Czy Talibowie traktują rozmowy na poważnie?
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Czy Talibowie traktują rozmowy na poważnie?
Richard Weitz The Diplomat 2012-01-16 22:45:20

Plany założenia politycznego biura łącznikowego Talibów w Katarze sugerują, że rozmowy pokojowe mogą w końcu przynosić postęp. Ale czy Talibowie naprawdę są gotowi zaprzestać walki?

 

Po latach stagnacji i skrytości rozmowy pokojowe celem zakończenia wojny w Afganistanie w końcu przynoszą postęp. 2 tygodnie temu rzecznik afgańskich Talibów powiedział, że jego ugrupowanie zgodziło się in principle założyć polityczne biuro łącznikowe w Katarze w celu dążenia do uregulowania konfliktu na drodze negocjacyjnej. Administracja Obamy i, z mniejszym entuzjazmem, afgański prezydent Hamid Karzai pozytywnie przyjęli tę wiadomość jako dowód na to, że afgański proces pokojowy w końcu notuje postępy.

Amerykańscy i niemieccy oficjele prowadzili potajemne rozmowy z przedstawicielami Talibów od około roku. Byli zaangażowani w „rozmowy o rozmowach” – omawianie tego, jakie kroki należy podjąć aby rozpocząć formalne negocjacje pokojowe, jakie sprawy powinny być omawiane i jak mogłyby wyglądać ramy ewentualnego uregulowania.

Założenie takiego biura jest nieodzownym warunkiem przystąpienia do formalnych negocjacji pokojowych. Interlokutorzy Talibów muszą wiedzieć, że rozmawiają z autoryzowanymi przedstawicielami ruchu, a nie fałszywymi emisariuszami, którzy w przeszłości wyłudzali pieniądze od Stanów Zjednoczonych, a w zeszłym roku zamordowali byłego prezydenta Afganistanu Burhanuddina Rabbaniego, szefa Afgańskiej Rady Pokoju.

Ale utworzenie biura jest tylko jednym z wielu kroków jakie będą potrzebne do osiągnięcia realistycznego, trwałego uregulowania pokojowego w Afganistanie. A pomimo pozytywnego obrotu spraw w ostatnim czasie, rachunek prawdopodobieństwa wciąż przemawia przeciwko takowemu.

Zagraniczni stronnicy Karzai przezwyciężyli swoje początkowe wątpliwości i stali się entuzjastycznymi zwolennikami uregulowania pokojowego. Pomimo napływu wojsk i innych środków trafiających do Afganistanu, siły NATO i ich afgańscy sojusznicy przyznają, że faktycznie nie mogą liczyć na to, że zabiją lub schwytają wszystkich talibskich bojowników. Od strony bardziej praktycznej, ich przezorna publika domaga się zakończenia afgańskiej misji, tak więc większość rządów państw NATO ogłosiła, że wycofają wszystkie swoje siły do 2014 roku. Zagraniczne rządy już redukują liczebność swoich wojsk i wkład w pomoc zagraniczną dla Afganistanu.

Wznowiony proces pokojowy będzie musiał przezwyciężyć problemy z przeszłości, które blokowały rozwiązanie konfliktu. Już od kilku lat Karzai oferuje negocjacje z „umiarkowanymi” liderami Talibów, renegackimi watażkami i innymi ugrupowaniami i dowódcami walczącymi z jego rządem, o ile zgodzą się oni zakończyć aktywność partyzancką i zaakceptują prawomocność jego rządu i podstawowych zasad afgańskiej konstytucji przyjętej po pokonaniu reżimu Talibów pod koniec 2001 roku. Afgański rząd zaoferował też różne formy amnestii i inne zachęty dla bojowników, którzy obiecują zaprzestać walki.

Do chwili obecnej przywództwo Talibów publicznie odrzucało inicjatywy Karzai na rzecz pojednania i potępiało proces reintegracji. Liderzy Talibów żądali by wszystkie wojska NATO opuściły Afganistan jako warunek wstępny rozpoczęcia negocjacji. Ponadto wielu byłych bojowników, którzy brali udział we wcześniejszych projektach reintegracyjnych później ponownie chwyciło za broń, ponieważ nie otrzymali odpowiedniego wsparcia finansowego, przeszkolenia zawodowego lub ochrony.

Pod względem proceduralnym, wszyscy talibscy negocjatorzy będą potrzebowali gwarancji ich bezpieczeństwa, zaś rząd afgański i jego partnerzy zagraniczni będą potrzebowali zapewnień, że Talibowie faktycznie zaangażują się w rzeczowe rozmowy, a nie będą próbować wykorzystać biuro w Katarze w celu propagowania swoich poglądów i rekrutowania kolejnych członków. Już tylko uznanie ich biura pociąga za sobą ryzyko podniesienia legitymacji ich ruchu.

Rząd afgański czuje się niekomfortowo w całym tym procesie. Jego przedstawiciele nie uczestniczyli w żadnych z ostatnich rozmów między rządami zachodnimi a Talibami. Wielu Afgańczyków obawia się, że Zachód po prostu szuka wymówki by wywinąć się z afgańskiego konfliktu poprzez osiągnięcie z Talibami jakiejś umowy pozwalającej zachować twarz, która odłożyłaby talibskie zwycięstwo na przyzwoity okres czasu, do opuszczenia kraju przez siły zagraniczne. Nie mając możliwości zapobieżenia odrębnemu pokojowi bądź innego rodzaju układowi za jego plecami, Karzai zdobył się tylko na wyrażenie cierpkiego poparcia dla rozmów talibsko-amerykańskich w Katarze jako pomagających w „wyeliminowaniu wymówek i działań obcokrajowców na rzecz kontynuacji wojny i rozlewu krwi w Afganistanie”.

Kolejnym problemem proceduralnym jest to, jak włączyć w rozmowy strony międzynarodowe. Jednym z powodów są obawy Karzai, że Talibowie chcą negocjować bezpośrednio ze Stanami Zjednoczonymi i innymi rządami zagranicznymi, a nie z rządem afgańskim. Taka procedura umocniłaby autorytet Talibów, a umniejszyłaby autorytet rządu Karzai.

Ponadto wyjaśnić należy rolę Pakistanu. Rząd pakistański może zawetować każde uregulowanie za pomocą wpływu jaki wywiera na afgańskich Talibów, którzy wykorzystują pakistańskie terytorium jako swoją główną bazę operacyjną. W przeszłości władze pakistańskie aresztowały członków afgańskich Talibów, którzy wydawali się być skłonnymi do negocjowania z rządem Kabulu w sposób niezależny, a nie kanałami zatwierdzonymi przez Pakistan. Decyzja Pakistanu o zbojkotowaniu konferencji w Bonn w grudniu 2011 roku w odwecie za natowski nalot na pakistańskich żołnierzy w dniu 26 grudnia faktycznie storpedowała to spotkanie.

Lecz nawet jeśli afgańscy Talibowie mieliby zerwać z Islamabadem, władze pakistańskie wciąż mogłyby posłużyć się bardziej radykalną siatką Haqqanich, która posiada znaczącą obecność we wschodnim Afganistanie i w północno-zachodnim Pakistanie i cieszy się patronatem kluczowych postaci w pakistańskim establishmencie bezpieczeństwa narodowego. Istotnie, członkowie siatki Haqqanich byli odpowiedzialni za niektóre z najkrwawszych incydentów w Afganistanie, w tym bezpośredni atak na ambasadę USA w Kabulu.

Formalne przeszkody dla ewentualnego porozumienia pokojowego są być może jeszcze większe. Każda z kluczowych stron poczyniła ważne, ale warunkowe ustępstwa aby umożliwić rozpoczęcie rozmów. Stany Zjednoczone zaakceptowały to, że rozmowy mogłyby się zacząć zanim Talibowie zobowiążą się zerwać z al-Qaidą, wyrzec się przemocy i dać zgodę na istniejącą, posttalibską konstytucję Afganistanu. Tymczasem Talibowie odeszli od swojego poprzedniego żądania, że formalne negocjacje pokojowe nie mogą się zacząć dopóki wszystkie zagraniczne siły wojskowe walczące w imieniu rządu Karzai nie opuszczą Afganistanu. Lecz obie strony wciąż obstają przy tym, że te postanowienia muszą ostatecznie zostać zawarte w warunkach każdego uregulowania pokojowego.

Rząd afgański i jego zagraniczni stronnicy żądają teraz by Talibowie wydali publiczną deklarację wyrzeczenia się terroryzmu międzynarodowego, oświadczenie wyrażające poparcie dla konstytucyjnej demokracji Afganistanu i zgodzili się przystąpić do formalnych rozmów pokojowych z rządem afgańskim. Ale nie ma pewności, czy rząd Talibów, wykazując większą powściągliwość niż przez zamachami z 11 września, zapobiegłby bądź w ogóle mógł zapobiec ponownemu ustanowieniu przez al-Qaidę baz w jakimś regionie Afganistanu pod jego kontrolą, czy też raczej pozwoliłby al-Qaidzie na ponowne przekształcenie Afganistanu w sanktuarium dla globalnych operacji terrorystycznych.

Niektórzy argumentują, że Talibowie, żądni powrotu do władzy, chcieliby pojednać się ze społecznością międzynarodową, lub przynajmniej zapobiec kolejnym zachodnim atakom militarnym, do których by doszło gdyby al-Qaida miała ponownie wykorzystywać afgańskie terytorium jako bazę dla operacji zewnętrznych. Przywództwo Talibów wydało oświadczenia mówiące, że jego cele polityczne są ograniczone tylko do Afganistanu i że nie ma ono zamiaru szkodzić żadnym innym państwom.

Lecz trudno jest sobie wyobrazić by Talibowie faktycznie użyli siły w celu uniemożliwienia ich sojusznikom z al-Qaidy ponownego ustanowienia obecności militarnej w Afganistanie i posłużenia się nowymi obozami do organizowania kolejnych ataków terrorystycznych w innych krajach. Amerykańskie plany utrzymania jednej lub więcej baz w Afganistanie zapewniłyby ponadto Talibom nieodparty i blisko położony cel dla ich ataków.

Nie wiadomo również, czy Talibowie rzeczywiście zaakceptowaliby obecną konstytucję Afganistanu, która została przyjęta po utracie władzy przez Talibów. Zawiera ona szereg zasad liberalno-demokratycznych, które wielu Talibów uważa za niestosowne, jeśli nie bluźniercze. Przywództwo Talibów złagodziło swoje formalne stanowisko w pewnych kwestiach i w niedawnej instrukcji poleciło swoim dowódcom polowym by zrobili to samo, ale taka polityka może wyglądać na taktyczne manewry obliczone na zmniejszenie afgańskiego oporu wobec ich powrotu do władzy.

Trudne będzie spełnienie żądania Talibów dotyczącego uwolnienia niektórych z ich byłych liderów przetrzymywanych teraz w amerykańskim więzieniu wojskowym w Zatoce Guantanamo na Kubie. Wśród postaci będących przedmiotem rozmów mogą znajdować się były talibski minister spraw wewnętrznych Mullah Khair Khowa, byli talibscy gubernatorzy Noorullah Noori i Khairullah Khairkhwa, były wiceminister obrony Mohammed Fazl, były dowódca armii Mullah Fazl Akhund, były wysoki urzędnik wywiadu Abdul Haq Wasiq i lider Talibów Mohammed Nabi.

Ale faktem pozostaje, że na przeszkodzie ewentualnemu układowi w tej materii stoi wiele problemów etycznych i taktycznych. Noori i Fazl są oskarżani o zabicie tysięcy afgańskich szyitów w latach 1998-2001 w swojej kampanii zmierzającej do stworzenia doskonałego emiratu sunnickiego. Wielu w Stanach Zjednoczonych nalegałoby natomiast by Talibowie w ramach ewentualnej wymiany uwolnili ich amerykańskiego jeńca – 25-letniego sierżanta Bowe Bergdahla, schwytanego w czerwcu 2009 roku. Tymczasem Karzai utrzymuje, że wszyscy afgańscy więźniowie zwalniani z Guantanamo muszą być przekazywani jego rządowi, a nie Katarowi bądź bezpośrednio Talibom. Przedstawiciele Talibów chcą też by Stany Zjednoczone działały na rzecz usunięcia ich nazwisk z „czarnych list” terrorystów międzynarodowych.

A tymczasem jak się okazało sporym wyzwaniem jest nawet zajmowanie się szeregowymi Talibami, którzy chcą zaprzestać walki. Według NATO prawie 3 tysiące talibskich bojowników wyrzekło się przemocy i ponownie zintegrowało się z cywilnym społeczeństwem Afganistanu korzystając z oferowanego przez rząd Afgańskiego Programu Pokoju i Reintegracji.

Talibscy dezerterzy mają otrzymywać ochronę, pracę, szkolenie zawodowe, mieszkanie i inne korzyści w zamian za złożenie swojej broni. Ale jak dotąd afgański rząd okazał się niezdolny do zapewnienia im tych korzyści. Afgańska Armia Narodowa nie jest wystarczająco silna by nakłonić wielu talibskich żołnierzy do przejścia na drugą stronę ani zagwarantować im bezpieczeństwa jeśli już to zrobią. Ponadto rządowe instytucje cywilne nie są w stanie zapewnić odpowiedniego legalnego zatrudnienia, czy też ukrócić pewnych plag społecznych, takie jak korupcja, które skłaniają ludzi do chwytania za broń w proteście.

Niektórym byłym bojownikom pozwolono na zaciągnięcie się do Afgańskiej Armii Narodowej, Policji Narodowej, czy nawet wspólnotowych milicji. Istnieje ryzyko, że ci bojownicy mogą ponownie przyłączyć się do Talibów po uzyskaniu finansowanego przez rząd szkolenia i broni. Z drugiej strony, milicje te mogą umocnić lokalnych watażków gdy ci doświadczeni bojownicy trafiają pod dowództwo regionalnych elit, które polegają na sile wyzyskując swoje społeczności lokalne.

Rząd afgański może i nie będzie w stanie zapobiec temu, że rozmowy w Katarze będą zasadniczo dialogiem między USA a Talibami, ale jego członkowie niezmiennie będą się domagać posiadania decydującego głosu w każdym ewentualnym porozumieniu o podziale władzy z Talibami. Taki układ mógłby przewidywać z jednej strony całościowy rząd koalicyjny, lub z drugiej strony bardziej ograniczony podział władzy na określonych obszarach geograficznych i funkcjonalnych (np. większa rola dla Talibów na terenach zdominowanych przez Pasztunów, ale ograniczony wpływ na politykę zagraniczną Afganistanu).

Patrząc bardziej ogólnie, wielu Afgańczyków skarży się, że mało dowiadują się o procesie pokojowym i obawiają się oni, że w końcu zostaną skonfrontowani z narzuconym im uregulowaniem wynegocjowanym wśród przywódców afgańskich i talibskich. Chcieliby mniej odgórnego, kierowanego przez elity procesu dzięki ustanowieniu pewnego mechanizmu, za pomocą którego tradycyjnie marginalizowane grupy mogłyby wyrażać swoje poglądy. Ci z Afgańczyków, którzy nie ufają Pakistanowi i NATO chcieliby także by większą rolę w procesie pokojowym miała ONZ.

Wielu przywódców Talibów uważa naturalnie, że muszą tylko dalej walczyć przez kilka kolejnych lat, dopóki zachodnia publika nie zmusi swoich rządów do wycofania sił z Afganistanu. Wówczas mogliby pójść śladem strategii północnowietnamskiej, tj. deklarowania akceptacji dla kompromisowego rozwiązania pokojowego w celu zapewnienia sobie wycofania wojsk zagranicznych, a potem wznowienia operacji ofensywnych przeciwko wciąż słabym afgańskim siłom bezpieczeństwa, które jak dotąd jeszcze nie zademonstrowały efektywności militarnej w znaczącym zakresie.

Tymczasem amerykańscy oficjele liczą na to, że katarskie biuro zostanie otworzone za kilka tygodni, a negocjacje rozpoczną się do czasu szczytu NATO w Chicago w maju tego roku. Kilku talibskich przywódców już zaczęło się przenosić do Kataru w oczekiwaniu, że wkrótce staną na czele biura. To, że zabierają ze sobą swoje rodziny sugeruje, że spodziewają się, iż proces negocjacyjny może potrwać przez jakiś czas.

 

Copyright The Diplomat.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://the-diplomat.com/2012/01/11/is-the-taliban-serious-about-talks/

 

Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Afganistan,problemy,Konflikt



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów