Minister spraw zagranicznych Iranu Ali Akbar Salehi złożył wizytę w Ankarze [21 października] gdy tureckie siły zbrojne kontynuowały swoje natarcie w północnym Iraku, dążąc do wykorzenienia kurdyjskiego ugrupowania rebelianckiego PKK (Partia Pracujących Kurdystanu).
Pojawienie się Salehiego w tureckiej stolicy miało miejsce 2 dni po tym jak 24 żołnierzy tureckich zginęło w krwawym ataku PKK. Wystąpił on na konferencji prasowej wspólnie z ministrem spraw zagranicznych Turcji Ahmetem Davutoglu i obaj przywódcy powiedzieli, że doszli do porozumienia w sprawie współpracy w zwalczaniu PKK.
"Nasza wspólna determinacja do walki przeciwko PKK i PJAK będzie kontynuowana w najsilniejszy sposób", powiedział Davutoglu, odnosząc się też do ugrupowania rebelianckiego irańskich Kurdów, Partii Wolnego Życia w Kurdystanie (PJAK), którą Teheran uważa za organizację terrorystyczną. "Od teraz będziemy współpracować we wspólnym planie działania dopóki to zagrożenie terrorystyczne nie zostanie zupełnie wyeliminowane."
Ale poza uśmiechami i obietnicami wsparcia pozostają pytania co do determinacji Teheranu. Napięcia w stosunkach dwustronnych rosną w związku z poparciem Ankary dla opozycji wobec syryjskiego prezydenta Baszara al-Assada, kluczowego sojusznika Iranu. Teheran nadal boleje też nad decyzją Ankary o pozwoleniu na zainstalowanie na terytorium tureckim radaru NATO stanowiącego część systemu przeciwrakietowego sojuszu transatlantyckiego, który jest wymierzony przede wszystkim w Iran. (W zeszłym tygodniu irańskie ministerstwo spraw zagranicznych zaprzeczyło słowom Davutoglu, że Teheran wcześniej zgodził się na tę instalację.)
Karta kurdyjska
Ale Teheran ma ograniczone możliwości wpływu na Ankarę poza rozgrywaniem karty kurdyjskiej, mówi obserwator spraw irańskich Jamsid Assadi z francuskiej Burgundy Business School. "Uważają oni, że największy środek nacisku to kwestia Kurdów", mówi Assadi. "Zawsze była to kwestia presji między Iranem, Irakiem i Turcją. Czasami wykorzystują one kwestię Kurdów by wzajemnie mieć pewien wpływ na dyplomację i politykę. Myślę, że może to być teraz jedna z możliwości dla republiki islamskiej."
Obawy, że Teheran mógłby grać kartą kurdyjską zaczęły narastać od czasu doniesień latem tego roku, że siły irańskie ujęły wicelidera PKK Murata Karayilana, który jak uważano rezydował w górach Qandil na granicy irańsko-irackiej. Teheran zdecydowanie zaprzecza tym zarzutom, ale w mediach tureckich utrzymują się podejrzenia, że Karayilana schwytano, a potem wypuszczono. Irański szef dyplomacji Salehi ponownie zdementował te twierdzenia podczas pobytu w Ankarze.
Presja podsycana przez PKK
Murat Bilhan, były turecki dyplomata w Iranie i obecnie profesor stosunków międzynarodowych na stambulskim Uniwersytecie Kultur, mówi że nie byłby to pierwszy przypadek wykorzystania PKK przez Teheran przeciwko Turcji. "Iran wykorzystywał PKK w różnych okresach przeciwko tureckim interesom i wykorzystywał PKK bardzo agresywnie i ofensywnie - i my krytykowaliśmy ich za chronienie, wspieranie, czy też wszelkie tolerowanie, niewspółpracowanie z Turcją przeciwko terrorowi i tak dalej", mówi Bilhan. "Więc mieliśmy w przeszłości pretensje do Irańczyków. Ale już tak nie jest, bo teraz Iran także jest przez nich krzywdzony."
Irańska PJAK jest blisko powiązana z PKK. Latem siły irańskie przystąpiły do wielkiej ofensywy przeciwko PJAK, która zakończyła się doniesieniami, że Teheran zgodził się na zawieszenie broni, ku dużemu niezadowoleniu Ankary. Ale Syria może stanowić nawet jeszcze większy powód do obaw dla rządu tureckiego. Mocne poparcie tureckiego premiera Recepa Tayyipa Erdogana dla opozycji syryjskiej budzi obawy, że Assad także mógłby posłużyć się kurdyjskimi niezadowoleniem przeciwko Turcji, mówi Semih Idiz, korespondent dyplomatyczny tureckiego dziennika "Milliyet": "Domyślamy się, że Baszar al-Assad próbuje teraz zjednać sobie Kurdów", mówi Idiz. "Co to będzie oznaczać i jak to się przełoży na sytuację w Syrii, myślę że Ankara bardzo uważnie się temu przygląda."
Coraz chłodniej
Nie byłby to pierwszy przypadek odgrywania przez PKK roli w wywieraniu przez Damaszek presji na Turcję. Syria gościła lidera PKK Abdullaha Ocalana do 1999 roku, kiedy Turcja zagroziła inwazją. Incydent ten doprowadził do jego wydalenia i w końcu schwytania i uwięzienia w Turcji.
Koniec poparcia Syrii dla PKK i ukrócenie jej operacji stanowiły fundament nagłego zbliżenia z Turcją. Ale gdy odwilż ta najwyraźniej dobiegła końca, były dyplomata turecki i aktualnie badacz Carnegie Europe Sinan Ulgen ostrzega, że dla Turcji wiąże się z tym znaczące ryzyko: "Syria ma swoją własną mniejszość kurdyjską i wiemy, że większość bojowników PKK poza granicami tureckimi ma pochodzenie syryjskie. Jest ryzyko, że jeśli kontrola polityczna zaniknie, PKK może zacząć korzystać z tej ziemi w taki sposób, w jaki była w stanie przed 1999 rokiem."
Związek ten znalazł się w centrum uwagi przy ostatnim ataku PKK 19 października. Media tureckie są pełne doniesień, że to syryjski dowódca kurdyjski nakazał przeprowadzenie tego ataku. Przed tym incydentem Selahattin Demirtas, współlider BDP, głównej partii prokurdyjskiej w Turcji, ostrzegł w wywiadzie prasowym, że Assad może próbować manipulować animozjami etnicznymi w celu trzymania Turcji w szachu. "Zagrożenie reżimu al-Assada dla Turcji nie powinno być bagatelizowane", powiedział Demirtas. "Wysłał on wiadomość: 'mamy różnice religijne i etniczne, tak samo jak Turcja. Jeśli mamy niepokoje wewnętrzne, Turcja tak samo będzie je miała."
Ale zamordowanie w tym miesiącu Meshala al-Tammo, prominentnego członka mniejszości kurdyjskiej w Syrii, za które powszechnie obwiniano siły bezpieczeństwa Assada, zraziło wielu syryjskich Kurdów. Zabójstwo to może sygnalizować kres nieprzekonywujących starań Assada o utrzymanie tej mniejszości etnicznej poza ruchem opozycyjnym.
Rozproszenie uwagi
Lecz jeśli nawet Syria i Iran nie wykorzystują aktywnie kurdyjskich pretensji, pogłębiający się konflikt z PKK poważnie zaszkodził coraz to bardziej asertywnym i ambitnym aspiracjom Ankary do odgrywania roli regionalnego, a nawet globalnego gracza, jak mówi Cengiz Aktar z Uniwersytetu Bahcesehir w Stambule.
"Może to mieć konsekwencje dla ambicji Turcji w regionie - Turcja teraz popiera syryjską opozycję i udziela rad wszędzie - od Egiptu po Tunezję", mówi Aktar. "Myślę, że ludzie coraz częściej będą skorzy mówić: 'naprawcie proszę najpierw swoje problemy na własnym podwórku zanim będziecie udzielać lekcji innym'. Po atakach [PKK] zarówno premier jak i minister spraw zagranicznych musieli odwołać swoje wizyty zagraniczne, więc Turcja musi skupić się bardziej niż kiedykolwiek na swoich własnych problemach."
Damaszek być może już teraz czerpie korzyści z rozproszenia uwagi Ankary. Premier Turcji miał w zeszłym tygodniu odwiedzić tureckie obozy dla uchodźców syryjskich, po czym miał ogłosić sankcje przeciwko Damaszkowi. To jednak, przynajmniej na chwilę obecną, jak się wydaje znikło z agendy.
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/turkey_looks_for_regional_backing_kurdish_rebel_fight/24367532.html
Opis problemu kurdyjskiego w Turcji na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Turcja,problemy,Kurdowie
FOTO: Flickr user james_gordon_los_angeles