Decyzja rządu japońskiego o złagodzeniu zasad eksportu produktów obronnych potencjalnie może dać państwu bardzo potrzebny zastrzyk w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego.
Decydując się pod koniec grudnia na złagodzenie zasad zakazujących eksportu sprzętu obronnego nowa japońska administracja Yoshihiko Nody zrobiła coś, czego od wielu lat domagał się lokalny przemysł obronny i krajowi eksperci od spraw bezpieczeństwa.
Do tej pory dla wielkich japońskich firm obronnych, takich jak Mitsubishi Heavy Industries i Kawasaki Heavy Industries, liczby po prostu nie trzymały się kupy. Ich jedyny klient, rząd Japonii, uparcie utrzymywał wydatki na obronność na poziomie poniżej 1% PKB, a znaczna część tych pieniędzy szła na import broni amerykańskiej; w rzeczy samej, budżet na obronność generalnie kurczył się w ostatnich latach. A gdy rozwój sprzętu obronnego wysokiej technologii staje się coraz droższy, japoński przemysł obronny miał przed sobą życie nie do pozazdroszczenia – bez dostępu do najnowocześniejszej technologii militarnej. W innym sektorze biznesu być może nie byłoby to aż tak katastrofalne, ale upadek krajowego przemysłu obronnego niesie ze sobą poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa – zwłaszcza gdy żyje się w tak niepewnym sąsiedztwie jak Japonia.
Główny sekretarz gabinetu Osamu Fujimura, który ogłosił tę zmianę polityki, podkreślił że w mocy pozostaną Trzy Zasady Eksportu Broni, które regulują sprzedaż produktów obronnych. Oznacza to, że możliwości eksportu broni wciąż będą ograniczone i będą każdorazowo podlegać zatwierdzeniu przez rząd; co najważniejsze, firmy wciąż nie będą mogły sprzedawać sprzętu, który mógłby ostatecznie zostać użyty pod wpływem emocji. Jednak nowe „kryteria odnośnie zagranicznych transferów sprzętu obronnego” pozwolą Japonii na wspólne opracowywanie sprzętu wojskowego z innymi państwami.
Jest ponurą ironią, że ta decyzja, która jest ważnym balsamem dla coraz bardziej podupadającego przemysłu obronnego Japonii, została podjęta zaledwie po kilku dniach od ogłoszenia przez Tokio, że zakupione zostaną amerykańskie samoloty myśliwskie Lockheed Martin F-35 Lightning II. F-35 to dokładnie taki wspólnie realizowany projekt, którego częścią potrzebuje być japoński przemysł – jest szansą na czerpanie z technologicznej wiedzy śmietanki globalnego przemysłu obronnego i branie udziału w pracach nad rozwojem i budową nowych, zaawansowanych samolotów. Niestety, rewizja stanowiska rządu przyszła zbyt późno i japoński przemysł nie mógł w znaczący sposób uczestniczyć w tym ważnym projekcie międzynarodowym: tym samym żadne z systemów w F-35 nie będą japońskie, a użytkowane przez Japonię F-35 będą jedynie montowane w japońskich fabrykach.
Przegapiając już szansę na największą obecnie międzynarodową kolaborację obronną – i być może największą jaka kiedykolwiek dojdzie do skutku – japoński przemysł może przynajmniej teraz skupić się na pozytywach zeszłomiesięcznej decyzji. Oczywiście rząd powoli, jak to bywa u japońskich rządów, będzie łagodził swoje restrykcje dotyczące eksportu produktów obronnych. Jednak szanse na sprzedaż sprzętu za granicę powinny się teraz zwiększać. Precedensy już istnieją. W 2006 roku Japonia sprzedała Indonezji łodzie patrolowe: była to niegroźna i rozsądna sprzedaż broni do kraju, który potrzebuje pomocy w rozbudowie swojej niedostatecznie rozwiniętej marynarki. A nie dalej jak w listopadzie Tokio dało ShinMaywa Industries zielone światło by udzielić rządowi indyjskiemu odpowiedzi na wniosek o informacje dotyczące morskiego samolotu poszukiwawczo-ratowniczego. Japonia powinna być w stanie sprzedawać tego rodzaju sprzęt do wielu, wielu państw na świecie bez narażania na szwank swoich pacyfistycznych zasad, a przez wzgląd na krajowy przemysł musi zacząć to robić agresywnie.
Nie mniej ważna jest perspektywa włączenia się w znaczące programy rozwojowe z innymi państwami. Importowanie broni nic nie przynosi lokalnemu przemysłowi, zaś opracowywanie samemu zaawansowanych systemów staje się horrendalnie drogie. Japonia może teraz bazować na istniejących związkach w dziedzinie bezpieczeństwa aby przystąpić do rozwoju technologii obronnej ze swoimi sojusznikami i w ten sposób maksymalnie wykorzystać swoje dolary na obronność. Natychmiast pojawia się oczywista sposobność w postaci rozwoju rodzimego myśliwca technologii stealth, Shinshin ATD-X. Jeśli Tokio rzeczywiście chce rozwijać Shinshin – co wielu analityków lotnictwa wciąż poddaje w wątpliwość – może teraz postarać się o wiedzę Boeinga, który jest wyłączony z programu F-35, bądź też drugorzędnego uczestnika F-35, takiego jak BAE Systems. Co byłoby jeszcze lepsze, Japonia mogłaby pójść śladem modelu południowokoreańsko-indonezyjskiego i znaleźć przyjazne sobie państwo, z którym mogłaby podzielić się kosztami rozwojowymi.
Pacyfizm pozostanie trzonem polityki rządu japońskiego, ale jest teraz przekonanie, że nawet pacyfizmowi nie można pozwolić by stał na drodze bezpieczeństwa narodowego. Rząd Nody podjął właściwą decyzję. Jeśli Japonia chce być w stanie odpowiednio się bronić w nadchodzących latach, ważne jest teraz by jego rząd i ci, którzy przyjdą po nim nie tylko się jej trzymali, ale też ją rozwijali.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/12/31/japan%E2%80%99s-defense-industry-lifeline/