Dwutorowa strategia dyplomatyczna UE i Stanów Zjednoczonych na Południowym Kaukazie jest bardzo wyraźna w tym tygodniu i pokazuje jaki będzie podział ról między Brukselą w Waszyngtonem.
UE skupiła się na krótkim okresie czasu. Próbując wykorzystać wszelki wpływ jaki ma na Moskwę, celem Brukseli jest doprowadzić do wycofania wojsk rosyjskich z możliwie największej części terytorium gruzińskiego. Stany Zjednoczone natomiast koncentrują się na długoterminowym celu wzmocnienia determinacji rządów w regionie do stawiania czoła Moskwie. I uważają, że kluczem do tych wysiłków jest Azerbejdżan.
1 października UE formalnie uruchomiła swoją 340-osobową misję monitorującą w Gruzji. Pojazdy opancerzone przewożące nieuzbrojonych obserwatorów UE wyruszyły ze swoich baz z zamiarem wkroczenia do tak zwanej strefy buforowej ustanowionej przez siły rosyjskie poza granicami administracyjnymi Osetii Południowej i Abchazji.
Przebywający w Tbilisi na inauguracji misji monitorującej szef polityki zagranicznej UE Javier Solana powtórzył 30 września stanowisko bloku, że Rosja zobowiązała się do wycofania swoich wojsk ze „strefy buforowej” w ciągu 10 dni od rozmieszczenia obserwatorów.
“Mam wielką nadzieję, że do końca [10 października] siły rosyjskie będą wycofane”, powiedział Solana. „To jest cel jaki mamy, i to jest, przynajmniej w pierwszej części, zobowiązanie jakie mamy z porozumienia. I bardzo byśmy chcieli by to zostało zrobione.”
Komplikacje z obu stron
Niestety dla UE, jej misja obserwacyjna miała problemy z uzyskaniem dostępu do obszarów Gruzji właściwej, które nadal są kontrolowane przez żołnierzy rosyjskich. Moskwa jest zobligowana do wstrzymania wszelkiej aktywności militarnej poza Abchazją i Osetią Południową zgodnie z warunkami porozumienia, które podpisała z UE 8 września. Porozumienie to modyfikuje wcześniejsze, osiągnięte 12 sierpnia, które zezwalało Rosji na wprowadzenie „dodatkowych środków bezpieczeństwa” w Gruzji poza Abchazją i Osetią Południową.
Porozumienie z 12 sierpnia mówi też, że 15 października w Genewie zwołana będzie konferencja międzynarodowa w celu omówienia „stabilności” i „bezpieczeństwa” Osetii Południowej i Abchazji. Przygotowania do niej obfitowały w trudności. Rosja nalega na pełną obecność władz Abchazji i Osetii Południowej – które uznała za niepodległe państwa. Gruzja natomiast stanowczo odrzuca wszelkie ustalenia, które mogłyby zostać odebrane jako nadające niepodległy status któremukolwiek z tych regionów.
W rezultacie pierwsze rozmowy 15 października odbędą się na niskim szczeblu, z udziałem niższych rangą ministrów z Gruzji i Rosji oraz mediatorów z UE. Zostaną one poprzedzone 14 października, także w Genewie, szczytem czołowych przedstawicieli ONZ, OBWE, UE i Stanów Zjednoczonych.
Prezydent Michaił Saakaszwili zaznaczył w zeszłym miesiącu, że Tbilisi jest gotowe rozmawiać z separatystami o uchodźcach, ale nie o statusie regionów: „Kolejnym etapem jest, i równoległym etapem jest powrót [osób wewnętrznie wysiedlonych] w bezpiecznych i godnych warunkach, uzyskanie internacjonalizacji procesu – ale nie statusu, muszę powiedzieć: procesu – i usunięcie Rosjan z terytorium Gruzji, deokupacja Gruzji, ponieważ są to, w tej chwili, terytoria okupowane przez zagraniczne mocarstwo militarne wbrew woli rządu suwerennego, niepodległego kraju”, powiedział Saakaszwili.
Sprawy dalej komplikuje fakt, że Gruzja wszczęła postępowanie karne przeciw przywództwu Abchazji i Osetii Południowej, oskarżając je o zdradę stanu i bandytyzm.
Regionalna budowa zaufania
Podczas gdy Stany Zjednoczone pozostają na uboczu w sprawie Gruzji, wizyta wicesekretarza stanu Johna Negroponte w Azerbejdżanie jest drugą w ostatnich tygodniach wizytą wysokiego urzędnika amerykańskiego. Na początku września wiceprezydent Dick Cheney według doniesień został chłodno przyjęty w Baku, ale nie wydaje się, by to zraziło Waszyngton.
Ze znacznymi własnymi rezerwami gazu i ropy naftowej, Azerbejdżan stanowi jedyną realną trasę tranzytową między Azją Środkową i Europą, która omija Rosję. Bez współpracy Baku planowany przez UE rurociąg Nabucco przesyłający kaspijskie surowce przez Turcję do Austrii byłby skazany na porażkę – a kontrola Rosji nad dostawami energii do UE zacieśniłaby się.
Azerbejdżan i Armenia przyjęły postawę „poczekamy-zobaczymy” w następstwie rosyjskiego
tour de force w Gruzji na początku sierpnia.
Zachodni dyplomaci mówią, że pewność siebie Azerbejdżanu, która była podtrzymywana wielkimi, nieoczekiwanymi zyskami z ropy naftowej i gazu, doznała wyraźnego uszczerbku. Wraz z tym znikły krótkoterminowe nadzieje, które być może żywiono co do odebrania Armenii siłą Nagornego Karabachu.
Armenia, zmuszona do niewygodnego sojuszu z Rosją z powodu impasu z Azerbejdżanem, teraz obawia się, że sama może stać się celem Moskwy. Erewań w ostatnich tygodniach podjął kroki zmierzające do wyrwania się z regionalnej izolacji, w której się znajduje. 6 września przełomową wizytę w Erewaniu złożył turecki prezydent Abdullah Gul. 30 września prezydent Armenii Serż Sarksjan przybył do Tbilisi ze swoją pierwszą wizytą w Gruzji po wojnie.
Dyplomaci w regionie mówią, że Erewań naciska na Turcję by otworzyła wspólną granicę, zamkniętą od 1993 roku. Zachodni przedstawiciele twierdzą, że są pogłoski jakoby w celu uzyskania przełomu w stosunkach z Turcją Armenia mogła rozważyć zwrot Azerbejdżanowi 5 z 7 azerbejdżańskich prowincji, które aktualnie okupuje wokół Nagornego Karabachu.
Obecnie Gruzja zapewnia jedyną lądową drogę między Armenią a światem zewnętrznym i utrzymanie dobrych stosunków z Tbilisi pozostaje koniecznością dla Erewania.
Delikatna współzależność między tymi trzema państwami będzie wyraźnie widoczna tej zimy. Tak jak ubiegłej zimy Gruzja by przetrwać będzie potrzebować azerbejdżańskiego gazu. Poza Iranem, Armenia może jedynie zwrócić się ku Gruzji w poszukiwaniu gazu, gdyż nie posiada granicy z Rosją i pozostaje bez kontaktów handlowych z Azerbejdżanem i Turcją.
Tymczasem Rosja aktywnie dąży do przywrócenia kontroli nad regionem. Mówi się, że Moskwa jest zdecydowana udaremnić jakiekolwiek zbliżenie między Erewaniem a Ankarą i zablokowała armeńskie próby przywrócenia kluczowego połączenia kolejowego do Turcji, którego właścicielem jest rosyjska firma.
Rosja wywiera też presję na Baku – zaoferowała zakup całości eksportu gazu i ropy naftowej Azerbejdżanu po cenach światowych. Są też doniesienia, że rosyjskie paszporty są rozdawane na niespokojnej północy Azerbejdżanu, graniczącej z Dagestanem, co może służyć za ostrzeżenie dla Baku i oczywiście przywołuje niepokojące paralele z rosyjskimi działaniami w sierpniu w separatystycznych regionach Gruzji – Osetii Południowej i Abchazji.
Copyright (c) 2008. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/EU_US_Conduct_TwoPronged_Diplomacy_In_Caucasus/1293139.html