Wybór 5 nowych niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ wysłał dwa jaskrawo odmienne sygnały dwóm sąsiadującym ze sobą państwom muzułmańskim na Bliskim Wschodzie. Turcja, która ostatnio zasiadała w RB ONZ w 1961 roku i mocno lobbowała w trakcie miesięcy poprzedzających elekcję, zapewniła sobie 151 głosów w liczącym 192 członków Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, łatwo pokonując konkurencję. Tymczasem Iran pogrzebał swoje nadzieje na uzyskanie miejsca po raz pierwszy od 1956 roku, zbierając tylko 32 głosy w rywalizacji o azjatyckie miejsce przeciwko Japonii, drugim największym płatnikiem do budżetu ONZ.
Rezultaty te nie są zaskoczeniem. Podczas gdy Turcja aktywnie zaangażowała się w rozwiązywanie sporów regionalnych, Iran walczy przeciw sankcjom ONZ związanym z jego spornym programem nuklearnym. Prezydent Iranu Mahmud Ahmadinejad zantagonizował Izrael i jest znany z wielokrotnie powtarzanych kontrowersyjnych komentarzy na temat syjonizmu, Ameryki i ogólnej skuteczności Rady Bezpieczeństwa.
Tureccy przywódcy okrzyknęli swoje zwycięstwo odzwierciedleniem rosnącej roli Turcji w sprawach światowych i obiecali wykorzystać miejsce w Radzie do zajęcia się kwestiami Kaukazu, Bliskiego Wschodu, Iraku i Afganistanu. Przywódcy irańscy tymczasem nazwali rezultat „niesprawiedliwym” i oskarżyli Japonię o monopolizowanie azjatyckiego miejsca w Radzie.
Henri J. Barkey, ekspert od Turcji w Uniwesytecie Lehigh, mówi że agresywna kampania Turcji o miejsce w RB ONZ jest najświeższym skutecznym posunięciem rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w dążeniu do większej asertywności w kwestiach międzynarodowych. „Rząd ten uczynił to bardzo, bardzo wielkim celem i zadaniem dla siebie”, Barkey powiedział World Politics Review. „Podstawowym powodem jest to, że rząd ten zawsze krytykował poprzedni rząd za bycie zbyt odizolowanym – i wykorzystywanie potencjału w bardzo małym stopniu.”
Za rządów AKP, która przejęła władzę w 2002 roku i w miażdżący sposób uzyskała reelekcję w zeszłym roku, Turcja energicznie dąży do wstąpienia do UE i, jak zauważył ostatnio były ambasador USA w Turcji Mark R. Parris, działała „jako mediator między Izraelem a Syrią, między Rosjanami a Gruzinami, między Syryjczykami a Libańczykami, między irackimi sunnitami i szyitami, między Iranem a światem.”
“Co do porażki Iranu, sugerowałbym, że pokazuje to jak mało przyjaciół ma ten kraj na arenie międzynarodowej z powodu ciągłej konfrontacji z Radą w kwestii nuklearnej”, Stephen Schlesinger, ekspert ONZ, powiedział WPR. Barkey zgadza się z tym: “Ostatnią rzeczą jaką wiele państw na świecie chciałoby zobaczyć (...) to państwo produkujące napięcia”, takie jak Iran na czele dyplomacji międzynarodowej. “To nie oznacza, że Turcja zrobi to, co wielkie państwa będą chciały by zrobiła, ale będzie odpowiedzialnym aktorem”, dodaje Barkey. „Turcy faktycznie przekują to na zdobycie większej roli na Bliskim Wschodzie.”
Turcja i Japonia wraz z Austrią, Meksykiem i Ugandą zostały najnowszymi członkami Rady. Zastąpią Belgię, Indonezję, Włochy, Panamę i RPA, których dwuletnie kadencje wygasają 31 grudnia.
Posiadająca 15 członków Rada – złożona z 5 stałych członków z prawem weta i 10 członków wybranych na dwuletnie kadencje – jest najważniejszym organem ONZ, odpowiedzialnym za nakładanie sankcji i wysyłanie sił pokojowych na cały świat.
Podczas gdy prawo weta zasadniczo pozwala 5 stałym członkom kontrolować agendę Rady i decydować o rezultacie głosowania, historia pokazuje, że niestali członkowie mogą odgrywać kluczowe role w poważnych decyzjach.
“Tak było kiedy USA rozważały czy poprosić o drugą rezolucję dotyczącą możliwości zaatakowania Iraku w latach 2002-03”, zauważa Schlesinger. „Jednak po agitacji w Radzie USA dostrzegły ku swej konsternacji, że ci niestali członkowie, których uważały za przyjaciół, sprzeciwiali się takiej rezolucji i byli przygotowani do głosowania przeciw niej. Z powodu takiego sentymentu USA porzuciły swoje wysiłki.”
Wychodząc w przyszłość, dalej będą pytania o to, w jaką stronę pójdą stosunki USA-Turcja. Od inwazji na Irak w 2003 roku oba państwa spierały się w kwestiach Kurdów w północnym Iraku, przejazdu wojsk amerykańskich przez Turcję i ustawy o ludobójstwie na Ormianach w Kongresie USA. Jednocześnie USA, największy płatnik do budżetu ONZ, wspierają Turcję w staraniach o wstąpienie do Unii Europejskiej i mają nadzieję, że muzułmańskie przywództwo rządu tureckiego utrzyma trudną równowagę między sekularyzmem a islamem.
“W naszym świecie po 11 września, sama egzystencja kraju takiego jak Turcja jest ważnym faktem”, wskazuje ambasador Parris, „który demonstruje w bardzo konkretnych kategoriach i zaprzeczając twierdzeniom muzułmańskich radykałów, że nie ma fundamentalnej sprzeczności między islamem a Zachodem, między islamem a globalizacją, między islamem a parlamentarną demokracją.”
W swoim przemówieniu 23 września w ONZ przedstawiającym argumentację Turcji, turecki prezydent Abdullah Gul podsumował wysiłki dyplomatyczne kraju, mówiąc: „Wierzymy, że główne zasady naszej polityki zagranicznej, wraz z naszymi atrybutami ekonomicznymi, społecznymi i kulturalnymi pozwolą nam wnieść dodatkową wartość do pracy Rady.” Prezydent Gul prawdopodobnie zyskał dodatkowe uznanie popierając żądanie ONZ by Iran, kluczowe źródło ropy i gazu Turcji, podporządkował się zasadom nuklearnego organu nadzorczego ONZ – Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA).
Uwagi te kontrastowały i zostały przyćmione przez przemówienie prezydenta Ahmadinejada później tego samego dnia. Irański przywódca bronił programu nuklearnego swojego kraju i twierdził, że „bandyckie mocarstwa” w Radzie Bezpieczeństwa uniemożliwiły ONZ rozwiązanie problemów w Iraku, rozprawienie się z „syjonistycznymi mordercami” w Palestynie i zapobieżenie rozprzestrzenianiu się narkotyków i terroryzmu w Afganistanie.
Wyniki piątkowego głosowania sugerują, że z tych dwóch przywódców atrakcyjniejszą argumentację przedstawił Gul.
Seth McLaughlin jest dziennikarzem bazującym w Waszyngtonie.
Copyright
World Politics Review Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/article.aspx?id=2801