Dla Iranu, niepowodzenia przeważają nad zyskami w arabskiej wiośnie
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Dla Iranu, niepowodzenia przeważają nad zyskami w arabskiej wiośnie
Masoud Shafaee World Politics Review 2011-08-14 23:08:12

Gdy masowe protesty wstrząsnęły Iranem w czerwcu 2009 roku po mocno kontestowanej reelekcji prezydenta Mahmuda Ahmadinejada, przywódcy arabscy w całym regionie obserwowali rozgrywające się wydarzenia z mieszanką rezerwy i satysfakcji. Wytrąceni z równowagi zabiegami administracji Obamy o zbliżenie z republiką islamską, wielu miało silne przeczucie, że Iran wyjdzie z tego kryzysu osłabiony i bardziej izolowany na arenie międzynarodowej. I w dużym stopniu mieli rację.

Około 2 lata później, to Irańczycy uważnie śledzą mnogość powstań - i brutalnych represji - które zatrząsły światem arabskim. Chociaż początkowo niezbyt skory by dorzucić swój głos, Teheran nie mógł zachować milczenia gdy zaraza protestów rozprzestrzeniała się po całym regionie, zwłaszcza w świetle zdławienia własnego "zielonego" ruchu opozycyjnego. Dążył wobec tego do przedstawienia tych wydarzeń jako części większego "przebudzenia islamskiego". Niewielu to przekonało.

Ale mimo że regionalne wstrząsy w naturalny sposób zaalarmowały irańskie przywództwo i nawet stanowiły inspirację do największych protestów opozycyjnych jakie Teheran widział od ponad roku, arabska wiosna przyniosła też Iranowi zyski strategiczne. W Egipcie, były prezydent Hosni Mubarak, o którym niegdyś stwierdzono, że miał "wrodzoną nienawiść" do republiki islamskiej, nie jest już solą w oku mułłów. W rzeczy samej, Teheran i Kair doświadczyły odwilży w stosunkach dwustronnych po usunięciu Mubaraka - Egipt pozwolił nawet dwóm irańskim okrętom wojennym na przejście przez Kanał Sueski po raz pierwszy od 1979 roku. Dalej, rozwijające się detente między nimi jest przedmiotem wielkiego niepokoju dla Izraela, głównego wroga republiki islamskiej, i poważnie podważyłoby starania państwa żydowskiego o izolowanie Iranu.

Tuż obok w Libii, rozruchy odcięły szacunkowe 140 milionów baryłek ropy naftowej od rynków międzynarodowych i spowodowały zwyżkę cen ropy. Ponieważ sprzedaż ropy naftowej składa się na około 60% całości budżetu rządu irańskiego, Teheran pragnie wykorzystać obecne drżenie na rynkach do zabezpieczenia skarbu państwa. W reakcji na to Arabia Saudyjska, główny arabski rywal Iranu, już obiecała jednostronnie zwiększyć produkcję w celu pokrycia globalnego zapotrzebowania. Ale chociaż to naturalnie złagodziło obawy Zachodu, podkreśla zarazem rosnące napięcia jakimi arabska wiosna obarczyła stosunki amerykańsko-saudyjskie. Nawet jeśli administracja Obamy próbuje kłaść nacisk na "moment szansy" stwarzany przez powstania rządom bliskowschodnim do wdrażania radykalnych reform, Stany Zjednoczone pozostają zależne od jednego z najbardziej represyjnych reżimów arabskich jeśli chodzi o napędzanie swojej gospodarki. Fakt, że siły Rady Współpracy Zatoki na czele z Saudyjczykami w marcu pomogły stłumić pokojowe protesty w Bahrajnie sprawił, że te stosunki strategiczne stały się jeszcze bardziej niewygodne. Na wszystkim tym korzysta republika islamska, zwłaszcza w świetle historycznych powiązań jakie represjonowana większość szyicka w Bahrajnie dzieli z Iranem.

Ale przy tych wszystkich ulotnych korzyściach jakie arabskie przebudzenie przyniosło Iranowi, wypłynęły z niego daleko większe niepowodzenia geostrategiczne. Rewolucja egipska, na przykład, podważyła starania Iranu o przedstawienie się arabskiej ulicy jako jedyne mocarstwo regionalne nie mające zobowiązań wobec USA i gotowe przeciwstawić się Izraelowi. Hamas, władza zarządzająca Strefą Gazy i sojusznik irański, niedawno podpisał porozumienie o jedności ze swoim rywalem z Zachodniego Brzegu, Fatahem, które zostało wynegocjowane przez postmubarakowskie ministerstwo spraw zagranicznych Egiptu. Potem Kair zakończył swoją 4-letnią blokadę Gazy otwierając granicę z tym terytorium. Wydarzenia te sugerują rosnącą rolę dla Egiptu jako głównego patrona sprawy palestyńskiej, która to rola odgrywana byłaby kosztem Iranu.

Tymczasem napięcia Iranu z Arabią Saudyjską nie wykazują żadnych oznak zaniku. Ale ku konsternacji Teheranu, Rijad nie tylko dość pomyślnie przeszedł przez arabską wiosnę, ale też zaakcentował swoją rolę wpływowego rozgrywającego w regionie, zwłaszcza w odniesieniu do Bahrajnu. Imponujące powstanie wszczęte w lutym przez większościową opozycję szyicką tego kraju wyhamowało z piskiem kiedy siły GCC na czele z Saudyjczykami weszły do Manamy miesiąc później, dławiąc aspiracje polityczno-społeczne demonstrantów - a wraz z nimi irańskie intrygi zmierzające do ustanowienia powolnego wobec siebie państwa po drugiej stronie Zatoki Perskiej.

No i jest też główny regionalny sojusznik Iranu - Syria. Oba państwa nie tylko mają pakt o wzajemnej obronie, ale też spajają je więzi wyznaniowe pomiędzy szyicką teokracją Iranu a reżimem szyickich alawitów prezydenta Syrii Baszara Assada, władającym populacją syryjską, która w 3/4 jest sunnicka. Ponadto Syria pełni rolę niezmiernie ważnego dla Iranu kanału wsparcia dla Hezbollahu, jego innego agenta w Lewancie. Ta libańska szyicka partia-milicja jest w dużym stopniu zależna od Iranu pod względem broni i wsparcia finansowego i wszelka zmiana krajobrazu politycznego w Syrii zadałaby poważny cios i jej i republice islamskiej. Przy stłumionych póki co perspektywach zwiększonej szyickiej reprezentacji w Bahrajnie oraz chwiejącej się Syrii, każde osłabienie Hezbollahu jeszcze bardziej nadwątliłoby nadzieje Iranu na regionalne odrodzenie szyickie.

To tłumaczy decyzję Teheranu o udzieleniu Damaszkowi pełnego wsparcia dyplomatycznego pomimo krwawych represji Assada wobec demonstrantów, a także zapewnieniu syryjskim siłom bezpieczeństwa sprzętu i specjalistycznej wiedzy technicznej. Krok ten doprowadził z jednej strony do sankcji USA i UE, a z drugiej do palenia irańskich flag w całej Syrii - co jest widokiem jaki byłby niewyobrażalny zaledwie 6 miesięcy temu. Ale dla Iranu stawka jest wysoka. Gdyby Assad upadł, Iran praktycznie pozostałby jedynym państwem bliskowschodnim z kategorycznie antysyjonistyczną polityką zagraniczną. A po określeniu syryjskiego powstania "niegodziwym aktem ludzi z Zachodu", Teheran miałby trudności z naprawieniem stosunków z każdym przyszłym rządem syryjskim, zwłaszcza w świetle zdumiewającego bilansu ofiar cywilnych od czasu wybuchu demonstracji w marcu.

Wszystko to dzieje się w chwili gdy wewnętrzne walki polityczne w Iranie osiągają bezprecedensowy poziom, a perspektywy gospodarcze kraju z każdym dniem wyglądają coraz bardziej ponuro. Gdy reżim Kadafiego jak się wydaje przeżywa swoje ostatnie bóle, a Assad jest coraz bardziej zapędzany do narożnika, region Bliskiego Wschodu może być u progu jeszcze jednego wstrząsu sejsmicznego. Gdyby do tego doszło, rządzący Iranem mułłowie mogą wkrótce stać się bardziej zaabsorbowani politycznym przetrwaniem na swoim podwórku niż zyskami geopolitycznymi za granicą.

 

Masoud Shafaee jest adwokatem i niezależnym analitykiem Bliskiego Wschodu bazującym w Waszyngtonie. Posiada Juris Doctor z Washington College of Law na American University i magistra spraw międzynarodowych School of International Service. Oprócz World Politics Review, pisał dla Guardian, Huffington Post i Washington Prism, publikacji World Security Institute w języku angielskim i farsi. Prowadzi też The Newest Deal, blog relacjonujący i analizujący sprawy irańskie.

 

Copyright World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.worldpoliticsreview.com/articles/9695/for-iran-setbacks-outweigh-gains-in-arab-spring

 

FOTO: Flickr user Matthew Winterburn


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów