Jeśli kiedykolwiek były wątpliwości, wizyta w Chinach w tym tygodniu amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton zapewne uzmysłowi fakt, że globalny kryzys gospodarczy to więcej niż tylko upadek amerykańskiego rynku mieszkaniowego i związana z tym fala niewypłacalności kredytów hipotecznych i innych pożyczek. Tak naprawdę gospodarka amerykańska przez dłuższy czas była słabsza niż wielu ludziom się to wydawało i upadek rynku mieszkaniowego był tylko jednym tego symptomem. Szerzej ma to bardzo dużo wspólnego z amerykańsko-chińskimi stosunkami handlowymi – tematem na tyle istotnym, że dla Clinton Chiny są jedną z pierwszych destynacji od kiedy została sekretarz stanu.
Amerykańsko-chińskie stosunki handlowe są całkiem proste. Chiny produkują, Ameryka kupuje to, co one wyprodukują, a Chiny reinwestują swoje dochody w Ameryce. To zaś pozwala Amerykanom kupować więcej.
Stosunki te trwają na tyle długo, że niektórzy dowcipnisie nazwali Chiny i Amerykę jednym krajem - „Chimeryką.” Etykieta ta, kalambur od słowa „chimera”, odnosi się do bloku, który składa się na zaledwie 13% lądowego terytorium świata, ale ma 1/4 populacji i 1/3 produkcji światowej gospodarki.
Rozkwit jako historia
Przez długi czas amerykańsko-chińskie partnerstwo wyglądało dla niektórych jak złota formuła. Między rokiem 2002 a 2006 ich rozkwitający handel odpowiadał za około 60% światowego wzrostu. Eksport Chin zwiększał się w tempie 35% rocznie, a ich gospodarka rosła o około 10% rocznie, wyciagając z biedy wielkie ilości ludzi.
Dla Stanów Zjednoczonych oznaczało to niekończący się napływ towarów konsumenckich po ułamku ceny, jaką kosztowałyby gdyby były produkowane na Zachodzie. Gdy chińskie fabryki mnożyły się, produkcja tanich towarów rozlewała się również na resztę świata.
Tymczasem reinwestowanie przez Chiny ich dochodów w amerykańskie i europejskie giełdy papierów wartościowych i gwarantowane przez rządy obligacje zalało Zachód dodatkowym kapitałem. Napływało tak dużo pieniędzy, że banki mogły pożyczać zachodnim konsumentom po coraz niższych stawkach. A to zachęcało konsumentów do dalszego kupowania i dalszego pożyczania, i dalszego kupowania – do momentu, kiedy w końcu pożyczali więcej niż mogli spłacić.
„Stany Zjednoczone mają coś około 700 miliardów dolarów deficytu obrotów bieżących w zeszłym roku, coś około 5% naszego [produktu krajowego brutto], mówi Charles McMillion, ekonomista kierujący MBG Information Services w Waszyngtonie. „Przez ostatnie 8 lat całkowity deficyt obrotów bieżących USA wyniósł niemal dokładnie 5 bilionów dolarów.”
Deficyt obrotów bieżących jest podstawową miarą tego, o ile więcej Amerykanie wydają na zagraniczne towary i usługi niż sami produkują i sprzedają zagranicą. Liczby przytaczane przez McMilliona przekładają się na wydawanie przez Amerykanów każdego dnia około 2 miliardów dolarów więcej w handlu zagranicznym niż na nim zarabiają.
Nawet przed początkiem amerykańskiej recesji w grudniu 2007 roku wielu ekonomistów ostrzegało, że ten poziom wydawania więcej niż się zarabia był nie do utrzymania. Teraz, pogorszone utratą przez banki ogromnych sum na rynku mieszkaniowym i spekulacją na rynku papierów wartościowych, to co było nie do utrzymania stało się katastrofalne.
Amerykańskie opcje
Priorytetem Clinton będzie próba zapewnienia Chińczyków, że powinni dalej inwestować swoje pieniądze w Ameryce. To by pomogło rządowi amerykańskiemu sfinansować środki warte około 3 biliony dolarów zmierzające do ożywienia gospodarki USA.
Ale przekonanie Chin do dalszego inwestowania może nie być łatwe. Chińczycy już mają około 682 miliardów dolarów oszczędności w Ameryce w formie obligacji rządu amerykańskiego. Chińscy oficjele obawiają się teraz, że wartość tych oszczędności, jak też prawie 2 bilionów dolarów zagranicznej waluty, głównie amerykańskiej, którą Pekin posiada, może ulec erozji jeśli Waszyngton pozwoli dolarowi by za bardzo osłabł.
Pekin mógłby zażądać – jako warunek dalszego inwestowania – by Waszyngton obiecał utrzymać kurs wymiany dolara. To zachowałoby też obecną równowagę między silnym dolarem i słabym renminbi, czyli chińską walutą, która utrzymuje chiński eksport nieodparcie tanim dla wielu konsumentów amerykańskich.
Może nie brzmi to jak zbyt duża prośba. Ale faktycznie obrazuje poważne odwrócenie ról w dotychczasowych stosunkach obu państw. W ostatnich latach przedstawiciele USA wielokrotnie prosili Chińczyków o dokładnie rzecz odwrotną: pozwolenie renminbi na wzmocnienie się względem dolara. Waszyngton ma nadzieję, że silniejsze renminbi podniesie cenę chińskich produktów i zredukuje popyt Amerykanów na nie.
Widok z Pekinu
Jeśli wszystko to brzmi jakby Chiny teraz miały przewagę w grze, to nie całkiem jest to prawdą. Obok ochrony swoich inwestycji w Ameryce, swoich rezerw walut zagranicznych i niskiej ceny swojego eksportu, Chiny muszą chronić dużą część swojego sektora przemysłowego, który obecnie jest nastawiony wyłącznie na handel zagraniczny.
McMillion mówi, że bez handlu zagranicznego chińska nadwyżka produkcyjna nie ma gdzie się podziać. „Wyprodukowali w zeszłym roku ponad 400 miliardów dolarów, to jest 12% ich PKB, więcej niż sami mogą skonsumować”, mówi McMillion.
Chiński eksport spadł o 17,5% w styczniu w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku w rezultacie recesji na Zachodzie – i był to największy spadek od dekady. Może to dostarczyć Chinom sygnału ostrzegawczego, że nie mogą ryzykować podsycania protekcjonistycznego sentymentu w Ameryce.
Być może najlepszym sposobem na scharakteryzowanie wzajemnie zależnych stosunków między Chinami a Ameryką w dniu dzisiejszym jest określenie ich równymi partnerami w kryzysie. Jest to dziwne partnerstwo między ostatnim wielkim państwem komunistycznym świata, z jego mieszaną gospodarką sterowaną/wolnorynkową, a pierwszym kapitalistycznym mocarstwem świata.
Do teraz funkcjonowanie tego partnerstwa opierało się na łatwym kredycie i coraz większym długu w Stanach Zjednoczonych – okresie, który teraz niewątpliwie się skończył. Ale jak wyglądał będzie kolejny rozdział w tych stosunkach jeszcze nie wiadomo.
Copyright (c) 2008. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/China_US_Rethink_Partnership_Global_Economic_Crisis/1494639.html
Zobacz też:
Chiny-USA: Obama niepokoi Pekin (Radek Alf, 25 stycznia 2009)
http://stosunkimiedzynarodowe.info/artykul,314,Chiny-USA_Obama_niepokoi_Pekin