Co roku tysiące Europejczyków gromadnie udają się na wybrzeże Chorwacji na letnie wakacje. Wielu z nich wybiera jazdę samochodem, radośnie spiesząc ze swoich miast ku destynacji nowoczesnymi superautostradami Europy. Za wyjątkiem jednego 60-kilometrowego odcinka, który biegnie przez Słowenię. Tutaj kierowcy napotykają małą, wąską, starą drogę i nigdy nie wiedzą czy przejazd nią zajmie im godzinę czy trzy. W każdym razie, mają mnóstwo czasu by zastanawiać się dlaczego nikt nie zadał sobie trudu by zmodernizować ten zapomniany odcinek.
Jego historia sięga wstecz do roku 1969 i jugosłowiańskiego skandalu politycznego nazwanego "Aferą Drogową." Jugosławia zwróciła się wówczas, i uzyskała pożyczkę Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF) na budowę autostrad. Ale słoweńscy oficjele byli niezadowoleni kiedy przypadająca im część okazała się być mniejsza niż się spodziewali. Próbowali odwrócić uwagę od faktu, że nie złożyli odpowiedniej dokumentacji.
W następnych dekadach Słowenia miała kilka szans na zmodernizowanie drogi z Austrii do granicy chorwackiej, ale oficjele zawsze oponowali. Niemcy i Austria wyrażały zainteresowanie projektem, ale Słowenia zamiast tego lobbowała za drogą dla wczasowiczów biegnącą do słoweńskiego wybrzeża. W 1993 roku Chorwacja zaoferowała modernizację owego 60-kilometrowego odcinka, ale Ljubljana ponownie odmówiła. W latach 1989-90 Jugosławia i Włochy porozumiały się co do projektu budowy linii kolejowej z Triestu do chorwackiej Rijeki. Ale po uzyskaniu niepodległości w 1991 roku Słowenia wycofała się z umowy.
Dwie dekady później linia kolejowa jest nadal marzeniem, a droga przez Słowenię do Chorwacji pozostaje koszmarem. Teraz Słowenia jest członkiem Unii Europejskiej i pieniądze na nową autostradę wydawałyby się w zasięgu ręki. Lecz w zeszłym roku Ljubljana wszczęła nową Aferę Drogową zaczynając pobierać skandaliczną kwotę 35 euro (45 dolarów) od kierowców chcących przejechać przez Słowenię do Chorwacji. Ta sama stara, znienawidzona droga miała teraz metkę z ceną 35 euro. UE zaprotestowała i Słowenia postanowiła anulować opłatę - począwszy od przyszłego roku. W międzyczasie kierowcy będą tylko zgrzytać zębami a miliony euro będą dalej napływać.
Wewnątrz, patrząc na zewnątrz
Napięte stosunki Słowenii z UE sięgają jednak dalej niż tylko Afery Drogowej. W ostatnich kilku latach przywództwo kraju postanowiło wykorzystać długoletni spór graniczny z Chorwacją do zablokowania starań Zagrzebia o wstąpienie do UE i NATO. Początkowo Słowenia zaproponowała rozwiązanie sporu o maleńki skrawek ziemi w drodze mediacji międzynarodowej i Chorwacja się zgodziła. Ale zanim proces mógł się zacząć Słowenia zmieniła swoje stanowisko i postanowiła rozwiązać spór w drodze rozmów bezpośrednich. Jednak Ljubljana upiera się, że Chorwacja nie może wykorzystać dokumentów które posiada do wzmocnienia swojego stanowiska. Ostatnio Słowenia poinformowała pozostałe 26 państw członkowskich UE, że zablokuje członkostwo Chorwacji w UE z powodu impasu.
Spór graniczny również sięga wstecz kilku dekad. W 1993 roku słoweńska legislatura uchwaliła deklarację zaznaczającą, że całość Zatoki Pirańskiej należy do Słowenii. W ślad za tą deklaracją parlamentarzyści w zeszłym tygodniu ogłosili, że dwa małe skrawki chorwackiego terytorium także należą do Słowenii. Deklaracje te przekształciły kwestię demarkacji granicy we w pełni rozwinięty spór terytorialny.
Tymczasem Słowenia jest jedynym państwem członkowskim NATO, które jeszcze nie zgodziło się na to by Chorwacja stała się kolejnym członkiem sojuszu. Co więcej, w Słowenii debatuje się nad tym, czy przeprowadzić w tej kwestii referendum. W zeszłym tygodniu Słoweńska Partia Ludowa zaczęła zbierać 40 tysięcy podpisów niezbędnych do wymuszenia referendum. Równocześnie słoweński kanał telewizyjny opublikował sondaż, według którego 54% Słoweńców sprzeciwia się przeprowadzeniu referendum.
Słoweński premier Borut Pahor mówił, że nie widzi potrzeby referendum, argumentując że członkostwo Chorwacji w NATO jest w interesie narodowym Słowenii. Jednak podczas wyborów trzy miesiące temu, w których zwyciężył, Pahor przyjął część twardej retoryki względem Chorwacji. Robiąc tak wyciągnął korek z butelki i dżin się z niej wydostał.
Tego samego dnia kiedy parlament Słowenii wydał swoje oświadczenie, prezydent Chorwacji Stipe Mesić zareagował gniewnie: "Elita polityczna w Słowenii myśli, że może nadużywać ich członkostwa w UE i NATO by szantażować Chorwację. Innymi słowy, chcą zablokować nasze negocjacje w sprawie przystąpienia do UE i NATO jeśli nie zaakceptujemy ich żądania by rozwiązać problem graniczny przez negocjacje polityczne."
Brzydki precedens
Partie słoweńskie od wielu lat kwestią Chorwacji wygrywają i przegrywają wybory. "Jesteśmy w UE a Chorwacja nie jest", mówią politycy w Ljubljanie. "Jeśli Chorwacja chce wejść, powinni z czegoś zrezygnować." Ostatnie kroki mogą im przynieść sukces - nietrudno jest wyobrazić sobie przedstawicieli UE naciskających Chorwację by "rozwiązała" spór. Przy takiej presji Zagrzeb mógłby ugiąć się pod żądaniami Słowenii.
Ale jeśli to się wydarzy, byłby to brzydki precedens dla stosunków międzynarodowych i podstawowych zasad UE i NATO. Grecja już blokuje dążenia Macedonii do NATO z powodu sporu o nazwę tego kraju. Jeśli członkostwo Turcji w UE kiedykolwiek stanie się realną możliwością, czy Ateny podniosą kwestię Cypru? Jeśli Chorwacja przystąpi do NATO, czy wówczas będzie dążyć do zablokowania członkostwa Serbii?
Ale co dalej ze Słowenią i Chorwacją? Teoretycznie Słoweńska Partia Ludowa może odstąpić od próby wymuszenia referendum w sprawie chorwackiego członkostwa w NATO. Ale może też z powodzeniem zebrać wymagane podpisy. Najgorszym możliwym scenariuszem jest przeprowadzenie referendum i odłożenie na czas nieokreślony starań Chorwacji o wejście do NATO. Kwestia ta mogłaby nawet zostać wykorzystana do dalszego opóźnienia rozmów Chorwacji z UE.
Byłoby to zwycięstwem dla Słoweńskiej Partii Ludowej, ale porażką dla Słowenii. Przywództwo tego kraju ma duże trudności z przekonaniem NATO i UE, że Słowenia nie jest przeszkodą dla nowego porządku politycznego i bezpieczeństwa w Europie.
Ljubljana dobrze kalkulowała w przeszłości - odniosła korzyści (jak dotąd) z odmowy modernizacji drogi do Chorwacji lub budowy włoskiej linii kolejowej. Wygrywała różnice między różnymi biurokracjami i z tego korzystała. Ale igranie z rządem Jugosławii, IMF czy biurokratami UE nie jest tym samym co podważanie podstawowych zasad NATO i UE. Słowenia ryzykuje teraz, że będzie na zewnątrz postrzegana jako po prostu kolejna przeszkoda dla euroatlantyckiej integracji, zamiast bycia jedynym państwem Bałkanów przyczyniającym się do tego procesu. Byłoby to poważnym błędem w rachubach.
Nenad Pejic to associate director of broadcasting w RFE/RL. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2008. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Slovenia_Risks_Becoming_Another_Bump_In_Road/1497948.html