Trójstronna konferencja w zeszłym miesiącu uwypukliła możliwości, jak też i ograniczenia, nowej kampanii dyplomatycznej Turcji w Azji Środkowej.
Niedawna, zorganizowana w Stambule Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Sercu Azji wywołała sporo dyskusji, niezbyt zaskakujących gdy media zamieszczały nagłówki takie jak: "Gdy NATO się wycofuje, sąsiedzi Afganistanu zawierają pakt bezpieczeństwa". Problemem jest jedynie to, że uczestnicy nie zawarli paktu z wiążącymi zobowiązaniami, a raczej dokument zawierający "wizję", bez żadnych środków zapewniających, że którekolwiek z zasad i projektów faktycznie doczekają się realizacji.
Ale i tak jest to kwestia wielce interesująca, zwłaszcza w świetle zwiększenia przez administrację Obamy ilości inicjatyw dyplomatycznych zmierzających do stworzenia przyjaznego środowiska dla procesu pokojowego sterowanego przez Afgańczyków. W swoim pierwszym wystąpieniu w Kongresie po powrocie z tygodniowej podróży do Afganistanu, Pakistanu i Azji Środkowej pod koniec października sekretarz stanu USA Hillary Clinton powiedziała w Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów, że strategia wojenna administracji Obamy wobec Afganistanu i Pakistanu podąża trzema wzajemnie się wzmacniającymi ścieżkami: "walcz, rozmawiaj i buduj".
Ale Stany Zjednoczone bynajmniej nie są jedynym krajem intensyfikującym swoją dyplomację w regionie. Turcja także uzupełnia swój wieloletni wkład wojskowy i gospodarczy w Afganistanie pewnymi manewrami regionalnymi. Wiele z inicjatyw dyplomatycznych Turcji koncentruje się na poprawie stosunków między Afganistanem a Pakistanem - albo przynajmniej utrzymywaniu otwartych linii komunikacji podczas ich częstych sporów bilateralnych. Tak jak administracja Obamy (i inne rządy NATO), tureccy oficjele argumentują, że każde trwałe rozwiązanie konfliktu będzie wymagać lepszych stosunków między rządami Afganistanu i Pakistanu. W szczególności wsparcie pakistańskie jest potrzebne do nakłonienia afgańskich Talibów do zakończenia ich działalności rebelianckiej, gdyż bojownicy wykorzystują terytorium pakistańskie jako bazę operacyjną.
Przedstawiciele Turcji mówią, że ich kraj posiada wyróżniające go atuty w tej roli mediacyjnej, w tym historycznie dobre relacje z oboma krajami, wspólną wiarę islamską i brak lokalnych, działających z jej polecenia aktorów, czy też innych powodów do ingerowania w ich sprawy wewnętrzne. Niewątpliwie Turcja w dużym stopniu przyczynia się do bezpieczeństwa Afganistanu - dwukrotnie przewodziła Międzynarodowym Siłom Wspierania Bezpieczeństwa (ISAF), a obecnie dzierży dowództwo nad regionem Kabulu; 1 listopada przedłużyła je o kolejny rok. I chociaż rząd turecki odmawia przydzielenia swoich wojsk do operacji otwarcie kontrpartyzanckich czy kontrterrorystycznych w Afganistanie, jego siły wojskowe w ISAF pomagają szkolić członków Afgańskiej Armii Narodowej i Afgańskiej Policji Narodowej w zakresie takiej właśnie taktyki. Turecki rząd i organizacje pozarządowe wspierają ze swej strony wiele projektów humanitarnych i odbudowy gospodarczej w Afganistanie, w tym w dziedzinach edukacji, zdrowia, mieszkalnictwa i poprawy infrastruktury.
W wysiłkach regionalnych Turcji pomagają długotrwałe, dobre relacje z Pakistanem, datujące się od ich przymierza z obozem Zachodu podczas Zimnej Wojny i wspólnych im umiarkowanych rządów muzułmańskich. Ich wymiana wojskowa, która obejmuje szeroką gamę ćwiczeń dwustronnych i wielostronnych, jest kontynuowana do dnia dzisiejszego. Z kolei możliwe jest, że Pakistan pomógł Turcji poprawić jej stosunki z Chinami i zniechęcał swoich sojuszników wśród afgańskich Talibów do atakowania wojsk tureckich w ISAF.
Od kwietnia 2007 roku Turcja 6-krotnie była gospodarzem spotkań Forum Trójstronnego Turcji, Afganistanu i Pakistanu, z udziałem wysokich przedstawicieli rządów tych 3 państw. Ale jest zdeterminowana by wyjść poza zwykłe deklaracje. W ramach tego procesu trójstronnego Turcja zorganizowała w tym roku wspólne manewry wojskowe (dotyczące walk na obszarach miejskich) z udziałem armii wszystkich 3 zainteresowanych państw. Ustanowiono też trójstronną, bezpośrednią linię wideo-telefoniczną między trzema prezydentami w celach konferencyjnych, a tureccy oficjele rozważają nawet teraz zainicjowanie kontaktu z afgańskimi Talibami celem wsparcia wysiłków mediacyjnych.
Ostatni szczyt trójstronny miał miejsce 1 listopada, kiedy turecki prezydent Abdullah Gul podjął w Stambule Hamida Karzai i prezydenta Pakistanu Asifa Zardariego. Był to pożyteczny krok po zamordowaniu przez Talibów 20 września byłego prezydenta Afganistanu Burhanuddina Rabbaniego, co skłoniło rozwścieczonego Karzai do ogłoszenia, że porzuca on próby nawiązania rozmów z Talibami i będzie zamiast tego kontaktował się z ich pakistańskimi sponsorami.
Kontaktując się z obiema stronami tureccy oficjele doszli do wniosku, że oba rządy poszukiwały mechanizmu wznowienia ich bezpośredniego dialogu zamiast "rozmawiania ze sobą poprzez media" i inne środki pośrednie. "Wyczuwamy, że mają autentyczną chęć rozmawiania ze sobą, bo rozumieją, że ten trend nie pomaga żadnemu z nich", powiedział prasie przed trójstronnym szczytem prezydenckim w Stambule jeden z tureckich urzędników.
Ale czy doszło do jakiegoś konkretnego postępu? Trzy zaangażowane rządy podpisały porozumienia o współpracy w dziedzinach edukacji, bankowości i innych oraz uzgodniły, że przeprowadzą kolejne wspólne manewry wojskowe. Co szczególnie godne uwagi, cała trójka zgodziła się na przeprowadzenie wspólnego dochodzenia w sprawie zabójstwa Rabbaniego w uzupełnieniu ich wysiłków indywidualnych. W tym wspólnym mechanizmie uczestniczyć będą przedstawiciele m.in. policji, wywiadu i wojska trzech zainteresowanych rządów i będą oni w stanie kolektywnie prezentować i przeglądać materiały dowodowe.
Lecz słowa jakie wiceminister spraw zagranicznych Afganistanu Jawed Ludin wypowiedział rozmawiając z mediami po tym wydarzeniu dają jasno do zrozumienia, że chociaż spotkanie to może i zakończyło ich publiczne spory na chwilę obecną, tylko rzeczywisty postęp w konkretnych kwestiach stworzy trwały ciąg naprzód w ich stosunkach: "Tak więc jesteśmy na takim etapie, gdzie musimy wyjść poza słowa, poza wyrazy zaangażowania. Musimy dojść do etapu, w którym faktycznie będziemy robili konkretne rzeczy, które odniosą się do naszych obaw dotyczących naszego bezpieczeństwa".
Wielonarodowy szczyt, który odbył się w Stambule następnego dnia dokładnie to miał na celu. Formalnie zatytułowane Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Sercu Azji, spotkanie to miało miejsce w ottomańskim Pałacu Ciragan w Stambule. Przedstawiciele Afganistanu, Chin, Indii, Iranu, Kazachstanu, Kirgistanu, Pakistanu, Rosji, Arabii Saudyjskiej, Tadżykistanu, Turcji, Turkmenistanu, Uzbekistanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich wzięli w nim udział w charakterze pełnoprawnych członków i wydali wspólny komunikat z konferencji. Do tych krajów samookreślających się "Sercem Azji" dołączyli wysocy przedstawiciele innych zapewniających wsparcie państw i instytucji międzynarodowych, w tym Stanów Zjednoczonych, wielu krajów UE i ONZ.
Ale najważniejszym wydarzeniem, przeoczonym przez większość prasy, było to, że na konferencji w Stambule doszło do poważnego, zakulisowego sporu między Turcją a Pakistanem. Jego rezultatem było ograniczenie roli konferencji do przedstawienia wizji harmonijnej architektury bezpieczeństwa regionalnego. I chociaż communique z konferencji jest krokiem naprzód wobec jeszcze bardziej mglistej Deklaracji Kabulskiej o Stosunkach Dobrosąsiedzkich z 2002 roku, nadal jest ono zasadniczo deklaracją zasad i projektów bez środków ich finansowania.
Problemy z jakimi Turcja boryka się próbując osiągnąć przełom są podobne do tych, które napotykają USA i inni mediatorzy zewnętrzni, m.in. nieszczelne granice w regionie, ułatwiające przepływ bojowników i narkotyków; słaba jakość zarządzania; transnarodowe zorganizowane grupy przestępcze zainteresowane podtrzymywaniem konfliktu; słabe rządy narodowe i siły bezpieczeństwa stawiające czoła znaczącym islamistycznym grupom partyzanckim; oraz ograniczone i kurczące się zobowiązania mocarstw zewnętrznych do wspierania regionalnie realizowanych programów na rzecz pokoju.
Ponadto konflikt afgańsko-pakistański ma elementy wojny domowej, w której Talibowie korzystają z pewnego poparcia wśród dużej społeczności pasztuńskiej, która rezyduje po obu stronach granicy między Afganistanem a Pakistanem. Z tego powodu regionalne wysiłki pokojowe nieuchronnie będą zawodzić o ile nie będą im towarzyszyły uzupełniające się postępy w Afganistanie i Pakistanie, takie jak bardziej efektywne zarządzanie, sprawniejsze operacje kontrpartyzanckie i większa chęć po stronie rebeliantów do składania broni i ponownego włączania się w swoje wspólnoty cywilne.
Regionalne rywalizacje także utrudniają wysiłki pokojowe Turcji. Aczkolwiek Rosja, Chiny i Zachód generalnie popierają teraz te same cele, Turcji tak samo trudno jak innym państwom jest zapanować nad rywalizacją indyjsko-pakistańską. Indusi poskarżyli się kiedy nie zaproszono ich na trójstronne szczyty między Afganistanem, Pakistanem i Turcją, jak również na inne organizowane przez Turcję spotkania ws. Afganistanu. Zinterpretowali ich odsunięcie jako sygnał, że Turcja nie uznaje uprawnionych interesów Indii w Afganistanie odnoszących się bezpieczeństwa narodowego.
W minionym roku tureccy dyplomaci wyszli naprzeciw tym obawom włączając Indie do większej ilości inicjatyw dyplomatycznych Turcji dotyczących Afganistanu, ale zmiana ta zdenerwowała Pakistan. Istotnie, niektórzy pakistańscy analitycy oskarżają tureckich urzędników o dystansowanie się od interesów Islamabadu w Afganistanie w celu sprawienia przyjemności Waszyngtonowi "kosztem Pakistanu". Tymczasem główna turecka partia opozycyjna, Republikańska Partia Ludowa zaatakowała turecki rząd za zabieganie o współpracę z Talibami (których potępiają jako ugrupowanie terrorystyczne) poprzez rozważanie założenia biura przedstawicielskiego Talibów na terytorium tureckim.
Mimo to, wydaje się że pierwsze spotkanie w Stambule przynajmniej ustabilizowało relacje między rządami Afganistanu i Pakistanu. Ich przywódcy zaprzestali publicznego krytykowania się nawzajem. Ale wpływ drugiego, większego spotkania będzie widoczny dopiero w ciągu kolejnych kilku miesięcy, kiedy do skutku dojdzie kilka dużych konferencji międzynarodowych w sprawie Afganistanu - w Bonn, Chicago, a potem w Kabulu w czerwcu 2012 roku.
Problem jest taki, że chociaż w minionej dekadzie było kilkanaście dużych konferencji międzynarodowych, ich wpływ na Afganistan jest wciąż mniejszy niż działania określonych, kluczowych aktorów indywidualnych, zwłaszcza rządów Pakistanu i Stanów Zjednoczonych, jak również Talibów. Być może zbliżające się wycofanie wojsk NATO pobudzi do większych starań o uniknięcie transnarodowej wojny domowej w Afganistanie gdy państwa ościenne toczą między sobą konflikty peryferyjne - wykorzystując lokalnych aktorów afgańskich jak też preferowane przez nich instytucje międzynarodowe - kosztem Afganistanu.
Inną sprawą jest to, czy ambicje dyplomatyczne Turcji wybiegają poza kwestię afgańską. Coraz częściej mówi się, że Turcja może starać się o sformalizowanie więzi z Szanghajską Organizacją Współpracy (SCO) w celu poszerzenia swojego zestawu narzędzi dyplomatycznych odnoszących się do Afganistanu. W czerwcu chiński asystent ministra spraw zagranicznych Cheng Guoping powiedział na konferencji prasowej w Pekinie, że rząd turecki zasygnalizował kanałami dyplomatycznymi, że chce stać się "partnerem dialogu" SCO. Status ten sam w sobie dałby Ankarze bardzo ograniczoną rolę w SCO, ale mógłby stanowić odskocznię, za pomocą której Turcja mogłaby potem stać się formalnym obserwatorem albo nawet pełnoprawnym członkiem SCO.
W tym roku urzędnicy kazachscy i prasa rosyjska zastanawiali się nad możliwością uzyskania przez Turcję jakiegoś formalnego powiązania z SCO, lecz tureccy dyplomaci, których autor niniejszego tekstu spotkał w Ankarze zaprzeczyli jakoby byli czymś takim zainteresowani. Jak autor argumentował na kilku spotkaniach w Turcji, niektórzy w Waszyngtonie mogliby postrzegać przyjęcie Turcji jako środek przyczyniający się do zapobiegania przesuwaniu się SCO w kierunku antyzachodnim poprzez osłabienie dominacji Moskwy i Pekinu w tej organizacji. Ale Turcy nie wykazywali entuzjazmu co do odgrywania przez Turcję takiej roli wewnątrz tej organizacji.
Jednak ambicje Turcji do wpływania na rozwój wydarzeń dotyczących Afganistanu mogą skłonić Ankarę do zmiany stanowiska. SCO dąży do poszerzenia swojej roli w konflikcie afgańskim i przykładowo planuje zorganizować w przyszłym roku dużą Konferencję Regionalnej Współpracy Gospodarczej ws. Afganistanu. Waszyngton powinien zatem wykorzystać swoje na nowo odkryte wpływy w Ankarze by ją do tego zachęcać.
Turcja nie tylko wyznaje więcej zachodnich wartości niż inni członkowie SCO, ale mogłaby też w szczególności pomóc sprzymierzonemu z NATO SCO, UE i innym instytucjom międzynarodowym w ustanowieniu pokojowych ram gospodarczych, dyplomatycznych i bezpieczeństwa regionalnego, w których Afgańczycy mogliby mieć szansę na tyle zmniejszyć swoje różnice by zapobiec groźbie katastrofy.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/11/11/can-turkey-save-afghanistan/
FOTO: Flickr user isafmedia