Niedawna decyzja Czech o tym, że nie powstanie tu część amerykańskiego systemu wczesnego ostrzegania nie ma nic wspólnego z ogólnym entuzjazmem Czechów dla obrony przeciwrakietowej - ani ich gotowością do przyjęcia większej roli w przyszłości.
W zeszłym miesiącu nagłówki na całym świecie trąbiły, że Republika Czeska postanowiła wycofać się z planów uczestnictwa w amerykańskim systemie obrony przeciwko rakietom balistycznym (ABMS, anti-ballistic missile defense system). Dziennikarze spekulowali o utyskującym sojuszniku sfrustrowanym skromną rolą w tym systemie, jak też o ogólnym rozczarowaniu przywódców Europy Środkowej rzekomą zdradą ze strony administracji Obamy w obliczu "resetu" jej stosunków z Rosją.
Od tego czasu urzędnicy amerykańscy i czescy starają się podkreślać, że media błędnie zrelacjonowały to wydarzenie - i mają tu trochę racji. Twierdzą oni, że decyzja Czech, iż nie będą one gospodarzem systemu wczesnego ostrzegania (SEWS) nie ma nic wspólnego z ogólnym entuzjazmem Czechów dla obrony przeciwrakietowej, ani ich gotowością do przyjęcia większej roli w przyszłości. Urzędnicy ci wydają się być szczególnie rozdrażnieni artykułami, które jak mówią mylnie zinterpretowały ogłoszenie z 15 czerwca po spotkaniu czeskiego ministra obrony Alexandra Vondry z wicesekretarzem obrony USA Williamem Lynnem w Pradze.
Na konferencji prasowej obaj panowie wyjaśnili, że Czesi postanowili nie instalować kilku terminali komputerowych SEWS w obiektach czeskiej armii, bo pierwotne plany, o których w czeskich mediach donoszono jeszcze w kwietniu 2010 roku, zostały w tyle za rozwojem wydarzeń, w szczególności decyzją NATO na szczycie w Lizbonie w zeszłym roku o przyjęciu systemu obrony przeciwrakietowej pod swoje skrzydła.
Doceniając niuanse
W reakcji na to ogłoszenie wpływowe media międzynarodowe rzuciły się do ataku. Nagłówek w The New York Times mówił, że "Czesi, nie lubiąc swojej roli, wycofując się z amerykańskiego projektu obrony przeciwrakietowej", a Associated Press stwierdzał: "Czesi poza amerykańskim planem tarczy antyrakietowej". Reuters był bardziej wyczulony na niuanse (i bardziej precyzyjny): "Czesi nie będą gościć komputerów amerykańskiej obrony przeciwrakietowej".
W kolejnych komentarzach Vondra próbował tłumaczyć różnicę między odrzuceniem konkretnej propozycji SEWS, a natowskim systemem ABMS jako całości. Potwierdzając poparcie rządu dla obrony przeciwrakietowej powtórzył wyjaśnienie, że początkowa, bilateralna propozycja teraz już nie ma sensu skoro obrona przeciwrakietowa ma być koordynowana przez NATO i obejmować system wymiany informacji między wszystkimi członkami sojuszu. System SEWS mógł tylko zawiadamiać o odpaleniu wrogich rakiet, ale nie byłby, jak powiedział Vondra, podłączony do systemu NATO ani nie pozwalałby na żadną reakcję militarną.
Vondra wspomniał też o kosztach: około 1 miliona dolarów rocznie. Amerykanie zapłaciliby za pierwsze 2 lata; potem Czesi musieliby regulować rachunki. Jak ujął to Vondra: "W chwili kiedy nie jesteśmy tacy pewni, że ten projekt ma szansę rozwoju, nie byłoby roztropne inwestowanie w niego i budowanie przesadnych oczekiwań, co mogłoby w końcu prowadzić do niepotrzebnej frustracji we wzajemnych stosunkach".
Analitycy spraw bezpieczeństwa zgadzają się, że nierozsądne byłoby interpretować decyzję Czech jako odrzucenie obrony przeciwrakietowej, jak triumfalnie obwieścili niektórzy przeciwnicy projektu i sugerowały niektóre z powyższych nagłówków. "Patrząc na skład obecnego rządu czeskiego, nie ma racjonalnego powodu by uważać, że ten rząd jest generalnie antyamerykański czy antynatowski", mówi Ivo Samson, szef programu bezpieczeństwa międzynarodowego w Centrum Badawczym Słowackiego Stowarzyszenia Polityki Zagranicznej. "Wręcz przeciwnie, w osobie dwóch ministrów kierujących czeską polityką zagraniczną i bezpieczeństwa amerykańska administracja ma... najbardziej przyjaznych ludzi wychodzących naprzeciw ich pomysłom", dodaje Samson, odnosząc się tu do Vondry, poprzednio ambasadora Czech w USA, i ministra spraw zagranicznych Karela Schwarzenberga.
"Ten rząd chce prężnej obrony przeciwrakietowej oraz prężnego i godnego miejsca dla Czechów w ramach NATO. SEWS jednak nie spełnia oczekiwań", mówi Samson. "Prędzej czy później, uważają oni, USA (czy to Obama drugiej kadencji czy nowy Republikanin) zwrócą się do Czechów z lepszą ofertą. Niekoniecznie oznacza to wskrzeszenie projektu Busha, ale ponieważ proliferacja rakiet wydaje się nie do powstrzymania, tak samo jest z mechanizmami obronnymi na Zachodzie".
Do pewnego stopnia, powierzchowne tłumaczenie, że odrzucenie SEWS było po prostu "zemstą" za decyzję Obamy z września 2009 roku o anulowaniu planów obrony przeciwrakietowej z epoki George'a W. Busha było zrozumiałe, biorąc pod uwagę ówczesną reakcję czeską i niektóre komentarze wypowiedziane od tego czasu. Tamte plany mówiły o umieszczeniu stacji radarowej w Republice Czeskiej i rakiet przechwytujących w Polsce jako części wielkiego, amerykańskiego systemu przeciwdziałania zagrożeniom ze strony wrogich reżimów, takich jak Iran i Korea Północna. Oba rządy środkowoeuropejskie zainwestowały ogromny kapitał polityczny w ten projekt w świetle negatywnej opinii publicznej i później czuły się sfrustrowane tym, że nowa strategia "restartowania" stosunków z Rosją, która sprzeciwiała się systemowi obrony przeciwrakietowej, najwyraźniej stała się priorytetem.
Wiosną tego roku, na przykład, na spotkaniu ministrów obrony NATO w Brukseli Vondra nazwał rolę w SEWS "nagrodą pocieszenia" i powiedział: "Nasze pomysły co do przyszłej współpracy są barwniejsze niż tylko pokój czy dwa z kilkoma ekranami". Takie nastawienie może też w pewnej mierze wyrażać rozczarowanie, że Polacy skorzystali z lepszej propozycji stacjonowania rakiet przechwytujących jako części zreorganizowanego systemu pod egidą NATO.
Samson ze Słowackiego Stowarzyszenia Polityki Zagranicznej mówi, że może zrozumieć Czechów, będąc zaangażowanym w badania nad obroną przeciwrakietową i kampanią public relations za ABMS na Słowacji zanim Obama nie skasował projektu. Zwraca on uwagę, że większość ludzi zaangażowanych w czerwcową decyzję była aktywnymi rzecznikami amerykańskich planów i patrzyła na rosyjską opozycję jako nową "bitwę" o Europę Środkową. "Czuli się zdradzeni, urażeni i znieważeni przez podejście Obamy", mówi Samson. "Porzucenie obrony przeciwrakietowej było uważane za ich porażkę - przy okazji, kosztowało to dużo osobistego zaangażowania, a walka obejmowała utratę punktów wyborczych za sprawą przeciwstawienia się opinii większości ludności".
Znajdowanie wzajemnej ugody
Lecz wszystkie strony mówią o trzeźwej decyzji, która wzięła pod uwagę koszty i korzyści, a nie wywołanej nieustającą goryczą. "Czesi mówią mi, że rola obiektu, który miał tu bazować, stopniowo się zmniejszała", mówi Tomas Valasek, dyrektor ds. polityki zagranicznej i obrony w Centrum Reform Europejskich. "Nie miał on w ogóle być centralną częścią systemu obrony przeciwrakietowej, a tego by chcieli Czesi. Więc mówienie, że Vondra odrzucił ABMS jako taki to nonsens - jeśli już to chciał być jego bardziej integralną częścią".
"Podejrzewam, że stało się tak, że Amerykanie podtrzymywali pomysł obiektu w Republice Czeskiej po prostu dlatego, że nie chcieli urazić Czechów. I Vondra zdał sobie sprawę, że tak właśnie się działo. Prawdopodobnie uznał to za protekcjonalne - stąd cięta uwaga o oferowaniu 'nagrody pocieszenia'", mówi Valasek. "Ale koniec końców Amerykanie mieli obiekt, którego tak naprawdę nie potrzebowali, a Czechom oferowano coś, czego tak naprawdę nie chcieli. Więc oba [państwa] uzgodniły, że rozejdą się polubownie - tego nie zrobiono w napadzie gniewu; powiedziano mi, że obie strony obszernie to przedyskutowały".
W wywiadzie z ISN Insights wiceminister spraw zagranicznych Jiri Schneider także zapewniał, że tak właśnie było. "To była propozycja bilateralna i były rozmowy na temat tego, czy był tu potencjał rozwoju, podłączenia do tego drugiego systemu. Ale ogólnie konkluzja była taka, że była to ślepa uliczka i tak by się nie stało. W kontekście wzajemnego porozumienia my [Czesi i Amerykanie] byliśmy zaskoczeni interpretacją, że to był koniec współpracy", powiedział Schneider, zauważając wszakże, że brak innej propozycji na stole przyczynił się do takiej interpretacji. "Jesteśmy bardzo otwarci na natowską koncepcję obrony przeciwrakietowej i poszukiwanie okazji dla Republiki Czeskiej, by znaleźć miejsce dla naszego kraju w tej nowej architekturze".
Jeremy Druker jest założycielem i dyrektorem wykonawczym Transitions Online (TOL), bazujące w Pradze magazynu zajmującego się Europą Środkowo-Wschodnią i byłym Związkiem Radzieckim.
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=131039&contextid734=131039&contextid735=131038&tabid=131038&dynrel=4888caa0-b3db-1461-98b9-e20e7b9c13d4,0c54e3b3-1e9c-be1e-2c24-a6a8c7060233
FOTO: Flickr user daliborlev