"Nie możemy przyjąć odpowiedzialności za bezpieczeństwo w tej prowincji". Człowiek, który to powiedział to generał Mohammad Qasim Jangalbagh, dowódca sił bezpieczeństwa prowincji Panjshir w północnym Afganistanie. Wyjaśnił następnie, że "ponieważ z naszą prowincją graniczą niezabezpieczone prowincje, potrzebujemy ogromnych sił".
To alarmujące oświadczenie całkowicie podważa przesłanki strategii USA w Afganistanie w kolejnym roku. Nie tak dawno temu, dokładnie 22 czerwca prezydent Barack Obama ogłosił, że wojska amerykańskie zaczną wycofywać się z tego kraju przed końcem roku. Jest to wykonalne, powiedział. Jak by nie było, "w niektórych prowincjach i okręgach miejskich już zaczęliśmy przekazywać Afgańczykom odpowiedzialność za bezpieczeństwo".
Amerykańscy generałowie, zeznając niedawno przed Kongresem USA, podawali rozmaite optymistyczne dane na temat postępu poczynionego w szkoleniu afgańskich sił bezpieczeństwa. W marcu afgański prezydent Hamid Karzai oświadczył z wielką pompą, że wybrana grupa 7 afgańskich okręgów zacznie wkrótce przejmować odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. Większość obszarów, o których była mowa uważano za pewniaki, miejsca gdzie Talibowie mają najwięcej problemów ze zdobyciem wpływów.
Jednym z takich okręgów był Panjshir. Ważne jest by uświadomić sobie dlaczego. Panjshir jest miejscem urodzenia Ahmada Shaha Masooda, heroicznego dowódcy tadżyckiego, który był najskuteczniejszym dowódcą opozycji przeciwko okupacji radzieckiej lat 1980-tych. To zaś było częścią długiej lokalnej tradycji skutecznego oporu wobec obcych.
Panjshir jest jedynym regionem w kraju, który nigdy nie poddał się kontroli Talibów ani nie przyjął ich ekstremistycznej ideologii. Większość Panjshiru to głęboka dolina otoczona wysokimi górami i prawie cała populacja to Tadżycy. Afgańscy Tadżycy zawsze byli podejrzliwi wobec Talibów, wśród których z zasady dominują członkowie grupy etnicznej Pasztunów. To uczyniło Panjshir dużo mniej podatnym na talibską infiltrację i w rezultacie prawie zawsze był to obszar najmniej niepokojący rząd w Kabulu.
Ale niechęć lokalnej administracji do wzięcia odpowiedzialności za swoje własne bezpieczeństwo powinna stanowić dzwonek alarmowy dla centralnej administracji Karzai - i jej protektorów w Waszyngtonie.
Nagle niebezpieczny
Plan Obamy dotyczący wycofania wojsk amerykańskich z kraju jest oparty na założeniu, że afgańskie siły bezpieczeństwa są gotowe troszczyć się o siebie. Sojusznicy Ameryki zaakceptowali tę logikę. Z każdym mijającym dniem, jak się wydaje, kolejni członkowie koalicji międzynarodowej ogłaszają swoje własne plany wycofywania wojsk.
Lecz Panjshir nie jest jedynym regionem, który wydaje się mieć problemy. Wygląda na to, że Mazar-e Sharif, kolejny z regionów do przejęcia znajdujący się na liście Karzai, nagle stał się dużo bardziej niebezpieczny. Mazar zawsze był uważany za względnie spokojne i dostatnie miejsce do 1 kwietnia, kiedy w ataku na budynek ONZ w centrum miasta zginęło 12 osób. Była to pierwsza wskazówka, że nie wszystko jest w porządku z tamtejszą sytuacją bezpieczeństwa.
Kolejne zwiastuny kłopotów przyszły parę tygodni temu, kiedy populistyczny gubernator prowincji Balkh, tadżycki watażka Atta Mohammad Noor nie pojawił się publicznie podczas oficjalnej wizyty w Mazar-e Sharif ambasadora USA w Afganistanie Karla Eikenberry'ego. Później rzecznik gubernatora Muneer Farhad rzucił nieco światła na jego nieobecność mówiąc, że z powodu nieokreślonego zagrożenia odwołano wszystkie wystąpienia publiczne w jego planach. "Gubernator nie weźmie udziału w żadnym wydarzeniu poza jego rezydencją lub jego biurem", ogłosił Farhad.
Według gazety "Afghanistan Today" te dodatkowe środki bezpieczeństwa wydają się być związane z zamordowaniem 28 maja generała Mohammada Dauda Dauda. Daud, którego zabójstwo wywołało szok na północy, był dowódcą policji w północnej strefie Afganistanu. Przed tym zabójstwem Noor często opuszczał swoją rezydencję w towarzystwie garstki żołnierzy. Od tego czasu nigdzie już się nie udaje bez eskorty dużej liczby zmotoryzowanych sił bezpieczeństwa. W wielu przypadkach, można odnieść wrażenie, w ogóle nigdzie się nie udaje.
Nazywacie to bezpiecznym?
Był też atak bojowników 28 czerwca na prominentny hotel w Kabulu, którego skutkiem była śmierć 10 cywilów i 2 policjantów. Walki trwały przez kilka godzin po tym jak afgańska policja zbiegła z miejsca ataku i zakończyły się dopiero gdy siły koalicyjne interweniowały przy użyciu śmigłowca bojowego. Niezwykła śmiałość tego ataku na mocno strzeżony hotel zaszokowała afgańską stolicę i sprawiła, że wielu Afgańczyków zaczęło się zastanawiać jak można oczekiwać, że ich wojska będą mogły tak szybko przejąć kontrolę nad krajem.
Kabul, Panjshir i Mazar-e Sharif są miastami należącymi do najbezpieczniejszych w Afganistanie. Jeśli sprawy mają się tam aż tak źle, sytuacji w reszcie kraju nie można określić inaczej jak przerażającą. W innych rejonach Afganistanu ataki samobójcze, ucieczki z więzień i ataki bojowników na posterunki sił bezpieczeństwa są normalnymi zdarzeniami.
Co więcej, "Afghanistan Today" doniósł ostatnio, że we wschodniej prowincji Paktika około 80% stanowisk administracyjnych jest wolnych. Może to się wydawać dziwne biorąc pod uwagę nieziemskie wskaźniki bezrobocia w całym kraju. Według artykułu gazety to strach przed Talibami powoduje, że wykształceni fachowcy stronią od pracy dla rządu.
Kiedy 10 tysięcy wojsk amerykańskich oraz tysiące sił brytyjskich i francuskich zaczną opuszczać Afganistan w tym miesiącu, co zostawią po sobie? Niestabilny kraj z wielkimi obawami o bezpieczeństwo. Kraj, w którym grasują partyzanckie milicje, nie chcące zasiąść do rozmów z rządem. Kraj, w którym ludzie zmagają się z ogromnymi problemami ekonomicznymi i społecznymi, gdzie korupcja i bezprawie wciąż są wyzwaniami, instytucje są słabe, a władza rządu centralnego rozciąga się na zaledwie kilka obszarów.
Po 10 latach zaangażowania społeczność międzynarodowa wydaje się być gotowa opuścić ten kraj niezależnie od kosztów, a Karzai wydaje się na to godzić. Prezydent chce dowieść swojego przywództwa i pokazać, że jest jedynym przywódcą narodu, zatem jest zadowolony, że wojska międzynarodowe opuszczają kraj.
Jest w równym stopniu zrozumiałe, że społeczność międzynarodowa chce wyjść z Afganistanu tak szybko jak to możliwe. Jednak pospieszne wycofanie się może przekreślić wszystkie zyski, za które tak wielu żołnierzy koalicyjnych oddało swoje życie.
Muhammad Tahir jest waszyngtońskim korespondentem RFE/RL i byłym korespondentem IHA Turkish News Agency w Pakistanie i Afganistanie. Opinie wyrażone w tym komentarzu są wyłącznie opiniami autora i niekoniecznie odzwierciedlają opinie RFE/RL.
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/afghanistan_commentary_security_transition_troubles/24260276.html
Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Afganistan,problemy,Konflikt
FOTO: Flickr user U.S. Embassy Kabul Afghanistan