Wojna gruzińsko-rosyjska wprowadziła niepewność do stosunków między Turcją a Rosją, w ostatnich latach przeżywających burzliwy rozwój.
Jednym z efektów ubocznych wojny między Gruzją a Rosją są tarcia jakich od dłuższego czasu nie notowano na linii Ankara-Moskwa. Turcja i Rosja to tradycyjnie rywale o wpływy na Kaukazie i Bałkanach, ale od około 5 lat stosunki turecko-rosyjskie przeżywały prawdziwy rozkwit, zwłaszcza w dziedzinie handlu. W tej chwili Rosja i Turcja stanęły jednak na krawędzi wojny handlowej, wynikającej niemal na pewno ze stanowiska Turcji wobec konfliktu gruzińskiego.
Od końca sierpnia tureccy eksporterzy są poddawani przez Rosję rygorystycznym przepisom importowym, przejawiającymi się w skrupulatnym sprawdzaniu wszystkich tureckich ciężarówek wjeżdżających do Rosji, co powoduje rosnące kolejki na rosyjskich przejściach granicznych i znacząco utrudnia prowadzenie wymiany. Moskwa oficjalnie utrzymuje, że sytuacja ta wynika z wprowadzenia nowego prawa celnego, ale powszechnie przypuszcza się, że prawdziwym powodem jest zezwolenie przez Turcję na wpłynięcie na Morze Czarne 2 amerykańskich okrętów wojennych, USS McFaul i USS Dallas. Podczas gdy deklarowanym powodem ich obecności na Morzu Czarnym było dostarczenie Gruzji pomocy humanitarnej, władze rosyjskie, w tym prezydent Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie dla BBC 26 sierpnia, wysunęły zarzut, że faktycznie do Gruzji sprowadzana jest broń. Ankara twierdzi, że wpuszczenie amerykańskich okrętów pozostaje w zgodzie z postanowieniami konwencji z Montreux z 1936 roku, określającej zasady ruchu morskiego przez cieśniny Bosfor i Dardanele i przewidującą m.in. że jednostki należące do państw nie mających dostępu do Morza Czarnego mogą przebywać na tym akwenie na czas do 21 dni.
Tureckie ministerstwo handlu oceniło pod koniec sierpnia, że utrudnienia w wymianie z Rosją mogą kosztować tureckich eksporterów nawet 3 miliardy dolarów jeśli spór nie zostanie szybko zażegnany. Przedstawiciele tureckich władz zaczęli wówczas odwoływać się do zasady wzajemności w stosunkach międzynarodowych, np. minister sprawiedliwości Mehmet Ali Sehin powiedział 30 sierpnia, że „jeśli jakiś kraj zachowuje się niesprawiedliwie w stosunku do nas, mamy prawo nałożyć podobne sankcje przeciw temu krajowi.”
[1] Dzień wcześniej minister handlu zagranicznego Kursad Tuzmen zapowiedział wprowadzenie od 1 września identycznych restrykcji w stosunku do towarów rosyjskich wwożonych do Turcji
[2].
Do tureckich retorsji jednak nie doszło – władze w Ankarze uznały, że wojna handlowa z najważniejszym obecnie partnerem gospodarczym (w tym roku wartość wymiany ma sięgnąć 38 miliardów dolarów) byłaby kontrproduktywna. Jak powiedział 30 sierpnia premier Turcji Recep Tayyip Erdogan „stosunki z Federacją Rosyjską faktycznie wykroczyły poza specjalne (...) Rosja jest naszym partnerem handlowym numer 1 i wyszła na pierwsze miejsce w turystyce (...) Uzyskujemy od nich 2/3 naszych potrzeb energetycznych (...) Nie możemy tego zignorować.”
[3] Po zrezygnowaniu przez Turcję z wprowadzenia kroków odwetowych 2 września wizytę poświęconą głównie rozwiązaniu sporu handlowego złożył szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.
Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, że „strategiczne położenie” Turcji przestało być jednoznaczną zaletą jak to było w okresie Zimnej Wojny
[4] – dziś Turcja jest bardzo blisko powiązana z wieloma państwami regionu, często mającymi rozbieżne interesy, i nie może pozwolić sobie na alienację żadnego z tych partnerów. Rosja jest dla Turcji najważniejszym partnerem handlowym, ale Gruzja jest wcale nie mniej istotna, gdyż uczestniczy w dwóch kluczowych inwestycjach energetycznych: rurociągu naftowym Baku-Tbilisi-Ceyhan oraz rurociągu gazowym Baku-Tbilisi-Erzurum. Stąd w konflikcie gruzińsko-rosyjskim Turcja starała się zajmować wyważone stanowisko: od początku akcentowała konieczność poszanowania integralności terytorialnej Gruzji, ale też nie potępiła rosyjskiej interwencji militarnej przeciw Gruzji i utrzymywała kontakt dyplomatyczny z oboma stronami konfliktu – premier Erdogan odwiedził w połowie sierpnia zarówno Moskwę jak i Tbilisi.
Dyplomatyczną odpowiedzią Turcji na kryzys w Gruzji była propozycja Kaukaskiej Platformy Stabilności i Współpracy, która skupiając Turcję, Rosję, Armenię, Azerbejdżan i Gruzję miałaby przyczyniać się do łagodzenia napięć. Pomimo że perspektywy realizacji tej inicjatywy uważane są za raczej niewielkie (w szczególności Gruzja żąda uprzedniego wycofania się wojsk rosyjskich z jej terytorium, problemem może być też nieobecność Iranu w proponowanym pakcie) to jednak już przynosi ona Turcji konkretne korzyści – pozytywnie do tureckiej propozycji odniosła się Armenia, z którą Ankara nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych, głównie z powodu kwestii konfliktu w Nagornym Karabachu oraz klasyfikacji śmierci 1,5 miliona Ormian w Imperium Ottomańskim podczas I Wojny Światowej, co Armenia określa ludobójstwem. Prezydent Armenii Serż Sarksjan zaprosił prezydenta Turcji Abdullaha Gula do złożenia bezprecedensowej wizyty w dniu 6 września, kiedy w Erewaniu odbędzie się mecz piłkarskich reprezentacji Armenii i Turcji w eliminacjach do Mistrzostw Świata w RPA w 2010 roku. 3 września biuro prezydenta Gula potwierdziło przyjęcie zaproszenia do Erewania.
[1] Principle of reciprocity exists in Turk-Russia relations, Hurriyet, 30 sierpnia 2008,
http://www.hurriyet.com.tr/english/domestic/9783394.asp?scr=1
[2] Turkey to launch action plan Sept. 1 on Russian efforts to curb trade, Hurriyet, 29 sierpnia 2008,
http://www.hurriyet.com.tr/english/finance/9776987.asp?scr=1
[3] Turkey cannot afford disruption in ties with Russia, says Erdo?an, Turkish Daily News, 31 sierpnia 2008,
http://www.turkishdailynews.com.tr/article.php?enewsid=114109
[4] Turkey's location, a blessing or a curse?, Turkish Daily News, 28 sierpnia 2008,
http://www.turkishdailynews.com.tr/article.php?enewsid=113945