USA: wrogowie Ameryki zasypują Obamę gestami dobrej woli
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
USA: wrogowie Ameryki zasypują Obamę gestami dobrej woli
Radek Alf stosunkimiedzynarodowe.info 2008-11-09 21:00:24

            Skalę ogromnych oczekiwań związanych ze zbliżającą się prezydenturą Baracka Obamy obrazuje liczba pochwał i pozytywnych gestów nie tylko ze strony przyjaciół Ameryki, ale też niemal wszystkich wrogów lub aktorów nie mających dobrych stosunków z supermocarstwem.


Zwycięstwo kandydata Demokratów Baracka Obamy w wyborach prezydenckich w USA 4 listopada zrodziło mnóstwo gratulacji, ciepłych słów i pozytywnych komentarzy na całym świecie, które obrazują jak bardzo społeczność międzynarodowa liczy na wzdrożenie zapowiadanych przez Obamę zmian w polityce zagranicznej USA. Nie dziwią zbytnio np. zapewnienia premiera Kanady Stephena Harpera, że północny sąsiad jest „najlepszym przyjacielem i partnerem” USA na świecie [1], prorokowanie przez sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-moona „nowej ery partnerstwa dla zmian” [2], czy natychmiastowe ogłoszenie święta narodowego w Kenii, miejscu urodzenia ojaca Obamy. Natomiast dość zaskakujące jest, że praktycznie wszystkie państwa i ugrupowania mające złe lub wręcz otwarcie wrogie stosunki z Waszyngtonem również publicznie odniosły się do zwycięstwa Obamy, wyrażając nadzieje na pozytywne zmiany w relacjach z supermocarstwem.

Spośród 6 państw, które sekretarz stanu USA Condoleezza Rice w styczniu 2005 roku napiętnowała jako „przyczółki tyranii” i które w kolejnych latach wielokrotnie stawały się przedmiotami amerykańskich sankcji, z wszystkich w ciągu kilku dni od wyborów wysłano pozytywne sygnały. Prezydent Zimbabwe Robert Mugabe 7 listopada wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że jego rząd „jest gotów do zaangażowania rządu [USA] we wszelkich pożądanych wysiłkach dla poprawy stosunków bilateralnych.” [3] Korea Północna według doniesień mediów poinformowała swoich obywateli o rezultacie amerykańskich wyborów w niespotykanie krótkim czasie 2 dni [4], a 7 listopada wydawana w Japonii pro-północnokoreańska gazeta Choson Sinbo określiła zwycięstwo Obamy zwiastunem „nowej ery” na Półwyspie Koreańskim, w której istnieje bezpośrednia komunikacja między USA a KRL-D z pominięciem Korei Południowej [5]. 6 listopada prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko przesłał Obamie gratulacje [6], a dwa dni później oficjalna gazeta reżimu w Myanmarze „New Light of Myanmar” poinformowała na pierwszej stronie, że przewodniczący Państwowej Rady Pokoju i Rozwoju (SPDC) generał Than Shwe wysłał do Obamy list gratulacyjny, zaś wiceprzewodniczący, generał Maung Aye uczynił to samo wobec wiceprezydenta-elekta USA Joe Bidena [7].

Najbardziej spektakularny gest wyszedł z państwa, które wśród „przyczółków tyranii” zajmuje w oczach Białego Domu pierwsze miejsce – tj. z Iranu. 6 listopada prezydent Mahmud Ahmadinejad wysłał do Obamy list gratulacyjny, stanowiący pierwszy przypadek gratulacji od przywódcy irańskiego dla prezydenta-elekta USA od czasu rewolucji islamskiej w Iranie w 1979 roku. Ahmadinejad napisał, że „dążący do sprawiedliwości naród Iranu przyjąłby z zadowoleniem poważne, sprawiedliwe i rzeczywiste zmiany, w polityce i działaniach, zwłaszcza w tym regionie.”

Nie pozostały w tyle inne państwa o historycznie skomplikowanych stosunkach z USA. Przywódca libijski Muammar Kadafi powiedział 6 listopada, że triumf Obamy to „początek zwycięstwa ludności czarnoskórej” na świecie [8]. Prezydent Syrii Baszar Assad 7 listopada w telegramie gratulacyjnym wyraził nadzieję na „konstruktywny dialog” z administracją Obamy na rzecz pokoju i stabilności na Bliskim Wschodzie [9]. W Ameryce Łacińskiej, już w dzień po zwycięstwie Obamy prezydenci Wenezueli i Boliwii Hugo Chavez i Evo Morales wyrazili pewność, że wraz z nową administracja amerykańską rozpocznie się okres nowych, lepszych stosunków dwustronnych.

Godne uwagi jest też to, że radykalne palestyńskie ugrupowanie Hamas, uważane przez USA za organizację terrorystyczną, wysłało szereg zachęcających sygnałów pod adresem Obamy. Przede wszystkim 8 listopada lider Hamasu Khaled Meshaal udzielił wywiadu Sky News, w którym uznał wybór Obamy za „wielką zmianę – polityczną i psychologiczną” i wyraził gotowość do dialogu z nową administracją na zasadzie „poszanowania naszych praw i naszych opcji” [10].

Nie należy jednak oczekiwać, że wszystkie skłócone z USA państwa i ugrupowania nagle zapałają miłością do Ameryki i pójdą na wszelkie ustępstwa byle tylko wejść w łaski supermocarstwa. Przeciwnie, deklaracje woli dialogu w większości przypadkach opatrzone są różnymi zastrzeżeniami i ostrzeżeniami. Szef Hamasu Meshaal powiedział Sky News, że dialog z Hamasem to konieczność dla Waszyngtonu jeśli chce on rozwiązywać problemy regionu Bliskiego Wschodu, bo Hamas „jest rzeczywistą, efektywną siłą” w Strefie Gazy. W rzeczy samej, Meshaal już w dniu wyborów prezydenckich w USA oświadczył w winnym wywiadzie, że Hamasowi wszystko jedno jest kto będzie kolejnym prezydentem USA i że może prowadzić dialog zarówno z Obamą jak i McCainem, przy czym dodał, że „Stany Zjednoczone są potężne, ale my jesteśmy potężniejsi na naszym terytorium.” [11]

Podobnie jest w przypadku afgańskich Talibów: ich rzecznik Qari Muhammad Yusuf Ahmadi powiedział, że „nowy prezydent USA może zapoczątkować nową erę pokoju na świecie”, ale zaraz dodał, że wymaga to wycofania wojsk amerykańskich i koalicyjnych z Afganistanu. Przestrzegł też Obamę by nie realizował swoich wyborczych obietnic: „Wzrost ilości wojsk w Afganistanie nie może przynieść zmiany – nawet gdyby przy każdym kamieniu w Afganistanie postawiono żołnierza, Zachód nie może wprowadzić do Kabulu rządu z własnego wyboru.” [12]

Iran również jest daleki od niedwuznacznego wyciągnięcia ręki do Waszyngtonu. W liście Ahmadinejada do Obamy znalazła się charakterystyka dotychczasowej polityki USA jako „opartej na podżeganiu wojennym, inwazji, zastrzaszaniu, oszustwie, upokarzaniu innych państw przez narzucanie tendencyjnych i niesprawiedliwych żądań oraz podejściu dyplomatycznym rodzącym nienawiść do przywódców Ameryki.” [13] Natomiast pierwsze oświadczenie irańskie pod adresem USA po wyborze Obamy, wydane 5 listopada przez irańską armię, mówiło rzekomych lotach amerykańskich śmigłowców w pobliżu granicy irańsko-irackiej i o gotowości do „stanowczej odpowiedzi na jakiekolwiek próby pogwałcenia przestrzeni powietrznej Republiki Islamskiej Iranu.” [14]

Wydaje się więc, że adwersarze Ameryki, zauważając gotowość Obamy do podjęcia dialogu, sygnalizują in principle własną otwartość, licząc zapewne na to, że niewielkim albo nawet żadnym kosztem uda się uzyskać pewne koncesje, choćby tylko dyplomatyczne, ze strony nowej administracji w Waszyngtonie. Jeśli więc jest to tylko gra pozorów to być może rację mają ci, którzy z kolei twierdzą, że świeżo zainstalowana i niedoświadczona administracja może zostać szybko poddana „testowi siły charakteru” przez czynniki zewnętrzne. Jak wiadomo taki scenariusz przewiduje nawet wiceprezydent-elekt Joe Biden, który 19 października powiedział, że „nie minie 6 miesięcy zanim świat przetestuje Baracka Obamę tak jak Johna Kennedy’ego.”

Skąd miałby nadejść taki test? Gdyby opierać się na analizie reakcji na zwycięstwo Baracka Obamy, czołowym kandydatem musiałaby być Rosja. Mimo że większość analityków uważała, że Obama byłby znacznie milej widziany przez Kreml niż jawnie antyrosyjski kandydat Partii Republikańskiej John McCain, prezydent Dmitrij Miedwiediew w swoim pierwszym przemówieniu o stanie państwa 5 listopada nawet słowem nie wspomniał o sukcesie Obamy, natomiast wyjątkowo ostro skrytykował politykę USA. Miedwiediew uznał sierpniową wojnę gruzińsko-rosyjską za „konsekwencję amerykańskiej polityki, która nie znosi krytyki i preferuje unilateralne decyzje” oraz dodał, że jeśli zajdzie taka konieczność, Rosja rozmieści w Obwodzie Kaliningradzkim rakiety krótkiego zasięgu Iskander celem zneutralizowania amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Miedwiediew co prawda jeszcze tego samego dnia wysłał telegram z gratulacjami do Obamy, ale pozostał on niemal niezauważony po nadającym ton konfrontacyjnym przemówieniu o stanie państwa. Innymi słowy, Rosja jako pierwsza wysłała Obamie przesłanie i zarazem przestrogę: witamy, młodzieńcze, w bezwzględnym i podstępnym świecie polityki międzynarodowej, lepiej miej się na baczności.


Nasz raport „Kandydaci McCain i Obama a polityka zagraniczna USA”:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/raport_kandydaci_McCain_i_Obama_a_polityka_zagraniczna_USA.php


[1] Harper to Obama: Canada's your best friend, Reuters, 6 listopada 2008.

[2] "New era" for U.N. after Obama win, Reuters, 5 listopada 2008.

[3] Mugabe says Zimbabwe ready to work with Obama, Reuters, 7 listopada 2008.

[4] North Korea swiftly reports Obama's victory, Reuters, 8 listopada 2008.

[5] Pro-North Korea paper says Obama brings in "new phase", Reuters, 7 listopada 2008.

[7] Myanmar top leader congratulates Obama over election as U.S. President, Xinhua, 7 listopada 2008.

[8] Gaddafi says Obama election is victory for blacks, Reuters, 6 listopada 2008.

[9] Syria congratulates Obama, hopes for dialogue, Associated Press, 7 listopada 2008.

[11] Hamas ready for talks with new US president: Meshaal, AFP, 4 listopada 2008.

[12] In Afghanistan and Pakistan, Taliban, religious groups urge Obama to launch new era of peace in the world, MEMRI, 6 listopada 2008, http://www.memri.org/bin/articles.cgi?Page=archives&Area=sd&ID=SP210508#_edn1

[13] Translation of Ahmadinejad's letter, Washington Post, 6 listopada 2008, http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2008/11/06/AR2008110603030.html

[14] Iran sends mixed signals on Obama victory, Borzou Daragahi, Los Angeles Times, 6 listopada 2008, http://www.latimes.com/news/politics/la-fg-iran6-2008nov06,0,1711975.story



Słowa kluczowe
USA

 

lista
tematów
lista
autorów