Rola nowoczesnych środków przekazu w polityce rządu kubańskiego
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Rola nowoczesnych środków przekazu w polityce rządu kubańskiego
Nina Podsiedlik 2012-02-09 22:49:22

Yoani Sanchez - opozycjonistka na Kubie, pod okiem wielkiego brata Castro gra na nosie całemu reżimowi prowadząc ideologiczną wojnę. Wbrew wszelkim logicznym przesłankom powinna być zlikwidowana, ale rozgłos jaki zdobyła dzięki swojej internetowej działalności nie pozwala władzy kubańskiej raz na zawsze zakneblować jej usta. Ciekawa rzecz, że jej mąż Reinaldo Escobar jest dziennikarzem, a raczej był, aktualnie naprawia windy, precyzując próbuje konserwować zabytki radzieckiej techniki. Jest bardzo znany na Kubie z jawnej krytyki reżimu braci Castro, trafiającej w czułe punkty władzy.

Policia cibernetico jest organem zajmującym się filtrowaniem informacji w sieci. W rzeczywistości śledzi pocztę elektroniczną obywateli, ogranicza wiadomości międzynarodowe, które mogłyby zagrozić podstawom reżimu kubańskiego, już ledwo chwiejącego się na spróchniałych nogach. Kubańska kilobajtowa cenzura najwyraźniej obawia się wirtualnej rzeczywistości i na wszelkie sposoby próbuje odsunąć obywatela od bieżących informacji poprzez chociażby wysokie ceny korzystania z internetu (w hotelach 1 godzina internetu kosztuje kilkanaście polskich złotych). Strony internetowe na Kubie są cenzurowane, rząd ogranicza dostęp do większości stron w sieci, nie pozwala na korzystanie z czatów, jednym słowem trzyma całkiem rzeczywistą łapę na wirtualnym świecie. Informacje ze świata przekręcane są przez maszynkę, z której wychodzi propagandowa papka, do której mieszkańcy chcąc nie chcąc muszą się przyzwyczaić. Właściwie to nic nowego, nauka trwa od kilkudziesięciu lat, powiększył się jedynie zasięg nośników w postaci środków masowego przekazu. Rodowici Kubańczycy nie mają prawa kupić domeny internetowej, którą mogliby umieścić na lokalnym serwerze, dotyczy to także domen na serwerach w innych krajach. Cyberprzestrzeń ograniczyła odległość do niewyobrażalnego minimum, dzięki czemu kraje nawet bardzo od siebie oddalone w jednej sekundzie tracą dystans. Nie wiemy co się dzieje dookoła nas, za przysłowiowym płotem sąsiada, ale natychmiast jesteśmy informowani co w tej chwili stało się w Chinach, Libii, albo na Kamczatce. Odległość w rzeczywistości jest odwrotnie proporcjonalna, czym dalej tym bliżej, a informacja dociera do człowieka z prędkością "naoliwionej błyskawicy".

Fidel Castro bardzo szybko zdał sobie sprawę, że media są najlepszym sposobem promocji. Budując swoją rewolucję i uprawiając partyzantkę w Sierra Maestra miał bardzo ograniczone możliwości komunikowania się ze światem. Niewielu wiedziało, że w ogóle żyje, a tym bardziej że prowadzi walkę przeciwko dyktatorowi Fulgencio Batista. W 1957 roku najpopularniejszymi środkami masowego przekazu były prasa i telewizja. Herbert Matthews był tym dziennikarzem The New York Times, który przeprowadził z Castro długi wywiad, czego owocem był cykl artykułów ukazujących przekłamany obraz życia partyzantów w Sierra Maestra. Fidel odegrał wraz z niewielką grupką ludzi od początku do końca wyreżyserowaną szopkę, z której jednoznacznie wynikało, że posiadał on duże zaplecze militarne i zgromadzone środki na walkę z dyktaturą. Doskonale zdawał sobie sprawę z siły przekazu medialnego, dzięki któremu szerokie grono dowiedziało się o jego działaniach i planach rewolucyjnych. Jak zresztą pokazują późniejsze losy El Comandante, korzystanie ze środków masowego przekazu stało się priorytetem w jego rządach. Bardzo chętnie udzielał wywiadów, pozwalał się fotografować, aż w końcu zdecydował się podłączyć Kubę do Internetu. Sieć stała się kolejnym narzędziem propagandy rządu kubańskiego.

Oficjalny rządowy dziennik Granma utworzony został w 1965 roku i aktualnie posiada także internetową wersję szczycącą się niezmiennie gigantycznie długimi przemowami Fidela oraz działem zajmującym się publikowaniem jego wspomnień oraz opinii związanych z aktualnymi wydarzeniami w tzw. Reflexiones de Fidel. Podobna sytuacja jest z kubańskim radio Rebelde istniejącym od lutego 1958 roku. Jego ojcem założycielem był słynny argentyński rewolucjonista i bohater kubański Ernesto Guevara, zwany Che. Rewolucyjna propaganda rozbrzmiewa więc już ponad pół wieku w kraju i za granicą. Jako nieśmiertelny nośnik rewolucji w dalszym ciągu jest bronią propagandy w rękach rządu kubańskiego. Radio Rebelde i dziennik Granma są rządowymi środkami przekazu na wyspie, całkowicie zależnymi od braci Castro.

Jak szumnie podawał dziennik Granma 26 kwietnia 2006 roku miała miejsce dziesiąta rocznica podłączenia Kuby do sieci internetowej. W momencie "zaaplikowania" internetu w 1996 roku na wyspie istniało 377 000 komputerów, więc na 100 mieszkańców przypadało nie więcej niż 4 urządzenia. Nowości obejmował program Nuevas Tecnologias de la Informacion (TIC).

Praktycznie legalnej opozycji na Kubie nie ma, dysydenci muszą opuszczać kraj, przebywać w więzieniach, albo "siedzieć cicho". Dzięki całkiem sporej ilości korespondentów zagranicznych przebywających na Kubie społeczność międzynarodowa ma możliwość dowiedzieć się więcej o bolączkach dnia codziennego nie tylko przeciętnego Kubańczyka, ale także usłyszeć głos dysydentów. Ograniczenia w korzystaniu z internetu na Kubie nie powstrzymały opozycji kubańskiej przed polityczną działalnością w sieci, główni dysydenci mają strony internetowe zakładane i prowadzone przez krewnych zamieszkujących inne kraje.

Liczna grupa emigrantów kubańskich, którzy osiedlili się głównie w Stanach Zjednoczonych stanowi amerykańską opozycję wobec braci Castro. Zrzeszają się w formalne i nieformalne organizacje, zakładają strony internetowe, prowadzą bardzo popularne blogi oraz śledzą aktualności swoich rodaków na wyspie. Wirtualna opozycja poza granicami Kuby to jedyna możliwość wypowiedzenia się krytycznie o kubańskim rządzie. Mawia się, że opozycja jest zawsze nastawiona na krytykę dlatego, że nie dzierży władzy; być może to prawda, ale najwięcej można dowiedzieć się właśnie od strony przeciwnej. W większym stopniu jest obiektywna, gdyż nie używa języka pochlebców, zwraca uwagę na problemy poprzez wytykanie błędów. Blisko 7% wszystkich emigrantów kubańskich mieszka w Hiszpanii i tam też znajduje się jedna z większych sił opozycyjnych. Walka z reżimem castrowskim jest widoczna w ilości stron poświęconych opozycji. Całkiem dużą rolę we wspieraniu dysydentów kubańskich pełni rząd hiszpański, który udziela azylu więźniom politycznym i pomocy walczącym o prawa człowieka na Kubie. Jak podaje hiszpański dziennik La Vanguardia z dnia 10 stycznia 2010 roku, w latach osiemdziesiątych z wyspy wyemigrowały 133 tysiące Kubańczyków, w dziewięćdziesiątych 159 tysięcy, a od 2000 do 2009 było ich już 260 tysięcy. Największą grupę emigrantów przyjęły Stany Zjednoczone, prawie 80%. Dzięki złagodzonym przepisom amerykańskim emigranci mogą przesyłać pieniądze członkom swoich rodzin oraz ich odwiedzać. Ustępstwa ze strony USA wydają się niewielkie, ale dla milionów Kubańczyków z wyspy jakikolwiek zastrzyk finansowy amerykańskich dolarów oraz możliwość spotkania się z bliskimi urastają do rangi dobra narodowego. Jak wiadomo, amerykańskie embargo trwa już ponad 50 lat, a może i przeciągnie się na kolejne tyle. Głosy co do zniesienia embargo są bardzo podzielone, ale to już całkiem inna bajka.

 

Nina Podsiedlik

 

FOTO: Flickr user Hector Alejandro


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów