Pakistan: nowa linia frontu
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Pakistan: nowa linia frontu
Paul Rogers openDemocracy 2008-09-21 16:12:07
     Strategia militarna Waszyngtonu w afgańsko-pakistańskim regionie granicznym poszerza zakres wrogów USA.

     Pod koniec sierpnia 2008 roku było jasne, że Afganistan stawał się głównym punktem uwagi administracji George’a W. Busha w wojnie z terrorem. Irak był uważany za przechodzący w pewien rodzaj pokoju po ponad 5 latach wojny; ale gdy przemoc w tym kraju nareszcie wykazywała pewne oznaki słabnięcia, problemy w Afganistanie nasilały się.
     Dzieje się tak dalej: 3 tygodnie później jest oczywiste, że większość Afganistanu systematycznie staje się coraz krwawsza, kontynuując trend, który wyróżnia ten rok jako całość. ONZ donosi, że w styczniu-sierpniu 2008 roku zabitych zostało 1445 cywilów – o 39% więcej niż w tym samym okresie 2007 roku (zobacz: “Afghan civilian casualties soar”, BBC, 16 września 2008). Dodatkowo raport Human Rights Watch podkreśla znaczący wzrost cywilnych ofiar wywołanych nalotami NATO (zobacz: Ali Gharib, “US/NATO Airstrikes Bring Higher Civilian Toll”, IPS/Terra Viva, 9 września 2008). Ponadto ataki rebeliantów są kontynuowane każdego dnia. Na przykład gubernator prowincji Logar został zabity 13 września w eksplozji koło swojego domu niedaleko Kabulu.
     Pogłębiając problemy kraju, podczas nadchodzącej zimy spodziewane są niedobory żywności dotykające 9 milionów osób (zobacz: Carlotta Gall, ”9 million Afghans facing acute food shortages soon”, International Herald Tribune, 18 września 2008). Kombinacja surowej pogody w zimie 2007-08, następnie suszy, pogarszającego się bezpieczeństwa i wzrostu światowych cen żywności gwarantuje, że większość środkowego i północnego Afganistanu będzie poważnie narażona (zobacz: ”Afghan Weekly Expects Further Food Price Hikes”, RedOrbit, 14 września 2008).
     Tymczasem są obawy, że sytuacja w Iraku jest dużo mniej spokojna niż twierdzi wielu wokół administracji Busha. Seria zamachów samobójczych, odrodzenie się sił paramilitarnych w Mosulu, ciągłe straty amerykańskie (w tym 7 amerykańskich żołnierzy zabitych w katastrofie śmigłowca koło Basry 18 września) i trudności polityczne (zwłaszcza z Kurdami na północnym wschodzie) – wszystko to oznacza, że amerykańscy dowódcy wojskowi są wyraźnie niechętni do mówienia o znacznym wycofaniu wojsk – pomimo tego, że wymaga tego narracja zwycięstwa administracji George’a W. Busha. Dojdzie do pewnych skromnych redukcji wojsk, po części z powodu konieczności umożliwienia wzrostu liczebności sił w Afganistanie, ale wiele kół w Pentagonie nawet to uważa za ryzykowne.
     Nowy przeciwnik
     W samym Afganistanie jeszcze bardziej oczywiste niż ledwie kilka tygodni temu stało się to, że większość uwagi przesunęła się mocno ku Pakistanowi. Obejmuje to teraz bezpośrednie zaangażowanie militarne Waszyngtonu w Pakistanie – co niespecjalnie bierze pod uwagę pragnienia czy reakcje rządu w Islamabadzie, armii pakistańskiej i przede wszystkim narodu pakistańskiego. Pojawia się coraz więcej dowodów na to, że operacje amerykańskie po drugiej stronie granicy uległy gwałtownej eskalacji, i że może to stać się dominującym tematem kolejnych miesięcy.
     Jeden incydent w nocy 14-15 września 2008 roku daje wskazówkę, jaki może być rezultat tego ważnego zwrotu w polityce. BBC donosi, że 2 śmigłowce Chinook z żołnierzami na pokładzie wylądowały po afgańskiej stronie granicy, wspieranie przez 7 śmigłowców szturmowych. Gdy żołnierze amerykańscy przystąpili do przekraczania granicy z Pakistanem spotkali się z ogniem wycelowanym ponad ich głowy ze strony wojsk pakistańskich; w reakcji Amerykanie wycofali się na stronę afgańską (zobacz: ”Pakistan soldiers ‘confront US’”, BBC News, 15 września 2008). Agencje prasowe Reuters i McClatchy wypuściły z grubsza podobne doniesienia (chociaż były różnice w sugerowanej długości potyczki, od kilku minut do wielu godzin). Sugerowano, że jednostka armii pakistańskiej nawet oddała ostrzegawcze strzały artyleryjskie, ale źródła wojskowe zaprzeczyły jakiemukolwiek udziałowi w incydencie i twierdziły, że to lokalne siły paramilitarne były odpowiedzialne za wymianę ognia. Gdzie by nie leżała prawda, wydaje się wysoce prawdopodobne, że nastąpiła próba amerykańskiej operacji transgranicznej, lecz została porzucona.
     Jest to najświeższy z wielu ataków amerykańskich wewnątrz Pakistanu, możliwych po tajnym zarządzeniu prezydenta Busha z lipca 2008 roku (zobacz: Eric Schmitt i Mark Mazzetti, ”Bush Said To Give Orders Allowing Raids In Pakistan”, New York Times, 11 września 2008). Na początku września jeden z pierwszych ataków dopuszczonych na mocy tej nowej polityki ewidentnie poszedł zupełnie nie po myśli kiedy zginęło 15 osób, w większości kobiety i dzieci. Wywołało to gniew w całym Pakistanie i może w dużym stopniu tłumaczyć działania pakistańskich żołnierzy, którzy w tym tygodniu ostrzelali wojska amerykańskie.
     Dyslokacja na końcu nerwu
Będzie to jednak miało niewielki wpływ na amerykańskie planowanie militarne i jasne jest, że rozważana jest szeroka gama operacji. Już wyraźnie wzrosło wykorzystanie uzbrojonych samolotów bezzałogowych Predator, których wiele ściągnięto z innych regionów do patrolowania kluczowych dystryktów zachodniego Pakistanu (zobacz: Greg Miller i Julian E. Barnes, ”Higher-Tech Predators Targeting Pakistan”, Los Angeles Times, 12 września 2008). Zamiarem jest także nasilenie działań wywiadowczych, przeprowadzanie akcji sił specjalnych w celu zabicia lub ujęcia domniemanych członków al-Qaidy i Talibów, a nawet użycie niesłychanie potężnych samolotów szturmowych AC-130 wewnątrz terytorium pakistańskiego. Istnieje obecnie konkretna nadzieja, że te zintensyfikowane działania doprowadzą do śmierci lub schwytania głównego stratega al-Qaidy Aymana al-Zawahiriego, lub nawet samego Osamy bin Ladena, najlepiej tuż przed wyborami prezydenckimi w USA 4 listopada 2008 roku, tak aby kandydatura Johna McCaina dostała zastrzyku poparcia w ostatnich dniach.
     Problemem jest to, że wszystkie te operacje stoją przed tymi samymi trudnościami (zobacz: ”Afghanistan: on the cliff edge”, 28 sierpnia 2008). Gdyby „bezpieczne miejsca schronienia” w Pakistanie miały formę statycznych obozów treningowych, składów broni, baraków, flot pojazdów lub innych oczywistych celów – jak by to było z konwencjonalnymi armiami – wówczas przy potężnej sile ognia, którą dysponuje amerykańskie wojsko, byłoby stosunkowo prostym zadaniem ich unieruchomienie czy nawet zniszczenie. Pakistański rząd mógłby głośno protestować, ale możliwe do zademonstrowania militarne rezultaty takich ataków przeważyłyby.
     Rzeczywistość jest zupełnie inna. Przez całe pokolenie, od wczesnych lat 80-tych, Talibowie i inne grupy paramilitarne stały się głęboko osadzone w społecznościach zachodniego Pakistanu. Jest tak również z wieloma zagranicznymi bojownikami – z Czeczenii, Algierii, Jemenu, Arabii Saudyjskiej i innych miejsc – którzy często wżeniali się w te lokalne społeczności (zobacz: ”Pakistan’s tribal areas”, Economist, 18 września 2008).
     Konsekwencją, na przykład dla akcji amerykańskich sił specjalnych, jest złożoność sytuacji. Operacja mająca za cel małe miasteczko, gdzie wiadomo, że bazują członkowie al-Qaidy lub Talibów, ma przed sobą zadanie nie atakowania konkretnego terenu, ale zaangażowania się w przeszukiwania dom po domu 50 lub więcej budynków – gdzie paramilitarni, dorośli wieśniacy i dzieci są razem zintegrowani w jednej społeczności. Ostrożne i efektywne poszukiwania mogą zająć wiele godzin i być przeprowadzane ze świadomością, że w każdej chwili poszukiwacze mogą być zaatakowani. W takich okolicznościach mogą być skłonni do szybkiego użycia siły i cywilne ofiary są niemal nie do uniknięcia.
     Gdy wykorzystywane są samoloty bezzałogowe, wówczas „zniszczenia uboczne” są nieomal pewne (zobacz: Yochi J Dreazen, ”U.S. to Expand Drone Use, Other Surveillance in Afghanistan”, Wall Street Journal, 18 września 2008). Talibowie, al-Qaida i inne milicje nie są zbudowane na zasadzie osobnych jednostek w swoich wąsko zdefiniowanych okolicach – tworzą część dużo większych sieci. Może i było możliwe użycie setek żołnierzy do „rozwalenia” wioski w Iraku – nawet jeśli rezultatem był często wzrost nastrojów antyamerykańskich – ale w Pakistanie jest to po prostu niemożliwe bez poważnej i stałej amerykańskiej obecności wojskowej wewnątrz kraju.
     Jest to politycznie niewykonalne w chwili obecnej i w dającej się przewidzieć przyszłości, a jednak Pentagon nie widzi innej opcji jak zdobyć środki ścigania grup paramilitarnych. Wizyta sekretarza obrony USA Roberta M Gatesa w Kabulu i Jalalabadzie 17 września obejmowała wyrażenie żalu za wiele cywilnych ofiar nalotów koalicyjnych, ale nie zmianę polityki: obietnica „dodatkowych sił” w 2009 roku została powtórzona, pośród ostrożnej oceny postępu strategii USA ze strony dowódców wojskowych (zobacz: Al. Pessin, ”U.S. Faces Challenges in Afghanistan”, Voice of America, 18 września 2008). Najprawdopodobniej na porządku dnia będą szeroko zakrojone operacje sił specjalnych, powszechne stosowanie samolotów bezzałogowych Predator a nawet konwencjonalnej siły powietrznej.
     Głębsze zaangażowanie
     Wojsko amerykańskie zamierza nasilić operacje po obu stronach granicy między Pakistanem a Afganistanem podczas przeważnie spokojnych miesięcy zimowych (zobacz: Jason Straziuso, ”U.S. Troops In Afghanistan Preparing Winter Offensive”, Philadelphia Inquirer, 4 września 2008) i oczekuje, że będzie w stanie to zrobić za przyzwoleniem rządu w Islamabadzie. Administracja George’a W. Busha wierzy, że jest to możliwe, bo stan pakistańskiej gospodarki jest tak straszny, że rząd w coraz większym stopniu polega na amerykańskiej pomocy finansowej.
     Ale to nie bierze pod uwagę pakistańskiej opinii publicznej ani poglądów armii. W rzeczy samej, to reakcja pakistańskiej armii może okazać się decydującą w całej tej sprawie (zobacz: Zahid Hussain, ”Pakistan Issues Threat Over U.S. Incursions”, Wall Street Journal, 17 września 2008). Istotne jest, że wielu oficerów i żołnierzy zaangażowanych w regionach granicznych jest Pasztunami, którzy mają bliskie związki z Pasztunami w Afganistanie; i że elementy w potężnej agencji wywiadowczej Inter-Services Intelligence od dawna mają bliskie powiązania z Talibami. Ponadto armia pakistańska jako całość może być wyjątkowo nieprzyjazna rozszerzeniu przez Stany Zjednoczone ich wojny na Pakistan i urażona postrzeganym atakiem na jej pozycję w społeczeństwie pakistańskim. Jest to recepta na katastrofę, lecz wydaje się poza zdolnością pojmowania Pentagonu a nawet większości Departamentu Stanu USA. Konsekwencje mogą być zarówno krwawe jak i nieprzewidywalne.

Artykuł pochodzi ze strony openDemocracy i został opublikowany na licencji Creative Commons.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.opendemocracy.net/article/pakistan-the-new-frontline

Opis stosunków amerykańsko-pakistańskich na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj_start.php?xkraj_stos=USA&kraj=Pakistan&typ=stosunki+dwustronne



Słowa kluczowe
USA

 

lista
tematów
lista
autorów