Niemiecka elita: wdzięczna, lecz zszokowana prawdami i rekomendacjami przedstawionymi im przez życzliwego, ale nie owijającego w bawełnę ministra spraw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego.
To jest ponownie Czas Kwestii Niemieckiej w Europie. Tylko Niemcy, najpotężniejsza gospodarka na kontynencie, i wciąż radząca sobie nadspodziewanie dobrze, może wyznaczyć drogę do ożywienia gospodarczego. Przyznaje się to od Lizbony po Tallin, a nawet w Berlinie.
Problemem jest to, że Niemcy, tuż przed historycznym szczytem UE rozważającym dalekosiężne reformy traktatowe celem uspokojenia rynków oraz – być może – uratowania strefy euro, wciąż debatowali nad niewłaściwymi pytaniami. Jak dużo „nacisku” wystarczy? Czy „elitarne obligacje” by pomogły? Czy może sprawę załatwiłaby „unia stabilizacyjna”? Jednak w poniedziałek wieczorem 28 listopada do Berlina przyjechał Polak i wyłuszczył Niemcom tę Kwestię. Czy też raczej wyrzeźbił ją w kamieniu, za pomocą najmocniejszych możliwych słów. To czyniąc, zademonstrował nadzwyczajne zrozumienie psychologii zachodniego sąsiada Polski.
Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zaczął swoje przemówienie od chytrego odniesienia do wyświechtanego frazesu, że Europa stała się nudna, bo nie chodzi w niej już o sprawy wojny i pokoju. Błąd, powiedział Sikorski – wojny bałkańskie zaczęły się w 1991 roku wraz z dezintegracją dinara, waluty jugosłowiańskiej. Te wojny, żeby nikt nie zapomniał, trwały 14 lat i pochłonęły do 130 tysięcy żyć ludzkich. Spowodowały, że Niemcy zaoferowały schronienie 300 tysiącom uchodźców i przystąpiły do wojny po raz pierwszy w swojej historii po II Wojnie Światowej. Było to przypomnienie gwarantujące zdobycie wytężonej uwagi jego słuchaczy i jej utrzymanie do końca.
Sikorski przychylił się do swoich niemieckich przyjaciół, kanclerz Angeli Merkel i ministra spraw zagranicznych Guido Westerwelle, popierając ich wezwania do automatycznych sankcji, wybieralnego prezydenta Europy i dalszej integracji europejskiej. Twórcy Konstytucji USA, podkreślił, uczynili coś bardzo podobnego kiedy postanowili zrobić historyczny krok od konfederacji do realnej federacji. (Nie co dzień niemieccy przywódcy są porównywani do Jamesa Madisona i Thomasa Jeffersona.) Co było jeszcze bardziej przenikliwe, minister przypomniał swoim słuchaczom, że kluczowym elementem tej umowy było wynegocjowanie przez Alexandra Hamiltona wspólnych gwarancji długów i strumienia dochodów dla 13 założycielskich stanów – w elegancki sposób wykazując, że euroobligacje i silniejszy Europejski Bank Centralny (w obu przypadkach wciąż oficjalnie będące dla Berlina anatemą) są logiczną konkluzją wezwań do silniejszej UE.
Sikorski podziękował też Niemcom za ich „solidarność” z Polską po 1989 roku – ale nie omieszkał dodać: „Mam nadzieję, że doceniacie to, iż była to dobra inwestycja”. W 2010 roku niemiecki eksport 9-krotnie przekroczył poziom z 1990 roku. (Achtung, podświadome przesłanie: bycie miłym jest jeszcze milsze gdy pięknie się opłaca.) Czy była odrobina zjadliwości w jego następnym spostrzeżeniu, że handel Niemiec z Polską jest większy niż z Federacją Rosyjską, „chociaż nie zawsze można się tego dowiedzieć z niemieckiego dyskursu politycznego?” Zapomnijmy o tej myśli.
Ale wtedy był już czas na porzucenie dyplomatycznych uprzejmości. Sikorski już wcześniej wskazał, że Niemcy odniosły większe korzyści niż jakikolwiek inny kraj z eksportu do 10 nowych członków z Europy Wschodniej po 2004 roku: wolumen ich rocznego eksportu wzrósł z 15 do 95 miliardów euro w 2010 roku.
W ostatniej części swojego przemówienia bez ogródek wyliczył 6 powodów, dla których Niemcy winne są solidarność swoim współczłonkom w UE:
* Niemcy są największym beneficjentem strefy euro
* Niemcy nie są niewinną ofiarą rozrzutności innych, złamawszy Pakt Stabilności i Wzrostu i pozwoliwszy swoim bankom na “lekkomyślne” kupowanie ryzykownych obligacji
* Niemcy czerpią korzyści z niższych kosztów zadłużania się
* Niemcy poniosą największe straty z rozpadu strefy euro
* Niebezpieczeństwo upadku jest “dużo większe” niż niebezpieczeństwo inflacji
* Rozmiary i historia Niemiec nadają im specjalną odpowiedzialność za zachowanie pokoju i demokracji na kontynencie (Tutaj Sikorski przytoczył Jurgena Habermasa, czyli odpowiedź niemieckich świeckich intelektualistów na papieża: ostatnim razem gdy upadła niemiecka rewolucja, w 1848 roku, powrót do podobnego poziomu demokracji zajął 100 lat.)
W tym momencie cisza w audytorium (wypełnionym około 300 osobami, wśród których byli dyplomaci, decydenci, członkowie think-tanków i inni obywatele, w tym dwóch byłych prezydentów Niemiec) była ogłuszająca. Siedzieliśmy tylko o rzut kamieniem od Bramy Brandenburskiej, pełnego gracji berlińskiego symbolu zjednoczenia – po wschodniej stronie Bramy, która zaledwie 20 lat temu była oszpecona Murem Berlińskim, morderczymi zwojami drutu kolczastego i paradującymi Volkspolizisten. Historia ostatnich lat była dla Niemiec bardzo szczodra; niektórzy mogli by pomyśleć: odkupieńcza. Nie jest miła myśl, że sprawy mogłyby ponownie wejść na wsteczny bieg.
Na koniec polski minister spraw zagranicznych przypomniał Niemcom, że ich kraj nie jest wyspą: „Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i dobrobytu Polski... nie jest terroryzm, ani nie Talibowie, ani nie niemieckie czołgi, ani rosyjskie rakiety... lecz ‘upadek strefy euro’”. Sikorski mówił dalej: „Domagam się od Niemiec tego, abyście – dla dobra Waszego i naszego – pomogli jej przetrwać i prosperować. Wiecie bardzo dobrze, że nikt inny nie jest w stanie tego zrobić. Zapewne będę pierwszym w historii ministrem spraw zagranicznych Polski, który to powie, ale proszę bardzo: Mniej obawiam się niemieckiej potęgi niż zaczynam się obawiać niemieckiej bezczynności. Staliście się niezastąpionym narodem Europy. Nie możecie sobie pozwolić na porażkę przywództwa.”
Aplauz na końcu przemówienia Sikorskiego był autentycznie gorący, nawet jeśli przesiąknięty odczuciem szoku. W Niemczech domowe prawdy zazwyczaj się przebąkuje – zamiast wygłaszać je jasno i stanowczo, uwagę zwraca się na właściwą dykcję i dobór słów. Być może stosowne było to, że to były prezydent Horst Kohler - sam urodzony w Polsce – wstał i podziękował Sikorskiemu: „To, że jako polski minister spraw zagranicznych wygłosił Pan to przemówienie tutaj w dniu dzisiejszym – myślę, że jest to wspaniałe”.
© The German Marshall Fund of the United States
O autorce:
Constanze Stelzenmuller to Senior Transatlantic Fellow w German Marshall Fund of the United States w Berlinie. Stelzenmuller była redaktorem w “Die Zeit” i napisała pracę doktorską na temat demokracji bezpośredniej w USA.
Artykuł pochodzi ze strony openDemocracy. Właścicielem praw autorskich są Constanze Stelzenmuller i openDemocracy. Zamieszczone za zgodą autorki.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.opendemocracy.net/constanze-stelzenm%C3%BCller/achtung-dear-berliners-polish-answer-to-german-question
Opis stosunków Polska-Niemcy na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Polska,stosunki_dwustronne,Niemcy
FOTO: Flickr user PolandMFA