Co piraci robią ze swoimi milionami? Jak na razie chodzą na zakupy i nie robią wiele więcej.
Parę tygodni temu po internecie rozeszła się żartobliwa depesza Bloomberga twierdząca, że piraci z Somalii postanowili wykupić Citigroup. Wywołało to śmiech, ale biorąc pod uwagę ilość gotówki jaką ci morscy bandyci zdobyli w minionym roku - czy ten pomysł naprawdę jest tak absurdalny?
Roger Middleton, autor niedawnego raportu na temat piractwa w Rogu Afryki dla think tanku Chatham House, szacuje że piraci mogli zarobić nawet 30-50 milionów dolarów tylko od stycznia 2008 roku. Każdy nowy okup, mówi Middleton, dorzuca do ich skarbca między 0,5 a 2 milionami dolarów. To niezła suma. Ale na co jest pożytkowana?
Pogłoski mówią, że mogą być powiązania między sławnymi już kryminalistami z Zatoki Adeńskiej a międzynarodowymi sieciami terrorystycznymi, z których część bazuje zaraz za cieśniną Bab-el-Mandeb, w Jemenie i Arabii Saudyjskiej. Z racji tego, że Somalia w dużym stopniu polega na nieformalnym i niemożliwym do wyśledzenia islamskim mechanizmie transferu pieniędzy znanym jako hawala, zachodni decydenci z niechęcią odnoszą się do tego, że takie powiązania byłyby trudne do wykrycia na czas.
Analitycy szczególnie szybko wskazali też na wcześniejsze ataki al-Qaidy w regionie, zwłaszcza krwawe zamachy bombowe w 2000 i 2002 roku, na niszczyciel US Navy USS Cole i francuski tankowiec Limburg.
Jednak jak dowodzi Jason Alderwick, analityk obrony morskiej w Międzynarodowym Instytucie Studiów Strategicznych (International Institute for Strategic Studies), kluczowym słowem jest tu spekulacja. W rzeczy samej, żadne niezbite dowody na więzi między okupami z piractwa a finansowaniem terroryzmu nie zostały znalezione, podkreśla Alderwick, tym samym demaskując utrzymujący się, mylny mit.
Podczas gdy znikome są sygnały, że somalijscy piraci wydają swe pieniądze na zdobywanie przyjaźni i finansowanie międzynarodowych terrorystów, istnieją bardziej poważne doniesienia, które wskazują na korelację między coraz bardziej skutecznymi atakami morskimi a poważnym natarciem na lądzie islamskiej frakcji rebelianckiej al-Shabaab.
Lecz nie należy też zbyt pochopnie formułować wniosków jeśli chodzi o relacje miedzy islamskimi ruchami w Somalii a piractwem. Na przykład, przypominano już, że podczas 6-miesięcznych rządów w południowej części kraju Związek Sądów Islamskich w robiący wrażenie sposób powstrzymał ataki przeciw zagranicznym jednostkom morskim. Fakt, że wielu piratów stało się sławnych z powodu żucia khatu, narkotyku roślinnego pochodzenia, i picia alkoholu, czyli aktywności zakazanych przez Sądy, również świadczy o różnicach między wojownikami na lądzie i na morzu.
Chociaż wysuwa się poważne pretensje natury politycznej i ekonomicznej na wytłumaczenie motywacji piratów somalijskich do brania zagranicznych załóg za zakładników, wydaje się, że lukratywne rezultaty tego przedsięwzięcia stopniowo tłumiły bodźce ideologiczne i zastępowały je materialnymi. Pomimo pewnego ryzyka związanego z tym zajęciem, bycie piratem w Somalii, sromotnie biednym kraju, stało się modne. W przeciwieństwie do większości Somalijczyków, piraci mają wystarczająco gotówki by "prowadzić "życie na światowym poziomie" i czerpać przywileje z anarchii.
Tu być może leży najbliższa prawdy odpowiedź na pytanie o to, na co piraci wydają swoje miliony. Podczas gdy re-inwestycje w coraz bardziej wyszukane wyposażenie pochłaniają część środków bandytów, broń lekka i podstawowe urządzenia elektroniczne wydają się w zupełności załatwiać sprawę. Zaś według doniesień takich jak artykuł Ginger Adams Otis dla NY Post, kiedy piraci są w mieście, codziennie jest Czarny Piątek. Na ich liście zakupów figurują: "para nowych żon", dodatkowe skrzydło dla domu, wyprodukowane zagranicą SUV, a także telefony komórkowe, telewizory najnowszej technologii ("by oglądać Al-Jazeerę i CNN", powiedział NY Post jeden z rozmówców), i być może weekend w hotelowym pałacu.
Zaniepokojeni obserwatorzy wszelkiej maści próbowali dowieść powiązań między rosnącym piractwem w Somalii a innymi problemami regionalnymi - w szczególności politycznymi i dotyczącymi bezpieczeństwa. Generalnie jednak wszystko co zostało udowodnione to to, że gdy piraci robią pieniądze, lubią wydawać je tak jak wszyscy inni: na zakupach.
Andrew D Bishop jest studentem ostatniego roku polityki europejskiej w London School of Economics. Jest też niezależnym dziennikarzem i bloggerem na WhatYouMustRead.
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/Security-Watch/Detail/?id=94547&lng=en
Zobacz poprzedni artykuł:
Somalia: piraci biją rekordy zuchwałości (Radek Alf, 19 listopada 2008)