Podczas ostatniej podróży do Europy prezydent USA George W. Bush apelował o większe wsparcie dla kampanii w Afganistanie. Jednak deklarowany przez Europę poziom poparcia wydaje się być niewystarczający by pozwolić rządowi afgańskiemu na konsolidację kontroli nad krajem.
Jednym z głównych celów podróży prezydenta USA George’a W. Busha do Europy w zeszłym tygodniu było zdobycie dodatkowego poparcia międzynarodowego w wojnie w Afganistanie. Mimo że rządy europejskie generalnie potwierdziły, a w kilku przypadkach ogłosiły drobne zwiększenie swojego militarnego i ekonomicznego zaangażowania po stronie oblężonego afgańskiego rządu
Hamida Karzai, który wciąż jest uwikłany w przewlekłą walkę partyzancką z Talibami, ich deklarowany poziom poparcia wydaje się być niewystarczający by pozwolić rządowi afgańskiemu na konsolidację kontroli nad krajem.
Członkowie
Międzynarodowych Sił Wspierania Bezpieczeństwa (ISAF) dalej potwierdzają swoje zaangażowanie w misję stabilizacyjną w Afganistanie, jednocześnie spierając się o podział obowiązków. ISAF obecnie ma ponad 53 tysiące personelu z 40 państw, w tym wszystkich 26 członków NATO. Dodatkowe 19 tysięcy żołnierzy amerykańskich służy pod oddzielnym dowództwem amerykańskim, zaś armia Afganistanu aktualnie liczy około 50 tysięcy względnie przygotowanych do walki żołnierzy. Mimo to dowódcy ISAF wciąż skarżą się na niedobory w kluczowych obszarach misji oraz na ograniczenia („zastrzeżenia”), które rządy narodowe nakładają na to, gdzie ich kontyngenty wojsk mogą służyć i pod jakimi warunkami.
NATO formalnie sprawuje kierownictwo nad operacjami militarnymi ISAF od 2006 roku. Pomimo powtarzających się apeli przywódców politycznych i wojskowych NATO, wiele rządów narodowych odmawia zezwolenia swojemu personelowi na działalność w najbardziej niebezpiecznych częściach Afganistanu, za wyjątkiem sytuacji nadzwyczajnych. Ograniczenia te często odzwierciedlają wewnętrzne warunki polityczne w państwie dostarczającym wojsk, gdzie parlamenty określają warunki przed autoryzacją rozmieszczenia wojsk. Jakiekolwiek są przyczyny, niewystarczające ilości wojsk, nadmierne ograniczenia w ich wykorzystaniu oraz powtarzające się próby zrzucania odpowiedzialności zamiast autentycznego podziału obowiązków osłabiły wiarygodność NATO jako najbardziej efektywnego międzynarodowego sojuszu bezpieczeństwa w Eurazji.
Przez kilka lat prezydent Bush i inni przedstawiciele amerykańscy próbowali różnych taktyk by wywołać większe europejskie wsparcie dla sprawy afgańskiej. Przytaczali imperatyw podtrzymania solidarności sojuszniczej, ostrzegając że porażka NATO w wojnie w Afganistanie, albo toczenie jej w sposób powodujący poniesienie przez niektóre państwa nierównomiernych obowiązków militarnych, poddałyby w wątpliwość zdolność sojuszu do podołania postzimnowojennym wyzwaniom dla bezpieczeństwa. Przedstawiciele USA odwoływali się też bezpośrednio do interesów sceptycznej publiki europejskiej, która często przejawia większe obawy o rodzimy terroryzm niż o wojnę w odległym Afganistanie, podkreślając to, jak terrorystyczne sanktuarium w Afganistanie zwiększyłoby zagrożenie inspirowaną przez islamistów przemocą w Europie.
I wreszcie Amerykanie starali się przewodzić dając przykład – wysyłając tysiące dodatkowych amerykańskich sił militarnych do Afganistanu w ostatnich miesiącach. Najnowsze wsparcie – 3,2 tysiąca marines wysłanych głównie do południowego Afganistanu – przewidziane jest do wycofania w listopadzie. Ponieważ jakakolwiek decyzja odnośnie wysłania kolejnych wojsk będzie musiała zaczekać na nową administrację USA, która obejmie urząd w styczniu, planiści NATO desperacko poszukują substytutów.
Premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown powitał Busha w Londynie wiadomością, że Zjednoczone Królestwo zobowiąże się wysłać 200 dodatkowych żołnierzy do Afganistanu, podnosząc całkowity wkład brytyjski w ISAF do rekordowej ilości ponad 8 tysięcy. W Paryżu przedstawiciele Francji potwierdzili swój zamiar wysłania 700 dodatkowych żołnierzy do wschodniego Afganistanu, co pozwoliłoby przesunąć więcej wojsk amerykańskich na południe, do regionów aktualnie najbardziej zagrożonych. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy podkreślił, że jego kraj „podtrzyma swoje zaangażowanie w Afganistanie tak długo jak będzie to konieczne by zwyciężyć.” Pomimo tych nowych obietnic dowódcy wojskowi NATO wciąż potrzebują dodatkowych 5 tysięcy żołnierzy by spełnić określone wcześniej wymagania co do personelu.
Równoległe starania amerykańskie o wygenerowanie dodatkowej zagranicznej pomocy gospodarczej dla Afganistanu przyniosły jedynie ograniczone powodzenie. 12 czerwca w Paryżu odbyła się duża międzynarodowa konferencja pomocowa. Przedstawiciele ponad 80 państw i organizacji międzynarodowych obiecali ponad 21 miliardów dolarów na zapewnienie Afgańczykom większej ilości miejsc pracy, lepszych usług publicznych i mniejszej ilości przemytników narkotykowych. Szefowa delegacji amerykańskiej Laura Bush ogłosiła zobowiązanie Waszyngtonu do przeznaczenia 10,2 miliarda dolarów w ciągu kolejnych 2 lat.
Chociaż wyraził wdzięczność za wsparcie, Karzai miał nadzieję na uzyskanie jeszcze większych obietnic, ponieważ koszt nowego rządowego 5-letniego planu rozwojowego,
Narodowej Strategii Rozwoju Afganistanu, przedstawionej na konferencji, jest szacowany na 50 miliardów dolarów. Strategia zmierza do uczynienia Afganistanu mniej zależnym od wsparcia międzynarodowego w takich obszarach jak rolnictwo, energia i operacje militarne. Ponieważ wiele obietnic wydaje się być po prostu istniejącymi bądź już ogłoszonymi programami pomocowymi w nowym opakowaniu, dokładna wielkość niedoboru nie jest jasna, ale wygląda na dużą.
Oprócz większego finansowania przedstawiciele Afganistanu chcą też, by społeczność międzynarodowa uprościła skomplikowaną sieć agencji pomocowych i programów związanych z Afganistanem, jak też przekazywała więcej pomocy za pośrednictwem rządu, aby zwiększyć jego zdolności administracyjne i pomóc w zdobyciu uznania za osiągnięcia socjoekonomiczne.
Jednym z powodów, dla których Karzai jest bardzo zainteresowany zdobyciem dodatkowych wojsk i funduszy jest to, że musi uzyskać reelekcję. Chociaż
badania opinii publicznej pokazują, że Afgańczycy generalnie popierają jego rząd i pozostają optymistami co do przyszłości ich kraju, respondenci wyrażają również niezadowolenie z kiepskich możliwości zdobycia pracy, wszechobecnej korupcji urzędowej, ograniczonych usług publicznych, przestępczości, jak też innych zagrożeń dla bezpieczeństwa publicznego. Te słabe punkty stwarzają Talibom okazję do ustanowienia równoległej administracji publicznej na szczeblu lokalnym jak też okazję dla możliwych konkurentów do urzędu prezydenta.
Richard Weitz jest starszym adiunktem w Hudson Institute oraz redaktorem World Politics Review.
Copyright
World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/article.aspx?id=2332
Opis konfliktu w Afganistanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj_start.php?xkraj_stos=Konflikt&kraj=Afganistan&typ=problemy