Indie stają się kuźnią rekrutacji terrorystycznej. Korupcja policyjna i haniebne incydenty takie jak pogrom w Gujaracie tylko pogarszają sprawy.
Przez ostatnie dekady indyjskie agencje bezpieczeństwa chwaliły się, że w kraju było "zero" lokalnej rekrutacji do al-Qaidy i grup z nią stowarzyszonych. To stwierdzenie wydawał się potwierdzać fakt, że żaden z terrorystów zamieszanych w spiski na świecie nie był obywatelem indyjskim, nawet z jedynego stanu w kraju, gdzie przemoc islamistyczna jest powszechna: czyli z Kaszmiru. Nawet tam, przez ponad dekadę, wciąż działająca partyzantka była zasilana przez rekrutów z zewnątrz - głównie z Pakistanu, ale też z Bliskiego Wschodu, Sudanu, Czeczenii, a nawet Xinjiangu w Chinach.
Taką odporność na syreni śpiew terroryzmu przypisywano demokracji Indii oraz jej świeckiej konstytucji. To pierwsze postrzegano jako dające obfite - a przy tym pokojowe - ujście dla odmienności poglądów, zaś to drugie uważano za zapewniające, że licząca 155 milionów mniejszość muzułmańska nie czuła się prześladowana lub pozbawiona praw, jak na przykład jest w Gazie.
Z pewnością wielka społeczność muzułmańska w Indiach jest równie pokojowo nastawiona jak inne grupy religijne w kraju. W szczególności 12% indyjskich muzułmanów którzy są szyitami jest podobnych do dżinistów i buddystów w tym, że prawie nigdy nie stosują przemocy przeciwko ludziom innych wyznań. W prawie wszystkie wybuchy przemocy zamieszany był mały wahhabicki segment społeczności sunnickiej. Jednym z tego powodów jest fakt, że w sunnickich megapaństwach takich jak sąsiedni Pakistan muzułmanom nadaje się wyższy status względem ludzi innych wyznań, dokładnie tak jak jest w części Bliskiego Wschodu i w Malezji. W konsekwencji tej pozytywnej dyskryminacji na korzyść muzułmanów w tych miejscach mały wycinek społeczności w Indiach jest niezadowolony z faktu, że podobnego uprzywilejowanego statusu sunnitów w świeckich Indiach nie ma.
Innym powodem wzrostu rekrutacji dla grup ekstremistycznych w Indiach jest Gujarat. Niewybaczalny pogrom społeczności muzułmańskiej w tym stanie w 2002 roku, do którego przystąpiono w odwecie za wcześniejszy atak terrorystyczny na hinduskich pielgrzymów podróżujących pociągiem w tym stanie, jest najskuteczniejszym czynnikiem rekrutacyjnym w kampanii al-Qaidy o włączenie do swojego grona nie tylko Arabów, Północnych Afrykańczyków, Bengalczyków i Pakistańczyków, ale również obywateli Indii.
Makabryczne relacje tłuczenia i palenia muzułmanów ze skutkiem śmiertelnym w Gujaracie mnożą się na portalach społecznościowych. Fakt, że jak dotąd nie wymierzono prawie żadnej kary głównym aktorom stojącym za przemocą z 2002 roku nie pomaga w wygaszaniu muzułmańskiej wściekłości na ten atak na ich współwyznawców w Gujaracie, któremu jak uważa wielu patronował rząd Partii Bharatiya Janata (BJP) w tym stanie.
BJP konsekwentnie odmawia ukarania tych w jej łonie, którzy zaniedbali swoje obowiązki (jeśli nie dopuścili się czegoś więcej) nie zapobiegając zabiciu ponad 2 tysięcy muzułmanów w spazmach przemocy w Gujaracie, do których doszło po wspomnianym ataku na pociąg w Godhra. Ta odmowa przyjęcia odpowiedzialności i rozliczenia czynów przekształciła masakry w Gujaracie z 2002 roku w katalizator, który - po raz pierwszy - prowadzi teraz do rosnącej indyjskiej rekrutacji do al-Qaidy i stowarzyszonych z nią grup regionalnych, Lashkar-e-Taiba (LeT) i Indyjskich Mudżahedinów (IM). Od dojścia do władzy w 2004 roku rząd Manmohana Singha pogorszył sytuację działając opieszale w kwestii egzekwowania odpowiedzialności prawnej za zamieszki w Gujaracie, a zarazem zaprzeczając proliferacji lokalnych siatek aktywnie przyczyniających się do ataków terrorystycznych.
Weźmy jako przykład rzeź w Mumbai w listopadzie 2008 roku. Śledztwo w sprawie tego bezeceństwa celowo pominęło ślady wskazujące na lokalne uczestnictwo w rozpoznaniu poprzedzającym atak. Prawie na pewno takie odwrócenie się plecami do faktów było motywowane urzędniczą chęcią ochrony policji i innych, którzy z powodu zaniedbań nie zapobiegli atakowi i nie rozprawili się z nim odpowiednio kiedy już pakistańscy napastnicy rozpoczęli swoją trzydniową krwawą łaźnię. Z powodu ciągłej odmowy przyznania, że jest teraz istotne zaangażowanie lokalne al-Qaidy, niektóre okolice w miastach takich jak Mumbai, Hyderabad, Delhi i Lucknow, o których wiadomo, że stanowią gościnę dla grup radykałów praktycznie zostały ogłoszone zamkniętymi obszarami (no-go areas), a policji nakazano patrzyć w drugą stronę z powodu zamieszania kluczowych polityków i urzędników w tolerowanie takich gniazd ekstremistów.
Skąd taka nonszalancja? Powód tkwi w wielomiliardowym handlu hawala w Azji Południowej, który zapewnia wymianę rupii na twardą walutę. Większość tego handlu jest prowadzona przez dokładnie te grupy, które ułatwiają szmugiel narkotyków i terroryzm. Chroniąc te siatki, bo wykorzystuje się je do prania politycznych i urzędniczych lewych funduszy, siatki terrorystyczne uzyskują dostęp do dużych ilości gotówki, która może znaleźć zastosowanie w planowaniu i realizacji ataków terrorystycznych, jak również ekspansji ich samych.
Ta polityka negacji rzeczywistości była kontynuowana pomimo kilku zamachów terrorystycznych w Mumbai, ale w końcu została zdyskredytowana kiedy doszło do ataku w 2008 roku. Ponieważ wśród zabitych byli obcokrajowcy, reakcja międzynarodowa na incydent w Mumbai była dużo bardziej energiczna niż na wcześniejsze ataki (które pociągnęły za sobą tylko straty wśród ludności miejscowej). Od tego czasu podjęto pewne starania by tępić siatki terrorystyczne, aczkolwiek jak dotąd grube ryby kryjące się za ich finansami najczęściej uchodziły uwadze policji. 3 improwizowane ładunki wybuchowe, które eksplodowały w Mumbai 13 lipca tuż po godzinie 19 czasu lokalnego jeszcze bardziej nadszarpnęły spokój ducha co do zakresu penetracji Indii przez al-Qaidę.
Dziś największa na świecie demokracja stała się tak samo bazą dla tej międzynarodowej struktury jak kraje Afryki Północnej, nawet jeśli obecnie to Pakistan i Bangladesz mają dużo większą obecność al-Qaidy niż Indie. Jednak fakt, że obywatele indyjscy są werbowani do globalnej wojny toczonej przez tę organizację jest niepokojącym trendem, który woła o większe wysiłki na rzecz stworzenia psychologiczncyh zapór w celu zapobieżenia penetracji szeroko rozumianej społeczności indyjskiej przez tę zgubną ideologię.
Dlaczego Mumbai jest szczególnym celem terrorystów? Zasadniczym powodem jest korupcja w tutejszych siłach policyjnych, w tym na wysokich szczeblach. To ułatwia zakładanie kryjówek w mieście i prowadzenie akcji rekrutacyjnych bez ingerencji. Co istotne, imperium biznesowe Dawooda Ibrahima, który był odpowiedzialny za zamachy bombowe z 1993 roku i jak się uważa stał za kilkoma innymi atakami - kwitnie w Mumbai, zarządzane przez członków rodziny mieszkających w tym mieście.
To, że Dawood ma znaczące wpływy w wyższych sferach policji w Mumbai - a także wśród lokalnych polityków - nie jest tajemnicą. A nie jest on sam. Od wielu lat przemysł filmowy i budowlany w tym mieście zmuszany jest do płacenia dziesięciny siatkom terrorystycznym pod groźbą eksterminacji jego kierownictwa. Żadne inne miasto w Indiach nie jest tak przepełnione wpływami mafijnymi jak Mumbai. Dodajmy do tego fakt, że miasto to jest wciąż dominującym centrum finansowym i komercyjnym Indii i powód dlaczego było ofiarą licznych ataków terrorystycznych staje się jasny.
Protekcja udzielana operatorom hawali; łapówkarstwo w policji; rosnąca pula ekstremistów dostająca motywację i szkolenie od elementów zagranicznych, które chcą przekreślić historię wzrostu Indii... To toksyczny koktajl; taki, który jak się wydaje zabierze więcej niewinnych żyć zanim jego skutki przeminą.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/07/20/al-qaeda-goes-local-in-india/
Opis problemu terroryzmu w Indiach na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Indie,problemy,terroryzm
FOTO: Flickr user Alagu.