Prezydent Chin sprawuje pieczę nad gwałtowną ekspansją gospodarczą. Ale jego nieuchwytność pozbawiła kraj bardzo potrzebnego głosu.
Prezydent Hu Jintao wkracza w prawdopodobnie ostatnie 18 miesięcy pełnienia funkcji sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin. O ile nie dojdzie do absolutnej katastrofy (a w świecie chińskiej polityki nieoczekiwanego nigdy nie można wykluczyć), gdzieś pod koniec 2012 roku, prawdopodobnie w październiku, zostanie on zastąpiony - najprawdopodobniej przez obecnego wiceprezydenta Xi Jinpinga. Nie będzie to jednak dla nas pożegnanie z widokiem Hu. Od 1978 roku nie ma drugich aktów w chińskiej polityce, a to po prostu dlatego, że kariery polityczne nigdy tak naprawdę się nie kończą. Na przykład Jiang Zemin, poprzednik Hu, wciąż jest niezwykle aktywny jak na człowieka zbliżającego się do dziewięćdziesiątki. Od końca 2012 roku Hu pozostanie kolejne 6 miesięcy w charakterze prezydenta kraju, a potem być może nawet 2 dalsze lata jako przewodniczącego rządowej i partyjnej Centralnej Komisji Wojskowej. Następnie, jako człowiek który dopiero co przekroczy 70. rok życia, mógłby kontynuować działalność w rozlicznych ukrytych, ale ogromnie wpływowych rolach.
Jak oceniamy erę Hu? Prawdą jest, że największym osiągnięciem tego studenta o skromnym pochodzeniu z Uniwersytetu Qinghua z lat 1960-tych, który spędził pierwszą część swojego życia na jałowym odludziu Chin wspinając się po szczeblach partyjnej drabiny, jest stworzenie consensusu w organizacji politycznej, która zachowuje zdolność do gruntownego różnienia się w sercu co do kierunku obranego w ostatnich 3 dekadach. Najwspanialszym momentem Hu mogła faktycznie być chwila obejmowania urzędu w 2002 roku i osiągnięcie pierwszego w historii Partii Komunistycznej pokojowego przekazania władzy z pokolenia na pokolenie. Jakkolwiek niegdyś wieloletnie walki wewnętrzne i przewroty stanowiły normę, Hu, ze swoim brakiem ego i dyskretną cierpliwością, zdołał przeprowadzić partię przez lata pogłosek o niesnaskach z Bandą z Szanghaju tworzoną przez poprzednich przywódców i o rozlicznych innych domniemanych zagrożeniach.
Po stronie plusów, ewidentne przywiązanie Hu do procedur partyjnych umocniło instytucjonalizację wewnętrznych zasad w partii. To tłumaczy jego ciągle powtarzaną mantrę o znaczeniu pracy nad "budową partii". Hu przeprowadził Chiny przez udane Igrzyska Olimpijskie w 2008 roku, pomimo pewnych nieprzyjemnych momentów w okresie poprzedzającym. W dużym stopniu wykorzystał ponowny wybór KMT (Partii Nacjonalistycznej) na Tajwanie w 2008 roku, aprobując podpisanie z rządem tajwańskim w 2010 roku istotnej umowy o wolnym handlu - Porozumienia Ramowego o Współpracy Gospodarczej (ECFA). Pozwolił Chinom na aktywne wzięcie udziału w globalnej reakcji na kryzys gospodarczy po 2008 roku. Przewodził krajowi, którego gospodarka rozszalała się, wykazując dwucyfrowe wskaźniki wzrostu przez większość ostatniej dekady i trzykrotnie zwiększając swoje rozmiary. I wreszcie, jak dotąd wygląda na to, że doprowadzi do kolejnego gładkiego przekazania przywództwa nowemu pokoleniu. Dla Partii Komunistycznej Hu był lojalnym, stabilnym i wiernym sługą.
Ale są też pewne duże negatywy. Hu doszedł do władzy gdy premier Wen Jiabao, jak uważano, skupiał się na zrobieniu czegoś z wielkimi nierównościami jakie stworzył proces reform. Pomimo wszystkich słów zawartych w 12. Programie Pięcioletnim, który właśnie został przyjęty w tym roku przez Narodowe Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych, Chiny pozostają krajem podzielonym między 130 miliarderów, którzy pojawili się w ciągu ostatniej dekady od czasu wejścia do Światowej Organizacji Handlu (WTO) w 2001 roku, a 150 milionów ludzi, o których Wen Jiabao mówił w zeszłym roku, że żyją w absolutnej biedzie. Wiejskie Chiny wciąż są domem dla ponad połowy Chińczyków. Pozostają one tak samo krnąbrne, niezadowolone i kłótliwe jak dekadę temu i są źródłem wielu sporów prawnych o ziemię i prawa własności oraz skarg przeciwko lokalnym urzędnikom. Liczba petycji do rządu centralnego gwałtownie wzrosła w ostatniej dekadzie. Podczas gdy rząd twierdzi, że jednym z jego głównych celów jest stworzenie "harmonijnego społeczeństwa", Chiny często zupełnie na takie nie wyglądają, a "socjalistyczna wieś" o jakiej Hu mówił podczas ostatniego kongresu partii w 2007 roku często wydaje się być miejscem rozdartym gniewem, frustracją, biedą i protestami.
Chociaż era Hu cechuje się poważnymi postępami gospodarczymi, gdy ścisłe przywództwo nigdy nie odchodzi daleko od dengowskiej ortodoksji i dalej uważa tworzenie prosperity za kluczowe zadanie, gwałtowny rozwój kraju pozostawił wydarzenia polityczne i społeczne z tyłu za ekonomicznymi. Wrodzona ostrożność Hu oznacza, że w martwym punkcie utknęły nawet ograniczone dyskusje na temat reform politycznych z końcowej fazy okresu Jianga. Migracja wyborów wiejskich do okręgów miejskich została zatrzymana, uwagę ponownie skupiono od połowy lat 2000-ych na dużo bardziej iluzorycznej "wewnątrzpartyjnej demokracji". Wsparciu dla większej koncentracji na rządach prawa przeszkadzają podejrzenia co do ambicji politycznych prawników - coś za co ideologowie partyjni obwiniają kolorowe rewolucje od około 2005 roku. Społeczeństwo obywatelskie nadal pozostaje pozbawione ochrony, nie dysponując odpowiednimi ramami prawnymi. A w ciągu ostatnich 2 lat, od czasu zamknięcia Open Constitution, wpływowej organizacji pozarządowej w Pekinie wspierającej wolność informacji i reformy prawne, rząd Hu przystąpił do coraz bardziej agresywnej kampanii przeciwko aktywistom, prawnikom broniącym praw człowieka i intelektualistom, którzy są postrzegani jako podważający jego prawo do monopolu władzy.
Nie powinniśmy być zaskoczeni. Kwitnąca gospodarka, lecz kurcząca się przestrzeń dla działalności obywatelskiej i politycznej mogą wyglądać na sprzeczne ze sobą, ale w rozumieniu postaci takich jak Hu są całkowicie ze sobą zgodne. Najwcześniejsze doświadczenie polityczne Hu miało miejsce w czasie Rewolucji Kulturalnej, okresu kiedy Chiny były prześladowane przez krwawe wstrząsy wewnętrzne i coś co weterani tej epoki nazywają "przesytem demokracji". Dla nich najcenniejszą rzeczą jest stabilność. Nie jest zatem zaskakujące, że dla Hu i bez wątpienia większości kluczowych postaci w politbiurze wokół niego restrykcje takie jak te zastosowane ostatnio są ceną zdecydowanie wartą zapłacenia za to, by Chiny pozostały na właściwych torach i zostały krajem o średnich dochodach do 2020 roku; krajem takim, który następnie byłby w stanie zająć się pewnymi historycznymi krzywdami silnie wrytymi w pamięć o "stuleciu upokorzenia" zanim powstała Chińska Republika Ludowa.
Chiny za Hu stały się potężniejszym, bardziej stanowczym i ważniejszym krajem. Ich przyszła dominacja wygląda teraz na pewniejszą. Ale pozostają one krajem, który wprawia w zakłopotanie i niekiedy niepokoi ludzi z zewnątrz. Małomówność Hu jako przywódcy narodowego, jego brak profilu i ego, czyli cechy które uczyniły go skutecznym sekretarzem partii, są też tymi samymi cechami, które ograniczają go jako rzecznika bądź twarzy nowych, wschodzących Chin. Nawet dla Chińczyków może on się wydawać nieprzenikniony, nieuchwytny i tajemniczy. Chociaż stał się bardziej pewnym siebie mężem stanu na arenie międzynarodowej (o czym świadczy jego udana wizyta w USA w styczniu 2011 roku), jak na jednego z najważniejszych i najpotężniejszych ludzi pozostaje fatalnie niedoeksponowany i nieznany. W kluczowych momentach w ostatnich 2 latach, w sporach z Japonią, kwestii Pokojowej Nagrody Nobla dla Liu Xiaobo i podczas sprzeczek z USA jego głos był potrzebny, ale pozostawał on milcząco na uboczu. W tej dziedzinie jego prawdopodobny następca Xi Jinping będzie musiał być inny.
Dr. Kerry Brown jest szefem Programu Azji w Chatham House w Londynie.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/04/13/the-mysterious-hu-jintao/
FOTO: Flickr user DonkeyHotey