Nie wszyscy klaskali i wiwatowali gdy przywódcy zachodnioeuropejscy i prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew spotkali się 8 listopada w Lubminie w Niemczech aby uroczyście otworzyć pierwszą nitkę rurociągu gazowego Nord Stream.
Kiedy zostanie ukończony pod koniec przyszłego roku, ten 1224-kilometrowy, zbudowany kosztem 10 miliardów dolarów rurociąg będzie corocznie przesyłał 55 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu bezpośrednio na rynki zachodnie. Będzie omijał kraje tranzytowe takie jak Ukraina i Białoruś, które są zależne od dochodów z opłat tranzytowych, a także czerpią korzyści z wpływów politycznych wynikających z bycia częścią europejskiej układanki energetycznej.
Teraz te dochody i wpływy mogą mocno się zmniejszyć. Miedwiediew podkreślił we wrześniu, że Nord Stream "zmniejszy ryzyko" omijając Białoruś i Ukrainę. Białoruski analityk spraw energetycznych Stanislau Husak powiedział Serwisowi Białoruskiemu RFE/RL, że skutki dla jego kraju i dla Ukrainy mogą być druzgocące: "Rosja potrzebuje Nord Streamu by zrobić z Białorusi i Ukrainy kolonie w XVIII-wiecznym stylu. Jednolity obszar celny, Nord Stream i tym podobne mają tylko na celu zmniejszenie zdolności Białorusi i Ukrainy do bycia prawdziwie niepodległymi. Koniecznie trzeba sobie uświadomić, że wszystko to jest realizowane w ramach jednolitej polityki - polityki kolonizowania tego regionu".
Dokładny zakres oddziaływania Nord Streamu na sąsiadów Rosji nie jest jeszcze znany. Gdy Niemcy i inne państwa zachodnioeuropejskie odwracają się od energii jądrowej w konsekwencji japońskiej katastrofy w Fukushimie, trudno jest przewidzieć rozmiary zapotrzebowania Europy na rosyjski gaz w najbliższych latach. Przed Nord Streamem około 80% rosyjskiego gazu kierowanego do UE przechodziło przez Ukrainę, a większość z reszty przepływała przez Białoruś.
Nowe narzędzie wpływów dla Moskwy
Jedną z konsekwencji tego projektu może być uzyskanie przez Moskwę nowego narzędzia wpływu na Mińsk i Kijów poprzez przenoszenie ciężaru oddziaływania Nord Stream z jednego kraju na drugi zależnie od celów politycznych Kremla.
Rosyjski państwowy gigant energetyczny Gazprom, który dostarcza gaz do Nord Streamu, oświadczył że zamierza skierować do nowego gazociągu około 20% gazu obecnie przepływającego przez Ukrainę. Kijów może stracić około 700 milionów dolarów rocznie z tytułu opłat tranzytowych.
Mimo to, ukraiński analityk spraw energetycznych Walentyn Zemliański utrzymuje, że ukraiński szlak tranzytowy nadal będzie pełnił kluczową rolę, pomimo uruchomienia nowego rurociągu: "Ukraina zawsze pozostanie głównym szlakiem, na przykład dlatego, że ma następującą przewagę nad wszystkimi alternatywnymi szlakami, nawet szlakiem białoruskim: podziemne obiekty składowania gazu. Składowanie gazu pod ziemią w zimie utrzymuje niezbędne ciśnienie w systemie, tak aby można było zapewniać dalszy tranzyt [do krajów europejskich]".
Analityk Wołodymyr Saprykin zgadza się, mówiąc Serwisowi Ukraińskiemu RFE/RL, że skoro dostawy poprzez Nord Stream mają być przeznaczone przede wszystkim dla Niemiec, które obecnie są zaopatrywane za pośrednictwem Białorusi i Polski, uszczerbek dla Kijowa powinien być minimalny.
'Kwestia polityczna, a nie ekonomiczna'
Białoruski ekspert od spraw energetycznych Aleś Mech także uważa, że główny ciężar oddziaływania Nord Streamu będzie odczuwany w Mińsku. Obawia się on, że Moskwa mogłaby zastosować groźbę zmniejszenia tranzytu gazu przez Białoruś aby nasilić presję na Mińsk by ten sprzedał kluczowy majątek gospodarczy inwestorom rosyjskim.
"To był szalony pomysł ze strony rządu białoruskiego by sprzedać nawet 50-procentowy udział w Beltransgazie [białoruskiej firmie przesyłu gazu ziemnego]", mówi Mech. "Bo gaz dystrybuowany przez sieć Beltransgazu składa się na 85 procent energii dostarczanej przedsiębiorstwom białoruskim. Innymi słowy, ci którzy mają kontrolę nad Beltransgazem mają kontrolę nad wszystkimi przedsiębiorstwami w naszym kraju. To nie jest tylko kwestia ekonomiczna - to jest kwestia polityczna. Jest to kwestia przetrwania kraju, kwestia jego niepodległości".
Mech dodaje, że utrata dochodów jest istotna dla Mińska, lecz utrata statusu kraju tranzytowego jest jeszcze gorsza. "Kraj traci część swoich możliwości", mówi Mech. Ale inny białoruski ekonomista Siarhiej Czaly uważa, że Nord Stream był zawsze "bardziej polityczny niż ekonomiczny". Argumentuje on, że projekt ten jest bardziej niebezpieczny dla Ukrainy niż Białorusi: "Myślę, że Nord Stream będzie zagrożeniem dla Ukrainy, a nie Białorusi, bo Rosja nie może znaleźć żadnego krótszego i tańszego tranzytu [niż przez Białoruś]. "A Rosjanie uważają teraz, że po nabyciu 50-procentowego udziału w Beltransgazie mają względnie gwarantowane warunki. Nie byli zaś w stanie osiągnąć tego na Ukrainie, tak więc w dużej mierze jest to zagrożenie dla Kijowa".
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/nord_stream_pipeline_could_be_a_game_changer_for_ukraine_belarus/24384944.html
Opis stosunków Białoruś-Rosja na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Bialorus,stosunki_dwustronne,Rosja
Opis stosunków Ukraina-Rosja na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Ukraina,stosunki_dwustronne,Rosja
FOTO: Kremlin