Jeśli chodzi o inicjatywy, wyglądało to bardziej jak zamknięcie niż otwarcie nowych drzwi. 23 sierpnia Turcja osobliwie zareagowała w swojej "kwestii kurdyjskiej" kiedy jej siły zbrojne ogłosiły, że zabiły 100 bojowników wyjętej spod prawa Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w ponad 80 misjach nad północnym Irakiem w minionym tygodniu. Tego samego dnia armia przetransportowała minibusami około 2 tysiące komandosów nad granicę iracką, co było czytelną deklaracją pod adresem PKK, że na tym się nie skończy.
Taki oto jest stan wielce wychwalanego "otwarcia kurdyjskiego" premiera Recepa Tayyipa Erdogana niespełna 3 lata od kiedy je ogłoszono upojnie wieszcząc historyczny przełom w burzliwych relacjach państwa tureckiego z około 14 milionami Kurdów w tym kraju.
Zgodnie z wizją Erdogana brutalny konflikt, w którym zginęło około 40 tysięcy ludzi od 1984 roku miał zostać zastapiony nową erą harmonii, w której od dawna tłumiona kulturowa odmienność Kurdów byłaby uznana w formie posiadania przez nich własnych kanałów telewizyjnych i gwarantowanych praw do publicznego używania ich języka. Erdogan, konserwatysta społeczny i były islamista, niegdyś zrobił wyłom w tureckiej polityce przyznając jako pierwszy przywódca narodowy, że w kraju faktycznie istnieje kwestia kurdyjska. Wydawało się to czymś bardzo odległym od jednoczącej ideologii nowoczesnego państwa tureckiego, w której oficjalnie zaprzeczano etnicznej odrębności Kurdów i zakrywano ją uwłaczającą nazwą "górscy Turcy".
Więc jak do tego doszło, zaledwie parę tygodni po tym jak rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) odniosła swoje trzecie z rzędu przytłaczające zwycięstwo wyborcze?
Zamykanie otwarcia
Konfrontacyjne podejście rządu jest reakcją na serię ataków PKK w ostatnich tygodniach, w których zginęło ponad 20 żołnierzy tureckich. Ale ma też ono miejsce w niespokojnym kontekście politycznym, gdy demokratycznie wybrani przedstawiciele Kurdów są wyalienowani jak nigdy dotąd.
Po zdobyciu rekordowych 36 mandatów w czerwcowych wyborach parlamentarnych główna partia kurdyjska, Partia Pokoju i Demokracji (BDP) bojkotuje tureckie zgromadzenie narodowe w proteście przeciwko przetrzymywaniu w więzieniu 6 spośród jej wybranych członków za przestępstwa "terrorystyczne". Turecki wymiar sprawiedliwości odmawia uwolnienia tej szóstki, jak również większej liczby lokalnych przedstawicieli gminnych zatrzymanych za domniemane powiązania z PKK. Erdogan - który obiecał szukać consensusu przy tworzeniu nowej konstytucji, która może nadać Turcji system prezydencki w stylu francuskim - przyjął równie bezkompromisową linię zrywając kontakty z BDP, a nawet ogłaszając kwestię kurdyjską "rozwiązaną" w trakcie niedawnej kampanii wyborczej.
Cengiz Aktar, profesor badań nad Unią Europejską na Uniwersytecie Bahcesehir w Stambule, uważa że taka ostra polityka nie odpowiada temu, czego sytuacja wymaga. Mówi on, że BDP "może i wróci na początku października, kiedy parlament wznowi obrady, ale zanim oni cokolwiek zbojkotowali, rząd postanowił zbojkotować ich", co określa jako "farsę". "Jak w ogóle rząd turecki [może] odmawiać rozmów z główną partią polityczną reprezentującą Kurdów na temat nowego kontraktu społecznego, w którym Kurdowie powinni nie tylko być nieodłączną częścią, ale też wziąć pełną odpowiedzialność i włączyć się w niego by zapewnić, że ten konflikt zostanie rozwiązany raz na zawsze?", pyta Aktar.
"Kurdyjska wiosna"?
Jednocześnie Aktar dostrzega wkład PKK w pogarszający się krajobraz polityczny poprzez przystąpienie przezeń do nowej kampanii przemocy. "W mojej opinii odpowiedź na kryzys dotyczący tych 6 parlamentarzystów nie uzasadniała krwawych działań jakie podjęła PKK", mówi Aktar. "To pogorszyło sprawy i rząd musiał bronić siebie i kraju, bo wśród ludności niezadowolenie było bardzo, bardzo duże".
Surowość ofensywy militarnej stoi w jaskrawym kontraście z krytyką przez Erdogana i jego ministra spraw zagranicznych Ahmeta Davutoglu krwawych represji reżimu prezydenta Baszara al-Assada wobec protestów opozycyjnych w sąsiedniej Syrii, która ma własną mniejszość kurdyjską. Tureccy oficjele utrzymują, że obecne ataki nie są wymierzone w cywilów, lecz mają na celu zniszczenie infrastruktury PKK i wyplenienie jej wojowników. Lecz są tacy, którzy wierzą, że tureccy Kurdowie mogliby zaczerpnąć inspirację z tak zwanej arabskiej wiosny, która natchnęła rewolty w krajach takich jak Syria, Egipt i Libia, które to wszystkie ruchy protestu zostały poparte przez Erdogana.
"Przy odrobinie szczęścia i mądrości politycznej... cała ludność kurdyjska mogłaby wykorzystać trwającą wiosnę arabską i przygotować grunt pod od dawna oczekiwany niepodległy Kurdystan, łącząc się z obecną autonomią w Iraku, irańską enklawą kurdyjską i być może nawet syryjskimi mniejszościami kurdyjskimi", napisał 12 sierpnia na blogu [1] izraelski specjalista od spraw wojskowych David Eshel. Pisał to po tym jak Kongres Społeczeństwa Demokratycznego (DTK), przewodni ruch tureckich Kurdów, wydał 14 lipca w Diyarbakirze deklarację proklamującą "autonomię demokratyczną".
Erdogan trzyma karty
Ale dla niektórych wytrawnych analityków takie prognozy są zdecydowanie przedwczesne i naciągane. Soli Ozel, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Bilgi w Stambule, odrzuca plan DTK jako "nonsensowny" i mówi, że Erdogan działa z pozycji siły. "On chce albo zapewnić, że BDP podporządkuje się jego woli, albo też naprawdę pozostawi ich poza kontekstem politycznym zajmującym się kwestią kurdyjską", mówi Ozel. "Zmusza ich do robienia rzeczy, które być może nie są w ich guście i myślę, że powiedzie mu się to". W tych wysiłkach pomagają premierowi, uważa Ozel, oznaki kurczącego się poparcia wśród Kurdów dla taktyki PKK, jak widać po niedawnym wezwaniu kurdyjskich ugrupowań obywatelskich do zakończenia przemocy.
Co się tyczy "otwarcia kurdyjskiego", tylko czas pokaże czy wciąż jest ono przy życiu. Ale gdy premier najwyraźniej kieruje swój wzrok ku prezydenturze zreformowanej Turcji, wszelkie jego ożywienie odbędzie się na warunkach Erdogana. "Czy 'otwarcie kurdyjskie' wyzionęło ducha? Z pewnością nie jest tak żywe jak zwykło być i nie jest jesteśmy zbyt pewni kierunku jaki obiera", mówi Ozel. "Myślę, że premier nie chciałby zaryzykować swoich losów politycznych i zostania prezydentem republiki tureckiej w systemie prezydenckim dokonując otwarcia, z którego turecka opinia publiczna nie jest strasznie zadowolona, bo nikt tak naprawdę nie wyjaśnił jej po co go potrzebowaliśmy".
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/turkish_offensive_could_close_kurdish_opening/24307002.html
Opis problemu kurdyjskiego w Turcji na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Turcja,problemy,Kurdowie
FOTO: Flickr user unaoc