Wojna domowa w Syrii byłaby Iranowi bardzo na rękę. Poparcie alawitów pozwoliłoby mu na równoczesne podkopanie pozycji Izraela i Arabii Saudyjskiej.
Rewolucje są nieprzewidywalne, ale tak samo jest z okresami porewolucyjnymi - co będzie widoczne jeśli i kiedy reżim Baszara al-Assada upadnie w Syrii. Jest oczywiście możliwe, że kiedy reżim upadnie walki ustaną i jeden organ będzie zajmował się sprawami kraju dopóki nie dojdzie do wyborów. Ale jest też możliwe, że nastanie chaos, albo nawet wojna domowa. Jeśli tak się zdarzy, spodziewajmy się wybuchu walk między mniejszościowymi, rządzącymi alawitami, a większościową ludnością sunnicką.
Jeśli miałoby nastąpić gładkie przejście ku demokracji, najwyższy przywódca irański Ali Chamenei najprawdopodobniej spróbuje nawiązać stosunki z nowym rządem syryjskim - w rzeczy samej, może nawet tego spróbować zanim Assad upadnie, w celu ochrony interesów Iranu w Syrii. I może mu się to udać, w zależności od tego, czy nowe władze w Damaszku będą zainteresowane stosunkami z Teheranem.
Ale co jeśli zamiast tego dojdzie do wojny domowej? Jak by nie było, jak podkreślił prominentny bliskowschodni analityk Vali Nasr w niedawnym komentarzu w "The New York Times", w świecie arabskim "gdy dyktatury pękają, jest bardziej niż prawdopodobne, że kiełkujące demokracje będą przywitane przemocą i paraliżem".
Chaos w Syrii ewidentnie może mieć ogólnoregionalne konsekwencje, a przedstawiciele rządu irańskiego już zaczęli ostrzegać społeczność międzynarodową przed możliwością wystąpienia takiego scenariusza. Nie wiadomo jak Iran zareagowałby gdyby rzeczywiście tak się zdarzyło, ale jedna rzecz wydaje się pewna - jest niezwykle mało prawdopodobne by Iran odgrywał rolę widza. Faktycznie jest duża szansa, że będzie dokładnie przeciwnie - Iran prawdopodobnie poparłby alawitów udzielając im wsparcia materialnego i ekonomicznego.
Alawici są podgrupą szyickiej sekty islamu i Iran, największe państwo szyickie na świecie, którego najwyższy przywódca uważa się za przedstawiciela Boga wobec wszystkich szyitów, wsparłby ich. Ale bliskość religijna nie jest jedynym powodem, dla którego Iran poparłby alawitów. Dla przywódców Iranu sojusze są po to by służyły interesom reżimu, co oznacza, że jeśli popieranie innych szyitów służy interesom Iranu, to Teheran to robi. Ale analogicznie, jeśli wspieranie szyitów szkodzi interesom reżimu, Teheran nie obawia się trzymać z dala - wystarczy spojrzeć na względną obojętność jaką Iran wykazuje wobec wielu setek szyitów zabijanych każdego roku w Pakistanie przez sunnickich ekstremistów, po prostu dlatego, że skłócenie się z rządem pakistańskim nie jest w interesie Iranu.
A więc jeśli nie tylko z powodów religijnych, dlaczego Teheran poparłby alawitów w chaosie wojny domowej? Ponieważ pomogłoby to Teheranowi podważyć bezpieczeństwo Izraela i interesy Arabii Saudyjskiej.
Wojna domowa w Syrii byłaby koszmarem dla Izraela, gorszym nawet niż przejęcie władzy w Damaszku przez Bractwo Muzułmańskie. Bądź co bądź, gdyby Bractwo doszło do władzy, Izrael miałby przynajmniej kogo pociągnąć do odpowiedzialności za ataki przeprowadzane z terytorium syryjskiego. Natomiast anarchia wojny domowej spowodowałaby, że Izrael nie miałby się do kogo zwrócić, nie byłoby żadnej władzy której można by było grozić odwetem. Jeśli tak by się zdarzyło, należy się spodziewać, że Iran zachęciłby swoich sojuszników do zaatakowania Izraela, starając się jeszcze bardziej podważyć jego bezpieczeństwo.
Ale wojna domowa byłaby mile widziana w Teheranie z jeszcze jednego powodu - bo zaszkodziłaby też interesom saudyjskim. Arabia Saudyjska i Iran od lat są uwikłane w swoją własną "zimną wojnę", zwłaszcza od czasu rewolucji islamskiej w Iranie w 1979 roku. Rywalizują o władzę i wpływy w Iraku, Libanie, Jemenie i Bahrajnie - a teraz w Syrii. Według Davida Ignatiusa, piszącego w "The Washington Post", Saudyjczycy "pompują pieniądze do sunnickich bojowników w Syrii". Tymczasem Iran popiera zdominowany przez alawitów rząd Assada. W przypadku wojny domowej w Syrii Iran skorzystałby z okazji do rozprawienia się z grupami sunnickimi by w ten sposób ograniczyć wpływy saudyjskie w Syrii. Iran już stracił Bahrajn na rzecz Saudyjczyków - jest zdeterminowany by nie stracić także Syrii.
Toczenie wojny peryferyjnej w Syrii w imieniu alawitów nie byłoby dla Iranu pozbawione ryzyka. Po pierwsze, mogłoby wprowadzić poważne napięcia do stosunków Iranu z Hamasem, gdyż przytłaczająca większość Palestyńczyków w Syrii, jak również sam ruch Hamas, to sunnici.
Ale mogłoby to też odbić się na stosunkach Iranu z Hezbollahem, jako że Iran najprawdopodobniej zażyczyłby sobie jego pomocy we wspieraniu alawitów w przypadku wojny domowej. Zmobilizowanie poparcia Hezbollahu mogłoby wpłynąć na pozycję tego ugrupowania w świecie islamu, gdyż jego popularność w regionie pochodziła do tej pory z przedstawiania się jako siła oporu islamskiego. Pomoc w pacyfikowaniu sunnitów w Syrii niosłaby ryzyko podważenia tego wizerunku.
I wreszcie toczenie wojny peryferyjnej w Syrii mogłoby też oczywiście odbić się na stosunkach Iranu z Turcją, krajem sunnickim którego priorytetem jest stabilność w Syrii.
Ale koszty te prawdopodobnie nie odwiodłyby Iranu od wzięcia udziału w syryjskim konflikcie, gdyby pojawiła się taka okazja. W analicie kosztów i korzyści Teheranu szansa na zaszkodzenie Izraelowi i Arabii Saudyjskiej za jednym zamachem najprawdopodobniej przeważa nad potencjalnymi niebezpieczeństwami. Gdy syryjscy demonstranci palą flagi irańskie, Teheran może stwierdzić, że zbliżenie z opozycją sunnicką może okazać się zbyt kłopotliwe, lub nawet niemożliwe. Wojna domowa mogłaby bardziej mu odpowiadać, tak samo jak wynikłe z niej utrapienia Izraela i Arabii Saudyjskiej.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/09/02/why-iran-eyes-syrian-civil-war/
Opis stosunków Syria-Iran na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Syria,stosunki_dwustronne,Iran
FOTO: Flickr user Malt Loaf