Dopóki wszystkie strony zamieszane w wojnę domową w Afganistanie nie będą traktowały jej jako marnotrawstwo środków, dopóty nie będzie trwałego pokoju. W chwili obecnej nie wygląda to dobrze.
Gdy Stany Zjednoczone i inne państwa NATO zaczynają wycofywać swoje siły z Afganistanu, zarówno afgańscy jak i amerykańscy decydenci obawiają się powrotu do jatki jaka charakteryzowała 5-letnią wojnę domową (1996-2001) między Talibami a Sojuszem Północnym. W tamtym konflikcie tysiące ludzi zginęło w bitwach o duże skupiska ludności i kampaniach czystek etnicznych. Aby zapobiec powtórce z tej katastrofy, prezydent Afganistanu Hamid Karzai i administracja Baracka Obamy dążą teraz do wynegocjowania rozejmu z Talibami. Ale tak właściwie to jakie są szanse na to, że taki układ pokojowy się zmaterializuje - a jeśli już, to że się utrzyma?
Historia jest pouczająca pod tym względem. Większość wojen domowych dobiega końca gdy jedna strona militarnie pokonuje drugą. Na przykład rosyjska wojna domowa (1917-23) zakończyła się stłumieniem przez reżim bolszewicki partyzantki antykomunistycznej przeciwko jego rządom. Podobnie hiszpańska wojna domowa (1936-39) zakończyła się gdy ostatnie siły republikańskie poddały się nacjonalistom Francisco Franco [w ostatnich latach przykładem może być rozbicie Tamilskich Tygrysów przez armię Sri Lanki w 2009 roku - przyp. SM].
Te nieliczne wojny domowe, które kończą się pokojowo poprzez negocjacje przeważnie osiągają takie rozstrzygnięcie gdy państwa wspierające strony wojujące dochodzą do wniosku, że konflikt stał się marnotrawstwem środków. Pozbawione źródeł wsparcia i często poddane presji przez swoich byłych patronów, strony wojujące są wtedy przymuszane do zakończenia działań wojennych.
Dwa przykłady tego zjawiska to "ogólne porozumienia pokojowe z Rzymu" z 1992 roku, które zakończyły wojnę domową w Mozambiku (1977-92) i "ogólne porozumienie o ustanowieniu pokoju i zgody narodowej w Tadżykistanie" z 1997 roku, które zakończyło tadżycką wojnę domową lat 1992-97. Wojna domowa w Mozambiku była szczególnie krwawym konfliktem zimnowojennym między popieranym przez ZSRR rządem mozambickim, a popieranym przez RPA Ruchem Oporu Mozambiku (RENAMO) - który utrzymywał się pomimo wielu lat impasu militarnego i setek tysięcy ofiar. Częściowe zawieszenie broni uzgodniono dopiero w grudniu 1990 roku, po tym jak rozpadający się ZSRR zaprzestał subsydiowania reżimów komunistycznych na całym świecie, a RPA - wówczas przechodząca do rządów większościowych - porzuciła swoją politykę destabilizowania państw sąsiednich wrogich apartheidowi. Bardziej formalny układ pokojowy zawarto następnie w 1992 roku.
Wojna domowa w Tadżykistanie natomiast zakończyła się kiedy kraje wspierające poszczególne strony wojujące stanęły naprzeciwko nowego, wspólnego wroga: Talibów. Tadżycka wojna domowa była przede wszystkim walką między regionami Tadżykistanu o podział gospodarczego tortu w tym kraju. Rząd reprezentował interesy Tadżyków z okolic Leninabadu i Kuljabu, zaś rozmaite grupy partyzanckie, które połączyły się tworząc Zjednoczoną Opozycję Tadżycką (UTO), reprezentowały interesy tych, którzy pochodzili z Garm i Górnego Badakszanu. Rządy Rosji i Uzbekistanu były patronami rządu tadzyckiego, a nawet interweniowały militarnie, obawiając się, że wielu islamistów walczących dla UTO mogłoby zagrozić ich krajom. Iran i jego afgańscy sojusznicy zbroili UTO i oferowali jej schronienie. Jednak okupacja Kabulu przez Talibów w 1996 roku przeraziła wszystkich zaangażowanych i skłoniła do utworzenia wspólnego sojuszu - oraz zakończenia działań wojennych.
Jednak dziś w Afganistanie powtórka doświadczenia mozambickiego lub tadżyckiego jest mało prawdopodobna. W ostatnich latach rząd Karzai i jego amerykańscy patroni dążyli do rozmów o pojednaniu z Talibami, ale żądali by najpierw zerwali oni z al-Qaidą i zaakceptowali afgańską konstytucję. Talibowie jak dotąd odrzucają te warunki, niewątpliwie obawiając się, że mogłoby to w konsekwencji zrazić ich sponsora - Pakistan. Istotnie, od czasu uzyskania niepodległości w 1947 roku Pakistan boi się inwazji indyjskiej i dąży do uzyskania "głębii strategicznej" poprzez uległy Afganistan. Wielu w pakistańskim wojsku i służbie wywiadowczej wierzy, że afgańscy Talibowie są jedynym ugrupowaniem, które zaspokoiłoby tę potrzebę, zatem rząd pakistański oferuje schronienie afgańskim Talibom i innym bojownikom. Wynegocjował nawet pakty o nieagresji z ugrupowaniami angażującymi się w ataki na cele afgańskie i koalicyjne za granicą. I dopóki Pakistan będzie obawiał się Indii i dążył do głębii strategicznej polityka Islamabadu najprawdopodobniej się nie zmieni.
Żadnych oznak zmiany kursu nie wykazują też amerykańscy, indyjscy i irańscy patroni rządu afgańskiego. Dopóki Talibowie będą udzielać schronienia al-Qaidzie i innym grupom dżihadystowskim dążącym do atakowania Ameryki, Stany Zjednoczone będą uważać Talibów za wroga i wspierać wojnę rządu afgańskiego przeciwko nim. Podobnie od Indii można się spodziewać popierania rządu Hamida Karzai dopóki Talibowie nie zerwą swojego sojuszu z bojownikami kaszmirskimi. Szyicki Iran ze swej strony od dawna zmaga się z destabilizującymi skutkami złych rządów sunnickich Talibów w sąsiednim Afganistanie, od kwitnącego handlu narkotykami po ataki tego purytańskiego ruchu na szyickich współwyznawców Iranu.
Tak oto wciąż wygląda sytuacja. Dopóki Pakistan boi się Indii, a Amerykanie, Indusi i Irańczycy boją się Talibów, żadna strona tego konfliktu nie będzie traktowała kontynuowania wojny jako marnotrawstwa środków. A w przeciwieństwie do wojny domowej w Tadżykistanie żaden zewnętrzny wróg na horyzoncie raczej nie popchnie stron do zawarcia wspólnego sojuszu. Co oznacza, że krwawa wojna domowa w Afganistanie jest skazana na ciąg dalszy, pomimo najlepszych starań Białego Domu.
Micah Levinson to junior fellow w American Foreign Policy Council w Waszyngtonie.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/09/01/history%E2%80%99s-bleak-afghan-lesson/
Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Afganistan,problemy,Konflikt
FOTO: Flickr user The U.S. Army