Dziś świat świętuje urodziny swojego 7-miliardowego mieszkańca. Są to otrzeźwiające urodziny - jest to o miliard ludzi więcej niż było na świecie zaledwie 12 lat temu. Ale gdy populacja większości obszarów świata nieubłaganie rośnie, na Ukrainie tak nie jest.
Halina Marczenko, szefowa oddziału położnictwa w jednym ze szpitali położniczych w Kijowie, spędza dni odbierając porody. Lecz jej kraj nigdy nie ma wystarczająco dużo dzieci by zrównoważyć kurczenie się populacji. "Duży spadek nastąpił po Czernobylu, po 1986 roku. Potem przez 3-4 lata ludzie bali się rodzić dzieci", mówi Marczenko. "Teraz w Kijowie wskaźnik urodzeń wzrósł, ale to nie jest normalna sytuacja na Ukrainie. W ukraińskich wsiach płodność znacząco spadła w porównaniu z centrami regionalnymi."
Jedna rzecz wspólna
Ukraina jest jednym z zaledwie kilkunastu krajów w dzisiejszym świecie, który ma ujemny wzrost populacji. I nie przypadkiem z prawie wszystkimi pozostałymi łączy ją jedna cecha charakterystyczna: jest postkomunistycznym państwem europejskim.
Do tych kilkunastu krajów zalicza się 5 z byłego Związku Radzieckiego: Rosję, Ukrainę, Białoruś, Łotwę i Litwę. Kolejne 3 są byłymi radzieckimi satelitami: Bułgaria, Węgry i Rumunia. Dwa kolejne pochodzą z byłej Jugosławii: Serbia i Chorwacja. Zaś ostatnie dwa to Niemcy i Portugalia - państwa zachodnioeuropejskie, które z własnego wyboru mają bardzo niskie wskaźniki urodzeń.
To, że tak wiele z państw w tej grupie łączy komunistyczna przeszłość intryguje demografów, ponieważ sugeruje, że w ujemny wzrost populacji wpędziło ich złe zarządzanie. Wszystkie z nich zaczęły tracić populację po tym jak doświadczyły upadku komunizmu 2 dekady temu.
Na przykład, Rosja, Białoruś i Ukraina mają razem tylko 94% populacji jaką posiadały w 1990 roku. Zbiorczo stanowi to utratę około 12 milionów ludzi. Tylko Rosja zaczyna w ostatnim czasie wykazywać oznaki odwracania tego trendu, co wystarcza na tyle by przejść od wzrostu ujemnego do zerowego.
Wysoki wskaźnik zgonów
Jednym z powodów spadku populacji jest wysoki wskaźnik zgonów, który w Rosji, na Białorusi i Ukrainie należy do najwyższych na świecie poza Afryką. "Wskaźnik zgonów [w Rosji], który zawsze był potworny za komunizmu od lat 1960-tych, pogarszał się, pogarszał się jeszcze bardziej - przejściowo - we wczesnych latach 1990-tych", mówi David Coleman, profesor demografii na Uniwersytecie Oxford w Wielkiej Brytanii. "Teraz odbił się nieco powracając do tego samego poziomu jaki był za komunizmu, ale dalszy postęp jest tu naprawdę bardzo słaby. I przejawia się to w luce przynajmniej 12 lat pomiędzy spodziewaną długością życia mężczyzn, która wynosi sześćdziesiąt kilka, a kobiet, która wynosi ponad 70, co jest dużo większą luką niż normalnie w krajach rozwiniętych, zresztą nawet gdziekolwiek indziej."
Według właśnie wydanego przez ONZ State of the World Population 2011, spodziewana długość życia wynosi 63 lata u rosyjskich mężczyzn, 75 lat u kobiet. Rosja, Ukraina i Białoruś średnio notują rocznie 14,3 zgonów na tysiąc osób. Wszystkie te 3 kraje łączy wysoki wskaźnik nadużywania alkoholu - zwłaszcza u mężczyzn - oraz złe nawyki dietetyczne, które przyczyniają się do tego, że ich wskaźnik zgonów jest nie tylko dużo wyższy niż w Europie Zachodniej, ale też dużo wyższy niż w poradzieckich republikach Azji Środkowej. Przeciętny wskaźnik zgonów w 5 republikach środkowoazjatyckich wynosi dziś 6,6 na 1000 osób, czyli zaledwie połowę tego, co ma miejsce w Rosji. Tę niższą liczbę przypisuje się rozmaitym czynnikom - zdrowszej diecie, większemu wsparciu dla jednostek ze strony dalszych rodzin oraz mniejszemu alkoholizmowi.
Niski wskaźnik urodzeń
Podczas gdy wskaźnik zgonów w Rosji, na Białorusi i Ukrainie jest wysoki, wskaźnik urodzeń jest niski - zbyt niski by utrzymać stabilność populacji. Przeciętna ukraińska kobieta rodzi 1,2 dziecka, a przeciętna kobieta rosyjska - 1,5 dziecka. Przeważnie uważa się, że aby utrzymać stabilność populacji konieczny jest wskaźnik urodzeń wynoszący 2,1 dziecka na kobietę.
Dlaczego wskaźnik urodzeń jest tak niski w europejskich krajach poradzieckich? Wielu demografów mówi, że wytłumaczenie ma po części charakter socjoekonomiczny. "Mówiąc o płodności, jest szereg czynników. Wpływają na nią głównie czynniki ekonomiczne, czasami psychologiczne, w tym to, że kobiety w krajach europejskich są przeważnie dobrze wykształcone. One nie zgadzają się ograniczanie ich tylko do wewnętrznych interesów rodzinnych", mówi Ella Libanowa, dyrektor Instytutu Demografii i Nauk Społecznych w Narodowej Akademii Nauk Ukrainy w Kijowie.
Oczywiście, za ustroju radzieckiego kobiety były równie dobrze wykształcone i większość z nich pracowała na pełen etat. Ale ścieżki kariery były ograniczone. Co ważniejsze, demontaż subsydiowanego systemu opieki nad dziećmi i innych elementów systemu bezpieczeństwa socjalnego oznacza, że wiele kobiet w państwach poradzieckich - tak jak i w Europie Zachodniej - wstrzymuje się teraz z rodzeniem dzieci do późnych lat 20-tych i wczesnych lat 30-tych. Jest to wyraźna różnica w porównaniu z czasami radzieckimi, kiedy znaczna większość kobiet wcześniej wychodziła za mąż i miała dzieci. Zwlekanie z rodzeniem dzieci pozwala kobietom być bardziej niezależnymi i pomaga rodzinom radzić sobie z trudnymi okolicznościami ekonomicznymi. Ale oznacza też, że cechujące się tym społeczeństwa mają ujemne lub niskie wskaźniki wzrostu populacji.
Migracja na zewnątrz
Kraje, które utrzymują bardziej tradycyjną kulturę wczesnych małżeństw mają wyższe wskaźniki urodzeń. W 5 państwach Azji Środkowej średni wskaźnik urodzeń wynosi 2,5 dziecka na kobietę i jest 2 razy wyższy niż w Rosji czy na Ukrainie.
Ale są też i inne czynniki, które przyczyniają się do słabnięcia wskaźników wzrostu w wielu europejskich krajach postkomunistycznych. Jednym z najważniejszych z nich jest migracja na zewnątrz. Gdy gospodarki trwają w stagnacji w tych krajach postkomunistycznych, które nie przeszły z powodzeniem do systemów wolnorynkowych, zarówno wykwalifikowani jak i niewykwalifikowani pracownicy wyjeżdżają z domu w poszukiwaniu pracy. Efekty migracji na zewnątrz są szczególnie dobrze widoczne w krajach takich jak Gruzja, Armenia i Mołdawia. Kraje te - w przeciwieństwie do Rosji, Ukrainy i Białorusi - mają skromne wskaźniki wzrostu, ale odpływ ludzi za granicę utrzymuje je na niższym poziomie od normalnego.
"Okres przemian wysunął na pierwszy plan takie problemy demograficzne jak starzejąca się populacja, rosnący wskaźnik emigracji i oczywiście raptowny spadek wskaźnika urodzeń", mówi Garik Hajrapetian, przedstawiciel wykonawczy Funduszu Ludnościowego ONZ w Armenii. "W przypadku Armenii wskaźnik urodzeń zmniejszył się niemal o połowę w porównaniu do roku 1990. Jest tu kilka czynników. Pierwszym są, naturalnie, zmiany w sytuacji społeczno-gospodarczej, przejście do stosunków rynkowych, w których nie wszyscy ludzie zdołali znaleźć swoje miejsce, czy też utrzymać swoje standardy życia na niezbędnym poziomie. W takich okolicznościach niektórzy z nich dążyli do wyjazdu za granicę aby znaleźć sposób na uzyskanie tam odpowiednich warunków życia."
Puste domy, starzy ludzie
W Armenii każdego roku emigruje 1 osoba na 1000. W Gruzji liczba ta jest dwukrotnie wyższa. W Mołdawii, jak mówią eksperci, co najmniej 20% aktywnej populacji kraju - czyli około 300 tysięcy ludzi - pracuje za granicą, chociaż faktyczna liczba może wynosić nawet 1 milion.
Depopulacja jest szczególnie widoczna we wsiach. W połączeniu z ogólnym starzeniem się populacji towarzyszącym niskiemu wskaźnikowi urodzeń, rezultat jest taki, że niegdyś tętniące życiem wioski teraz pełne są pustych domów i ludzi w starszym wieku. "Od 2001 roku nie urodziło się tutaj ani jedno dziecko. To koniec. To jest wieś emerytów i po tym jak umrzemy nie pozostanie nic, oprócz miasta-widma", mówi Iamze Saparaszwili, 70-letnia emerytowana pielęgniarka mieszkająca we wsi Grdzelczala we wschodniej Gruzji.
Wysokie wskaźniki zgonów, niskie wskaźniki urodzeń, emigracja oraz niski bądź ujemny wzrost populacji stały się tak powszechne w wielu europejskich krajach postkomunistycznych, że w ciągu minionych 20 lat stało się to nowym sposobem życia. Łatwo by było sobie wyobrazić, że sprawy nigdy nie mogą wyglądać inaczej.
Lecz byłby to nazbyt pesymistyczny obraz. W państwach europejskich, które dokonały pomyślnej transformacji z komunizmu do demokracji i systemu wolnorynkowego nastapił powrót do wzrostu populacji. "Wskaźniki urodzeń są wciąż niskie w krajach Europy Środkowej, ale przynajmniej w tych z nich, gdzie doszło do reform politycznych i ekonomicznych, szczególnie w kierunku demokratycznym, wskaźniki zgonów znacząco spadły", mówi Coleman z Uniwersytetu Oxford. "Postęp w spodziewanej długości życia w miejscach takich jak Węgry, Polska i Republika Czeska powrócił do trajektorii zwyżkowej, którą wykazywały przed II Wojną Światową i poniekąd ponownie dołączają one do Europy Zachodniej".
Transformacja ku demokracji stanowiła bodziec dla społecznie pożądanych reform, takich jak usprawnienie systemu opieki zdrowotnej, a równocześnie umocniła gospodarki rynkowe. Oba te efekty pomogły w podniesieniu wskaźnika urodzeń, obniżeniu wskaźnika zgonów i zmniejszenia migracji na zewnątrz.
20 lat transformacji od komunizmu okazało się dla wielu krajów europejskich zbyt krótkim okresem by odzyskać równowagę. Ale sukces tych, którzy to osiągnęli przynajmniej pomaga wskazać drogę naprzód.
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/world_population_7_billion_postcommunism/24376184.html
FOTO: Flickr user tik_tok