Chiny i Europa: dwutorowe partnerstwo strategiczne
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Chiny i Europa: dwutorowe partnerstwo strategiczne
Raffaello Pantucci ISN 2011-10-30 22:45:50

Choć stosunki Chiny-UE może nie wykazują dużej głębi strategicznej, każda ze stron pozostaje dla drugiej ważnym partnerem handlowym i utrzymują one wysoki poziom kontaktów socjokulturowych. Czy ta dwutorowa dynamika jest po prostu symptomatyczna dla tego, jak coraz częściej będą wyglądać „partnerstwa strategiczne”?

 

W ciągu kilku minionych lat stosunki UE-Chiny były burzliwe. Ostatnio rząd chiński gniewnie zareagował na przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla dysydentowi Liu Xiaobo i szerokie poparcie europejskie dla tego wyboru, a prasa państwowa dowodziła, że decyzja ta „była równoznaczna z jawnym poparciem dla działalności kryminalnej w Chinach”. Ta wściekłość nadal odbija się na Norwegii, gdzie siedzibę ma Komitet Noblowski – norwescy eksporterzy łososi donoszą, że ich ryby są przetrzymywane przez chińskie służby celne, co sprawia, że przestają nadawać się do spożycia. Eksport łososi spadł o 70% od zeszłego roku, zaś rozmowy na temat Norweskiego Porozumienia o Wolnym Handlu zostały bezterminowo odroczone.

Szczyty EU-Chiny także cechowały się zaburzeniami w ostatnich latach. Szczególnie zły był rok 2008, kiedy przywództwo chińskie, już wystraszone wydarzeniami w Tybecie i napięciami podczas Igrzysk Olimpijskich, rozwścieczyło pozytywne przyjęcie Dalaj Lamy podczas jego wizyty do Europy. Kiedy Francuzi i urzędujący prezydent UE Nicolas Sarkozy znaleźli czas na to, by spotkać się z Dalaj Lamą w grudniu 2008 roku, Chińczycy zareagowali wycofując się ze szczytu z UE. Chociaż spotkanie obu stron w następnym roku przebiegło bez zakłóceń, rok 2010 ponownie okazał się problematyczny gdy chiński premier Wen Jiabao, który oczekiwał, że jego kraj uzyska długo oczekiwany status gospodarki rynkowej (market economy status – MES) – stanowiący uznanie przez Europę, że Chiny są gospodarką rynkową i zapewniający pewną ochronę antydumpingową – zamiast tego otrzymał listę żądań podczas swojej wizyty w Brukseli. Spotkanie zakończyło się fiaskiem, a planowaną konferencję prasową odwołano.

Handel – więż spajająca?

Mimo tego, nadal istnieją silne powiązania ekonomiczne i socjokulturowe. Po decyzji ws. Pokojowej Nagrody Nobla Chiny wciąż pozostają zależne od norweskiego sektora wydobywczego – i dalej robią z nim interesy. Te stosunki z Norwegią są generalnie charakterystyczne dla relacji z całą Europą. Stosunki gospodarcze rozwijają się dość dobrze – do poziomu 113,1 miliarda euro eksportu europejskiego do Chin i 281,9 miliarda euro z Chin do Europy w 2010 roku. A niedawne podróże Wena, Hu Jintao i Li Keqianga do Europy w każdym przypadku przynosiły obietnice znaczących inwestycji mających pomóc w podtrzymaniu kulejących gospodarek europejskich.

Rośnie także wymiana społeczno-kulturowa. Imponująca liczba 210 tysięcy Chińczyków studiuje w Europie, zaś około 25 tysięcy Europejczyków studiuje w Chinach. Chińskie szkoły biznesowe wyrażają dużą chęć uczenia się zdolności menadżerskich od swoich europejskich odpowiedników. China Europe International Business School (CEIBS) w Szanghaju już jest jedną z najlepszych na świecie, a na niedawnej konferencji wysoki urzędnik ministerstwa spraw zagranicznych ogłosił, że do Europy wysłana zostanie delegacja Narodowego Kongresu Partii aby przyswoić sobie więcej wiedzy menadżerskiej i technicznej oraz zbudować kolejne więzi z ich europejskimi odpowiednikami.

Ale takie powiązania socjokulturowe także cechują się rozdźwiękami. Chociaż Chiny może i popierają rozwój kontaktów osobistych i wymiany kulturowej i edukacyjnej, to ograniczają liczbę filmów zagranicznych wchodzących na rynek chiński, a europejskie i amerykańskie programy rozrywkowe nie są pokazywane w chińskiej telewizji. Zaś British Council, główny instrument globalnego oddziaływania kulturowego Wielkiej Brytanii, nie ma pozwolenia na nauczanie angielskiego w Chinach, co pozbawia ją jednego z głównych źródeł dochodu.

Chiny mogą być pozytywnie nastawione do Europejczyków i ich inwestycji, ale wciąż utrudniają życie firmom, które chcą wprowadzać do kraju nowe technologie. Juergen Hambrecht, CEO niemieckiego koncernu chemicznego BASF, powiedział w reakcji na chińskie żądania by firmy zagraniczne chcące wejść na rynek chiński koniecznie przekazywały informacje techniczne: „wymuszone ujawnianie know-how w zamian za decyzje inwestycyjne” to coś „co nie całkiem odpowiada naszym oczekiwaniom”. Ponadto firmom, które działają w sektorach uznawanych przez Chiny za „strategiczne” pozwala się wejść na chiński rynek tylko w ramach joint ventures. Na niedawnym okrągłym stole przedstawicieli europejskiego biznesu w Szanghaju wielu uczestników skarżyło się na przeszkody biurokratyczne jakie napotykali, na przykład gdy rząd centralny może przychylnie patrzyć na ich inwestycje, lecz rząd lokalny odsuwa ich na rzecz lokalnych konkurentów.

Ale nic w tym bardzo zaskakującego. Każde państwo naturalnie dba o swoje własne interesy i Chiny po prostu podążają tym właśnie kursem. To, że zaangażowane firmy z reguły są firmami państwowymi oznacza jedynie, że związki między rządem a biznesem są bardziej przejrzyste niż w scenariuszach zachodnich.

Zbliżanie stosunków dwutorowych

Zaiste, presja finansowa w Chinach jest znacząca. Chociaż kraj ten doświadczył dramatycznie wysokich poziomów rocznego wzrostu w ostatnich latach, jego przywódcy wciąż utrzymują, że Chiny pozostają „krajem rozwijającym się”. I pod pewnymi względami jest to oczywiście prawdą. Odwiedziny co bardziej odludnych regionów Xinjiangu pozwalają zobaczyć ludzi żyjących w niemal średniowiecznych warunkach – co stanowi ostry kontrast z wywołującymi zawroty głowy, olśniewającymi wyżynami Nowego Okręgu Pudong w Szanghaju.

Sprzeczności istnieją też wewnątrz stosunków UE-Chiny. Z jednej strony, Europa i Chiny nadal są wysoce współzależne, ze znaczącym przepływem towarów w obu kierunkach. Równocześnie jednak oczywiste jest, że istnieją głębokie napięcia, a stosunki w dziedzinie bezpieczeństwa są w zasadzie nieobecne w dialogu bilateralnym. Chociaż może to wydawać się zdecydowanie za mało na autentyczne partnerstwo strategiczne, istniejące obecnie „partnerstwa strategiczne” rzadko funkcjonują bez tego rodzaju poważnych sprzeczności. Na przykład, chociaż Francja i USA dramatycznie się poróżniły w sprawie Iraku w latach 2003/04, to mimo wszystko pozostały bliskimi partnerami, a ich narodowe służby wywiadowcze nieustannie współdziałały z Paryża przeciwko zagrożeniu ze strony terroryzmu międzynarodowego. Miało to miejsce wtedy, gdy Kongres USA mówił o „frytkach wolności” (freedom fries zamiast French fries), zaś przywódcy francuscy ku frenetycznemu aplauzowi występowali na forum ONZ przeciwko wojnie i Stanom Zjednoczonym.

Chodzi o to, że stosunki strategiczne pomiędzy państwami są złożonymi interakcjami bilateralnymi, z zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi elementami. Chiny i UE może nie utrzymują stosunków z taką samą głębią strategiczną jak sojusz transatlantycki, czy na przykład stosunki Chin z Pakistanem, ale jednocześnie obie strony mają przemożną motywację by sprawić, że relacje te będą funkcjonować. Pod tym względem partnerstwo strategiczne UE-Chiny jest podobne do stosunków między USA a Chinami, przy kluczowej różnicy jaką jest to, że USA mają bardziej przejrzystą strukturę podejmowania decyzji niż UE. Tę kluczową różnicę można dostrzec w większości stosunków dwustronnych UE, gdzie brak przejrzystości po stronie Brukseli i rozbieżne opinie państw członkowskich powodują frustrację partnerów.

Trzeba ustanowić pewien modus vivendi zanim UE i Chiny będą mogły stać się czymś więcej niż tylko partnerami handlowymi. Kwestie takie jak MES i ciągle utrzymywane europejskie embargo zbrojeniowe przeciwko Chinom mocno ciążą na ich stosunkach, a ich wyraźnego rozwiązania nie widać, zaś wszelkie europejskie próby wypowiadania się na temat praw człowieka spotykają się z ostrą reprymendą Chin. Europa musi znaleźć spójny głos w tych kwestiach i zdecydować się czego, oprócz handlu, chce ze stosunków UE-Chiny. Z perspektywy Chin, stosunki te są zarówno frustrujące jak i efektywne – z jednej strony, blokowane są starania o pozyskanie pożądanej przez nie technologii; z drugiej, państwa członkowskie UE zawsze wołają o chińskie inwestycje, pozwalając Chinom swobodnie wybierać gdzie i kiedy chcą się zaangażować.

Niestety, dramatyczne zmiany w stosunkach UE-Chiny są w najbliższym czasie mało prawdopodobne. Chiny będą nadal chcieć tego, czego Europa nie może dać, zaś rozbity proces podejmowania decyzji w Europie będzie hamował wszelkie możliwości popchnięcia spraw naprzód. Równocześnie obie strony pozostaną kluczowymi partnerami handlowymi, a ostatnie inwestycje chińskie w dług europejski tylko umocnią te więzi. Może nie jest to partnerstwo strategiczne, które będzie w stanie w najbliższym czasie przekształcić świat, ale funkcjonuje i musi funkcjonować; póki co, zaakceptowanie ograniczeń obecnej dynamiki byłoby dobrym początkiem.

 

Raffaello Pantucci to China Program Associate w Europejskiej Radzie Stosunków Międzynarodowych oraz Visiting Scholar w Szanghajskiej Akademii Nauk Społecznych. Badania na potrzeby tego artykułu umożliwił unijny STF Program.

 

Copyright International Relations and Security Network

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=130233&contextid734=130233&contextid735=130101&tabid=130101

 

FOTO: Flickr user Enzojz



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów