Zejście Kim Dzong-ila może dać USA wymówkę jakiej potrzebują by wzmocnić swoją obecność na Pacyfiku – bez sprzeciwu Chin.
Śmierć północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong-ila wprowadziła region Azji i Pacyfiku w okres niepewności i ryzyka. Dopiero co wyplątawszy się z Iraku, amerykańskie wojsko niewątpliwie byłoby zaniepokojone perspektywą wciągnięcia go w konflikt na Półwyspie Koreańskim. Jednak zakładając, że koszmarnych scenariuszy otwartej wojny lub całkowitego upadku Korei Północnej będzie można uniknąć, szansa na kultywowanie kluczowych stosunków z Japonią i Koreą Południową może być pozytywnym aspektem dla amerykańskich planistów strategicznych.
Gdy wojna w Iraku dobiegła teraz końca i wyznaczono terminarz wycofywania się z Afganistanu, Waszyngton poszukuje takich sposobów na umocnienie swojej obecności w regionie Azji i Pacyfiku, które nie zostałyby odebrane jako antagonizujące lub okrążające Chiny. Równocześnie Chińczycy zaczynają bardziej agresywnie zaznaczać swoje pretensje do hegemonii regionalnej. W rezultacie Pekin wysoce krytycznie odnosi się do amerykańskich starań o zwiększenie swojej aktywności na chińskim podwórku. Przykładowo, pośród napięć na Morzu Południowochińskim w zeszłym roku USA próbowały zacieśnić więzi swojej marynarki z Wietnamem i Filipinami; w reakcji Chiny publicznie zganiły admirała Mike’a Mullena, przewodniczącego Połączonych Szefów Sztabów USA, i bez ogródek ostrzegły Waszyngton by trzymał się z dala od tego sporu.
Jednak niestabilność wewnątrz Korei Północnej może utemperować chińskie obawy – bądź przynajmniej wyciszyć krytykę – co do nowych środków służących umocnieniu współpracy wojskowej USA z Japonią i Koreą Południową. Jeśli większe zaangażowanie amerykańskie będzie odbierane jako reakcja na regionalną niepewność, a nie jej przyczyna, Pekin może uznać tę pigułkę za łatwiejszą do przełknięcia.
Pierwszy sprawdzian pojawił się od razu 20 grudnia (dzień po tym, jak świat dowiedział się o zgonie Kim Dzong-ila), kiedy Japonia ogłosiła wybór F-35A Lightning II Joint Strike Fighter produkcji Lockheeda Martina jako jej samolotu myśliwskiego kolejnej generacji. Decyzja Japonii ma wiele negatywnych następstw dla Chin, zarówno symbolicznych jak i praktycznych: Japonia przez wiele kolejnych dekad pozostanie w interoperacyjności z U.S. Air Force; Japonia wprowadzi najbardziej zaawansowaną amerykańską technologię myśliwców do Azji Północno-Wschodniej jako przeciwwagę dla chińskiego programu niewidzialnego dla radarów myśliwca J-20; przy tym Japonia stwarza precedens dla Korei Południowej (i potencjalnie Tajwanu) by w swoim czasie poszły w jej ślady, jeśli dokonają takiego wyboru.
W innych okolicznościach każda z tych konsekwencji mogłaby wywołać reakcję Pekinu. Jednak nie przedstawiając żadnej publicznej reakcji na tę umowę Chiny jak się wydaje postanowiły dać zielone światło dla tej istotnej inwestycji w sojusz USA-Japonia.
Umocnienie sojuszu USA-Korea Południowa jest oczywiście dużo bardziej delikatnym przedsięwzięciem w obecnych okolicznościach. W krótkim okresie czasu oba państwa będą skwapliwie unikać robienia hałasu wokół czegokolwiek z obawy przed rozjuszeniem nowego reżimu w Phenianie. Ostatnią rzeczą jakiej chcą Waszyngton bądź Seul jest to, by Kim Dzong-un uzyskał powód do udowodnienia swoich kwalifikacji jako polityka twardogłowego.
Sprzyjające jest to, że znaczna część pracy nad umacnianiem bilateralnych stosunków wojskowych z Koreą Południową została już wykonana w rezultacie północnokoreańskiej agresji w 2010 roku. Jako że transfer kontroli operacyjnej w czasie wojny został odłożony do nie wcześniej niż roku 2015, wojsko amerykańskie jest w pełni zobowiązane do utrzymywania bezpieczeństwa Korei Południowej przez cały okres instalacji nowego przywództwa w Korei Północnej.
Jednak w stosunkach wojskowych wciąż jest pole do rozwoju, zwłaszcza poprzez sprzedaż amerykańskiej broni. Korea Południowa aktywnie zabiega o zakup 4 samolotów bezzałogowych RQ-4 Global Hawk celem wzmocnienia swoich zdolności obserwacji powietrznej, ale transakcja ta wciąż oczekuje na formalne zatwierdzenie przez rząd amerykański. Ponadto południowokoreańskie siły powietrzne licza na to, że wkrótce wybiorą platformę dla III fazy swojego programu myśliwca F-X, a w grę wchodzą 2 platformy amerykańskie: Boeing F-15SE Silent Eagle i Lockheed Martin F-35. Zatem w 2012 roku Seul i Waszyngton będą miały okazje do umocnienia już prężnego partnerstwa wojskowego.
Gdyby tego rodzaju bliższą współpracę z Japonią lub Koreą Południową można było osiągnąć przy minimalnym oporze ze strony Chin, byłby to sukces na całej linii dla prezydenta Obamy. Gdyby Obama był postrzegany jako uginający się pod presją Korei Północnej bądź Chin, zaszkodziłoby to jego reputacji w polityce zagranicznej. Z drugiej strony, wdanie się w polityce zagranicznej w sprzeczkę z Chinami dotyczącą intencji USA w regionie Azji i Pacyfiku mogłoby pociągnąć za sobą realne koszty ekonomiczne i polityczne. Żadne z powyższych nie stanowi dobrej opcji, w szczególności w okresie poprzedzającym tegoroczne wybory prezydenckie w USA.
W tym sensie obecna niestabilność w Korei Północnej może być szczęściem w nieszczęściu dla amerykańskiej administracji. Śmierć Kim Dzong-ila i wynikły z tego okres niestabilności w Phenianie może dać wojsku amerykańskiemu osłonę polityczną jakiej potrzebuje ono by pogłębiać relacje z kluczowymi sojusznikami w regionie Azji i Pacyfiku bez wywoływania gniewu Pekinu.
Alexander von Rosenbach jest starszym analitykiem sił zbrojnych w IHS Jane’s.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/12/23/kim-death-good-for-u-s-military/
FOTO: Flickr user expertinfantry