Chiny są teraz największym partnerem handlowym Australii. Czy Canberra odwróci się od swoich tradycyjnych sojuszników na rzecz Pekinu jako partnera strategicznego?
Australijczycy z powagą, szacunkiem i refleksją upamiętnili ostatnio ataki z 11 września 2001 roku na Nowy Jork i Waszyngton. Zareagowanie w taki sposób na ten dzień hańby niewątpliwie jeszcze bardziej umocniło i stanowiło potwierdzenie sojuszu USA z Australią. Ale obecny rok to nie tylko dekada od 11 września, ale też 60. rocznica tego sojuszu istniejącego od podpisania Traktatu ANZUS (Australia, Nowa Zelandia i Stany Zjednoczone) w 1951 roku.
Po obchodach rocznicy zamachów z 11 września ogłoszono, że prezydent USA Barack Obama ma odwiedzić Australię w dniach 16-17 listopada, częściowo w celu upamiętnienia kamienia milowego jakim był ANZUS. Czy Obama odkryje zmienioną Australię? Taki jest "nowy pogląd" pojawiający się w australijskich kręgach strategicznych. Chiny są teraz największym partnerem handlowym Australii i w reakcji pogląd ten argumentuje, że Australia musi "wybrać" strategiczną przyszłość wynikającą z rzekomego przesuwania się potęgi z Waszyngtonu ku Pekinowi. Lecz jest mało prawdopodobne by sojusz ze Stanami Zjednoczonymi się załamał - nawet przy bardziej wpływowych i potężnych Chinach. Rzecznicy "nowego poglądu" błędnie odczytują australijską tożsamość i zaangażowanie w regionie po 1945 roku.
Od kiedy Wielka Brytania porzuciła swoje inwestycje kolonialne (za wyjątkiem Hongkongu) i postanowiła szukać schronienia w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej w 1973 roku, Australia prowadzi coś, co można nazwać "azjatyckim tańcem". Zaangażowanie Australii w Azji nigdy nie było niczym więcej jak tańcem z kilkoma partnerami, przy czym z każdym z nich był to co najwyżej romans, a miłosne i stęsknione spojrzenia kierowano za morza, ku Wielkiej Brytanii.
W różnych okresach i z różnych powodów państwa azjatyckie adorowały Australię, ale żadne nie było w stanie skonsumować związku, bo pociąg Australii do "nowej miłości" jest tak oschły jak czerwony piasek pustynny z australijskiego Outbacku. Rzeczywistość jest taka, że Australijczycy żywią specjalne uczucia do jedynie 3 państw na Ziemi. Pierwszym jest Nowa Zelandia, kraj który we wczesnych latach 1890-tych wyrażał zainteresowanie przystąpieniem do tego, co potem przekształciło się w Związek Australijski. Historia militarna Australii nie istnieje bez ducha ANZAC-u (Australia and New Zealand Army Corps) ukształtowanego na plażach Gallipoli w Turcji w 1915 roku.
Drugim są Stany Zjednoczone. Ten sojusz jest kluczowy, lecz musi być postrzegany w kontekście wspólnie wyznawanych wartości kulturowych i politycznych, wspólnych doświadczeń i przywiązania do demokracji. Dług jaki Australia zaciągnęła wobec Stanów Zjednoczonych podczas Wojny na Pacyfiku też nigdy nie zostanie zapomniany. Poświęcenie wielu amerykańskich żołnierzy podczas tego konfliktu w imię wolności zrodziło trwały związek między oboma państwami, którego konsekwencją było zawiązanie sojuszu.
Trzeci kraj, Wielka Brytania, jest ważny z racji więzi emocjonalnych, rodzinnych i historycznych z ojczyzną bądź krajem pochodzenia. Wszyscy Australijczycy (za wyjątkiem ludności tubylczej) są imigrantami; przed Wojną na Pacyfiku zazwyczaj oznaczało to związek z Wielką Brytanią (chociaż po 1945 roku zaczęło oznaczać najróżniejsze miejsca na świecie).
Nowy pogląd na Chiny nie pojmuje dogłębnego wpływu jaki na australijskie społeczeństwo i tożsamość wywarła wielokulturowość. Współczesna Australia jest z definicji etnicznie zróżnicowana. Rodzinne powiązania sięgają całej Azji, Europy, wysp Pacyfiku, Nowej Zelandii, RPA, Bliskiego Wschodu i Afryki. Jak w Stanach Zjednoczonych i Nowej Zelandii, te grupy etniczne mają politycznych lobbystów, wyborców, zmartwienia i wpływy polityczne. Ta wielokulturowość potwierdza też i wzmacnia poparcie dla Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych. Co ważne, Australia pozostaje monarchią konstytucyjną, z trwałym przywiązaniem do brytyjskiej królowej i jej sukcesorów. Pomimo kilku prób elity polityczne nie zdołały doprowadzić do zerwania symbolicznych więzi z Koroną, ostatnio w 1999 roku.
Tradycyjne sympatie utrwala też zaściankowość i sentymentalizm australijskiej polityki, co umacnia priorytety narodowe. Polityka wewnętrzna w Australii zawsze stoi na pierwszym miejscu, nawet kosztem dekad uprzejmej dyplomacji. Indonezja i Japonia są tu dwoma przykładami. Australijscy dyplomaci, przywódcy polityczni i lobbyści akademiccy kultywowali ostrożne i pragmatyczne stosunki z Indonezją od czasu aneksji Timoru Wschodniego w 1975 roku. Ta wieloletnia dyplomacja została przekreślona przemocą otaczającą timorskie referendum z sierpnia 1999 roku i przywództwem Australii w interwencji militarnej.
Tymczasem, pomimo traktatu NARA (Nippon-Australia Relations Agreement) z 1977 roku, demokracji politycznej i mocnych referencji gospodarczych, stosunki Australii z Japonią były niekiedy dwuznaczne. Na przykład podczas wyborów federalnych w listopadzie 2007 roku ówczesny lider opozycji Kevin Rudd zaproponował wytoczenie Japonii procesu w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości w związku z jej programem naukowego wielorybnictwa, jak również wykorzystanie australijskiej marynarki do monitorowania, przechwytywania i ewentualnego wchodzenia na pokład japońskich statków wielorybniczych, która to obietnica była popularna na arenie wewnętrznej, lecz katastrofalna dla polityki zagranicznej.
Ekonomiczne znaczenie stosunków Australia-Chiny sugeruje niektórym w małej australijskiej społeczności analitycznej, że istnieje postrzegana potrzeba ugłaskiwania, przymilania się i schlebiania Pekinowi. Promocja większej świadomości kulturalnej Chin przez zachęcanie do uczenia się języka mandaryńskiego i budowanie kolejnych powiązań gospodarczych są produktywnymi czynnikami, ale mają swoje ograniczenia.
Ponadto Pekin nie jest nieświadom stosunków Australii z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi. Problemem dla Chin jest to, że żadne państwo azjatyckie nie było w stanie, poprzez wysiłki dyplomatyczne czy też rangę gospodarczą, przekonać do siebie australijskiego mainstreamu. Brak demokracji w Chinach i rozwijająca się narracja na temat praw człowieka będą wciąż działać na niekorzyść bliższych powiązań.
Warto też podkreślić, że australijska polityka publiczna jest jak dobrze wiadomo odizolowana od większości opinii eksperckich za sprawą machin partyjnych, struktur federalnych, australijskiej opinii publicznej i australijskich lojalności historycznych. Tylko kilku akademickich pismaków jest w stanie penetrować świadomość społeczną, a zatem "nowe poglądy" należy oceniać pod kątem bardziej znaczących wskaźników. Gdy analizuje się wszelkie zmiany w Australii w odniesieniu Stanów Zjednoczonych, najważniejsze są opinia publiczna, polityka publiczna i wspólne doświadczenia historyczne.
Mając to wszystko na uwadze, jest przeto wątpliwe by Australia uległa wdziękom Pekinu. Bardziej prawdopodobne jest, że Australia będzie traktować Chiny w taki sam sposób jak traktowała inne kraje azjatyckie w przeszłości. Gdy inne gospodarki stają się bardziej konkurencyjne, kwestionowany będzie też nacisk na to, by zwracać na Chiny szczególną uwagę.
Być może za jakąś dekadę przyjdzie kolej Indii jako partnera w tańcu Australii z Azją. Tymczasem tradycyjne więzi i zobowiązania będą się utrzymywać.
Michael Sutton był 2010 Northeast Asia Visiting Fellow w East-West Center w Waszyngtonie. Jest to zredagowana wersja artykułu opublikowanego przez Pacific Forum CSIS (link).
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/09/28/australia%E2%80%99s-china-dance/
Opis stosunków Australia-Chiny na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Australia,stosunki_dwustronne,Chiny
FOTO: Flickr user
Toby Simkin