Chiny-USA: Obama niepokoi Pekin
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Chiny-USA: Obama niepokoi Pekin
Radek Alf stosunkimiedzynarodowe.info 2009-01-25 22:31:23

Chiny jako pierwsze mocarstwo sygnalizują zaniepokojenie polityką zagraniczną nowego prezydenta USA Baracka Obamy.

 

Podczas gdy cały świat entuzjastycznie wita nowego prezydenta Baracka Obamę i jego pierwsze decyzje, zrywające ze spuścizną jego poprzednika George'a W. Busha, Chiny z nostalgią żegnają 43. prezydenta USA i wyrażają zaniepokojenie możliwą ewolucją polityki zagranicznej USA pod rządami Obamy. "Dla wielu 8 lat byłego prezydenta Busha u steru polityki zagranicznej USA było pełne rozczarowań", napisał w komentarzu redakcyjnym China Daily 21 stycznia. "Ale bądźmy sprawiedliwi i uczciwi - lata Busha nie były pozbawione zalet. Zakotwiczenie stosunków między jedynym światowym supermocarstwem a największym krajem rozwijającym się nie jest łatwym zadaniem. Ale administracja Busha poradziła sobie z tym." [1]

Z pewnością władze chińskie sporo zawdzięczają Bushowi - przede wszystkim to, że nie wycofał się z obietnicy przybycia na niezwykle ważne dla gospodarzy Igrzyska Olimpijskie w Pekinie w sierpniu 2008 roku, odrzucając naciski krytyków ChRL i stanu praw człowieka w tym państwie. Natomiast Barack Obama budzi obawy - jak twierdzi China Daily możliwe jest, że nowy prezydent przyjmie zasadę działania "wszystko byle nie Bush", co postawi pod znakiem zapytania "najcenniejsze dziedzictwo dyplomatyczne" Busha, czyli przyjazne stosunki chińsko-amerykańskie.

Nie minął tydzień od objęcia urzędu przez Obamę a już pojawiły się zwiastuny napięć między Waszyngtonem a Pekinem. 22 stycznia desygnowany przez Obamę na sekretarza skarbu Timothy Geithner udzielił pisemnej odpowiedzi na pytanie senackiej Komisji Finansów o stanowisko nowej administracji wobec chińskiej polityki walutowej. Geithner powiedział, że "prezydent Obama, poparty konkluzjami szerokiej gamy ekonomistów, uważa że Chiny manipulują swoją walutą." [2] W reakcji następnego dnia chińskie ministerstwo handlu oświadczyło, że "rząd chiński nigdy nie stosował tak zwanej manipulacji walutą by zyskać korzyści w handlu międzynarodowym" i ostrzegło, że "kierowanie pod adresem Chin bezpodstawnej krytyki w kwestii kursu walutowego tylko przyczyni się do amerykańskiego protekcjonizmu i nie przyczyni się do realnego rozwiązania tej kwestii." [3]

Geithner wrócił do starych amerykańskich żądań: by Chiny pozwoliły na wzrost wartości yuana, a więc podrożenie chińskiego eksportu, co przełożyłoby się na zmniejszenie gigantycznego deficytu USA w handlu z Chinami (246 miliardów dolarów w pierwszych 11 miesiącach 2008 roku [4]). Ale jego oświadczenie jest bardzo istotne z paru względów. Po pierwsze, jest to pierwszy sygnał wysłany przez administrację Obamy bezpośrednio pod adresem Chin i jest to sygnał negatywny. Przyjmując strategię piętnowania Chin za zaniżanie wartości waluty Obama i tym razem odchodzi od polityki Busha, który niejednokrotnie krytykując Chiny w kwestiach handlowych nigdy nie posunął się do określenia ich "manipulatorem walutowym" i generalnie utrzymywał dobre stosunki handlowe z Chinami mimo rosnącego deficytu. Po drugie, formalne przylepienie Chinom takiej etykiety miałoby realne, negatywne konsekwencje dla stosunków handlowych między Chinami a USA. Na mocy ustawy z 1988 roku Departament Skarbu, którym najprawdopodobniej kierował będzie Geithner, decyzję w tej kwestii musi podjąć wiosną tego roku, składając Kongresowi raport w sprawie polityki kursów walutowych partnerów handlowych USA. Jeśli Departament oceni, że Chiny manipulują walutą z zamiarem uzyskania niesprawiedliwej przewagi w handlu, Biały Dom będzie musiał rozpocząć intensywne negocjacje z Chinami w sprawie ich polityki walutowej, które mogą nawet prowadzić do wprowadzenia barier handlowych.

Istnieją powody by przypuszczać, że administracja Obamy może faktycznie zdecydować się na taki krok. Na pewno spodobałoby się to np. związkom zawodowym, popierającym Obamę w toku kampanii prezydenckiej, które regularnie obwiniają tanich chińskich eksporterów o ubytek miejsc pracy w USA. Obama może też obawiać się, że gdyby miliardy dolarów wpompowane w amerykańską gospodarkę w ramach przygotowywanego pakietu stymulacyjnego spowodowały wzrost importu z Chin, wówczas krytycy zarzuciliby Białemu Domowi, że jego działania przyczyniają się do przyrostu miejsc pracy w Chinach, a nie w USA. Obama wielokrotnie krytykował Chiny w kwestii handlu, np. podczas przemówienia w Pittsburgh 14 kwietnia 2008 roku stwierdził, że Chiny "poważnie zaniżają wartość swojej waluty i dają swoim towarom kolejną [obok praktyk dumpingowych] niesprawiedliwą przewagę" i obiecał, że "jako prezydent użyje wszystkich otwartych dla niego dróg dyplomatycznych by nalegać, aby Chiny przestały manipulować swoją walutą." [5] Obama i jego obecna sekretarz stanu Hillary Clinton byli w zeszłym roku współsponsorami proponowanej ustawy kwalifikującej manipulowanie walutą jako subsydia upoważniające Departament Handlu do nałożenia w odwecie odpowiednich ceł.

Chiny mają jednak własne problemy gospodarcze (w grudniu chiński eksport zmniejszył się najszybciej w ciągu całej ostatniej dekady i w drugim kolejnym miesiącu wykazał spadek [6]) i aktualnie same zastanawiają się jak pomóc swoim eksporterom, rozważając także dewaluację yuana. Mało prawdopodobne jest więc by Chiny uległy naciskom Obamy, a to może zwiastować poważne napięcia na tle handlowym. Wszystko to ma miejsce w sytuacji, gdy Chiny dysponują własnym instrumentem nacisku, ochoczo kupując amerykańskie papiery wartościowe, których emisja przez Departament Skarbu ma wynieść 2-3 biliony dolarów w kolejnych latach [7].

Rodzący się spór handlowy ujawnia głębsze obawy Chin co do administracji Baracka Obamy. Możliwe jest, że Departament Stanu pod kierownictwem Hillary Clinton będzie wywierał większą presję na Chiny w kwestii praw człowieka, do czego skłonić może chociażby 20. rocznica wydarzeń na Placu Tiananmen. Niektórzy odebrali jako atak na Chiny wymienienie przez Obamę w swoim przemówieniu inauguracyjnym "faszyzmu i komunizmu" wśród wrogich Ameryce ideologii; państwowa telewizja CCTV w tym fragmencie nagle przerwała bezpośrednią transmisję przemówienia Obamy, a część oficjalnych tłumaczeń pominęło słowo "komunizm" lub całe niepożądane zdanie [8]. Przedmiotem sporów może też stać się determinacja Obamy do podjęcia realnych międzynarodowych działań przeciw globalnym zmianom klimatycznym, które miałyby obejmować wiążące zobowiązania do redukcji emisji gazów cieplarnianych ze strony wszystkich czołowych producentów emisji, także państw rozwijających się takich jak Chiny.

Chiny ze swej strony także mają pewne konkretne oczekiwania wobec Obamy. 20 stycznia chińskie władze zaprezentowały nową "białą księgę" na temat obrony narodowej. Termin publikacji, który w przeszłości przypadał w grudniu, specjalnie przełożono by zbiegała się z inauguracją Baracka Obamy jako prezydenta USA. Prezentując "białą księgę" ministerstwo obrony ChRL wezwało nową administrację amerykańską do stworzenia "przyjaznych warunków" do poprawy stosunków wojskowych między Chinami a USA i "usunięcia przeszkód dla tych więzi." [9] Niewątpliwie stanowiło to aluzję do podjętej przez Busha w październiku decyzji o sprzedaży Tajwanowi broni o wartości 6,5 miliardów dolarów. Ale Obama podczas kampanii prezydenckiej poparł tę decyzję, podobnie jak całą politykę dostarczania broni na Tajwan, toteż wycofanie się z tego zobowiązania raczej nie wchodzi w grę.

Czy w obliczu powyższego stosunki chińsko-amerykańskie znajdują się na kursie kolizyjnym? Tradycją już niemal jest, że nowy prezydent USA w pierwszych miesiącach urzędowania zajmuje konfrontacyjne stanowisko wobec ChRL, ale tym razem może być jednak inaczej. Obama ma przed sobą tak wiele wyzwań o charakterze kryzysowym, że ostatnią rzeczą, której by potrzebował jest zaognienie stosunków z Chinami. W Ameryce panuje consensus, że Chiny, mimo wszystkich różnic interesów obu państw, są jednym z najważniejszych partnerów w polityce zagranicznej USA - ich współpraca jest niezbędna by osiągnąć postęp w większości interesujących USA kwestii międzynarodowych. Jak słusznie zauważył Geithner, zasadnicze "pytanie brzmi, jak i kiedy poruszyć temat [będący przedmiotem sporu] w celu zrobienia więcej pożytku niż szkody."



[1] Time to deliver, China Daily, 21 stycznia 2009, http://www.chinadaily.com.cn/opinion/2009-01/21/content_7417458.htm

[7] Geithner's China bash, Wall Street Journal, 23 stycznia 2009.

[8] Chinese media censor Obama's inaugural speech, Barbara Demick, Los Angeles Times, 22 stycznia 2009, http://www.latimes.com/news/nationworld/nation/la-fg-china-censor22-2009jan22,0,5545412.story

[9] China urges Obama administration to fix defence ties, Reuters, 20 stycznia 2009.



Słowa kluczowe
USA

 

lista
tematów
lista
autorów