebelianckich może i jest wysokie. Ale nie są one odpowiednio zorganizowane i cierpią z powodu niedostatku broni i sprzętu, niewystarczającego wyszkolenia i niedoświadczonych dowódców. W ostatnich tygodniach niektóre państwa NATO podjęły kroki by skorygować te słabości.
Sprzeczne sygnały z NATO
Nie pomaga niezdecydowanie i chwiejność po stronie członków NATO, stopniowo wychodzące na jaw. Wsparcie polityczne Ligi Arabskiej dla akcji militarnej NATO przeciwko Kadafiemu, które było symbolicznie bardzo ważne, osłabło nieco i jej uwaga skierowała się ku powstaniom w Bahrajnie, Syrii i Jemenie. Obecnie kraje arabskie przydzieliły tylko kilka samolotów do wsparcia operacji NATO Allied Protector. Czołowe mocarstwa światowe Rosja i Chiny nasiliły swoją krytykę akcji NATO w Libii i proponują rozwiązanie obecnego impasu poprzez dyplomację i dialog z NTC.
Podczas niedawnego spotkania ministrów obrony NATO sekretarz generalny sojuszu Anders Fogh Rasmussen wezwał Niemcy i Polskę do wzięcia udziału w operacji Allied Protector. Zwrócił się też do Hiszpanii i Turcji by nie ograniczały się do ich jak dotąd skromnego wsparcia operacji. Na tym samym spotkaniu sekretarz obrony USA Robert Gates skrytykował 5 członków NATO (Niemcy, Polska, Hiszpania, Turcja i Holandia) za ich niechęć do wzięcia udziału w operacji bądź udzielenia ograniczonego wsparcia. "Podczas gdy każdy członek sojuszu głosował za misją w Libii, mniej niż połowa w ogóle wzięła udział, a mniej niż jedna trzecia była chętna uczestniczyć w misji uderzeniowej", powiedział Gates 10 czerwca na NATO-wskim zgromadzeniu The Security and Defense Agenda.
Stany Zjednoczone wciąż w największym stopniu przyczyniają się do operacji i wykonały jak dotąd 27% wszystkich lotów bojowych jeśli chodzi o misje rozpoznawcze, bombowe i uzupełniania paliwa w powietrzu. Według niedawnego raportu Pentagonu koszt trwających operacji w Libii dla Stanów Zjednoczonych osiągnął 664 miliony dolarów do połowy maja i rośnie obecnie o 2 miliony dolarów dziennie.
Oprócz krytyki, niechęci i niezdecydowania po stronie niektórych członków NATO, kilka krajów uczestniczących rzuciło pomysł wyznaczenia końcowego terminu operacji Allied Protector. Po prostu nie chcą one angażować się w operację w nieograniczonym zakresie czasowym. Wszystkie te czynniki wysyłają sprzeczne sygnały Kadafiemu i dają mu nadzieję, że jeśli będzie dalej stawiał opór to może będzie w stanie wyjść cało z zawieruchy.
Sekretarz generalny NATO Rasmussen powiedział po spotkaniu ministrów obrony NATO 2 tygodnie temu, że państwa członkowskie zgodziły się przedłużyć operację o 90 kolejnych dni po końcu czerwca. Rasmussen pewnie stwierdził, że Kadafi "jest historią i kwestią nie jest już czy odejdzie, lecz kiedy". Sekretarz stanu USA Hillary Clinton podobnie wyraziła się na konferencji prasowej 9 czerwca na zakończenie konferencji międzynarodowej ws. Libii w Abu Dhabi, że "przez ludzi bliskich Kadafiemu toczone są dyskusje i jesteśmy świadomi, że dyskusje te obejmują, między innymi, potencjał przekazania władzy". Zarazem przyznała, że "nie ma jeszcze żadnej wyraźnej drogi naprzód".
Bez łatwych opcji
NATO ma nadzieję, że dzięki intensyfikacji operacji lotniczych i udzielaniu wsparcia rebeliantom reżim Kadafiego zostanie rozbity i jego 41-letnie rządy dobiegną końca. Państwa uczestniczące w konferencji w Abu Dhabi, w tym Stany Zjednoczone i niektóre kraje europejskie i arabskie obiecały niemal 1,1 miliarda dolarów pomocy dla NTC.
NATO, UE i Stany Zjednoczone mówią o ostatecznej rozgrywce w Libii i bliskim odsunięciu Kadafiego, a liderzy NTC już rozprawiają o zwycięstwie. Zachodnia część Libii pod kontrolą Kadafiego została poważnie zniszczona i większość instytucji państwowych na tym obszarze ledwie funkcjonuje. Niektórzy uważają mimo to, że odsunięcie Kadafiego od władzy może zająć miesiące. Brytyjski sekretarz ds. zagranicznych William Hague powiedział ostatnio BBC, że bombardowania mogą być kontynuowane do końca roku.
Chociaż ostatnie przesłanie radiowe Kadafiego "nie padniemy na kolana, nie poddamy się" jest dyskusyjne, obecna sytuacja nie pozostawia mu pola manewru do dobrowolnego przekazania władzy. NTC nie ufa mu i jej warunkiem wstępnym rozmów z Trypolisem jest jego bezwarunkowe odsunięcie od władzy. Międzynarodowy Trybunał Karny (ICC) wydał nakaz jego aresztowania, a zatem każdy kraj, który zaoferuje mu azyl będzie uważany za wyjęty spod prawa.
Koniec Kadafiego jest tylko kwestią czasu. Znajduje się on pod rosnącą presją militarną, polityczną i ekonomiczną. W obecnych okolicznościach może albo stanąć przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze i spędzić resztę swojego życia w więzieniu, albo pozostać w Trypolisie i kontynuować opór w nadziei na przetrwanie zawieruchy. Już wyczerpały mu się opcje pozwalające zachować twarz, a NATO wydaje się skazane na zwycięstwo w długim okresie czasu.
Jednak jeśli wojna powietrzna utknie w martwym punkcie, przywódcy NATO będą musieli znaleźć alternatywne scenariusze odsunięcia Kadafiego od władzy. Mogłyby one obejmować celowe atakowanie samego Kadafiego, albo przeciąganie na własną stronę tych oficerów wojskowych w Trypolisie, którzy chcą jego końca.
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/qaddafis_options_narrow_as_libyan_stalemate_continues/24236896.html
FOTO: Flickr user Crethi Plethi