Spóźnione uznanie przez Rosję tymczasowego przywództwa Libii 1 września miało posmak desperacji. Przez kilka miesięcy Moskwa odmawiała uznania Przejściowej Rady Narodowej (NTC), była niechętna dystansowaniu się od Muammara Kadafiego, z którym miała wcześniej dobre stosunki, i krytykowała kampanię militarną NATO wspierającą bojowników rebelianckich. Ale gdy teraz NTC kontroluje większość Libii, Rosja obawia się, że może utracić miliardy dolarów w kontraktach energetycznych, obronnych i infrastrukturalnych jakie wynegocjowała z obalonym reżimem Kadafiego.
Polityka Rosji wobec tego konfliktu od samego początku wydawała się schizofreniczna. Moskwa nie zawetowała rezolucji ONZ autoryzującej naloty NATO, ale odmówiła też zagłosowania za nią. Wkrótce potem premier Władimir Putin nazwał prowadzoną przez zachodni sojusz kampanię bombardowań "krucjatą" - co skłoniło prezydenta Dmitrija Miedwiediewa do udzielenia rzadkiej publicznej nagany.
Ta ambiwalencja, mówią analitycy, była próbą ochrony interesów Moskwy w Libii niezależnie od rezultatu konfliktu. Ale jak zauważa Paweł Bajew z Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem w Oslo, rosyjskie umowy biznesowe, które zawarto w bliskiej współpracy z samym Kadafim, stały się zagrożone natychmiast gdy stało się oczywiste, że rebelianci zwyciężą.
"Pod wieloma względami linia [Rosji] była skazana na porażkę od samego początku", mówi Bajew. "Nie sądzę by były jakiekolwiek wątpliwości, że skończyłoby się to w jakikolwiek inny sposób. Straty jeśli chodzi o interesy gospodarcze były nieuchronne od początku, bo wszystkie z nich były wynegocjowane przez Kadafiego i poprzez Kadafiego. Pod tym względem, w chwili gdy zaczęło się powstanie te inwestycje musiały być spisane na straty. Żadna ilość dyplomacji by ich nie uratowała."
Lwia część kontraktów
W chwili gdy Rosja w końcu uznała NTC 1 września międzynarodowi dygnitarze już zbierali się w Paryżu by omawiać przyszłość gospodarczą i polityczną Libii. Wysłannik Moskwy Michaił Margiełow był obecny na konferencji i zapowiedział obronę interesów gospodarczych Rosji w tym kraju. Ale większość obserwatorów spodziewa się teraz, że Francja, Włochy i Wielka Brytania, które odegrały wiodące role w interwencji NATO, zgarną lwią część kontraktów międzynarodowych Libii.
Pomimo uznania NTC, które miało miejsce 4 dni po tym jak ambasada Libii w Moskwie oficjalnie wywiesiła flagę rebeliancką, rosyjscy oficjele dalej utrzymywali, że kampania lotnicza NATO, którą pierwotnie autoryzowano do ochrony cywilów, wykroczyła poza mandat ONZ pomagając rebeliantom obalić Kadafiego. Przemawiając 1 września do studentów na Moskiewskim Państwowym Uniwersytecie Stosunków Międzynarodowych rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow potępił sojusz atlantycki: "Jednak w wykonywaniu rezolucji nt. Libii członkowie NATO i niektóre inne państwa rażąco pogwałciły zasady zwierzchnictwa prawa, zlekceważyły inicjatywy Unii Afrykańskiej i Narodów Zjednoczonych i zwiększyły liczbę ofiar cywilnych", powiedział Ławrow.
Ponadto oświadczenie na stronie internetowej ministerstwa spraw zagranicznych, gdzie ogłoszono uznanie NTC, podkreśliło że Rosja uważa, iż kontrakty wynegocjowane z reżimem Kadafiego powinny pozostać w mocy. "Wychodzimy ze stanowiska, że poprzednio zawarte kontrakty i inne wzajemne zobowiązania stron są utrzymane między oboma państwami i będą implementowane w dobrej wierze", stwierdzało oświadczenie.
Stracone 4 miliardy
Rosyjski państwowy eksporter broni już jednak stracił szacunkowe 4 miliardy dolarów w kontraktach libijskich po tym jak Rada Bezpieczeństwa ONZ nałożył w marcu na Libię embargo zbrojeniowe. A inne umowy także wydają się zagrożone.
Na przykład, rosyjski państwowy monopol gazowy Gazprom zainwestował 200 milionów dolarów w poszukiwania surowców energetycznych w Libii w ciągu ostatnich 5 lat. Firmy naftowe Gazprom Nieft i Tatnieft także mają warte miliardy dolarów kontrakty na eksplorację i wydobycie, w tym niedawno zawarte umowy o poszerzeniu istniejących projektów inwestycyjnych. Zaś Rosyjskie Koleje Żelazne zapewniły sobie warty 3 miliardy dolarów kontrakt na budowę szybkiego połączenia kolejowego z Syrty do Benghazi.
Wiele z tych kontraktów zostało podpisanych albo w obecności Kadafiego albo zostało zaaranżowanych przez niego osobiście. Rosyjska państwowa agencja prasowa Itar-Tass szacuje, że Rosja może stracić nawet 10 miliardów dolarów jeśli nowe przywództwo Libii będzie podważać legalność istniejących kontraktów.
Jak mówią obserwatorzy, oprócz dążenia do ochrony swoich interesów handlowych w Libii ambiwalencja Rosji co do tego konfliktu wynikała z jednej strony z nieufności wobec popieranych przez Zachód rewolucji, a z drugiej strony z chęci pozostawania w zgodzie z międzynarodowym mainstreamem, który dążył do odsunięcia Kadafiego. Było to widać w uwagach Ławrowa na Moskiewskim Państwowym Uniwersytecie Stosunków Międzynarodowych.
"Doświadczenie Iraku, Afganistanu i również Libii pokazuje, że ostatecznie tylko sami ludzie mogą decydować o przyszłości swoich krajów, natomiast zbrojna ingerencja zewnętrzna w konflikty wewnętrzne stwarza ryzyko eskalacji i konfrontacji w tych częściach świata. Jeśli tego rodzaju projekcja siły upowszechni się, powstanie realne zagrożenie chaosu w stosunkach międzynarodowych".
"Bardzo problematyczne stanowisko"
Tymczasem analitycy ostrzegają, że nie jest jeszcze całkowicie jasne kto okaże się być wielkim zwycięzcą gdy pył wreszcie opadnie i dojdzie do postkonfliktowych ustaleń w Libii. "Pod tym względem", mówi Bajew, "biznes w Libii jest bardzo problematyczną propozycją dla każdego, którąkolwiek ze stron konfliktu by się nie poparło. Jest problematyczny dla Włoch, dla Francji. To nie tylko Rosja tam straciła. Poważnie. To jeden z tych przypadków, gdzie bardzo trudno jest wskazać zwycięzców. Tak samo trudno jest powiedzieć, że NATO zaliczyło zwycięstwo, bo realizacja była tak nieprzekonywująca, że organizacja ta niespecjalnie podniosła swoją wiarygodność i spójność".
Aleksander Konowałow, szef moskiewskiego Instytutu Analiz Strategicznych, twierdzi podobnie, że ambiwalentne podejście Rosji może w końcu opłacić się w dłuższej perspektywie: "Rosja z jednej strony zachowała się dość powściągliwie, pozwalając na rezolucję ws. akcji militarnej, a z drugiej strony potępiając sposób, w jaki została ona wykonana. W ten sposób okazała szacunek Arabom, ale też wyszła naprzeciw Zachodowi. Nie można siedzieć między tymi obozami zbyt długo, ale przez pewien czas można. A Margiełow jest dziś w Paryżu - Rosja nie odmawia uczestnictwa [w konferencji "Przyjaciół Libii"]. Skalkulowaliśmy, że wsiadamy do pociągu, nawet jeśli nie jesteśmy w pierwszym wagonie."
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/russia_libya_rebels_recognition_ntc_contacts_lost/24316006.html
FOTO: Flickr user gripso_banana_prune