Al-Qaida przeżywa trudny rok za sprawą utraty bin Ladena i innych wysokich przywódców. Ale lekceważenie jej jako zagrożenia byłoby niebezpiecznie przedwczesne.
Al-Qaida ma trudny rok. Od czasu zabicia Osamy bin Ladena 2 maja w pakistańskim mieście Abbottabad organizacja ta zanotowała serię niepowodzeń. 25 czerwca Ibrahim al-Afghani, wysoki rangą terrorysta należący do al-Shabaab, somalijskiej filii al-Qaidy, zginął w nalocie samolotu bezzałogowego w południowej Somalii. 5 lipca Saifullah, 50-letni Australijczyk określany kluczowym pomocnikiem bin Ladena, został według doniesień zabity w ataku bezzałogowca w Północnym Waziristanie w Pakistanie. 22 sierpnia Atiyah Abd al-Rahman, numer 2 al-Qaidy, zginął w kolejnym ataku bezzałogowca CIA w Pakistanie. Potem 5 września Pakistan ogłosił aresztowanie Younisa al-Mauritaniego, wysokiego rangą przywódcy al-Qaidy podejrzewanego o kierowanie atakami przeciwko USA, Europie i Australii. Ta seria strat stwarza poważne wyzwania egzystencjalne dla tej organizacji i z pozoru wydawałoby się, że zmusiła al-Qaidę do przejścia w tryb samozachowawczy, nie pozwalając na rozwój i przeprowadzanie poważnych ataków przeciwko jej deklarowanym wrogom.
Taki pogląd skłonił Stany Zjednoczone do wydania szeregu optymistycznych ocen swojej zdolności do pokonania al-Qaidy raz na zawsze. Istotnie, 31 sierpnia główny doradca ds. kontrterroryzmu w Białym Domu John Brennan stwierdził, że al-Qaida jest "w stałym spadku", "na linach" i "przyjmuje ciosy na ciało i głowę". Nowo zainstalowany sekretarz obrony Leon Panetta potwierdził tymczasem, że USA zawęziły swoją uwagę do pojmania bądź zabicia 10-20 kluczowych przywódców al-Qaidy w Pakistanie, Somalii i Jemenie.
Niecały miesiąc później pojawiła się zaś bardziej stanowcza deklaracja. Doniesienia mediów powołujące się na anonimowe źródła CIA zasugerowały, że tylko "relatywnie mała liczba dodatkowych ciosów mogłaby faktycznie unicestwić" al-Qaidę. Według tych nowych ocen od 2004 roku zabito 1200 bojowników al-Qaidy, w tym 224 tylko w tym roku. Przemoc właściwej al-Qaidy, sugerowały te doniesienia, "jako globalnego, bezgranicznego, jednolitego dżihadu" może zatem dobiegać końca.
Ale są istotne powody by uważać, że ten optymizm powinien być umiarkowany. Niezależnie od takiej postawy wobec opinii publicznej, bliższa analiza niektórych trendów zidentyfikowanych w kilku innych ocenach al-Qaidy przez amerykańskie agencje sugeruje, że perspektywy zdolności tej organizacji do przetrwania - a nawet rozkwitu - nie są tak ponure jak należałoby wierzyć kierując się niektórymi deklaracjami.
Po pierwsze, trzon przywództwa i struktura al-Qaidy w Pakistanie są nienaruszone. Uważa się, że jej nowy szef Ayman al-Zawahiri ukrywa się w górskich regionach plemiennych Pakistanu, przede wszystkim z powodu bezpieczeństwa jakie zapewniają te tereny. Nawet po śmierci Atiyaha Abd al-Rahmana próby atakowania czołowych przywódców mogą okazać się trudne, zwłaszcza przy trwających kłótniach między Stanami Zjednoczonymi a Pakistanem. Nawet po aresztowaniu 5 września Younisa al-Mauritaniego, co jak się wydaje wprowadziło trochę bardzo potrzebnej trzeźwości do stosunków dwustronnych obu państw, nie wygląda na prawdopodobne by ich relacje powróciły do normalności w najbliższym czasie. Ta rzeczywistość zapewnia przywództwu al-Qaidy szansę przetrwania i przegrupowania.
Po drugie, podczas gdy al-Qaida w Iraku (AQI) i działająca w Afryce Północnej al-Qaida w Islamskim Maghrebie (AQIM) może i zostały znacząco osłabione, al-Qaida na Półwyspie Arabskim (AQAP) pozostaje najbardziej niebezpieczną filią organizacji. W rzeczy samej, ówczesny sekretarz obrony USA Robert Gates powiedział w marcu, że AQAP pozostaje "najbardziej aktywną i w tej chwili być może najbardziej agresywną odnogą al-Qaidy". Tymczasem wydany w sierpniu przez Departament Stanu USA Country Report on Terrorism uwypuklił rosnące zagrożenie stwarzane przez AQAP i podkreślił zdolność tego ugrupowania do knucia spisków terrorystycznych poza jego zwyczajowym terenem aktywności. AQAP stała na przykład za nieudaną próbą wysadzenia w powietrze lecącego do Detroit samolotu pasażerskiego w grudniu 2009 roku, oraz za planem z 2010 roku zakładającym zniszczenie kilku samolotów transportowych kierujących się do USA.
Po trzecie, al-Qaida wciąż otrzymuje wsparcie od kilku reżimów antyamerykańskich (najbardziej prominentnymi są Iran i Korea Północna, tzw. "oś zła"), co prawdopodobnie pomoże organizacji przetrwać amerykańską nawałnicę militarną. Iran jest oskarżany przez Stany Zjednoczone o pomaganie al-Qaidzie, a 28 lipca dokumenty przedstawione przez Departament Skarbu USA zarzuciły Iranowi ułatwianie działalności siatki wsparcia al-Qaidy, która dokonuje transferów dużych ilości gotówki od sponsorów z Bliskiego Wschodu do czołowego przywództwa al-Qaidy w pakistańskim regionie plemiennym, co zdemaskowało mit, że radykalni szyici i sunnici nigdy nie mogą współpracować. Departament Skarbu wpisał na czarną listę 6 członków al-Qaidy współpracujących z Iranem. Poprzednio Waszyngton oskarżał też Teheran o wspieranie bojowników w Afganistanie i Iraku, którzy przeprowadzają ataki na siły amerykańskie.
Po czwarte, atak chemiczny lub biologiczny al-Qaidy i jej odgałęzień pozostaje realnym zagrożeniem. Mike Leiter, który zrezygnował w lipcu z funkcji dyrektora US National Counterterrorism Centre, powiedział że pomimo zabicia bin Ladena są "gniazda al-Qaidy na całym świecie, które widzą w 'użyciu broni chemicznej i biologicznej' kluczowy sposób walki z nami, zwłaszcza odgałęzienie w Jemenie". Chociaż atak biologiczny może nie przyniósłby wielu ofiar, widoczni w ostatnich latach terroryści nowej generacji rozumieją, że zabicie nawet tylko kilku Amerykanów może wzbudzić prawie tyle samo strachu co spektakularne spiski jakie popierał bin Laden. Bardziej niepokojące są jednak ciągłe starania terrorystów o zdobycie broni jądrowej.
Po piąte, znaczna liczba obywateli USA (w tym mający powiązania z diasporą) zostali zradykalizowani, a niektórzy nawiązali kontakty z al-Qaidą. Obywatele ci mogą okazać się strategicznymi atutami dla tej organizacji na obszarze USA. Jak podkreślił doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego John Brennan w przemówieniu w maju 2010 roku: "Widzimy jak rosnącą liczbę jednostek tu w Stanach Zjednoczonych urzekają ekstremistyczne ideologie lub cele". Tymczasem w czerwcu zeszłego roku 2 obywateli USA z New Jersey aresztowano na nowojorskim lotnisku JFK w związku z podejrzeniami, że planowali oni udać się do Somalii by wstąpić do ugrupowania al-Shabaab. Aresztowania te odzwierciedlają nasilający się trend, w którym zradykalizowani Amerykanie angażują się w działalność związaną z terroryzmem.
Ponadto kolejną sprawą budzącą niepokój jest obecność i ekspansja uśpionych komórek (sleeper cells). Wydany ostatnio raport Kongresu USA wskazuje, że al-Shabaab zwerbowało 40 muzułmanów z USA i 20 z Kanady do swojej kampanii terroru w Somalii, co oznacza, że jest dodatkowe niebezpieczeństwo, iż jednostki te mogłyby spróbować powrotu do Stanów Zjednoczonych. Tymczasem al-Qaida nadal funkcjonuje poprzez "zlecanie podwykonawstwa" organizacjom regionalnym, ugrupowaniom które są nie mniej zdeterminowane i zabójcze niż ich bardziej osławiony rodziciel. Regionalne filie takie jak al-Shabaab przyjmują odpowiedzialność za przeprowadzanie ataków poza ich znanymi obszarami działania, m.in. za podwójne ataki samobójcze w Ugandzie w 2010 roku, w których śmierć poniosło 79 osób.
Podobnie, grupy takie jak Lashkar-e-Taiba (LeT), Jaish-e-Mohammad (JeM), siatka Haqqanich i inne grupy powiązane z pakistańskimi Talibami znacząco poszerzyły swoje horyzonty i jak się uważa posiadają zdolność do zastąpienia al-Qaidy jako podstawowego ugrupowania terrorystycznego w regionie Afganistanu-Pakistanu. Ostatnie doniesienia sugerują też, że doszło do utworzenia kolejnej odnogi al-Qaidy w Egipcie - oświadczenie ugrupowania twierdzącego, że jest najnowszym odgałęzieniem al-Qaidy zamieszczono w internecie nie dalej jak w zeszłym miesiącu. Co interesujące, w marcu tego roku dowódca występujących przeciwko Kadafiemu rebeliantów w Libii przyznał, że wśród jego bojowników znajdowała się pewna ilość bojowników al-Qaidy, którzy walczyli w Iraku. Takie połączenie filii regionalnych, rozpadanie się i tworzenie nowych ugrupowań sprawiłoby, że obecność tych grup stałaby się trudniejsza do wykrycia i efektywnego zwalczania.
Widmo terrorystów-"samotnych wilków" powiększa tę złożoną siatkę zagrożeń. Nieudany spisek przewidujący wysadzenie w powietrze wyładowanego materiałami wybuchowymi pojazdu na Times Square w Nowym Jorku w maju zeszłego roku był najwyraźniej dziełem pojedynczego Amerykanina pakistańskiego pochodzenia, przeszkolonego przez pakistańskich Talibów, zaś masakra z 22 lipca w Norwegii jeszcze dobitniej zademonstrowała zdolność do urządzenia rzezi przez pojedynczego, samodzielnie zradykalizowanego terrorystę.
Rzeczywistość jest taka, że przesadny pośpiech by ogłosić zwycięstwo militarne przeciwko al-Qaidzie, a nawet napisać jej nekrolog, w największym stopniu wiąże się z trudnościami finansowymi kontynuacji niemożliwego do utrzymania wysiłku wojskowego przeciwko rozproszonemu wrogowi. Na tle rosnącego rozczarowania Amerykanów tym, co coraz częściej uważa się za rozrzutny wysiłek wojenny, taka postawa publiczna bez wątpienia wzmacnia szanse prezydenta Baracka Obamy na reelekcję w 2012 roku. Sondaże sugerują, że obywatele amerykańscy nie są już zainteresowani zagranicznymi konfliktami kraju kiedy na własnym podwórku czekają tak bardzo palące trudności gospodarcze.
Lecz bagatelizowanie ukrytego acz poważnego zagrożenia jakie stanowi al-Qaida i jej filie, a następnie wycofanie się w tak pospieszny sposób, w sytuacji gdy nie rozwiązano problemu warunków sprzyjających rozkwitowi takich organizacji, wydaje się ryzykowne. Wciąż należy w chwili obecnej brać pod uwagę istniejącą infrastrukturę, szkolenie, siatki finansowania i wsparcia - zwłaszcza w Pakistanie, Jemenie i Somalii. Oczywista powinna być zatem potrzeba zaangażowania radykalnych islamistów i skupienie uwagi na efektywnych programach deradykalizacji jako części wysiłku kontrterrorystycznego. Wysiłek ten powinien być trwały i skoordynowany i musi być przedsięwzięty wraz z państwami-gospodarzami, a nie bez nich.
Shanthie Mariet D'Souza to Visiting Research Fellow w Instytucie Studiów Azji Południowej na Uniwersytecie Narodowym w Singapurze.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/09/09/decade-later-al-qaeda-threat-real/
FOTO: Flickr user Adam Jones, Ph.D.