Rosja przygotowuje się na długą batalię o Ukrainę
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Rosja przygotowuje się na długą batalię o Ukrainę
Victor Yasmann RFE/RL 2008-05-18 23:30:10
     Mimo nie przyznania Ukrainie i Gruzji Planów Działania na rzecz Członkostwa (MAP) przez NATO na szczycie w Bukareszcie, rosyjscy eksperci sądzą, że NATO zmierza do zaproszenia obu państw do siebie. Ukraina jest szczególnym powodem do obaw Moskwy.

     Prokremlowskie mass media w Rosji chwaliły niedawną decyzję NATO w Bukareszcie o odłożeniu przyznania Planów Działania na rzecz Członkostwa (MAP) Ukrainie i Gruzji, okrzykując ją zwycięstwem odchodzącego prezydenta Władimira Putina.
     Jednak wielu poważnych ekspertów w Rosji było mniej uradowanych. Wydają się oni postrzegać zastrzeżenia wyrażone przez Niemcy i Francję za tymczasowe przeszkody i sądzą, że NATO pozostaje zdecydowane zaprosić Kijów i Tbilisi do swojego stołu. Ukraina jest szczególnym powodem do obaw gdyż, jak głosi wyłaniająca się ideologia neonacjonalistyczna w Rosji, bez tego kraju Moskwa nie może przywrócić swojego statusu jako "centrum władzy w Eurazji". "Członkostwo Ukrainy w NATO oznacza śmierć dla Rosji", powiedział nacjonalistyczny wydawca Aleksandr Prochanow.
     Równocześnie rosyjska elita rządząca jest całkowicie świadoma znaczących interesów geoekonomicznych na Ukrainie, zwłaszcza z racji tego, że Ukraina i Białoruś są głównymi kanałami przesyłu rosyjskiego eksportu surowcowego do Europy Zachodniej. I na koniec, Putin ma osobisty udział w tej sprawie. Podczas Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie w 2004-05 Putin osobiście interweniował po stronie ówczesnego premiera Wiktora Janukowycza, którzy przewodził obozowi "antypomarańczowemu." Porażka tej nietaktownej interwencji została odebrana na całym świecie, również w Rosji i na Ukrainie, jako poważne fiasko polityki zagranicznej Moskwy. Doniesienia mediów w tym czasie wskazywały, że nieudane wysiłki na Ukrainie były koordynowane przez ówczesnego szefa sztabu Putina. Dmitrija Miedwiediewa.
     Rosyjscy analitycy dostrzegają, że poparcie dla ostatecznego członkostwa Ukrainy w NATO w Stanach Zjednoczonych nie jest ograniczone do administracji George'a W. Busha. Ma ono dwupartyjne wsparcie w obu izbach Kongresu USA i obie w tym roku przyjęły rezolucje poparcia. Rosyjskie media zauważają, że wszyscy pozostali kandydaci na prezydenta USA - senatorzy John McCain (Republikanin z Arizony), Hillary Clinton (Demokrata z Nowego Jorku) i Barak Obama (Demokrata z Illinois) popierają członkostwo w NATO dla Ukrainy i Gruzji. Obama był inicjatorem odpowiedniej rezolucji w Senacie. Dodatkowo dokument kończący szczyt NATO w Bukareszcie, zatwierdzony przez wszystkich członków NATO zarówno ze "starej" jak i "nowej" Europy, jasno stwierdza, że Ukraina i Gruzja powinny zostać członkami sojuszu.
     Rosyjscy eksperci również zauważają z obawą, że chociaż większość Ukraińców nadal sprzeciwia się członkostwu w NATO, ta większość topnieje. Prokremlowska agencja prasowa RosBalt w kwietniu opublikowała badania wskazujące, że odsetek Ukraińców aktywnie sprzeciwiających się członkostwu w NATO spadł z 70% do 35% w ostatnich 2 latach. Inne badania mówią, że 60% Ukraińców sprzeciwia się przystąpieniu do NATO, podczas gdy 40% opowiada się za członkostwem.
     Ponadto rząd ukraiński stara się dalej odwracać te proporcje. Prezydent Wiktor Juszczenko powiedział niedawno niemieckiej telewizji ZDF, że uważa, iż wspomniane odsetki mogą ulec odwróceniu w ciągu 2 lat. Przekonanie Juszczenki ma mocne podstawy, gdyż elita polityczna kraju -- z wyjątkiem partii lewicowych -- jest solidnie pronatowska a ukraińskie media -- które w przeciwieństwie do Rosji są autentycznie niezależne -- szeroko popierają członkostwo.
     Obserwatorzy w Moskwie wyrażają także obawy, że tradycyjnie prorosyjskie elementy na Ukrainie zostały zantagonizowane ostatnimi wojnami gazowymi i różnymi innymi niezręcznymi działaniami zainicjowanymi przez Moskwę. W październiku na przykład prokremlowski Eurazjatycki Ruch Młodzieży (ESM) przekroczył granicę Ukrainy i zdewastował symbole państwowe na szczycie najwyższej góry kraju. Protest ten oburzył ukraińskie władze i opinię publiczną, zwłaszcza po doniesieniach prasowych sugerujących, że pomysłodawcą akcji był lider Międzynarodowego Ruchu Eurazjatyckiego Aleksandr Dugin; ESM jest częścią tej organizacji Dugina. W rezultacie skandalu Putin zdymisjonował Modesta Kolerowa, szefa departamentu administracji prezydenckiej zajmującego się stosunkami z państwami Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP), który zwerbował Dugina jako doradcę.
     Prokremlowscy propagandziści również kładą nacisk na "zagrożenie militarne" ze strony sojuszu, nawet mimo tego, że niektórzy czołowi rosyjscy przedstawiciele wojskowi są sceptyczni co do takiego zagrożenia. Przykładowo pierwszy wicepremier i były minister obrony Siergiej Iwanow powiedział w kwietniu 2007 roku, że Rosja nie stoi w obliczu zagrożenia militarnego na swojej zachodniej granicy, mówiąc że rzeczywiste potencjalne niebezpieczeństwo leży na Dalekim Wschodzie i w regionie Pacyfiku.
     "Prawdą jest", powiedział Iwanow, "że mamy NATO [na zachodzie], ale mamy z nim akceptowalne stosunki i ustanowiono system traktatów i mechanizmów." Ta ocena, sformułowana podczas przemówienia we Władywostoku, prawie nie została zauważona przez centralne mass media. W rezultacie znaczący segment rosyjskiej opinii publicznej jest przekonany, że zachodni sojusz stanowi zagrożenie militarne dla Rosji.
     Tymczasem wojna na słowa jest kontynuowana. Dyrektor Instytutu WNP Konstantin Zatulin debatował z Anatolijem Hrycenko, przewodniczącym Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Rady Wierchownej [ukraińskiego parlamentu - przyp. SM] ostatnio w NTV.
     Hrycenko przedstawił płomienną obronę pronatowskiego stanowiska. "Najbogatsi ludzie zarówno w Rosji jak i na Ukrainie dawno temu podjęli decyzję na korzyść NATO", powiedział Hrycenko. "Ich dzieci studiują na uniwersytetach w [państwach] NATO. Kupują nieruchomości i jachty w NATO. Wysyłają żony, by rodziły w państwach NATO. Kupują kluby piłkarskie w państwach NATO. Czy myślicie, że obywatele Rosji są głupi? Jeśli nie, to wy jesteście. Jak długo będziecie narzucać im stereotypy radzieckiej propagandy?"
     Niezdolny do logicznej odpowiedzi, Zatulin zwyczajnie oskarżył Hrycenkę i Ukrainę o "zdradę." Generalnie rosyjskie media mocno uderzyły w nutę "zdrady" Ukrainy w dniach wokół szczytu w Bukareszcie.
     Odmawiając MAP Ukrainie i Gruzji NATO wyjaśniło, że krok ten jest nieuzasadniony z powodu "nieprzychylnej opinii publicznej [w obu państwach] i nierozwiązanych konfliktów etnicznych." Ponieważ Moskwa czuje, że może zrobić niewiele, by odwrócić obecny trend ewolucji opinii publicznej na Ukrainie, analitycy polityczni przyglądają się tej drugiej kwestii. Kremlin z powodzeniem manipuluje "nierozwiązanymi konfliktami etnicznymi" w Abchazji, Osetii Południowej i Kosowie na użytek swoich interesów geopolitycznych.
     W artykule w "Izwiestii" z 31 marca burmistrz Moskwy Jurij Łużkow, który jest liderem prokremlowskiej partii Jedna Rosja, wezwał Moskwę do nie przedłużenia traktatu przyjaźni, współpracy i partnerstwa z Ukrainą z 1999 roku. Dokument ten wygasa 1 kwietnia 2009 roku. Traktat ów określa status graniczny Półwyspu Krymskiego i prawo rosyjskiej Floty Czarnomorskiej do użytkowania jej bazy w Sewastopolu. Łużkow argumentował, że wycofanie się z traktatu pozwoliłoby Rosji wznowić roszczenia terytorialne do Krymu, który ma rosyjską większość i był częścią Rosyjskiej Federalnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (RSFSR) w okresie radzieckim. W dzień po ukazaniu się artykułu Łużkowa niektórzy z deputowanych do Dumy wyrazili podobne argumenty na posiedzeniach w kwestii możliwego członkostwa Ukrainy w NATO.
     7 kwietnia "Kommersant" doniósł, że Putin zakwestionował prawo Ukrainy do istnienia podczas zamkniętego spotkania Rady Rosja-NATO w Bukareszcie. Powołując się na niezidentyfikowane źródło w NATO, dziennik podał, że Putin powiedział swoim odpowiednikom, że w celu zapobieżenia przyłączeniu się Ukrainy do sojuszu Rosja jest gotowa wysunąć roszczenia do wschodnich i południowych części tego kraju. "Ukraina przestanie egzystować jako państwo", Putin powiedział rzekomo.
     Reakcja Ukrainy na ten raport była zaskakująco stonowana. Przewodniczący Rady Wierchownej Arsenij Jaceniuk powiedział dziennikarzom w Moskwie, że nie uważa takich gróźb za "realistyczne", dodając że pomysł podziału Ukrainy jest "iluzoryczny." Faktycznie Jaceniuk ma powody do optymizmu. Ukraińska publika i elity polityczne są zjednoczone w sprzeciwie wobec jakichkolwiek podziałów. Nawet promoskiewska Partia Regionów i prorosyjscy oligarchowie ze wschodniej Ukrainy nie wykazują apetytu na podział kraju. Być może co ważniejsze, podzielona Ukraina nie zaspokoiłaby interesów ekonomicznych Rosji, gdyż nawet pozostała zachodnia część byłaby w stanie zakłócić przepływ rosyjskiego eksportu energii do Europy Zachodniej.
     Nie oznacza to, że Rosja przestanie grać tą kartą. Władimir Batiuk, ekspert w Instytucie USA i Kanady, powiedział że celem Kremla jest podzielić sojusz tak głęboko jak to możliwe w kwestii dalszej ekspansji na wschód, a nie wchłonięcie ukraińskiego terytorium. W rzeczywistości, dodał Batiuk, Kreml nie chce zbyt dalekiego osłabienia sojuszu, nie mówiąc o jego dezintegracji: "Jeśli NATO rozpadnie się lub zostanie pokonane w Afganistanie, wówczas Rosja ponownie stanie w obliczu zagrożenia ze strony Talibów, tak jak to było 8 lat temu."

Copyright (c) 2007. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.net/featuresarticle/2008/4/051CB892-4038-4B7E-B45E-1253C6F68F12.html


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów