Jak wielu z jego pokolenia, Aleksandr Gorbaczew trzymał się z dala od polityki przez większość swojego dorosłego życia. Przeniósł się do Moskwy jesienią 2001 roku, ukończył prestiżowy Rosyjski Państwowy Uniwersytet Humanistyczny i w końcu zdobył dobrą pracę jako wiceredaktor popularnego magazynu i portalu internetowego o stylach życia "Afisza".
"Zawsze myślałem o moim pokoleniu jako o pozbawionym historycznej szansy", 27-letni Gorbaczew napisał w niedawnym felietonie wyjaśniającym powody jego uczestnictwa w antyrządowych protestach. "Nie miałem wiele powodów do narzekania w ciągu minionych 10 lat. Mam pracę, karierę, majątek i komfort... Ale ostatecznie chcesz stać się częścią czegoś większego od siebie - zwłaszcza na terytorium 150 milionów ludzi. Chcesz czuć, że nie tylko należysz do tego terytorium, ale że ono należy do ciebie".
Podróż Gorbaczewa od apatii do aktywizmu odzwierciedla drogę wspólną dla wielu poprzednio apolitycznych młodych profesjonalistów tworzących trzon olbrzymich protestów, które w grudniu ściągnęły dziesiątki tysięcy ludzi na ulice Moskwy i innych miast. Pod wieloma względami 2011 był rokiem, w którym rosyjskie społeczeństwo obywatelskie obudziło się z długiego snu i odnalazło swój głos - przy wiodącej roli teraz politycznie świadomej miejskiej klasy średniej. "To co tu mamy to klasy średnie Moskwy i Sankt Petersburga, które są przyzwyczajone do wyboru i doskonałości w ich życiu prywatnym, coraz bardziej uświadamiające sobie, że nie dostają wyboru i doskonałości w świadczeniu dóbr publicznych, w tym co robi państwo", mówi długoletni obserwator Rosji Edward Lucas, korespondent brytyjskiego tygodnika "The Economist" w Europie Środkowo-Wschodniej i autor książki "The New Cold War".
Sporne wybory parlamentarne z 4 grudnia i powszechne doniesienia o masowych fałszerstwach wyborczych stanowiły iskrę, która wyprowadziła demonstrantów na ulice w ilościach jakich nie widziano w Rosji od upadku Związku Radzieckiego - i jakie były nie do pomyślenia przez większość 12-letnich rządów Władimira Putina. Lecz zasadnicze przyczyny tej rewolty, przede wszystkim rosnący gniew z powodu urzędniczej korupcji i bezkarności, podlegały fermentacji przez wiele lat.
Większa zamożność i pewność siebie miejskiej klasy profesjonalistów, jej nowo odkryta zdolność do organizowania się przez internet, oraz globalna atmosfera protestu, która zrodziła powstania "arabskiej wiosny" na Bliskim Wschodzie i ruch "Okupuj Wall Street" w Stanach Zjednoczonych, także przyczyniły się do wybuchowej mieszanki. "To była perfekcyjna kombinacja. I taka, która jak sądzę była przewidywalna. Ale ludzie z systemu albo ją umniejszali, albo nie obchodziło ich to, albo myśleli, że po prostu przez to przebrną", mówi Nicholas Gvosdev, profesor polityki międzynarodowej i specjalista od spraw Rosji w U.S. Navy War College.
Ofiara własnego sukcesu
Nietrudno zrozumieć dlaczego. Nie tak dawno temu rosyjska miejska klasa średnia twardo stała za Putinem, wdzięczna za stabilność, która pozwoliła jej rozkwitać, nawet jeśli oznaczało to zrzeczenie się części praw politycznych. Ale tak jak było w przypadku Korei Południowej, Tajwanu i Chile pod koniec lat 1980-tych, nowo ukształtowane klasy średnie, gdy już nabiorą pewności siebie i swobody, z reguły zaczynają domagać się swoich praw politycznych.
W tym sensie, mówią analitycy, Putin pod wieloma względami stał się ofiarą swojego własnego sukcesu. "Putin w 1999 i 2000 roku przedstawił wizję tego, gdzie chciał iść, a teraz zbiera to, co ta wizja zrodziła: klasę średnią, która jest bardziej zinternetyzowana i bardziej zmodernizowana. To temu musi teraz stawić czoło", mówi Gvosdev. "Zabiegając o taki obrót spraw, zabiegając o koncentrację uwagi na gospodarce, mając klasę średnią lub przynajmniej społeczeństwo bliższe średnich dochodów, istnieją teraz oczekiwania i ludzie chcą by te oczekiwania zostały spełnione".
Masowe protesty w Moskwie i innych miastach 10 i 24 grudnia były organizowane głównie na portalach społecznościowych takich jak Facebook i Vkontakte.ru, co byłoby nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu. Penetracja internetu w całej Rosji sięgnęła 43% w 2011 roku, z szacunkowymi 60 milionami obywateli w sieci; w dużych miastach, jak mówi większość szacunków, wynosi nawet 70%. Ponadto, według NewMediaTrendWatch.com, "Rosjanie są najgorliwszymi społecznościowcami na świecie pod względem spędzanego czasu na użytkownika".
Kontestacja, która osiągnęła masę krytyczną po grudniowych wyborach narastała od lat. Do dużych demonstracji doszło we Władywostoku w grudniu 2008 roku i w Kaliningradzie latem 2010 roku - skutkiem tej drugiej była rezygnacja regionalnego gubernatora. Ekologowie irytowali zaś Kreml protestami by zapobiec zniszczeniu lasu Chimki koło Moskwy celem oczyszczenia terenu pod budowę nowej autostrady.
Demaskatorzy tacy jak oficer policji Aleksiej Dymowski, "gliniarz z YouTube", obnażali urzędniczą korupcję za pomocą klipów wideo zamieszczanych w internecie. Kierowcy mający powyżej uszu ryczących syren stosowanych przez urzędników rządowych zaczęli jeździć z niebieskimi kubłami-zabawkami na dachach swoich samochodów, wyśmiewając migające niebieskie światła tej urzędniczej elity. Artyści tacy jak raper Noize MC, weteran rocka Jurij Szewczuk i popularny aktor Aleksiej Dewotczenko zaczęli ostro wypowiadać się przeciwko rządowi. W listopadzie, na zaledwie kilka tygodni przed wyborami do Dumy Państwowej, fani na pojedynku bokserskim w Moskwie najwyraźniej wybuczeli Putina kiedy przemówił on do tłumu. Wielu obserwatorów widziało w tym incydencie zwiastun kłopotów dla władz.
Strach przed reformami
Znaczna część analityków sugeruje, że społeczne niezadowolenie wobec władz faktycznie zmobilizowała decyzja Putina o powrocie na Kreml zamiast pozwolenia prezydentowi Dmitrijowi Miedwiediewowi na pełnienie drugiej kadencji. W oczach wielu Rosjan był to sygnał, że cała retoryka na temat reform i modernizacji w trakcie prezydentury Miedwiediewa była pustą gadaniną. Ponadto zamiana stanowisk, w ramach której Putin zostałby prezydentem a Miedwiediew premierem, została uznana przez wielu wykształconych Rosjan z klasy średniej za uwłaczającą.
Ponadto obserwatorzy Kremla mówią, że to, w jaki sposób decyzją tą zaskoczono publikę na kongresie Jednej Rosji 24 września wyglądało na nieprzemyślane i niekompetentnie wykonane. "Jeśli taki był plan, powinni zasygnalizować to wyraźnie dużo wcześniej, a nie pozwolić wielu ludziom zakładać, że Miedwiediew będzie w grze i że była pewna nadzieja na jego legalistyczną modernizację", mówi Mark Galeotti, specjalista od Rosji i profesor spraw globalnych na Uniwersytecie w Nowym Jorku. "Czy stało się tak, bo Putinowi podobał się pomysł zrobienia szumu, czy też były negocjacje do samego końca, załatwili to zatrważająco źle."
Nie będąc w stanie zignorować demonstracji, władze wykonały ostatnio szereg kroków w celu złagodzenia nastroju protestu. Miedwiediew zaproponował przywrócenie bezpośrednich wyborów regionalnych gubernatorów i liberalizację zasad rejestrowania partii politycznych i kandydatów na prezydenta. Ale zmiany te, gdyby je wprowadzono, nie weszłyby w życie dopóki obecny cykl wyborczy nie dobiegnie końca, a Putin przypuszczalnie nie zapewni sobie kolejnej kadencji na Kremlu.
Jak dotąd Centralna Komisja Wyborcza zarejestrowała 4 kandydatów do wyborów prezydenckich z 4 marca - Putina, lidera komunistów Giennadija Ziuganowa, szefa nacjonalistycznych Liberalnych Demokratów Władimira Żyrinowskiego oraz Siergieja Mironowa, lidera centrolewicowej Sprawiedliwej Rosji. Nie oczekuje się by żaden z nich stworzył poważne wyzwanie dla Putina i nie jest pewne, czy potencjalnemu kandydatowi bliższemu ruchowi protestu, takiemu jak adwokat i występujący przeciwko korupcji bloger Aleksiej Nawalny, pozwolono by na kandydowanie.
Co dalej?
Kreml dokonał też pewnych zmian personelu, które na pierwszy rzut oka w ogóle nie wyglądają na mające w zamierzeniu osiągnięcie kompromisu z demonstrantami. Twardogłowy weteran KGB i długoletni współpracownik Putina Siergiej Iwanow został mianowany szefem sztabu Kremla. Tymczasem wiceszef kremlowskiego sztabu Władysław Surkow, nieoficjalny ideolog reżimu, został zastąpiony przez wieloletniego putinowskiego lojalistę Wiaczesława Wołodina jako urzędnik, który będzie nadzorował wybory i system polityczny. Surkow ostatnio sugerował dialog z demonstrantami, a zastąpienie go Wołodinem zinterpretowano jako sygnał, że Kreml może przygotowywać się do przyjęcia twardszej linii.
Niektórzy argumentują, że polityczne dorastanie Putina podczas pieriestrojki radzieckiego przywódcy Michaiła Gorbaczowa wywołało u niego alergię na wszelkie realne reformy polityczne. "Widział jak próba reform, próba ocalenia partii komunistycznej powaliła cały system. Dlatego myślę, że wierzy on, że jeśli zaczyna się robić rzeczywiste zmiany, może to z hukiem powalić cały system. I myślę, że ma rację", mówi Galeotti. "Rzecz w tym, że nie sądzę by miał jakiekolwiek inne rozwiązania. Gama opcji dostępna Putinowi jest nad wyraz ograniczona. On po prostu musi rozegrać kartę, którą posiada i liczyć na to, że to zadziała".
Ale przy rosnącym niezadowoleniu i zaprezentowanej przez ruch protestu zdolności do wyprowadzenia dziesiątków tysięcy ludzi na ulice, obserwatorzy mówią, że Putin prawdopodobnie nie będzie miał innego wyboru jak zawrzeć z nimi jakiś układ. "Dżin może częściowo powrócić do środka, lecz butelka będzie musiała zmienić swój kształt. Nie można siłą zawrócić wszystkiego do formy sprzed 2008 roku, bo wtedy dojdzie do eksplozji", mówi Gvosdev dodając, że wiele zależy od tego, czy demonstranci - i społeczeństwo obywatelskie jako całość - będą w stanie podtrzymać presję na władze.
"Jeśli 2011 oznaczał przebudzenie się społeczeństwa obywatelskiego, to 2012 będzie stanowił pytanie: OK, obudziło się ono, i co teraz? Dokąd uda się dalej? Czy na powrót zapadnie w sen? Czy zostanie obłaskawione? Czy się rozproszy? Czy też może stworzy nieodwracalną zmianę, która posunie sprawy naprzód?"
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/the_year_russian_civil_society_woke_up/24437163.html