Gdy rośnie presja na prezydenta Syrii Baszara al-Assada by ustąpił, czy Iran będzie dalej wspierał jego represje?
Trwające w Syrii rozruchy zaskoczyły wiele rządów na całym świecie, zwłaszcza w Iranie i Turcji. Tak jak w przypadku wielu innych stolic, wydaje się, że zarówno Teheran jak i Ankarę zaskoczył nie tylko sam wybuch rozruchów, ale też rozmach i uporczywość demonstracji. Lecz prawdopodobnie jeszcze większą niespodziankę stanowi dla nich to, że teraz znalazły się po przeciwnych stronach w kwestii przyszłości reżimu Baszara al-Assada.
Z jednej strony, rząd irański oferuje Assadowi wsparcie dyplomatyczne i militarne w celu utrzymania go u władzy, m.in. wysyłając doradców ds. bezpieczeństwa, sprzęt do odłączania internetu i siły do tępienia demonstrantów. Równolegle irańskie źródła medialne także popierają wersję wydarzeń prezentowaną przez syryjskie władze państwowe określając demonstrantów "terrorystami".
Po drugiej stronie stoi Turcja. Jej rząd, który do niedawna był bliski Assadowi, teraz go potępia. W wywiadzie na początku czerwca turecki premier Recep Tayyip Erdogan oskarżył Assada i jego brata Mahera o "zabijanie ludzi, a potem wypuszczanie nagrań wideo z tych zabójstw", zarazem prosząc ONZ o interwencję. Inne doniesienia zwracały uwagę, że rząd turecki wysłał do Assada list ostrzegawczy, wzywając go do wdrożenia reform i zwolnienia Mahera, który, jak uważa wielu, jest osobą stojącą za brutalnymi represjami. Dzieje się to w kontekście ucieczki tysięcy syryjskich uchodźców do Turcji z obawy przed represjami. Gdyby przekroczyli oni granicę z Iranem, trudno wyobrazić sobie by irański reżim zrobił coś innego niż odesłał ich natychmiast z powrotem do kraju.
Sprzeczne podejścia do Syrii mają miejsce w chwili gdy relacje między oboma państwami tak naprawdę rozkwitają, zwłaszcza w sferze gospodarczej. Turcja zakupiła gaz z Iranu po cenach rabatowych, zarazem sprzedając benzynę za cenę o 25% wyższą od cen rynkowych. Turcja stała się też zaufanym powiernikiem Iranu w kwestii nuklearnej. Na przykład Iran poparł zeszłoroczny, brazylijsko-turecki układ nuklearny, zaś Stambuł stał się jednym z preferowanych przez Iran miejsc do rozmów nuklearnych P5+1 na temat jego programu atomowego.
Nie oznacza to, że nie ma napięć. Zarówno Iran z większością szyickich Persów jak i Turcja z większością sunnickich Ottomanów mają swoje własne ambicje regionalne, co rodzi rywalizację, która przejawia się teraz w miejscach takich jak Gaza, Irak i w stosunkach z krajami Zatoki Perskiej. Na przykład rząd turecki zachował ciszę wobec wejścia sił saudyjskich do Bahrajnu z powodu obaw o swoje stosunki z Radą Współpracy Zatoki Perskiej (Iran natomiast był wściekły).
Ale i tak intensywność rywalizacji wokół przyszłości Syrii jest zaskakująca - i niepokoi Iran. Przedstawiciele irańskiego ministerstwa spraw zagranicznych wielokrotnie wyrażali swoje niezadowolenie z polityki Turcji wobec Assada, ale bezskutecznie. Iran obawia się, że jeśli status quo w Syrii będzie się utrzymywać, uwydatni to tylko różnice między oboma państwami, niosąc ryzyko, że Turcja poczuje się zmuszona przemyśleć swoje bliskie relacje z Teheranem. Gdy Iran dostarcza Assadowi wsparcia by tłumić demonstracje, państwa arabskie, Stany Zjednoczone i NATO prawdopodobnie będą wzmagać presję na Turcję by ta zredukowała swoje powiązania z Teheranem.
Jeszcze gorsze dla Iranu byłoby gdyby Izrael zdołał załagodzić swoje spory z Turcją. Stosunki między tymi dwoma państwami marginalnie się poprawiły, ale doniesienia sugerują, że Izrael trzykrotnie wycofał się z wystosowania przeprosin wobec rządu tureckiego za incydent Mavi Marmara z zeszłego roku, kiedy wojsko izraelskie użyło siły przeciwko tak zwanej Flotylli Wolności kierującej się ku Gazie.
Na razie czas i wydarzenia są po stronie Turcji. Erdogan był wystarczająco sprytny by nie poświęcić swoich stosunków z Zachodem stawiając wszystko na irańskiego konia, co teraz zaczyna się opłacać. Najprawdopodobniej ocenił on teraz, że może wytrzymać presję ze strony Iranu bez konieczności płacenia kosztów za rozzłoszczenie go. A gdy Iranowi tak bardzo brakuje przyjaciół, Teheran może wywrzeć niewielką tylko presję na Ankarę. To pozwala Erdoganowi ciągle naciskać na Assada by ten wdrożył poważne reformy, która to presja może przekształcić się w żądanie by ustąpił gdyby sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła.
NATO ma wiele do zyskania z wpływów Turcji. Posiadanie członka, który może wpływać na wydarzenia w kraju bliskowschodnim tak ważnym jak Syria umocniłoby rangę dyplomatyczną organizacji, co byłoby jeszcze bardziej pożądane biorąc pod uwagę, że interwencja w Libii nie idzie tak gładko jak by się spodziewano.
Prędzej czy później najwyższy przywódca irański Ali Chamenei stanie przed trudnym wyborem - albo stać do końca u boku Assada, albo go opuścić. Moment jego decyzji może wpłynąć na przyszłość republiki islamskiej i jej przyszłe stosunki z Syrią, jak również na strategiczne znaczenie Iranu w regionie. Wpłynie także na pozycję Hezbollahu, która nieco się osłabiła wraz z ujawnieniem ustaleń procesu ws. Haririego [byłego premiera Libanu zamordowanego w zamachu bombowym w Bejrucie 14 lutego 2005 roku - przyp. SM].
"Zawsze kiedy złapiesz rybę, będzie świeża", mówi dobrze znane perskie przysłowie, co oznacza, że nigdy nie jest za późno by coś rozpocząć. Ale jeśli chodzi o trudny wybór co do Syrii, Chamenei tak naprawdę nie ma takiego luksusu.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/07/09/iran-and-turkey-circle-syria/
FOTO: Flickr user Henry Patton