Mimo ciągłych napięć wokół interwencji rosyjskiej w Gruzji i nagłego wzrostu aktywności Rosji w tradycyjnie zdominowanej przez USA Zachodniej Hemisferze najbardziej prawdopodobne jest utrzymanie partnerstwa rosyjsko-amerykańskiego.
Po wojnie gruzińskiej, jak to zawsze ma miejsce w momentach szczególnego napięcia w stosunkach między Rosją a USA, wielu komentatorów sytuacji międzynarodowej stawia pytanie, czy aby teraz nie rozpoczyna się nowa „Zimna Wojna.” Zwolennicy takiej interpretacji mogą wskazywać przede wszystkim na bezprecedensową aktywność Rosji w Zachodniej Hemisferze, tradycyjnie uznawanej za obszar wpływów amerykańskich. Korzystając z wyraźnego lewicowego zwrotu w Ameryce Łacińskiej Moskwa w ostatnich tygodniach zacieśniła stosunki z wieloma państwami tego regionu, w pierwszym rzędzie tymi, których relacje z Waszyngtonem są szczególnie złe, takimi jak Boliwia i Wenezuela (
Kryzys dyplomatyczny między Boliwią, Wenezuelą i USA – q&a, 14 września 2008).
Najgłośniejsze echo Zimnej Wojny dobiegło ostatnio właśnie z Wenezueli, gdzie 10 września wylądowały 2 naddźwiękowe bombowce strategiczne Tu-160 – pierwsze rosyjskie bombowce odwiedzające Zachodnią Hemisferę po rozpadzie ZSRR. 22 września grupa rosyjskich okrętów wojennych opuściła swoją bazę w Siewieromorsku nad Morzem Arktycznym, kierując się do Wenezueli, gdzie w listopadzie ma dojść do wspólnych manewrów marynarek obu państw, co również będzie bezprecedensowym wydarzeniem dla floty rosyjskiej w okresie postzimnowojennym. Współpracy wojskowej towarzyszy intensyfikacja kontaktów politycznych, której wyrazem jest aktualna wizyta prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza w Rosji.
Rosja rozwija też stosunki z rządzonymi przez lewicowych przywódców Boliwią, Kubą i Nikaraguą. To Nikaragua jako pierwsze i jedyne jak dotąd poza Rosją państwo postanowiła uznać niepodległość Abchazji i Osetii Południowej. 24 września ambasador Rosji w Managui Igor Kondraszew poinformował, że Moskwa pomoże Nikaragui w modernizacji jej sił zbrojnych . Boliwia będzie miejscem pierwszej południowoazjatyckiej inwestycji rosyjskiego koncernu Gazprom – 18 września w pałacu prezydenckim w La Paz podpisano porozumienie między Gazpromem, francuskim Totalem i boliwijskim YPFB w sprawie utworzenia
joint venture mającego zająć się eksploracją i produkcją gazu ziemnego . Na Kubie w ciągu ostatnich 2 miesięcy dwukrotnie przebywał wicepremier Rosji Igor Sechin, a podczas pierwszej z nich na przełomie lipca i sierpnia zapowiedziano dalszą „reaktywację więzi gospodarczych.”
Na tę prowokacyjną intensyfikację aktywności Rosji na własnym podwórku Waszyngton reaguje bagatelizowaniem bądź wyszydzaniem poszczególnych rosyjskich inicjatyw. W przemówieniu w Waszyngtonie 18 września sekretarz stanu USA Condoleezza Rice określiła wyprawę rosyjskich bombowców strategicznych do Wenezueli „anachronistycznym pokazem siły militarnej” i stwierdziła, że „klepnięcie w plecy przez [prezydenta Nikaragui] Daniela Ortegę i [palestyńskie ugrupowanie] Hamas to nie całkiem triumf dyplomatyczny.” Waszyngton twierdzi też, że Rosja jest po prostu zbyt słaba na kolejną konfrontację zimnowojenną .
Jednak fakt, że owa „słaba” Rosja po wojnie gruzińskiej nie okazuje chęci wykazania skruchy ani pojednawczości wyraźnie irytują niektórych czołowych przedstawicieli administracji George’a W. Busha, którzy zdradzają ochotę przykładowego ukarania Rosji. W wyżej wspomnianym przemówieniu z 18 września Condoleezza Rice, zarzucając Moskwie rutynowe zastraszanie innych państw, oświadczyła że „celem strategicznym” Waszyngtonu jest „uzmysłowienie przywódcom Rosji, że ich wybór może sprowadzić Rosję na jednokierunkową drogę do samonarzuconej izolacji.” Niektórzy wysoko postawieni członkowie administracji, np. wiceprezydent Dick Cheney, otwarcie twierdzą, że inwazji na Gruzję nie można Rosji puścić płazem. Kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta USA John McCain jest orędownikiem podjęcia takich kroków jak wykluczenie Rosji z Grupy G-8 i niedopuszczenie do członkostwa w Światowej Organizacji Handlu (WTO).
Wewnętrzna debata w łonie administracji Busha na temat Rosji wydaje się jednak przechylać na stronę zwolenników utrzymania partnerskich stosunków. Przypominają oni, że współpraca Moskwy jest kluczowa z punktu widzenia szeregu kwestii bezpośrednio związanych z bezpieczeństwem narodowym USA, a tymczasem wyposażona w pokaźne dochody z eksportu surowców energetycznych, coraz aktywniejsza dyplomatycznie i zwiększająca swoje wpływy polityczne Rosja ma większe możliwości działania na niekorzyść interesów amerykańskich.
Charakterystyczne jest, że świadomość zależności USA od Rosji jest widoczna nawet wśród kół neokonserwatywnych i militarnych, które możnaby podejrzewać o największą skłonność do piętnowania Rosji. 19 września sekretarz obrony USA Robert Gates w przemówieniu w angielskim Woodstock wezwał do powściągliwości w reakcji na ostatnie czyny Rosji, stwierdzając że „jakkolwiek skandaliczne, to nie stanowią egzystencjalnego i globalnego zagrożenia, które stanowił Związek Radziecki.” 22 września przewodniczący Połączonych Szefów Sztabów admirał Michael Mullen powiedział w Los Angeles, że „musimy mieć stosunki z Rosją”, „musimy dalej dochodzić do tego jak wspólnie pracować” i „musimy pozostawać zaangażowani, wojsko z wojskiem.”
Jedna z najbardziej szczegółowych argumentacji za utrzymaniem przez USA partnerstwa z Rosją ukazała się ostatnio w konserwatywnym „The Washington Times.” W artykule tym podkreśla się, że współpraca Rosji jest kluczowa dla rozwiązania 3 pilnych problemów dotykających bezpieczeństwa narodowego USA: 1) zabezpieczenia materiałów nuklearnych, niezbędnych do wyprodukowania bomby atomowej przez potencjalnych terrorystów, a najwięcej takich materiałów oczywiście znajduje się w Rosji; 2) redukcji arsenałów nuklearnych, zmniejszających ryzyko incydentów i zapał innych państw do pozyskania broni masowej zagłady; 3) zapobieżenia proliferacji broni jądrowej, a w szczególności zdobycia technologii produkcji bomby atomowej przez Iran .
Przypomnieniem o pierwszorzędnej roli Rosji w negocjacjach mających w zamierzeniu USA prowadzić do 4. rundy sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ wobec Iranu było wycofanie się przez Moskwę w dniu 23 września z udziału w zaplanowanym na 2 dni później spotkaniu ministrów spraw zagranicznych 6 mocarstw (tzw. grupy P5+1) w Nowym Jorku. Moskwa daje więc do zrozumienia, że nie zawaha się przed blokowaniem wysiłków Zachodu w sprawie irańskiej nawet mimo tego, że ostatnio podejrzenia co do natury programu nuklearnego Teheranu ponownie się pogłębiły: 15 września Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) w poufnym raporcie złożonym Radzie Bezpieczeństwa ONZ stwierdziła, że próby zbadania domniemanego militarnego wymiaru programu nuklearnego Iranu utknęły w miejscu z powodu braku współpracy ze strony Teheranu. 22 września na spotkaniu zarządu gubernatorów w Wiedniu dyrektor generalny MAEA Mohamed ElBaradei powiedział, że Iran odmawia dostępu do informacji, które mogłyby wyjaśnić poważne materiały wywiadowcze przekazane MAEA, sugerujące że w przeszłości Iran m.in. prowadził tajne eksperymenty z uranem i zamierzał zmodyfikować pocisk dalekiego zasięgu Shahab-3 by można było umieścić w nim ładunek nuklearny .
Komentując decyzję o wycofaniu się ze spotkania w sprawie Iranu rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Rosji Andriej Niestierienko powiedział, że „chcielibyśmy bardzo, by Waszyngton w końcu namyślił się jakiego rodzaju stosunki chce mieć z Moskwą” – czy chce ją karać czy też działać na rzecz wspólnych interesów. Ostatnie wydarzenia w stosunkach rosyjsko-amerykańskich, tj. pierwsze po wojnie gruzińskiej spotkanie szefów dyplomacji Condoleezzy Rice i Siergieja Ławrowa 24 września oraz przewidziane wznowienie bilateralnego dialogu strategicznego koncentrującego się wokół zagadnień obrony przeciwrakietowej i rozbrojenia, jeszcze wyraźniej sygnalizują, że do kary najprawdopodobniej nie dojdzie.