Igrzyska Olimpijskie w Pekinie mają zaprezentować światu nowe oblicze Chin: państwa potężnego, nowoczesnego i przyjaźnie nastawionego do świata. Ostatnie miesiące dostarczają licznych dowodów, że w rzeczywistości Chiny już znajdują się w nielicznym gronie najbardziej wpływowych mocarstw.
Pekin 2008 roku to bezsprzecznie impreza, w której zaangażowanie i oczekiwania narodu państwa-gospodarza przewyższają wszystkie poprzednie Igrzyska Olimpijskie. Uważa się, że organizacja największej na świecie imprezy sportowej, wymagającej pieczołowitych i kosztownych przygotowań, to swego rodzaju klamra zamykająca okres wielu dekad upokorzeń, na czele z częściową okupacją japońską po 1937 roku, oraz rozpoczynająca nowe stulecie, w którym wedle wszelkich prognoz Chiny mają odgrywać coraz bardziej prominentną rolę. Jak mówi Susan Brownell, amerykańska profesor antropologii i autorka wydanej na początku roku książki „Beijing’s Games: What the Olympic Mean to China”, Igrzyska „są kolektywnym odkupieniem za narodowe cierpienie minionego stulecia.”
[1] To symboliczne znaczenie wzmacnia jeszcze bardziej fakt, że w Chinach pierwsza połowa 2008 roku stała pod znakiem tragedii i zamętu: poczynając od niespotykanych w historii burz śnieżnych, przez krwawe rozruchy w Tybecie w marcu, po katastrofalne trzęsienie ziemi w prowincji Sichuan w maju. Sierpień 2008 roku w świadomości chińskiej jawi się więc jako początek nowej ery, w której prestiż coraz potężniejszego państwa chińskiego i szacunek dla coraz zamożniejszego narodu chińskiego będą niepodważalne.
Rok 2008 już dostarczył wielu dowodów na to, że międzynarodowa rola Chin nieustannie rośnie. Najludniejsze państwo świata nadal notuje dwucyfrowy wzrost gospodarczy, którego rozwinięte gospodarki mogą Chinom jedynie pozazdrościć. Według najbardziej optymistycznych prognoz, jakie ostatnio zaprezentował instytut Carnegie Endowment for International Peace
[2] , rosnące w coraz większym stopniu dzięki popytowi wewnętrznemu Chiny mają szansę utrzymać bliskie 10% tempo wzrostu gospodarczego przez kolejne dekady i już w 2035 roku doścignąć gospodarkę amerykańską, a w 2050 roku przewyższyć ją dwukrotnie, w czym nie przeszkodzą takie problemy jak korupcja, problemy ekologiczne, nierówności i niepokoje społeczne czy niewystarczająco szybkie reformy polityczne.
Rosnąca potęga gospodarcza przekłada się na większą asertywność Chin w czołowych instytucjach międzynarodowych. W lipcowych negocjacjach na temat liberalizacji handlu międzynarodowego w ramach Rundy Doha Światowej Organizacji Handlu (WTO) Chiny wraz z Indiami odegrały najbardziej prominentną rolę w obozie państw rozwijających się, twardo domagając się środków ochronnych dla rolników w postaci możliwości podniesienia ceł w reakcji na nagły wzrost importu towarów żywnościowych. W związku z niespotykaną wcześniej i zaskakującą dla Zachodu agresywną obroną własnych interesów przez Chiny i Indie negocjacje te załamały się. Kolejnym przykładem jest zdominowany przez kwestię globalnych zmian klimatycznych szczyt Grupy G-8 w japońskim Toyako w lipcu tego roku. Gdy przywódcy G-8 wydali oświadczenie wyrażające poparcie redukcji emisji gazów cieplarnianych na świecie o połowę do 2050 roku, ale pod warunkiem przyjęcia takiego zobowiązania przez państwa rozwijające się, obecni w Toyako przywódcy czołowych 5 gospodarek rozwijających się (tzw. Grupa G-5, czyli Brazylia, Chiny, Indie, Meksyk, RPA) za namową Chin w natychmiastowym kontroświadczeniu zaapelowali do G-8 o aktywniejszą walkę ze zmianami klimatycznymi poprzez zobowiązanie się do 80-95-procentowej redukcji emisji gazów cieplarnianych do 2050 roku i wyznaczenia celu pośredniego w wysokości 25-40% poziomu emisji z 1990 roku.
Nie oznacza to bynajmniej, że nowa asertywność Chin ma charakter wyłącznie obstrukcyjny. Chiny zwiększają swoje zaangażowanie w operacjach pokojowych ONZ i już 2 lata temu ogłosiły się najaktywniejszym ich uczestnikiem wśród mocarstw mających stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ
[3]. Od tej pory udział Chin w operacjach pokojowych stopniowo rośnie, a w szczególności istotny jest wkład w hybrydową misję ONZ i Unii Afrykańskiej (UNAMID) w prowincji Darfur w Sudanie – w lipcu tego roku chiński kontyngent osiągnął tam liczebność 315 osób. Aktualnie żołnierze chińscy uczestniczą w 6 z 7 operacjach pokojowych ONZ w Afryce (chiński generał Zhao Jingmin dowodzi obecnie misją MINURSO w Saharze Zachodniej), a także m.in. w misjach pokojowych na Haiti i w Libanie.
Chiny osiągnęły ostatnio poważne sukcesy w poszerzaniu kręgu przyjaznych państw, zwłaszcza we własnym regionie. Dokonano przełomu w stosunkach z Japonią i Tajwanem, przez wiele poprzednich lat układających się bardzo źle. Doszło do takich symbolicznych wydarzeń jak pierwsza w historii wizyta szefa tajwańskiej partii rządzącej w maju tego roku czy absolutnie bezprecedensowa w okresie powojennym i nie do pomyślenia jeszcze dwa lata temu wizyta japońskiego okrętu w chińskim porcie w czerwcu tego roku. W wymiarze praktycznym na początku lipca Tajwan i ChRL zainaugurowały pierwsze regularne połączenia lotnicze, a dla Japonii Chiny (już liczone bez Hongkongu) stały się ostatnio pierwszym partnerem handlowym a nawet pierwszym źródłem turystów zagranicznych. Chiny prowadzą też ofensywę dyplomatyczną w innych regionach świata, budując więzi z Afryką (w listopadzie 2006 roku odbył się inauguracyjny szczyt Chiny-Afryka), Ameryką Łacińską i światem arabskim.
Chiny dysponujące tak szerokim gronem przyjaciół i partnerów biznesowych są państwem, o którego względy warto zabiegać i które bardzo ciężko jest poddać skutecznej presji zewnętrznej, co widać na przykładzie okresu przedolimpijskiego, w którym teoretycznie Chiny powinny być na takie naciski wyjątkowo podatne. Konfrontacyjna polityka wobec Chin stała się anachronizmem, którego już nikt nie uprawia. Bardzo wymowna jest tu ewolucja polityki USA wobec Chin za administracji George’a W. Busha, która rozpoczęła się od retoryki o „strategicznym rywalu” (w odróżnieniu od używanego przez prezydenta Clintona określenia „strategiczny partner”) i zaogniającej stosunki kolizji amerykańskiego samolotu szpiegowskiego z chińskim samolotem myśliwskim, ale szybko została złagodzona po zamachach z 11 września 2001 roku, po których poparcie Chin w kampanii antyterrorystycznej stało się nieodzowne. Obecnie Chiny to dla USA bezcenny partner polityczny, bez udziału którego trudno o postęp w kluczowych dla bezpieczeństwa USA kwestiach programów nuklearnych Iranu i Korei Północnej. W Pekinie Bush będzie pierwszym prezydentem, który weźmie udział w Igrzyskach Olimpijskich odbywających się poza granicami USA, a w dniu otwarcia imprezy 8 sierpnia otworzy kolosalną nową ambasadę USA, obrazującą jak bardzo ostatnio rozwinęły się stosunki chińsko-amerykańskie.
Na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie Chiny wystawią swoją największą w historii reprezentację złożoną z 639 sportowców. Według ekspertów ta rekordowo liczna ekipa może dokonać sportowego przełomu: renomowany magazyn „Sports Illustrated” ocenił, że Chiny, które swoje pierwsze złoto wywalczyły dopiero na Igrzyskach w Los Angeles w 1984 roku, w Pekinie po raz pierwszy w historii zdobędą największą ilość złotych medali – 49, o 4 więcej niż USA
[4]. Mimo że „Sports Illustrated” przewiduje utrzymanie przez USA prymatu w całkowitej liczbie medali (121 dla USA, 102 dla Chin), zwycięstwo Chin w klasyfikacji złotych medali stanowiłoby odwrócenie proporcji z poprzednich Igrzysk Olimpijskich w Atenach w 2004 roku, kiedy Chiny zdobyły o 4 mniej złote krążki niż USA (32 do 36), i niewątpliwie zostałoby odebrane przez wielu jako symboliczna zmiana w równowadze sił między mocarstwami, zwiastująca zepchnięcie USA przez ChRL z dominującej pozycji w światowej gospodarce i polityce.
Jak mówi sondaż Pew Global Attitudes opublikowany w czerwcu tego roku w państwach takich jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Australia czy Hiszpania około połowa ludności sądzi, że Chiny zastąpią USA w roli supermocarstwa
[5]. Czy więc detronizacja USA jest tuż tuż? Na to jednak trzeba chyba będzie poczekać, a to dlatego, że Chiny znajdują się daleko w tyle za USA pod względem tzw. „soft power” – zdolności do bezpośredniego wpływania na inne państwa środkami niemilitarnymi, takimi jak dyplomacja, kultura czy edukacja. Jak dowodzi niedawny raport Chicago Council on Global Affairs i East Asia Institute z Korei Południowej
[6], w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej w zbiorczej kategorii „soft power” Chiny plasują się nie tylko daleko za USA, ale w części państw nawet za Japonią i Koreą Południową. Chiny są w równym stopniu podziwiane jak i uważane za zagrożenie – we wszystkich państwach Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej co najmniej połowa ludności wyraża przynajmniej „pewne obawy”, że Chiny mogą stać się zagrożeniem militarnym w przyszłości. Wnioski te potwierdza badanie Pew Global Attitudes, które dodatkowo wskazuje na wyraźny spadek pozytywnych opinii o Chinach na świecie (np. we Francji w ciągu roku z 47% na zaledwie 28%) i na percepcję, że chiński wpływ na inne kraje ma negatywny charakter. Chiny mogą niedługo wyprzedzić USA pod względem potęgi ekonomicznej, ale ich ogólna atrakcyjność jest nieporównanie mniejsza niż USA. Wydaje się więc, że chińska wizja „pokojowego wzrostu” ich kraju na arenie międzynarodowej wymaga jeszcze wielu lat promocji.
[1] Beijing Olympics: China casts off a century of shame, Richard Spencer, The Telegraph, 2 sierpnia 2008,
http://www.telegraph.co.uk/sport/othersports/olympics/2486937/Beijing-Olympics-China-casts-off-a-century-of-shame.html
[2] http://www.carnegieendowment.org/files/pb61_keidel_final.pdf
[3] China the largest UNSC contributor to peacekeeping missions, 28 września 2006,
http://www.gov.cn/misc/2006-09/28/content_401811.htm
[4] http://vault.sportsillustrated.cnn.com/vault/article/magazine/MAG1142312/index.htm
[5] http://pewglobal.org/reports/pdf/260.pdf
[6] http://www.thechicagocouncil.org/dynamic_page.php?id=75