Jak Iran pokonał Obamę
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Jak Iran pokonał Obamę
Patrick Seale The Diplomat 2011-08-14 23:07:41

USA robią błąd demonizując Iran. Obama powinien był wykorzystać szansę na zaangażowanie.

 

Powszechnie się teraz przyjmuje - i lamentuje nad tym - że prezydent USA Barack Obama poniósł sromotną porażkę w staraniach o zawarcie pokoju przez Izrael i Palestyńczyków. Pokonany przez twardogłowego premiera Izraela Benyamina Netanyahu i przez przyjaciół Izraela w Stanach Zjednoczonych - lobbystów, kongresmenów i neokonserwatystów - prezydent po prostu rzucił ręcznik.

Nie tak dobrze zdajemy sobie sprawę, że Obama został też pokonany w kolejnym ważnym obszarze polityki zagranicznej - stosunkach z Iranem. Kiedy objął urząd obiecał "zaangażowanie" z republiką islamską, ale ten szczytny cel został wkrótce zastąpiony polityką gróźb, sankcji i zastraszania zmierzającą do izolowania Iranu, szkodzenia jego gospodarce i obalenia jego reżimu.

Izrael i jego przyjaciele przewodzili kampanii przeciwko Iranowi, demonizując go jako zagrożenie dla całej ludzkości i zmuszając Stany Zjednoczone do pójścia tym tropem. Izrael wielokrotnie, i bardzo publicznie, groził uderzeniem na irańskie obiekty nuklearne i zrobił co w jego mocy by wciągnąć Stany Zjednoczone do wojny przeciwko niemu, w bardzo podobny sposób jak proizraelscy neokonserwatyści w Pentagonie jak się uważa zmanipulowali informacje wywiadowcze by popchnąć Stany Zjednoczone do wojny przeciwko Irakowi w 2003 roku, z katastrofalnymi konsekwencjami.

Dlaczego to zrobili? Ponieważ obawiali się, że przetrwawszy 8-letnią wojnę irańsko-iracką Irak Saddama Husajna mógłby być może stanowić zagrożenie dla Izraela. Musiał więc zostać zniszczony. Tony Blair, premier Wielkiej Brytanii w tym czasie, był wystarczająco nierozsądny by się do tego przyłączyć. Wojna totalnie go zdyskredytowała.

Strategiczną fantazją "neokonów" było nie tylko użycie amerykańskiej siły do rozbicia Iraku. Kiedy już rozprawiono się z Saddamem, mówi się, że chcieli użyć wojska amerykańskiego kolejny raz i kolejny raz by "zreformować" Syrię, Hezbollah, Iran, Palestyńczyków, a nawet Egipt i Arabię Saudyjską.

Po zamieceniu pod dywan irackiego fiaska Izrael i jego przyjaciele robią to ponownie. W ostatnich tygodniach pojawił się nawał doniesień, że Izrael planuje zbombardować obiekty nuklearne Iranu we wrześniu - blef ewidentnie obliczony na wywarcie presji na Stany Zjednoczone by wprowadzały coraz to ostrzejsze środki przeciwko Iranowi, tak aby atak Izraela stał się niepotrzebny.

Oprócz takiej przejrzystej sztuczki propagandowej, wielu uważa, że w ciągu ostatnich 2 lat Izrael stał za morderstwami kilku irańskich naukowców nuklearnych - dwóch zabito, a jednego poważnie raniono w zeszłym roku, zaś czwarty został zabity w zeszłym miesiącu. Tymczasem program nuklearny Iranu został zaatakowany przez wprowadzenie wirusa Stuxnet do jego obiektów nuklearnych. Co nie zaskakuje, Teheran widzi teraz w Stanach Zjednoczonych i jego sojuszniku izraelskim jednego i tego samego wroga.

Zabójstwa i inne akty terroryzmu państwowego są krótkoterminowymi wybiegami, które przeważnie kończą się zapłaceniem słonej ceny. Państwa mają długą pamięć. Nienawiści nie wymazuje się łatwo. Stany Zjednoczone, i w mniejszym stopniu Wielka Brytania, wciąż płacą za potajemne obalenie w 1953 roku Mohammada Mosaddeka, demokratycznie wybranego premiera Iranu, którego "zbrodnią" było dążenie do ochrony irańskiej ropy przed imperialistycznymi drapieżnikami.

Dlaczego Netanyahu postanowił przedstawić program nuklearny Iranu jako najpoważniejsze zagrożenie dla przetrwania państwa żydowskiego od czasu Hitlera? Musi wiedzieć, że jest to czysta fantazja. Ehud Barak, jego minister obrony, sam przyznał, że Iran nie stanowi "egzystencjalnego zagrożenia" dla Izraela. Ze swoim własnym, rozległym arsenałem nuklearnym Izrael ma obfite środki odstraszania przed jakimkolwiek atakiem.

Ale nuklearny Iran - jeśli by kiedykolwiek do tego doszło - rzeczywiście stanowiłby innego rodzaju wyzwanie dla Izraela: nie zagrażałby jego egzystencji, ale ograniczyłby jego swobodę uderzania na sąsiadów wedle własnej woli. Izrael zawsze dążył do zapobieżenia uzyskaniu zdolności do odstraszania przez któregokolwiek ze swoich sąsiadów. Chce być niepodważalną potęgą militarną od Teheranu po Casablankę. Stąd ta histeria jaką stara się generować wokół programu nuklearnego Iranu i rakiet Hezbollahu.

W ostatnich tygodniach rozruchy w Syrii zachęciły Izrael i jego przyjaciół do tego, by dążyć do zaburzenia, a jeśli to możliwe zniszczenia osi Teheran-Damaszek-Hezbollah, która rzuca wyzwanie regionalnej hegemonii Izraela i Stanów Zjednoczonych. The Washington Institute for Near East Policy jest szczególnie aktywny w podburzaniu opinii przeciwko wszystkim trzem członkom osi. Aby podać jeden z wielu przykładów: w przesadzonym artykule w Foreign Affairs w zeszłym miesiącu Matthew Levitt określił Hezbollah jedną z największych i najbardziej wyrafinowanych operacji kryminalnych na świecie. "Przestępstwem" tego libańskiego ruchu oporu było zmuszenie Izraela do wyjścia z południowego Libanu po 18-letniej okupacji (1982-2000) i zbudowanie minimalnej zdolności do odstraszania od przyszłych izraelskich agresji, takich jak inwazja w 2006 roku, w której jak się szacuje zginęło 1600 Libańczyków.

Stany Zjednoczone już słono zapłaciły - pod względem ludzi, finansów i reputacji - za swoje wojny w Iraku, Afganistanie i Pakistanie. Pozostają uwikłane w teatr wojny AfPak. Na pewno muszą wiedzieć, że nie może być uregulowania w Afganistanie bez poparcia Iranu. Sam rzut oka na mapę powinien wystarczyć by to potwierdzić.

Ale bezustanne demonizowanie Iranu trwa dalej. Ostatnio David S. Cohen, podsekretarz ds. terroryzmu w Departamencie Skarbu USA, wysunął podniecające oskarżenie, że "Iran jest wiodącym państwowym sponsorem terroryzmu w dzisiejszym świecie". Nie przedstawiając ani strzępka dowodów, Cohen insynuował, że Teheran ma "tajny układ" z al-Qaidą dotyczący wykorzystania terytorium irańskiego do transportu pieniędzy i ludzi do wojen w Pakistanie i Afganistanie. To podejście złowieszczo przypomina te, które przyjęli "neokoni" przeciwko Saddamowi Husajnowi by uzasadnić inwazję z 2003 roku.

Zamiast takiej propagandy, byłoby roztropniej gdyby Stany Zjednoczone słuchały Turcji i Brazylii. Podchodząc do Iranu z szacunkiem i zrozumieniem, te 2 mocarstwa zawarły w maju zeszłego roku umowę, na mocy której większość nisko wzbogaconego uranu irańskiego zostałaby wymieniona na paliwo dla reaktora badawczego w Teheranie. Gdyby Stany Zjednoczone uznały prawo Iranu do rozwijania pokojowego programu nuklearnego, na co pozwala Układ o Nieproliferacji Broni Jądrowej (NPT), umowa ta mogłaby stanowić podstawę do globalnego uregulowania.

Obama pochopnie odrzucił to wielce obiecujące podejście. Zamiast tego, ulegając swoim nieżyczliwym doradcom, parł w kierunku nowej rundy sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ przeciwko Iranowi. Ale czyniąc Iran wrogiem po prostu zwiększył rachunek jaki Stany Zjednoczone ostatecznie będą musiały zapłacić - w Afganistanie i bez wątpienia w Iraku, jak również gdzie indziej.

 

Copyright The Diplomat.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://the-diplomat.com/2011/08/07/how-iran-defeated-obama/

 

Opis stosunków Iran-USA na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Iran,stosunki_dwustronne,USA

 

FOTO: Flickr user Truthout.org


Słowa kluczowe
USA

 

lista
tematów
lista
autorów