LRA z Ugandy: problem wszystkich, odpowiedzialność niczyja
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
LRA z Ugandy: problem wszystkich, odpowiedzialność niczyja
Glenna Gordon World Politics Review 2008-12-27 22:51:52

Joseph Kony, lider rebelianckiej Pańskiej Armii Oporu (LRA), był problemem Ugandy. Teraz stał się problemem całej Afryki Środkowej.

 

Mnóstwo jest pogłosek na temat Josepha Kony'ego, przywódcy Pańskiej Armii Oporu (Lord's Resistance Army - LRA), ugrupowania, które terroryzowało północną Ugandę przez ostatnie 20 lat, a teraz jest uważane za działające w Kongo, Sudanie i Czadzie.

Niektóre z nich to oklepane pogłoski regularnie przypisywane przywódcom rebelianckim: na przykład że jest kuloodporny, albo że rozmawia z duchami by uzyskać poradę. Jest też kilka bardziej niezwykłych: że wśród jego domniemanych kilkudziesięciu dzieci ze związków z kilkudziesięcioma żonami jest syn nazwany George Bush, podczas gdy inny nazwany jest Salim Saleh od niesławnie skorumpowanego przyrodniego brata prezydenta Ugandy Yoweriego Museveniego. Mówi się też, że ma jakąś osłonę ukrywającą jego koordynaty GPS kiedy używa telefonów komórkowych, co uniemożliwia siłom zbrojnym namierzenie go i pojmanie w dżungli, w której działa.

Jednym z powodów dlaczego wciąż utrzymuje się tak wiele pogłosek jest potrzeba wypełnienia próżni wynikającej z braku weryfikowalnych informacji. Kolejnym powodem jest potrzeba wypełnienia próżni wynikającej z braku agendy LRA.

Podczas gdy niewiele grup rebelianckich posiada coś, co możnaby uznać za solidną ideologię, LRA ma szczególnie wątpliwy zestaw przekonań. Między innymi wierzą, że chronią ludność Acholi w północnej Ugandzie przed rządem kierowanym przez południowców. Lecz działania LRA są wielkim powodem, dla którego prawie 2 miliony Acholi od dekad żyją w obozach dla osób wewnętrznie wysiedlonych.

Rząd Ugandy także przyczynił się do problemu. Niezdolny - a może nieskłonny - do pokonania LRA na polu bitwy, wezwał Międzynarodowy Trybunał Karny (ICC) do wydania nakazu aresztowania Kony'ego. Następnie ogłoszono zawieszenie broni, a Kony zgodził się podpisać wstępne porozumienie ramowe dla traktatu pokojowego.

Ale przy wielu okazjach kiedy miał podpisać końcową umowę, Kony opierał się, argumentując że chce usunięcia nakazu aresztowania ICC zanim rozważy wyjście z dżungli.

Negocjacje wielokrotnie załamywały się. Kony zabił swojego głównego negocjatora, Vincenta Ottiego, w 2007 roku. Zdymisjonował następcę Ottiego, a potem go ponownie zatrudnił po zwolnieniu jego następcy. Teraz mówi, że problemem są negocjatorzy Museveniego.

Ale nikt już tak naprawdę nie słucha co mówi Kony i jego komunikaty dotyczące zbliżającego się zawarcia układu pokojowego nawet nie tworzą nagłówków ugandyjskich gazet.

Ludzie północnej Ugandy niewątpliwie wciąż cierpią, żyjąc w klaustrofobicznych obozach dla osób wewnętrznie wysiedlonych z mizernymi szansami na edukację czy nawet samowystarczalność. Ale z drugiej strony LRA nie zaatakowała żadnej wsi w Ugandzie od 2005 roku.

Zamiast tego LRA jest aktywna w Czadzie, Demokratycznej Republice Kongo, Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej. Gdy niegdyś po Ugandzie krążyły potworne opowieści o dzieciach uprowadzanych i zmuszanych do zabijania członków rodzin, o kaleczeniu niewinnych wieśniaków i o niszczeniu całych połaci obszarów wiejskich, historie te pojawiają się teraz w innych państwach.

Pozwalając by ten konflikt trwał tak długo, Museveni, ICC i wszyscy gracze w negocjacjach pokojowych w Ugandzie przyczynili się do umożliwienia Kony'emu na działanie tak jak przedtem - dopóki nie robi tego w samej Ugandzie. Kony był problemem Ugandy. Teraz stał się problemem Afryki Środkowej. Oczywiście problem wszystkich niesie ryzyko niczyjej odpowiedzialności.

Armia Ugandy nie będzie ścigać go za granicą, a jak się wydaje ostatnio ogłoszona wspólna ofensywa z rządami Sudanu i DR Kongo ma małe szanse dobrze się zakończyć, biorąc pod uwagę dwuznaczne stosunki pomiędzy tą trójką - w równej części sojusznikami i wrogami. Republika Środkowoafrykańska i Czad nie mają środków by wiele zrobić i pochłonięte są innymi państwami i grupami rebelianckimi, które już przewijają się przez ich granice.

Nie jest jasne, czy Kony faktycznie opuściłby dżunglę gdyby ICC zrezygnował z nakazu aresztowania. Ale ICC nigdy tego nie spróbował, zaś Museveni nigdy go nie naciskał. Zamiast tego, wszyscy wypchnęli Kony'ego z Ugandy.

Zarówno krytycy jak i rzecznicy zgadzają się co do tego, że odmowa rezygnacji z nakazu aresztowania przez ICC miała na celu zachowanie twarzy. Nakaz aresztowania Kony'ego był pierwszym wydanym przez trybunał. Rezygnacja z niego naraziłaby na szwank i tak już wątły autorytet trybunału.

Tak długo jak Kony pozostawał problemem Ugandy tam właśnie można było znaleźć rozwiązanie. Teraz poradzenie sobie z Konym będzie wymagało regionalnej współpracy, co jest zadaniem daleko wykraczającym poza możliwości Josepha Kony'ego, Yoweriego Museveniego, Salima Saleha i George'a Busha razem wziętych.

 

Glenna Gordon jest pisarzem i fotodziennikarzem bazującym w Kampali w Ugandzie. Tworzy multimedia dotyczące praw człowieka i spraw humanitarnych, zdrowia, płci i biedy dla agencji prasowych i innych mediów. Jej fotografie i reportaże są również dostępne na: www.glennagordon.com.

 

Copyright World Politics Review
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.worldpoliticsreview.com/article.aspx?id=3065


Opis konfliktu w Ugandzie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Uganda,problemy,Konflikt_na_polnocy_kraju



Słowa kluczowe
LRA

 

lista
tematów
lista
autorów