Świat arabski nagle studzi entuzjazm dla Obamy
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Świat arabski nagle studzi entuzjazm dla Obamy
Frida Ghitis World Politics Review 2008-11-02 23:31:22
     Fenomen wielkich oczekiwań co do prezydentury Baracka Obamy miał się objawiać najsilniej na Bliskim Wschodzie. Dziś jednak wielu w świecie muzułmańskim rewiduje swój początkowy entuzjazm dla kandydata Demokratów.

     Od kiedy Barack Obama okazał się realnym kandydatem prezydenckim, wieść że Ameryka mogłaby wybrać na okupanta Białego Domu człowieka mającego afrykańskiego ojca, muzułmańskiego ojczyma i bardzo wielokulturowe pochodzenie zelektryzowała świat. Po 8 latach administracji Busha analitycy sugerowali, że samo wybranie Obamy, niezależnie od jakichkolwiek wynikających z tego zmian polityki, rozpoczęłoby rozwiązywanie poważnego problemu z wizerunkiem Ameryki na świecie.
     Nigdzie ten fenomen nie miał się objawiać silniej niż na Bliskim Wschodzie. Jeśli Ameryka wybierze Obamę, mówiła ta argumentacja, muzułmanie obdarzą Waszyngton kredytem zaufania. Możliwe. Na dziś jednak wygląda na to, że wielu w świecie muzułmańskim ma wątpliwości co do swojego początkowego entuzjazmu dla kandydata Demokratów. Z pewnością Obama wciąż jest dużo bardziej popularny niż jego republikański rywal John McCain, ale elektryzujący gwar wokół potencjalnej prezydentury Obamy stracił nieco ze swojego natężenia.
     Początkowa ekscytacja była namacalna. W styczniu, kiedy Obama zaszokował swoich demokratycznych rywali wyraźnym zwycięstwem w głosowaniach w Iowa, Bliski Wschód był oczarowany. Chibli Malat, libański analityk polityczny, poradził kandydatowi by akcentował swoje muzułmańskie korzenie. „Powinieneś być dumny ze swojej muzułmańskiej spuścizny”, polecał Malat. „Zrób to centralnym punktem swojej kampanii by zostać światowym przywódcą.”
     W całym regionie autorzy artykułów redakcyjnych i zwyczajni Arabowie wyrażali mieszankę niedowierzania i podekscytowania tym, co działo się w Ameryce. Czy człowiek o nazwisku takim jak Barack Obama naprawdę mógłby zostać wybrany by zastąpić George’a W. Busha? Czy Amerykanie naprawdę mogliby to zrobić? Pisząc z Egiptu w czerwcu Thomas Friedman zauważył: “Egipcjanie są zdumieni, podnieceni i cali przejęci tym, że Ameryka mogłaby wybrać czarnoskórego człowieka, którego ojca rodzina miała muzułmańskie dziedzictwo.”
     Do tego czasu oczywiście Obama już postanowił nie skorzystać z darmowej porady zaoferowanej przez libańskiego analityka. Zamiast akcentowania swoich muzułmańskich korzeni, znalazł się w sytuacji zwalczania kampanii oszczerstw, która twierdziła, że był „sekretnym muzułmaninem”, w domyśle z ukrytą agendą sprzeczną z najlepszymi interesami Ameryki. Kampania Obamy wychodziła z siebie by położyć nacisk na jego chrześcijaństwo. Równocześnie zaczęto starać się o względy proizraelskich wyborców – zarówno żydowskich jak i nieżydowskich – którzy byli głównymi celami kampanii pod hasłem „sekretny muzułmanin.”
     Gorączka Obamy w świecie muzułmańskim miała właśnie minąć. Powiedzmy sobie jasno: muzułmanie wciąż popierają Obamę i życzą sobie jego zwycięstwa, ale to, co było szalonym entuzjazmem przybrało spokojniejsze oblicze.
     Początek tej zmiany mógł być zauważony w czerwcowym przemówieniu libijskiego przywódcy Muammara Kadafiego podczas wiecu upamiętniającego rocznicę bombardowania celów w Libii w 1986 roku przez administrację Reagana. Mówiąc o dreszczu emocji, jaki kandydatura Obamy wywoływała u muzułmanów, Kadafi powiedział: „Wszyscy ludzie w arabskim i islamskim świecie i w Afryce przyklasnęli temu człowiekowi. Przyjęli go z radością i modlili się za niego i za jego sukces.”
     Ale nawet wówczas luka między oczekiwaniami a rzeczywistością już zaczęła osiągać potencjalnie nieprzekraczalny dystans. Kadafi mówił o tym, jak Obama działałby na rzecz „jednopaństwowego rozwiązania” między Izraelczykami a Palestyńczykami. Lecz Obama nie był nawet blisko takiego stanowiska, które oznaczałoby koniec Izraela. W rzeczy samej, przemawiając do proizraelskiej grupy lobbującej obiecał poparcie dla niepodzielnej Jerozolimy, stawiając się w jednej linii z prawym skrzydłem w Izraelu i wywołując gniew u Arabów; później musiał wycofać się z tego oświadczenia. Nie znajdując w Obamie tego, na co miał nadzieję, Kadafi dołożył psychoanalizę: Obama, powiedział, cierpi na kompleks czarnego człowieka, który prowadzi go do przyjęcia zachowania „bardziej białego niż u białych ludzi.”
     Pułkownik Kadafi nie był jedynym muzułmaninem, którego złudzenia co do demokratycznego kandydata rozwiały się. Gdy kampania trwała a Obama z zapałem mówił o swoim poparciu dla Izraela, zaczęło panować rozczarowanie. Stare teorie spiskowe zostały wrzucone na wyższy bieg. Karykatury w arabskich gazetach pokazywały Obamę w kieszeni na piersi człowieka noszącego krawat ozdobiony flagą izraelską. Ci, którzy zawsze utrzymywali, że Żydzi kontrolują Amerykę, wskazywali na otwarte poparcie Obamy dla Izraela jako dowód.
     Arabscy blogerzy zauważali, jak kampania Obamy pilnowała, by wśród ludzi stojących za kandydatem podczas jego przemówień – czyli tych, których widać na zdjęciach – nie było żadnych zawoalowanych kobiet muzułmańskich. Sygnały pod adresem amerykańskich muzułmanów były określane jako bierne i nieprzekonywujące.
     Podczas gdy poparcie dla Obamy utrzymywało się na stratosferycznym poziomie w państwach europejskich, świat muzułmański zaczął chłonąć. Sondaż Gallupa przeprowadzony w kilku państwach muzułmańskich między majem a sierpniem w 2008 roku wykazał mało zainteresowania wyborami w USA. W Pakistanie 90% respondentów nie wyraziło preferencji dla żadnego z kandydatów, Obama i McCain uzyskali po 5% poparcia. Ogólnie poparcie dla Obamy było dużo większe niż dla McCaina, ale w większości w okolicy 30%; tylko w Arabii Saudyjskiej osiągnęło 50%.
     Być może muzułmanie specjalnie studzą swoje własne oczekiwania jako środek prewencyjny zapobiegający rozczarowaniu. Podczas gdy prawdą jest, że prezydentura Obamy początkowo zostałaby lepiej przyjęta przez resztę świata niż alternatywa, to w końcu przecież ktokolwiek zostanie wybrany przejmie zadania prezydenta Stanów Zjednoczonych. Można spekulować, że polityka Obamy będzie bardziej umiarkowana niż McCaina w kwestiach interesujących Arabów i muzułmanów. Lecz nowy prezydent będzie realizował interesy Ameryki. Jest pewne, że niezależnie od tego, kto wygra wybory, ostatecznie rozczaruje muzułmanów i Arabów.

Frida Ghitis jest niezależnym komentatorem spraw światowych i współpracownikiem World Politics Review.
Copyright World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/article.aspx?id=2839

Kandydaci McCain i Obama wobec konfliktu bliskowschodniego:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/raport_kandydaci,231,Obama_i_McCain_wobec_konfliktu_bliskowschodniego



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów