Rosja wysyła Ukrainie dwuznaczne sygnały co do swoich planów względem Floty Czarnomorskiej i faktycznie Krym wydaje się być na krawędzi kłopotów w kolejnej fazie tej geopolitycznej gry.
Od czasu sierpniowej wojny między Rosją a Gruzją dyskusje ciągle kierują się ku Ukrainie jako kolejnemu polu bitwy i eksperci jeden po drugim przewidują, że Krym stanie się punktem zapalnym. Z większością ludności rosyjskiej i siedzibą rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, Krym wydaje się być skazanym na awanturę.
Ostatnie kilka tygodni tylko pogłębiły niepewność, gdyż Rosja wysyła dwuznaczne sygnały co do swoich planów odnośnie floty i wydaje się wypróbowywać różne scenariusze jednocześnie.
Z jednej strony Moskwa twierdzi, że szanuje decyzję Ukrainy o nieprzedłużeniu dzierżawy obiektów portowych w Sewastopolu, mieście na Półwyspie Krymskim, po 2017 roku. Ukraińscy oficjele potwierdzili tę decyzję w październiku z determinacją wzmocnioną w związku z użyciem przez Rosję kilku okrętów floty w konflikcie z Gruzją, którą Ukraina uważa za przyjaciela.
Moskwa jednak ociąga się z przedstawieniem alternatywnego rozwiązania. Tak, do końca porozumienia wciąż jest jeszcze 8 lat, ale niektórzy analitycy przypuszczają, że przeprowadzka o tej skali musiałaby się zacząć już w 2010 roku. Inni zastanawiają się, co by się stało gdyby Ukraina ostatecznie uzyskała członkostwo w NATO z Flotą Czarnomorską wciąż stacjonującą na jej terytorium i działającą ze względną bezkarnością.
Być może Moskwa po prostu stawia na wielką porażkę partii prezydenta Wiktora Juszczenki w zbliżających się wyborach przedterminowych, co jest bardzo prawdopodobne zważywszy na obecne badania opinii publicznej. Prozachodni Juszczenko otwarcie wypowiadał się przeciw użyciu przez Rosję portu w Sewastopolu podczas wojny i wezwał Rosję do powiadamiania Ukrainy z wyprzedzeniem w kolejnych takich przypadkach. Koalicja przyjaznego Moskwie Wiktora Janukowycza i Julii Tymoszenko, która ostatnio jest bardziej pragmatyczna wobec Rosji, mogłaby w zasadzie zagwarantować ciężki okres dla Juszczenki przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku i jego niemal pewną porażką.
Albo być może Moskwa, zajęta kryzysem finansowym i innymi priorytetami, po prostu działa wolno, lecz zaczęła badać inne opcje i realny plan rezerwowy. W połowie listopada rosyjskie i zagraniczne agencje prasowe doniosły, że Moskwa rozważa budowę bazy morskiej dla Floty Czarnomorskiej w Abchazji, separatystycznej prowincji gruzińskiej, której niepodległość Rosja uznała zaraz po sierpniowej wojnie z Gruzją. RIA Novosti poinformowała, że Władimir Komojedow, rosyjski deputowany i były dowódca Floty Czarnomorskiej, wspomniał o nadbrzeżnym mieście Ochamchire, byłej bazie łodzi podwodnych, jako możliwym miejscu dla floty. Co nie dziwiło, komentarze ze strony abchaskiej były przepełnione entuzjazmem dla takiego kroku, wychwalały zalety Ochamchire i deklarowały gotowość do współpracy (jak gdyby separatystyczne państwo wspierane przez Moskwę miało jakikolwiek wybór). Lecz nawet te rozmowy mogą być tylko blefem.
Vladimir Socor z Jamestown Foundation przypuszcza, że Rosja tak naprawdę nie ma zamiaru przenieść Floty Czarnomorskiej do Ochamchire i innych możliwych portów, np. Suchumi. Przeciwnie, stacjonować tam będzie 16 nowych okrętów planowanych dla Floty Czarnomorskiej do 2015 roku, dostarczając Moskwie wymówki, gdy roku 2017 będzie się coraz bardziej zbliżał, że po prostu nie ma jeszcze miejsca na przenosiny staków stacjonujących w Sewastopolu.
"Moskwa (...) obiera stanowisko, że rozmowy z Ukrainą w sprawie wycofania floty mogą być przeprowadzone kiedy ostateczny termin 2017 roku będzie się przybliżał", Socor napisał w Eurasia Daily Monitor z 26 listopada. "To praktycznie zapewniłoby pozostanie rosyjskiej floty w Ukrainie po terminie, z lub bez ukraińskiej zgody na przedłużenie porozumienia w sprawie bazy."
Jest też kwestia tego, czy Moskwa planuje powtórkę scenariusza z Osetii Południowej, tak efektywnie zastosowanego w sierpniu: ośmielenia etnicznych Rosjan w bliskiej zagranicy pieniędzmi, paszportami i poparciem politycznym, a następnie czekanie na dogodną wymówkę by pospiesznie stanąć w ich obronie, w ten sposób rozciagając rosyjską sferę wpływów na inne suwerenne państwo.
Powielając taktykę zastosowaną w separatystycznych regionach Gruzji, Moskwa najwyraźniej wydaje paszporty etnicznym Rosjanom na Ukrainie, żyjącym na Krymie i we wschodniej Ukrainie. Szacunki różnią się ogromnie - od 2 tysięcy według doniesień Voice of America do nawet 100 tysięcy według strony wywiadowczej Stratfor - ale mało kto wątpi, że praktyka ta jest kontynuowana z niesłabnącą siłą.
Ci, którzy z niecierpliwością wypatrują tego, jak Moskwa mogłaby "naprawdę" zareagować, mogą zawsze nabyć wchodzącą na rynek rosyjską grę wideo, która przedstawia kolejną wojnę o Osetię Południową. Tym razem jednak, jak zakładają producenci gry "Konfrontacja: Wymuszanie Pokoju", Ukraina postanawia zablokować Flotę Czarnomorską w Sewastopolu. Twórcy gry przewidują zaangażowanie się NATO, z objęciem przewodnictwa przez Polskę, ale najwidoczniej są wystarczająco dobrze poinformowani by nie uważać Ukrainy za państwo członkowskie NATO w ich wirtualnym, geopolitycznym świecie.
Być może śledzili oni ostatnią przepychankę między USA i europejskimi sojusznikami z NATO o szanse Ukrainy na członkostwo. Jak doniósł 26 listopada "International Herald Tribune", sekretarz stanu USA Condoleezza Rice wyraźnie próbowała przekonać europejskich dyplomatów do obejścia zwyczajowego procesu MAP (Membership Action Plan - Plan Działań na rzecz Członkostwa) i podejście to przez niektórych podirytowanych Europejczyków zostało odebrane jako taktyka przyspieszenia członkostwa Ukrainy i Gruzji w NATO. Niemcy, Francja i inne państwa z miejsca odrzuciły taką perspektywę w najbliższej przyszłości, chociaż ministrowie spraw zagranicznych NATO teoretycznie mogli jeszcze dać zielone światło dla MAP dla obu państw na spotkaniu w zeszłym tygodniu.
Lecz Rice twierdziła, że pomysł pominięcia MAP nie miał nic wspólnego z przyspieszeniem procesu akcesji: "Nie przewiduje to ani nie sugeruje, że będą niższe standardy wejścia do NATO. Nie sugeruje, że jest potrzeba przyspieszonego harmonogramu. Jest to ta sama polityka otwartych drzwi, którą mieliśmy odnośnie wypełniania standardów." Rice powiedziała, że było "bardzo jasne", iż oba państwa nie były gotowe do członkostwa.
Wcześniej w listopadzie sekretarz obrony USA Robert Gates także dosadnie zakwestionował gotowość militarną Ukrainy na spotkaniu ministrów obrony NATO. "Podczas gdy wyniki Ukrainy robią wrażenie, nie może ona spoczywać na osiągnięciach z przeszłości", cytowała Gatesa agencja prasowa Bloomberg. "Musi przyspieszyć tempo reformy sektora bezpieczeństwa, w szczególności zająć się niedostatkami budżetu obronnego i pilnie potrzebnymi usprawnieniami w planowaniu i priorytetyzacji."
Przy tak wątłym uznaniu dla kraju podobno zasługującego na alternatywę dla MAP, kwestia Floty Czarnomorskiej może być rozstrzygnięta, w ten czy inny sposób, na długo zanim Ukraina zdoła wstąpić do NATO.
Jeremy Druker jest dyrektorem wykonawczym, redaktorem naczelnym i jednym z założycieli Transitions Online.
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/Security-Watch/Detail/?id=94190&lng=en