Gotowość Chin do inwestowania w Afryce przyniosła korzyści zarówno temu kontynentowi jak i im samym. Ale jeśli nie zareagują one na rosnącą masową świadomość polityczną, wszystko to może się załamać.
Chiny są przyzwyczajone do tego, że przyjmuje się je z otwartymi ramionami w całej Afryce, tak przez demokratów jak i dyktatorów. Ostatnie zmiany rządów ujawniły jednak pokłady niechęci, które mogą zahamować surowcowe safari Pekinu.
Upadek reżimu Kadafiego w Libii i niepodległość Południowego Sudanu wywróciły do góry nogami wieloletnie związki, z których Chiny korzystały celem uzyskania przewagi nad zachodnimi konkurentami. Ostatnio zmiana przywództwa w Zambii, byłej kolonii brytyjskiej, wstrząsnęła chińskimi ambicjami w zakresie inwestycji surowcowych.
We wrześniu Michael Sata doszedł do władzy w Zambii po przygniatającym zwycięstwie wyborczym nad Rupiahem Bandą, urzędującym prezydentem. Wybory te przyniosły też kres rządów partii Bandy - Ruchu Demokracji Wielopartyjnej (MMD), dzierżącego władzę w kraju od 1991 roku.
Możliwe, że długie urzędowanie MMD uśpiło Chiny w błędnym poczuciu bezpieczeństwa. Koniec Zimnej Wojny przyniósł rządom afrykańskim pewną dozę stabilności, zatem władcy z reguły mierzą swoje kadencje w dekadach. Nawet tam, gdzie odbywają się głosowania, przeważnie faworyzują one tych u władzy. Ale jak pokazała arabska wiosna, nic nie trwa wiecznie.
Zmiana klasy rządzącej w Zambii, największym producencie miedzi w Afryce, była szczególnie nieprzyjemnym szokiem dla Chin, jednego z największych konsumentów tego metalu. Platforma wyborcza Saty mocno opierała się na antychińskich sentymentach, co biorąc pod uwagę, że Chiny są największym inwestorem w tym kraju mogło się wydawać ryzykowną zagrywką.
Ale Sata, który kiedyś pracował jako zamiatacz peronów dla brytyjskich kolei, rozumie swoich słuchaczy. "Chińczycy są bardzo przebiegli. Znam Chińczyków bardzo dobrze", powiedział w wywiadzie dla duńskiej stacji radiowej w zeszłym roku, które to słowa zwróciły powszechną uwagę w jego kraju.
W okresie poprzedzającym poprzednie wybory w 2006 roku, które przegrał, Sata określił Tajwan suwerennym państwem. Chiny podobno były oburzone jego słowami i zagroziły wycofaniem się z kraju gdyby go wybrano. Były nawet wówczas sugestie w zambijskich mediach, że Pekin potajemnie przekazywał fundusze do kasy MMD. Kampania Saty w tym roku była tylko trochę mniej konfrontacyjna - i tym razem okazała się skuteczna.
Zaangażowanie Chin w Zambii jest znaczące. Zainwestowały one w tym kraju około 2 miliardy dolarów, głównie w projekty górnictwa miedzi. Metal ten jest wykorzystywany głównie w okablowaniu elektrycznym, a olbrzymie programy infrastrukturalne Chin uczyniły z nich nienasyconego konsumenta miedzi.
Za MMD Zambia ze wszystkich sił zabiegała o chińskie przedsiębiorstwa państwowe i ułatwiała im dostęp do krajowych bogactw. W Zambii znajdują się 2 z 6 chińskich specjalnych stref ekonomicznych w Afryce. Ostatnio stolica tego kraju, Lusaka stała się pierwszym miastem afrykańskim oferującym Chińczykom usługi bankowe pozwalające na deponowanie i wypłaty yuanów.
Podczas gdy Banda i jego poprzednicy robili wszystko co możliwe by Chińczycy byli mile widziani, zwykli Zambijczycy zaczęli krzywo patrzeć na konkurencję ze mnóstwa napływowych obcokrajowców, z których wielu bezpośrednio rywalizowało z nisko wykwalifikowanymi robotnikami lokalnymi. Niektóre z zambijskich rynków, zwłaszcza rynek kurczaków w centrum Lusaki, znajdują się teraz prawie w całości w rękach Chińczyków.
Ponadto w kwietniu zeszłego roku zambijscy prokuratorzy odmówili wszczęcia postępowania przeciwko 2 chińskim nadzorcom, którzy ostrzelali tłum demonstrujących górników, raniąc 13. Incydent ten, który wydarzył się w znajdującej się w rękach chińskich kopalni węgla Collum w 2010 roku, wywołał powszechny gniew. Decyzja o zawieszeniu dochodzenia nie była nieoczekiwana, ale pogłębiła tylko percepcję, że chińskie firmy korzystają z uprzywilejowanego statusu w tym kraju.
Większa obecność chińskich drobnych handlarzy, sprzedawców i kierowców ciężarówek, którzy odbierają pracę miejscowym, także pogłębiła rozgoryczenie, a Sata dał jasno do zrozumienia, że za jego przywództwa relacje te będą musiały ulec zmianie. Jego pierwszym urzędowym krokiem po wyborach było spotkanie się z chińskim ambasadorem Zhou Yuxiao. Spotkanie to oficjalnie miało na celu oczyszczenie atmosfery zmąconej retoryką wyborczą. Ale Sata powiedział też, że skończył się czas przyzwalania na nieograniczoną imigrację.
"Wasze inwestycje są przez nas mile widziane, ale podczas gdy wasze inwestycje są mile widziane, powinny przynosić korzyści Zambijczykom, a nie Chińczykom", powiedział Sata do chińskiego ambasadora, według agencji prasowej Reuters. "Jest zapisane w prawie, że wszyscy inwestorzy, którzy przybywają do Zambii powinni sprowadzić ograniczną liczbę ekspatriantów, których nie mogą znaleźć w Zambii", dodał Sata. "Moja partia wyraża zaniepokojenie nieograniczoną liczbą ludzi, których wasi inwestorzy sprowadzają do Zambii".
Sata na krótko zawiesił też eksport miedzi. Zakaz ten został uchylony po kilku dniach, ale teraz całość eksportu miedzi będzie zatwierdzana przez krajowy bank centralny w celu zapewnienia, że eksporterzy nie podają błędnych wielkości i wartości. Dane rządowe wskazują, że miedź składa się na ponad 75% dochodów eksportowych kraju, ale mniej niż 10% dochodów podatkowych.
Zambijskie związki zawodowe szybko przystąpiły do dzieła po elekcji Saty, organizując serię strajków. Około 2 tysiące pracowników NFC Africa Mining, z większościowym udziałem China Nonferrous Metals Mining Corporation, rozpoczęło strajk na początku października, żądając wyższych płac. Tydzień później 500 górników opuściło swoje stanowiska pracy w zakładzie przetwarzania miedzi Sino Metals. Niewątpliwie dojdzie do kolejnych protestów pracowniczych gdy związki zawodowe wykorzystują zmianę kierunku politycznych wiatrów.
Inwestorzy z niecierpliwością czekali też na zatwierdzenie przez ministerstwo finansów Zambii wycenianego na 1,1 miliarda dolarów przejęcia przez Jinchuan, chińską grupę górniczo-rafineryjną, bazującej w RPA firmy górnictwa miedzi i kobaltu Metorex. Władze zambijskie musiały zatwierdzić tę sprzedaż, bo Metorex jest właścicielem większości kopalni miedzi Chibuluma. Autoryzowano ją w końcu w listopadzie, ku westchnieniu ulgi inwestorów, którzy musieli przez kilka miesięcy czekać w niepewności, czy do niej dojdzie czy też nie.
Dla Chin wydarzenia w Zambii powinny być sygnałem ostrzegawczym. Ich polityka nieingerencji może i przynosi im znaczącą przewagę nad firmami zachodnimi ubiegającymi się o afrykańskie surowce. Jednak jest coraz bardziej oczywiste, że niesie ze sobą ryzyko alienacji ludności w krajach, gdzie Chiny robią interesy, zwłaszcza w tych rządzonych przez tyranów. A gdyby miało dojść do upadku tych rządów, chińska przyjaźń z nimi może stać się obciążeniem.
Mająca dalekosiężne skutki rebelia w Libii i utworzenie najnowszego państwa na świecie, Południowego Sudanu sprawiły że Pekin usilnie stara się ratować koncesje naftowe podpisane z poprzednimi, głęboko niepopularnymi reżimami.
Bliskie powiązania Pekinu z reżimem Roberta Mugabe w Zimbabwe także mogą się nagle zakończyć, jeśli ten schorowany despota utraci władzę. W zeszłym roku państwowy China Development Bank oświadczył, że był gotów zainwestować 10 miliardów dolarów w rolnictwo i górnictwo. Ale rządy Mugabe są głęboko niepopularne, a gdy jego zdrowie stoi podobno pod znakiem zapytania mogą zbliżać się do końca. Chaotyczny kres jego panowania mógłby z łatwością postawić Chiny po niewłaściwej stronie opinii społecznej.
Działania Chin, niezależnie od tego co mogą mówić ich krytycy, są przeważnie pozytywne. Dostarczają one bardzo potrzebny kapitał i są przygotowane na inwestowanie tam, gdzie bojaźliwi rywale zachodni wolą nie zaglądać. Nie mają też kolonialnego bagażu, który wisi nad zachodnim zaangażowaniem.
Jednak upieranie się przez Chiny przy traktowaniu inwestycji jako wyłącznie kwestii międzyrządowej, przy ignorowaniu sentymentów miejscowych mieszkańców, może to podważyć. Nieuznawanie przez nie opinii publicznej na kontynencie, na którym dochodzi do przebudzenia masowej świadomości politycznej może je drogo kosztować w dłuższym okresie czasu.
Gavin du Venage jest bazującym w Johannesburgu dziennikarzem, który pisał dla South China Morning Post, Singapore Straits Times i The Australian.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2011/11/14/is-china%E2%80%99s-africa-safari-faltering/
FOTO: Flickr user
Kevin H.