Brutalny szturm reżimu Assada na miasto Hama powinien przyczynić się do rozwiania wszelkich poglądów, że walka w Syrii zbliża się do końca, czy też że reżim Assada pogodził się ze swoim losem. Ogólny kierunek rewolt w świecie arabskim sugeruje teraz, że najgorsi dyktatorzy w regionie mają równe szanse przetrwania, pod warunkiem, że nie będą mieli skrupułów co do wydania wojny swoim własnym ludziom.
Prezydent Syrii Baszar Assad jak się wydaje przyswoił sobie tę lekcję. Dzisiejsi teoretycy wojskowi są podzieleni w kwestii roli czołgu bitewnego na polu walki w przyszłości. Assad w ciągu minionych 48 godzin zademonstrował, że jakikolwiek by nie był rezultat tej debaty, rola czołgu jako instrumentu wojny przeciwko cywilom pozostaje jak najbardziej aktualna na Bliskim Wschodzie.
Elitarna IV Dywizja Pancerna syryjskiego prezydenta najprawdopodobniej nie przetrwałaby długo przeciwko VII Brygadzie IDF (Izraelskich Sił Samoobrony) na Wzgórzach Golan. Jednak przeciwko cywilnym demonstrantom z Hamy okazała się bardzo skutecznym narzędziem. Bilans ofiar śmiertelnych z dewastacji Hamy przez Assada wynosi teraz około 140; kolejne setki cywilów są ranne.
Machina wojenna Assada podobno najeżdża teraz Deir a-Zour. Ostrzeliwana jest dzielnica Al-Joura w tym mieście, jak podają źródła opozycyjne. Powtarzają się doniesienia o dezercjach na dużą skalę z oddziałów armii w rejonie Deir a-Zour. Protesty w poparciu dla Hamy zaczęły się teraz w Deraa, kolebce rewolty przeciwko reżimowi Assada. Dochodzi też do nowych protestów w okolicach Damaszku.
Reakcją Zachodu na wydarzenia w Hamie jest dodatkowe podniesienie retoryki o stopień wyżej. Prezydent USA Barack Obama jest teraz "przerażony" wydarzeniami w Syrii. Brytyjski sekretarz ds. zagranicznych William Hague ogłosił się tymczasem "zszokowanym" ostatnimi doniesieniami. Rządy Niemiec i Włoch wezwały do pilnego omówienia kwestii Syrii przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.
Assad raczej nie będzie zbytnio się przejmował tą perspektywą. Społeczność międzynarodowa wciąż jest podzielona w kwestii Syrii. Rosja, wieloletni bliski sojusznik Assadów, jest krytyczna wobec taktyki reżimu, ale prawdopodobnie zawetowałaby każdą próbę efektywnej reakcji poprzez ONZ. Sam Zachód jest zresztą temu niechętny. Wśród żadnej części zachodniej publiki nie ma entuzjazmu dla dalszego wikłania się w sprawy bliskowschodnie. Hague wyraźnie wykluczył możliwość akcji militarnej.
W małych demonstracjach przed ambasadami syryjskimi w Europie udział biorą tylko syryjscy emigranci. Ci, którzy 6 miesięcy temu przewidywali falę demokratyzacji w regionie teraz wyglądają na beznadziejnie naiwnych. W konsekwencji USA i państwa europejskie nawet jeszcze nie wezwały do rezygnacji Assada. A będące w mocy sankcje przeciwko niemu są zdecydowanie dalekie od takich, które są niezbędne by naprawdę wymusić zmianę polityki.
A jednak, pomimo tego wszystkiego, stłumienie rewolty okazuje się dla reżimu niemożliwe. Od połowy kwietnia jest on w stanie bardziej lub mniej otwartej wojny przeciwko swoim własnym ludziom. Ostatnie nasilenie represji zmierzało do przywrócenia kontroli nad obszarami szczególnego wsparcia dla rebeliantów przed początkiem Ramadanu.
Piątek, muzułmański dzień modlitwy, był dotąd głównym ogniskiem protestów. Reżim niewątpliwie skalkulował, słusznie, że wraz z nadejściem Ramadanu niespokojne tłumy zaludniające demonstracje będą wychodzić na ulice każdego dnia. Przywrócenie kontroli nad obszarami rebelianckimi było zatem koniecznością. W Hamie wojsko syryjskie prowadziło tę misję z ekstremalnym wigorem. Ale jeśli reżim miał nadzieję, że w końcu pozwoli mu to na przystąpienie do opanowywania rozruchów, to był w błędzie.
Kluczowe pytanie brzmi teraz: dokąd to wszystko zmierza? Nieodparta siła powstania starła się z niewzruszonym obiektem jakim jest reżim Assada. Jaka jest prognoza? Odpowiedzią wydaje się być intensyfikacja wysiłków po obu stronach. Starania reżimu Assada by zmiażdżyć rewoltę przyjmują coraz wyraźniejszy odcień wyznaniowy. Mamy tutaj rządzącą elitę alawitów walczącą w Syrii o przetrwanie. Jednostki wojskowe alawitów i milicje alawitów (Shabiha) są instrumentami pozostającymi w dyspozycji Assadów. Odwetowe zabójstwa na tle wyznaniowym ludzi z Shabiha przez sunnickich Syryjczyków w Homs na początku tego miesiąca mogą stanowić zapowiedź otwarcia nowego, bardziej paskudnego rozdziału.
Kluczową kwestią pozostaje to, czy siły bezpieczeństwa utrzymają jedność. Są ustawiczne, trudne do zweryfikowania doniesienia o dezercjach w poważnych ilościach. W ciągu ostatnich dni pojawił się pułkownik armii Riad al-Asaad, twierdzący że jest liderem "Wolnej Armii Syryjskiej" na granicy kraju z Turcją. Wkrótce się okaże czy twierdzenie to w jakimkolwiek stopniu ma pokrycie w rzeczywistości.
Ale gdy żadna ze stron nie jest skłonna ustąpić, nasilenie przemocy z dużą dozą prawdopodobieństwa jest jedynym logicznym kierunkiem dalszego biegu wydarzeń. Assad zgromadził wokół siebie trzon swojego reżimu alawitów, po to by walczyć do końca. A wśród rebeliantów, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach w Hamie, rośnie ilość tych, którzy będą zdeterminowani bezpośrednio stawić mu czoła. Rezultat: Syria stoi dziś u progu zsunięcia się w wojnę domową na tle wyznaniowym.
Dr. Jonathan Spyer to senior research fellow w Global Research in International Affairs (GLORIA) Center w Herzliyi w Izraelu, autor "The Transforming Fire: The Rise of the Israel-Islamist Conflict" (Continuum, 2010) i felietonista gazety "The Jerusalem Post".
Copyright Gloria Center.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.gloria-center.org/gloria/2011/08/syria-on-threshold-of-civil-war/