Idea demokracji w Turcji cierpi z powodu etnocentrycznej definicji obywatelstwa i odrzuca bardziej inkluzywne rozumienie różnorodności etnicznej, językowej, religijnej i kulturowej.
Jest ironią historii, że Turcję uważa się za wschodzący model demokracji na Bliskim Wschodzie. Jeszcze bardziej ironiczna jest międzynarodowa poza Turcji jako godnego zaufania mediatora w konfliktach regionalnych. Różnorodność praktycznie nie istnieje w kulturze tureckiej, skutkując pogarszaniem się stanu i profanacją demokracji jaką ten kraj twierdzi, że kultywuje. Wśród populacji prawie w całości muzułmańskiej, setki kościołów ormiańskich i greckich, a także synagogi żydowskie są permanentnie zamykane jeśli nie niszczone, co obrazuje tylko ponury fakt, że mniejszości są w ciągłym stanie oblężenia.
Dla premiera Recepa Tayyipa Erdogana demokracja jest tylko środkiem do zysków politycznych, a nie zinstytucjonalizowanym systemem politycznym. Jest jak "tramwaj" i "kiedy dojeżdżasz do swojego przystanku, wychodzisz", jak stwierdził niegdyś. Idea demokracji w Turcji cierpi z powodu etnocentrycznej definicji obywatelstwa i odrzuca bardziej inkluzywne rozumienie różnorodności etnicznej, językowej, religijnej i kulturowej. Z pewnością nie stymuluje dyskusji o alternatywnych formacjach politycznych oferujących bardziej tolerancyjną i inkluzywną formę społeczeństwa ludzkiego, w którym różne grupy, a szczególnie pozbawione praw mniejszości byłyby równie zmotywowane do uczestnictwa. Minął prawie cały wiek od kiedy Ormianie byli masakrowani i wypędzani przez młodoturków, którzy rządzili przed założeniem obecnej republiki. A jednak dzisiejszy turecki nacjonalizm ma mało do zaoferowania niewielu pozostałym w Turcji Grekom i Ormianom pod względem ich bezpieczeństwa i ochrony.
Dekady krwawych starć z Kurdami wciąż odciskają piętno na obecnym środowisku politycznym, ku wielkiej frustracji Turcji. Prawie 15 milionom Kurdów zamieszkujących Turcję konstytucyjnie odmawia się praw, zarówno zbiorowych jak i indywidualnych, wraz z edukacją i usługami publicznymi w języku kurdyjskim, które są kluczowe dla przetrwania ich praktyk kulturowych i zbiorowej tożsamości kurdyjskiej.
Obecne starcie między Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) premiera Erdogana a generałami jak się wydaje przyniosło zwycięstwo polityczne Erdoganowi. Jego autokratyczny styl jest kluczowym narzędziem służącym koncentracji władzy w jego rękach. Chociaż interwencje wojska w politykę były cechą charakterystyczną nowoczesnej, świeckiej historii Turcji, partia AKP z drugiej strony ma swoje korzenie w politycznym islamie. Masowe aresztowania oficerów wojskowych za rzekome spiski przeciwko władzy, a także więzienie mnóstwa dziennikarzy (ponad 80 jest obecnie w areszcie) i szczególnie kara podatkowa w wysokości około 3 milionów dolarów nałożona na grupę medialną Dogan w celu zastraszenia mediów są złowieszczymi sygnałami, że Turcja zmierza ku cywilnej formie autorytaryzmu.
Procesy sądowe otaczające publikacje książek, czasopism i stron internetowych, ograniczające wolność myśli i ekspresji, nie są czymś niezwykłym w Turcji. Wielu wydawców pozywa się do sądu, pisarzy i tłumaczy karze finansowo i wsadza do więzień, zaś dziennikarze są nękani, a nawet mordowani. Jest w najwyższym stopniu ironiczne, na przykład, gdy widzi się pozew złożony przeciwko wydawcy Irfanowi Sanciemu gdy jego firma wydała Wyczyny młodego Don Juana pióra Guillaume'a Appollinaire'a, francuskiej osobistości literackiej z początków XX wieku, podczas gdy uhonorowano go także narodą za wolność wydawniczą Special Prize Award nadawaną przez International Publishing Association z siedzibą w Genewie.
Turecka polityka "zera problemów" z sąsiadami okazała się być groteskową ideą w następstwie nowej fali powstań ludowych, która przetoczyła się przez Bliski Wschód. Była to faktycznie polityka zagraniczna zmierzająca do nadania Turcji nowej, poradzieckiej roli geostrategicznej w szerszym krajobrazie geopolitycznym Bliskiego Wschodu i Kaukazu Południowego. Ramy intelektualne tej polityki zagranicznej zostały opracowane głównie przez Ahmeta Davutoglu, ministra spraw zagranicznych. W jego słowach: "niemożliwe jest by kraj doświadczający ciągłych kryzysów z państwami sąsiednimi stworzył regionalną i globalną politykę zagraniczną... Całościowy plan pokojowy i pakiet służący rozwojowi stosunków gospodarczych i kulturowych muszą być wdrożone równocześnie by przezwyciężyć kryzysy bezpieczeństwa z najbliższymi sąsiadami". Proaktywna polityka Davutoglu zyskała globalne uznanie za jej "strategiczną głębię" i oparte na realpolitik osiągnięcia w sąsiedztwie. Ale obecne wrzenie w krajach arabskich opiera się na pragnieniu przebudzenia politycznego i godności narodowej. Jest potrzeba elastyczności, otwartości, gotowości do angażowania innych w zmieniającym się Bliskim Wschodzie, a nie reakcji egocentrycznych i defensywnych.
Prawdziwą intencją polityki zagranicznej Turcji był nowy projekt hegemoniczny, czy też nowy "ottomanizm", próbujący przywoływać historyczne koligacje na Bliskim Wschodzie. Co nie zaskakuje, ta "kooperatywna" ekspansja została zastopowana powtarzającymi się naruszeniami zasad demokracji liberalnej, a w szczególności odmową dostosowania się przez rząd do uprawnionych żądań mniejszości w Turcji. Jeśli nie ma pojednania sekularyzmu, demokracji i islamu na własnym podwórku, brzmi raczej arogancko gdy Davutoglu nazywa arabską wiosnę "późnym procesem normalizacji" i przytacza Turcję jako "źródło inspiracji" dla regionu.
O autorze:
Razmig Shirinian uczy nauk politycznych w College of the Canyons w Kalifornii.
Artykuł pochodzi ze strony openDemocracy i został opublikowany na licencji Creative Commons.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.opendemocracy.net/razmig-shirinian/arab-spring-and-turkish-model
FOTO: Flickr user jef.europe